Żyjąc w idealnym świecie wykreowanym przez media chciałoby się czasem pobyć w tym pięknie co? Ja każdego dnia doceniam to co mam – moją rodzinę, zdrowie, dach nad głową. To, że oboje z mężem mamy prace które lubimy i które zapewniają nam bezpieczeństwo. Doceniam jak mogę – jednak przychodzi kryzys, jak dziś, i mam ochotę wyjść ze swojego ciała i nie wracać.
Jestem wdzięczna za to, że jestem w stanie zajść w ciąże, urodzić dzieckom wykarmić je. Ciesze się, że jestem sprawna fizycznie i mogę kazdego dnia bawić się z moimi dziećmi, wyjść na spacer bez pomocy innych osób i po prostu się nimi zajmować. Jestem dumna z mojego ciała – jest wspaniałe.
Tylko takie nie-idealne.
Nie mam pięknych i sterczących piersi jak nastolatka.
Nie mam płaskiego brzucha jak fit gwiazdy (poza ciążami – teraz, to byłoby niezdrowe)
Mam ogromny cellulit.
Nie mam idealnie równych i białych zębów.
Moje boczki wyłażą nawet, jak nie mam na sobie ubrania.
I chociaż to, że jestem szczęśliwa z powodu zdrowia jakie mam, co podkreślam na każdym kroku… to jednak chciałabym lepiej wyglądać. Niektórych rzeczy nie zmienię ćwiczeniami, dietą i wyrzeczeniami. Mam masę rozstępów, których się nie pozbędę. Mam problemy ze spojeniem, które też pewnie będą ze mną do końca życia. Karmienie piersią tak je zrujnowało – że nie chce na nie patrzeć. I nawet fakt, że podobam się mojemu mężowi mnie nie pociesza. Nie dziś.
Bo chociaż każdego dnia doceniam, to co mam. To dziś jestem zła na to, jak wygląda moje ciało.
Nie obwiniam nikogo.
Ja jem bardzo źle, mało ćwiczę a dzieci nie są absolutnie winne niczemu. Takie jest życie, wzięłam to na klatę – jednak gdybym miała ogrom pieniędzy, poprawiłabym to i owo. I w przypływie takiego kryzysu stworzyłam sobie listę – „to do” do zrobienia. Może kiedyś wrócę do tego i będę się śmiała, ale nie dziś.
Dziś jestem zła na cały świat za to, że wyglądam źle. Nie an siebie, nie na rodzinę – ogólnie na cały świat.
Po pierwsze – brzuch!
Po drugie – piersi!
Po trzecie – pośladki!
Po czwarte – włosy!
Po piąte – podbródek!
Po szóste – łydki!
Po siódme – ramiona!
Po ósme – stopy!
Po dziewiąte – przedramiona!
Wiele? Niewiele? Nieważne. Mam wrażenie że wymieniłam całe ciało. Trudno.
I tak będę miała przez najbliższe dwa, trzy a może cztery dni. Później mi przejdzie, znów zacznę cieszyć się z tego co mam… ale dziś mam dość swojego ciała. I proszę o skalpel!
Dobra, jestem mamą trójki dzieci. Teraz już wiecie, że czwarte lada moment też będzie z nami, więc jakieś doświadczenie w tym temacie posiadam. Pamiętam, że pierwsza ciąża to było szaleństwo – kupowałam wszystko, co było ładne i dobrze reklamowane. Wiesz ile z tych rzeczy leżało później w kącie i nikt tego nawet nie dotknął? No właśnie.
Z drugim dzieckiem było lepiej, chociaż i tak poszalałam. Miałam syna, teraz oczekiwałam narodzin córeczki – kto by się nie skusił na te wszystkie różowe dodatki?
Maciej, mój trzeci syn – to też tak naprawdę pierwsza ciąża Daniela. Pojawił się w naszym życiu, w okolicy pierwszych urodzin Blaneczki. Nie widział rosnącego brzucha, nie brał udziału w kupowaniu wyprawki, nie wiedział co się przyda a co jest nienaciąganiem rodziców. Miał mnie, doradzałam – opowiadałam – tłumaczyłam. Dzięki temu był kompromis. Kupujemy to, co jest niezbędne – ale kilka stówek może wydać na pierdoły – niech też ma radość, z tej „pierwszej” ciąży!
Widzę, ile rodziców kupuje produkty bez sensu.
Ochraniacze, kołderki, zawieszki i inne. Ładnie wyglądające jednak nie wnoszące nic w opiekę nad dzieckiem. Ba! Sporo z tych produktów może nawet doprowadzić do tragedii. Dlatego jest jedna fajna i mądra zasada – im mniej, tym lepiej. A gdy czegoś Ci zabraknie, zawsze możesz dokupić w trakcie, przecież z dnia na dzień nie wycofają ze sprzedaży wszystkiego do niemowląt.
Stworzyłam listę tych produktów, które potrzebujesz. Nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że jest zbyt duża. Nie każda z nas potrzebuje laktator. Nie wszystkie korzystają z przewijaka czy bujaczka – to przedmioty, które możesz dokupić w trakcie. Wiadomo, że chcemy mieć wszystko przygotowane… jednak czy warto? Nie popadajmy w skrajności.
Produkt
|
Ilość
|
Pokój maluszka + inne
|
|
| Łóżeczko/ kosz mojżeszka/ kołyska/łóżeczko dostawne |
1 |
| Materacyk |
1 |
| *Śpiworek* |
1 |
| Kocyk |
1 |
| Rożek |
1 |
| Monitor oddechu |
1 |
| Niania elektryczna |
1 |
| Leżaczek-bujaczek |
1 |
| Mata edukacyjna |
1 |
| Przewijak wolnostojący/przewijak nakładka |
1 |
| Pieluszki tetrowe/flanelowe |
10 |
| termometr elektryczny |
1 |
| katarek |
1 |
| Proszek i płyn do prania |
1 |
| inhalator |
1 |
| chusteczki nawilżane |
5 |
| Pampersy |
100 |
| Prześcieradło |
1 |
Ubranka maluszka
|
|
| *Śpioszki* |
7 |
| Pajacyki |
7 |
| Body długi rękaw |
7 |
| Body krótki rękaw |
7 |
| Skarpetki |
7 |
| Bluzeczki |
7 |
| Spodnie |
7 |
| Czapeczka |
3 |
| Bluza/Sweterek |
2 |
| Kombinezon/czapka/ szalik dla dzieci urodzonych zimą |
1 |
Spacer maluszka + podróż
|
|
| *Wózek 2 w 1* |
1 |
| Moskitiera/folia przeciwdeszczowa |
1 |
| Torbę do wózka |
1 |
| Przewijak/podkłady do przewijania |
5 |
| *Chusta/nosidło* |
1 |
| *Fotelik samochodowy* |
1 |
Karmienie dziecka
|
|
| Laktator |
1 |
| *Butelki* |
2-3 |
| Pojemniki do przechowywania pokarmu |
1 |
| Podgrzewacz do pokarmu/sterylizator |
1 |
| Wkładki laktacyjne |
1 |
| Biustonosz do karmienia |
2-3 |
| Szczotki do czyszczenia butelek |
1 |
| Opakowanie termoizolacyjne na jedzenie |
1 |
| W razie karmienia MM – pojemnik na odmierzone porcje jedzenia + termos |
1 |
| Smoczki |
1-2 |
| *Poduszka do karmienia* |
1 |
Kąpiel maluszka i pielęgnacja
|
|
| Wanienka |
1 |
| Ręcznik kąpielowy |
1-2 |
| *Octanispet* |
1 |
| Szczoteczki na palec do czyszczenia jamy ustnej |
1 |
| Waciki do czyszczenia noska, pępka i uszu |
1 |
| Sól fizjologiczna do noska |
1 |
| Płatki kosmetyczne |
1 |
| Maść ochronna/maść na odparzenia |
1 |
| Tremometr do kąpieli |
1 |
| Szczotka do włosów z miękkim włosiem |
1 |
| nożyczki/cążki/pilniczek do paznokci |
1 |
| krem ochronny na zimę/krem z filtrem na lato |
1 |
| płyn do kąpieli |
1 |
| podkłady do przewijania |
5 |
Dodatkowo dla mamy
|
|
| Podkłady poporodowe/podpaski |
2-3 paczki |
| *Bawełniana bielizna* |
3-5 |
| Maść na brodawki |
1 |

Chciałam wyjaśnić kilka kwestii, które zaznaczone są gwiazdką.
*Śpiworek* – maluszki nie śpią pod kołderką. Kupujemy śpiworek w tym celu lub ubieramy pajacyk. Kołderka może nasunąć się na buźkę powodując uduszenie. Tak samo ochraniacze – norowodek nie jest w stanie się ochronić przed tragedią. Dla starszaka, jak najbardziej – pierwsze miesiące w domu nie jest Ci to potrzebne.
*Śpioszki* – jeśli planujesz chustować, nie inwestuj zbytnio w ten rodzaj odzieży. Niestety, mogą maluszka boleć paluszki. Warto kupić większą ilość skarpetek i spodenek.
*Wózek 2 w 1* – nie kupujemy zestawów wózek z fotelikiem, niestety dostępne foteliki z tych zestawów nie spełniają absolutnie żadnych atestów. Bezpieczeństwo dziecka jest dla Ciebie priorytetem, kup adaptery i porządny fotelik.
*Chusta/nosidło* – dla maluszków, które nie siedzą samodzielnie – tylko chusta. nie daj się nabrać na beznadziejny marketing i chore polecenia osób, które nie mają o tym pojęcia. Zaszkodzisz dziecku. Tylko chusta do momentu, gdy dziecko zacznie siadać.
*Fotelik samochodowy* – To, że nie kupujemy zestawów 3w1 już wiesz. Teraz słuchaj jeszcze jednej rady – kupując fotelik, podjedź do sklepu autem. Niech pracownik dobierze model, który pasuje do Waszego samochodu. Warto odwiedzić doświadczonych sprzedawców, nie każdy fotelik pasuje, do każdego auta.
*Butelki* – Jeśli planujesz karmić piersią – postaw na butelkę z małym przepływem. Nie zaburzy ona odruchu ssania, ponieważ dziecko będzie musiało też nieźle się natrudzić pijąc z niej.
*Pouszka do karmienia* – taką samą rolę może odgrywać poduszka dla kobiet w ciąży. Jeśli posiadasz.
*Octanispet* – przyda się także mamie, gdy będzie potrzebowała pielęgnować ranę po porodzie zarówno SN jak i CC. Ma dość długi termin ważności wiec i na pierwsze upadki dziecka będzie hitem. Ja czyściłam nim pępek dzieci po porodzie.
*Bawełniana bielizna* – nie siateczkowe, nie sztuczne – po prostu bawełniane majtki. Oddychające, zapewniające komfort i dobrze trzymające podkłady/podpaski ponieważ Twój organizm po porodzie będzie się jeszcze chwile oczyszczał.
Niektóre produkty oznaczyłam już bezpośrednio przy nazwach. My z nich korzystamy i zdecydowanie polecamy.
Jestem pewna, ze spora część z Was posiada jakąkolwiek bliznę. Niektóre duże, inne małe. Te, po przebytych operacjach czy upadkach i te, które powstają chociażby podczas procesu dojrzewania czy na etapie rosnącego brzuszka przyszłej mamy.
Ja zaczęłam ostatnio liczyć z ilu egzemplarzy składa się moja kolekcja. Nie starczyło mi palców u rąk. Następnie chwyciłam moje dzieci i o dziwo… było podobnie a są jeszcze tacy mali. O mężu nie wspominam, on prowadził bardzo szalone życie kawalera a teraz jech mechanikiem więc nie ma dnia by nie wrócił ze skaleczeniem ręki czy innej części ciała – od stóp do głów jest chodzącym okazem zadrapań, skaleczeń i blizn.
Na szczęście, wiele z nich udaje się ukryć pod ubraniami.
Moje, na brzuchu są ogromne – ciążowe. Pogodziłam się z nimi 7 lat temu, chociaż było ciężko. Jest jednak jedna, na którą nie mogę patrzeć. Nie mam z nią dobrych wspomnień – jak z rozstępami, które były efektem ciąży a dzięki niej mam 3, a za moment czwórkę wspaniałych dzieci. Moja duża blizna na brzuchu powstała na skutek oparzenia herbatą. Jako dziecko, biegałam po domu podczas jednej z imprez rodzinnych. Wleciałam do kuchni, w momencie gdy gospodynie szykowały kawy i herbaty. Wylało się na mnie trochę wrzątku – szybka akcja mojego taty z prysznicem uratowała moje ciało. Dzięki czemu została blizna na brzuchu, a nie na znacznie większej powierzchni. To mój kompleks.
Dalej są blizny na nogach!
Tez nic miłego. Jako dziecko, miałam halluxy – możesz sobie wygooglować co to takiego. W 4 klasie szkoły podstawowej rodzice opłacili mi operację ich usunięcia, przez co moje stopy ozdobione są kilkoma bliznami. Wiem, że była konieczność jej przeprowadzenia jednak ciężko mi patrzeć na coś, co szpeci ciało. Blizny pooperacyjne nie kojarzą się z czymś miłym, jednak są sytuacje że bez nich nasze zdrowie bądź życie byłoby zagrożone – dlatego je mimo wszystko apceptuje. O kolanach nie wspomnę, jako dziecko przewróciłam się na schodach i rozcięłam to miejsce dość głęboko. O szpitalu i szyciu mogłam zapomnieć, więc plaster uratował sytuację. Do dziś mam pamiątkę.

A najlepszą pamiątkę mam po placu zabaw!
Kojarzysz taki bączek na którym można się kręcić dookoła? Nie znam nazw karuzel, ale na bank wiesz o co chodzi. Kręciłam się z innymi dziećmi na tej karuzeli i gdy była rozpędzona to z niej zeskakiwaliśmy. Tak samo było z huśtawkami, konikami i „pociągiem” – nasze pokolenie to zna. Wracając do historii… zeskakiwałam z tej karuzeli i pech chciał że zahaczyłam palcem o ten łańcuszek, który służy do zabezpieczenia przed upadkiem. Rozerwałam sobie palec wskazujący. Zobaczyłam dosłownie „mięso” na wierzchu i pobiegłam do domu. Lata były jakie były, kolejny raz do szpitala na szycie nie pojechałam (a zdecydowanie powinnam)- moja mama przykleiła plaster dość ciasno teraz moją rękę zdobi piękna, krzywa blizna.
Takich historii mam całą masę, kiedyś dzieci bawiły się chyba troszkę inaczej niż teraz i efekty tych szaleństw do dziś mamy na swoich ciałach. Mnie jednak boli serducho gdy widzę blizny u moich dzieci. Wiem, że wielu sytuacji mogłabym uniknąć, ale z drugiej strony… to są dzieci i mają prawo poznawać świat, biegać, dotykać, skakać… nie uchronimy ich przed wszystkim.
Antoni miał szyte czoło w okolicy pierwszego roku życia.
Szczerze, nawet nie pamiętam kiedy to dokładnie było, chcąc wrócić do tego dnia przed oczami mam tylko wielką ranę na jego głowie. Rozchodziła się na boki, bo chociaż była dość krótka, była głęboka. To był jeden z gorszych dni w moim życiu. Ten pościg do szpitala, ten bieg, te nerwy, te łzy… wyproszono mnie z sali. Nie na siłę, grzecznie i z kulturą ratownik medyczny zapytał, czy może mi pomóc go potrzymać a ja wyjdę w tym czasie na korytarz. On się nim zajmie, będzie bezpieczny a ja… mam się uspokoić bo zaraz dostanę go na ręce i będę musiała sprawić by przestał płakać. Inaczej, szwy które mu właśnie zakładają mogą się zerwać. Posłuchałam, ale krzyk mojego dziecka był tak głośny, że nie byłam w stanie dojść do siebie.
Wyliśmy razem na tym korytarzu jeszcze dłuższą chwile. Po badaniach, wróciliśmy do domu i do dziś nie mogę wybaczyć sobie co się wtedy stało.

Każdego dnia widzę bliznę na jego czole.
Przypominam sobie wtedy jego strach, ból, łzy. Pamiętam te obrazy, bo ciągle siedzą w mojej głowie. Pamiętam moje przerażenie i absolutnie żadnej matce nie życzę tego samego. Chcąc ukryć pamiątki tamtych dni postanowiłam działać różnymi środkami i odnajdując domowe sposoby na blizny pooperacyjne, działałam. Dla niego, by nie powodowała kompleksu i dla mnie, by chociaż trochę ukryła moje wyrzuty sumienia. Masowałam bliznę, działałam naturalnymi środkami, korzystałam z plastrów, kupiłam żel na blizny i maść na blizny. Osiągnęliśmy efekt, który nas zadowala. Zminimalizowaliśmy jej widoczność, a także wielu innych które ja i dzieci mieliśmy.
Zdradzę Ci teraz patent na to, co moim zdaniem nam najbardziej pomogło. Żel od Contractubex. Jednak jest to lek, więc musisz zasięgnąć porady lekarza.
Obszary jego zastosowania to:
-
oparzenia termiczne,
-
otarcia i skaleczenia,
-
zabiegi chirurgiczne,
-
leczenie operacyjne haluksów,
-
laseroterapii tatuaży.
Żel zawiera 3 substancje czynne, wspomagające proces gojenia skóry i regulujące wytwarzanie tkanki blizny: heparynę, wyciąg z cebuli i alantoinę. Współdziałanie tych składników w szczególności reguluje syntezę kolagenu, będącego głównym białkiem tkanki łącznej.
Jedno jest pewne.
Jeśli jakaś blizna skutecznie utrudnia Ci funkcjonowanie – koniecznie zajmij się nią.
Nie musi powodować dyskomfortu i kompleksów.
Ostatnio polubiłam się kolejny raz z serialami. Najlepiej takimi, które nie wymagają ode mnie najmniejszego skupienia. Lekkie – tak, by móc oczyścić głowę i nie myśleć.
Powiem Ci szczerze, że w wiele z tych pozycji wkręcił się mój mąż, a on ma ciężka głowę do seriali tego typu. Warto zobaczyć. Wszystkie dostępne na Netflixie – bo nie mamy innej TV w domu.
Słodkie Magnolie

Ta pozycja wyskakiwała mi milion razy, ale miniatura nie zachęcała by kliknąć. A tu proszę. W dwa/trzy dni obejrzałam wszystkie odcinki. Wciągająca historia trzech przyjaciółek – problemy, łzy, radość, nowe wyzwania. Dla mnie lekka i przyjemna.
The Order

To już bardziej już mąż niż ja. Jak widzę krew – to wychodzę. Tu jest jej mało, ale się pojawia. Magicy, wilkołaki – walka jednych z drugimi. Taki typ.
Już nie żyjesz

Obejrzałam póki co 2 odcinki i… chce więcej. Mam dziwne poczucie humoru a tu nawet sporo się śmiałam.
Pracujące mamy

Po pierwszej scenie, w której widać 3 pary piersi powiedziałam „o co tu chodzi? co to za syf” ale warto przejść pierwszy odcinek bo reszta jest super! Krótkie, 20-30 minutowe odcinki można zawsze w ciągu dnia włączyć.
W garniturach

Klasyk i zawsze będę polecała. Widziałam całość z 10 razy i planuję znów włączyć jakiegoś dnia. Nawet dla osób, które nie interesują się prawem.
Ty

O świrze, który się zakochał. Więzi, zabija i inne. Ogólne dość popaprany film.
Sex Education

To tez pozycja mojego męża. Uczeń udziela porad seksualnych, jego mama jest seksuologiem. Takie koło. Ciąża, problemy nastolatków i ogólnie.
Bez zbędnego przeciągania i mydlenia. Będzie krótko i zwięźle – dobra? Jesteśmy szaleńcami, którzy sami nie wiedzą do końca co zrobili…
A zrobili dużo!
W listopadzie zostaniemy rodzicami po raz 4! Kto się domyślał?

Wkroczyliśmy w 6 miesiąc ciąży – zaczęliśmy 24 tydzień. Już bliżej niż dalej, chociaż początki nie były łatwe i piekne. A teraz… Znamy nawet płeć bąbla.
Nie możemy doczekać się maluszka!
Przerażeni ale jednak szczęśliwi ❤️

Krytyka, wytykanie, krzywe spojrzenia – która mama spotkała się już z taką sytuacją? Mam wrażenie że każda z nas, usłyszała coś na temat wychowywania dzieci. Ostatnio niestety zauważyłam nie tylko trend wytykania mamom tego, co kupują i jak wychowują dzieci. Ale także bunt tych mam, nawet w sytuacji gdy serio rada była na miejscu i nie została napisana złośliwie. Taki mechanizm obronny, zanim cokolwiek złego się stanie.
Konstruktywna krytyka jest ok.
Jednak znalezienie tej zdrowej granicy jest trudne. Kobieta w ciąży i podczas pierwszych chwil macierzyństwa ma dość. Jest zmęczona, ma wrażenie że przestała ogarniać a tu nagle milion rad i to najczęściej takich, nic nie wnoszących. A najczęściej też krytykujących.
Jedna mama na IG, która obecnie jest w ciąży, opowiedziała o nosidłach. Kolejnego dnia musiała zrobić sobie reset od aplikacji bo… miała dość. O ile rozumiem fakt chęci udzielenia jej potrzebnej informacji (że absolutnie żadne nosidło nie nadaje się do noszenia noworodka – warto sięgnąć po chustę) tak nie rozumiem sposobu w jaki został jej ten fakt przkazany. Wyzwiska, zarzucanie braku odpowiedzialności i tego, że nie dorosła do bycia nią przez fakt popełnienia błędu. Rozumiecie to?
W jakim świecie my żyjemy?
W takim, gdzie każda mama musi być po studiach lekarskich, pedagogicznych, psychologicznych musi skończyć akademię gotowania, sprzątania, prania i milion innych. Ważne jest tez to, by miała chociaż minimalną wiedzę w zakresie BHP, naprawy dziecięcych zabawek czy dietetyki. Nie ma absolutnie miejsca na najmniejszy błąd.
Osądzanie innych mam, jest dla niektórych normalne. Robią to mamy – mamom, ale najgorsze są takie kobiety, które nie mają dzieci i nadal są najmądrzejsze.
Ja już usłyszałam między innymi:
-
Twoje mleko, po roku karmienia to już pewnie trucizna.
-
Co on tak płacze? Nauczyłaś nosić!
-
Śpi z Wami w łózko? A gdzie mąż śpi? Miejsce dziecka jest u siebie.
-
Nie masz czerwonej wstążki? Ociotuje Ci ktoś dziecko!
-
Gdzie czapka?
-
Oni nic nie jedzą, zrób coś!
-
Jaki Ty masz w domu bałagan!
To tylko pierwsze z brzegu jaki mi się przypomniały. Bądź jakie padają w naszym kierunku najczęściej.
Pamiętaj jedno!
To Twoje dziecko. Twoje i Twojego męża/partnera. Nie chcesz dla niego źle, jednak błędy będziesz popełniała. Ja to robię, pomimo bycia mamą już dłuższy czas. Trójka dzieci powinna dać mi jakiekolwiek doświadczenie, ale prawda jest taka że każde dziecko jest inne – a Ty, za każdym razem będziesz słyszała nowe argumenty pokazujące Ci że coś robisz źle.
Przy pierwszym pewnie wszystko. Przy drugim zacznie się temat tego, że pierwsze olewasz. A przy trzecim? Że jesteś największym nie ogarem życiowym. Ale wiesz co? Jest na to jedna złota rada – miej to w nosie. Bo wiesz co? Osoby które Ci to mówią/piszą – ogarniają mniej od Ciebie. Żyją Twoim życiem, wtrącają się w Twoje sprawy i próbują pokazać jakie nie są wspaniałe, chociaż to nieprawda.
Jestem żoną dwa lata – długo, nie długo? W dłuższej perspektywie to skrawek tego, co nas czeka. Jednak jako osoba, która poważny związek ma za sobą, czego efektem jest dwójka wspaniałych dzieci. I jako żona mężczyzny, z którym wychowuje dwójkę dzieci z poprzedniego związku i jedno urodzone już po ślubie… czuję, że mogę wypowiadać się na ten temat głośno. Nie jestem laikiem. Żyję w szczęśliwym małżeństwie, w szacunku, pokazując dzieciom każdego dnia że może budować coś dobrego.
Jednak nie było kolorowo!
Nie zdradzę za dużo, bo jestem w trakcie pisania książki (ebooka) o mojej historii nastoletniej ciąży. Pojawi się w niej wątek mojego męża, rozstań, łez ale i radości – chciałabym coś zdradzić, ale nie mogę. Tym wpisem jedynie Cię trochę do tego zachęcę. Dlaczego? Bo cały dochód z jego sprzedaży przekazuje na pomoc nastoletnim samotnym mamom. Za pieniążki które uda się zebrać, chciałabym pomóc im w kompletowaniu wyprawki, opłacaniu lekarzy, pomocy prawnej – takiej jak sądowe rozprawy o alimenty, kontakty czy zaległości spowodowane brakiem wcześniejszej pomocy finansowej.
Byłam w tej sytuacji. Byłam jedną z dziewczyn, które nie miały co jeść. Dawałam Antkowi, będąc w ciąży z Blanką ostatni chleb – a sama szłam spać głodna. Nie mówiłam wtedy o tym, bo było mi wstyd. Teraz, jestem starsza, dojrzalsza i nie chcę by jakakolwiek kobieta miała takie same doświadczenia. Chcę pomóc i wymyśliłam na to taki sposób. Mam nadzieję, że gdy już mój ebook wróci z korekty i będzie poskładany w całość – pomożesz nam. Pomożesz nastoletnim mamom 🙂
Jednak wracając do tematu…
…bez zdradzania zbyt wielu szczegółów. Przeszłam wiele, jeszcze więcej widziałam i doświadczałam. Byłam nieszczęśliwa, niekochana i nieszanowana. Myślałam, że jest ok, że tak wygląda związek. Bzdura! Wiesz ile kobiet godzi się na coś takiego, myśląc, że tak własnie wygląda związek? Wiesz ile kobiet (chociaż mężczyzn też) boi się odezwać, poprosić o terapię, odejść czy po prostu zwrócić uwagę? Żyją w tym złym świecie nie robiąc nic. A ja Ci coś dziś powiem.
Bo małżeństwo to nie tylko motylki. Są kłótnie. Są sprzeczki. Czasem jest rzucanie talerzami. Związek dwóch osób jest piękny, ale bywa trudny. Potrzebujemy dwóch chętnych osób do tego, by się udało. Jeśli chce tylko jedna – nie ma najmniejszych szans na powodzenie. Mój poprzedni związek się nie udał, bez wchodzenia w szczegóły – ani ja, ani on nie byliśmy szczęśliwi. Tkwiliśmy w tym chorym układzie długo, ze względu na dziecko. Co było jeszcze większym błędem bo frustracja rosła, a rozstanie było burzliwe i do dziś ze sobą nie rozmawiamy.
Chcesz wiedzieć jak wygląda związek?
Nie ma reguły. Każdy jest inny. Jedni oczekują kwiatków, motyli, pięknych słówek. Inni szacunku, obecności, stabilności. Co człowiek, to inne wymagania i oczekiwania. Nie ma złotej reguły na to, by związek przetrwał. Co „mądrzejsi” mówią że musi być „to coś”. Ja nie jestem filozofem, ale dla mnie to „coś” to rozmowa. Gdy jej zabraknie, leży wszystko. Gdy ludzie ze sobą nie rozmawiają, nie znają swoich planów, marzeń, oczekiwań, założeń… to nie wiedzą nic. Rozmowa to niewiele a jednak – wiele. Bo wielu ludzi cierpi właśnie z tego powodu. My z Danielem rozmawiamy bardzo dużo. Ogólnie jestem osobą, która sporo mówi, jak kogoś zna – a męża znam najbardziej na świecie więc co wieczór nadaje jak katarynka.
O tym co robiliśmy, co planujemy robić. Jak zepsułam zmywarkę, jak dziecko się przewróciło, jaką kolację dziś zrobię. Kto do mnie napisał, jaki wyjazd będzie w weekend. Co za rachunek leżał w skrzynce, jakie auta naprawiał dziś w pracy, kiedy wyskoczymy do rodziców… wiecie! o wszystkim!
Więc jak jest?
Nie jest idealnie, bo mamy w sobie coś takiego – że oczekujemy czegoś od innych. Wkurzamy się na siebie, bo w naszej głowie rodzi się plan, a ta druga osoba tego planu nie rozumie bądź wcale nie miała podobnych zamiarów. Przykład? Zaplanowałaś sobie, ze Twój mąż zmieni żarówkę w kuchni. On wraca z pracy, żarówka jak leżała tak leży a Ty się wściekasz. Kogo to wina?
To był przykład, pierwszy z brzegu i może dotyczyć każdej sfery życia. Chodzi o ten brak oczekiwań w stosunku do drugiej osoby.
Jednak to nie jedyny powód do nieporozumień. Związek to dwie osoby. Dwójka ludzi, wychowywana w myśl różnych zasad, w różnym środowisku, przez innych ludzi i z innymi wartościami. Nie ma dwójki takich samych – różnimy się. A im bardziej się różnymi, tym ciekawiej ale też… ah no dobra, po prostu ciekawiej!
Nie ma małżeństwa idealnego!
To co widzisz w gazetach, na instagramie, w TV czy internecie… to zdjęcia. Ludzie, którzy dzień wcześniej mogli mieć „ciche dni” a dziś wyjechali nad jezioro i są szczęśliwi. Parę, która była zmęczona bo nie spała w nocy i pokłóciła się o szklankę na stole – ale godzinę później już się przytulała. Dwie osoby pozornie szczęśliwe na zdjęciu, które na zdjęciu są razem chociaż popołudniami chodzą na terapię do psychologa by odkryć, co jest powodem ich niepowodzeń i być może od miesiąca nie spali w jednym łóżku.
Nie masz idealnego małżeństwa. Ja też nie mam.
Ale rozmowa to klucz – serio. Choćby się waliło i paliło porozmawiaj z nim/z nią wieczorem. Tak przed pójściem spać.
A jakie jest Twoje małżeństwo? 🙂
Zaczynamy z grubej rury, bez wstępów i przeciągania 🙂
1. panicznie boję się horrorów, nawet tych najłagodniejszych i najmniej strasznych. Dla mnie horrorem jest też film King Kong czy wszystkie wojenne. Gdy jakimś cudem zobaczę skrawek takiego filmu, mój mąż odprowadza mnie do WC w nocy!
2. Jestem chomikiem – lubię oszczędzać, lubię mieć pieniądze i nie lubię ich wydawać. Niestety, życie mnie nie oszczędzało, był moment że nie miałam co jeść – odkąd zaczęłam dobrze zarabiać, muszę mieć na koncie taką kwotę – która daje mi poczucie bezpieczeństwa. Zepsuje się pralka? ok. Auto? spoko. Chodzi o ten spokój…
3. Jeansy to mój wróg. Nienawidzę tej ciasnoty, ograniczenia ruchów i braku wygody. Wolę legginsy, dresy, sukienki, spódnice… wszystko to, w czym mogę zgiąć kolana i wrzucić na łóżko bez dyskomfortu w okolicy brzucha. Niestety 3 ciąże mnie nie oszczędziły i ogromna ilość skóry na nim jest.
4. Miałam w 4 klasie operacje na dwie stopy. Nie chodziłam rok do szkoły, miałam nauczanie indywidualne – nauczyciele przychodzili do mnie do domu. Powodem były haluksy – możesz sobie wygooglować. Miałam je odkąd pamiętam, a rodzice zaoszczędzili i zoperowali mi stopy. Mam po dwie blizny na każdej – a dożywotnie w dużym palcu blaszkę/kotwiczkę metalową.
5. Nienawidzę kupować w sklepie. Wiesz jaką radość sprawiła mi informacja, że w polo marketach można zamawiać przez aplikacje? Teraz już nie muszę wcale wychodzić z domu – wszystko ogarniam z domu. Zakupy/ludzie/tłum to moi wrogowie.
6. Okulary zaczęłam nosić po porodzie Antka i po każdej kolejnej ciąży i porodzie muszę zmieniać szkła na mocniejsze. Nie umiem tego wyjaśnić, ale może parcie powoduje jakieś większe uszkodzenia wzroku?
7. Jestem uzależniona od przeglądów dentystycznych. Co wkurza moją rodzinę, ale każdy z nas co 3 miesiące musi pojawić się na kontroli – i każdą dziurkę robimy od razu! Nie znoszą mnie za to, ale ja wiem że kiedyś mi podziękują. Zęby to wizytówka człowieka, trzeba o nie dbać, bo nowe nie wyrosną 🙂
8. Nienawidzę prasować – kiedyś, zanim poznałam mojego męża prasowałam wszystko. Ręczniki, skarpety, majtki… później pojawił się on a ja nadal to robiłam do czasu.. aż nie zrzucił mojego żelazka na podłogę. Nie kupiłam nowego i pokochałam życie bez prasowania. Polecam każdemu!
9. Mam niesamowitą pamięć do cyfr. Pamiętam numery pesel całej mojej rodziny, numery telefonów… jak dwa razy pod rząd wpiszę coś do dokumentów (ale koniecznie odręcznie!) zapamiętuje – w ten sposób, gdy urodził się Maciej i wypełniałam dokument do 500+ i becikowego.. nauczyłam się mojego numeru konta. Sama uważam się za dziwaka w tej kwestii.
10. Zapisuje wszystko, zawsze i koniec. Jak coś mi powiesz, a ja tego nie zapiszę – nie zapamiętam. Musisz widzieć, że zapisuję to w telefonie/w moim kalendarzu – jeśli nie masz pewności, możesz mieć pewność że raczej tego nie zrobię.
11. Kawę nauczył mnie pić mój mąż. Do 21 roku życia nie lubiłam tego smaku – on mnie uzależnił. Potrafię wypić 7-8 dziennie.
12. Nigdy nie byłam za granicą. Tunezja w tym roku będzie moim pierwszym wyjazdem. Mam nadzieję, że będzie ich więcej.
13. Uwielbiam orzechy – każde.
14. Nie lubię buraków – barszcz, tarte, carpaccio – a fe!
15. Mój sen musi trwać 10 godzin bym była wyspana. Podziwiam ludzi śpiących 6-7-8 godzin!
16. Mam trojkę dzieci i… nie lubię dzieci. Ogólnie swoje kocham, ale każde inne mnie denerwuje. Mogę się pobawić, pośmiać, powygłupiać… ale jak zaczyna odwalać coś, co mi nie pasuje to mnie wkurza. Moim zwrócę uwagę, obcym nie wpada – od tego ma rodziców.
17. Nie pamiętam by brać leki. W ciąży tym bardziej – te witaminki, luteiny, magnezy… o losie! Kto to pamięta? Mi co wieczór przypominał mąż.
18. 10 lat uczyłam się niemieckiego i nie umiem nic. Poza „jestem Basia, mieszkam w Czempiniu, pochodzę z Polski, mam 27 lat” przynajmniej jak zgubię się w Niemczech to na komisariacie może mi pomogą dostać się do domu.
19. Uwielbiam piec. Nie lubię jeść tego – tzn zjem kawałek, ale by to było coś co kocham.. ee nie. Piekę bo sprawia mi to frajdę, ale niech jedzą inni.
20. Najlepiej czuję się w autach krowach. Muszę siedzieć wysoko, jak na krześle! Nie lubię niskich i sportowych aut… są piękne! Ale ja mam wrażenie że jadąc w nich… zginę.
21. Nie gotowałam do… 21 roku życia. Później życie mnie zmusiło a teraz? Wydałam dwa ebooki kulinarne!
22. Kocham wino! I to jedyne za czym tęskniłam będąc w każdej ciąży. Ostatnio nawet wąchałam sobie kieliszek mojej siostry.
23. Nie lubię spacerów. Nudzą mnie. Mogę chodzić jak wiem że jest jakiś cel… spacerowanie bez niego jest bez sensu. Katorgą dla mnie było spacerowanie z Antkiem, jak miałam tylko jego. teraz, idziemy na plac zabaw, na zakupy, na lody… więc Maciej korzysta. Gdy miałam jedno dziecko… bawiliśmy się w ogrodzie.
24. Kocham wesela. Kocham tańczyć, pić i bawić się. Jak jest możliwość, zostawiamy dzieci daleko za nami i biegniemy na imprezę. Nawet jak mnie nie znasz – chętnie wpadnę!
25. Nie umiem chodzić na kompromisy. Tu odzywa się znów moja przeszłość. Bardzo długo mogłam polegać na sobie, liczyło się tylko moje zdanie… Teraz mam męża, który czasem myśli inaczej i ciężko mi przetrawić to, że on mi się sprzeciwia. Walczę z tym, staram się. Wybrał kolor ścian w korytarzu 😀
26. Ryczę jak mogę. Jak jestem zmęczona – płaczę. Jak mnie coś wkurzy – płaczę. Jak mój mąż powie coś do mnie nie tym tonem a mam zły dzień – płaczę, jak moje dzieci mają przedstawienie w przedszkolu to wyję najgłośniej. Raz, musiałam wyjść z sali bo zagłuszałam dzieci. A drugi raz, gdy Blanka i Antek RAZEM zaczęli śpiewać „mamo ty jesteś, moim powietrzem, z Tobą chce się śmiać…” to zabrakło opakowania chusteczek bym mogła się wycierać.
27. Nie mogę pracować, gdy w tle leci muzyka. Nie umiem się skupić.
28. Mówią, że jestem uzależniona od fejsa. Bo pól dnia tam siedzę – ale jak nie mam tam siedzieć, jak to moja praca? Poza blogiem, pracuję na etacie.
29. Jak widzę krew mam odruch wymiotny i mi słabo. Ostatnio moja córka się przewróciła… wołała mnie a mój mąż pobiegł pierwszy. Wiedział, że zaraz nie jedną a dwie będzie musiał zbierać z podłogi.
30. Nie spóźniam się. Tzn nie spóźniałam – aktualnie spóźnienia się tylko z winy mojego męża, który ma na wszystko czas. Ja stoję z dziećmi pod drzwiami i czekamy.
Teraz Twoja kolej!
Jestem ciekawa co mi powiesz!
Ciężko jest mi w to uwierzyć, że nasz maluch skończył rok. Pamiętasz, gdy pojawił się post o ciąży? Byłam wtedy w 20 tygodniu, trochę przetrzymałam wszystkich z informacją. Decyzja była taka a nie inna, dlatego że chcieliśmy pochwalić się ciążą gdy będzie już bezpiecznie. A teraz? Czas biegnie tak szybko, że nasz maluch skończył rok 8 czerwca, a wpis z tej okazji pojawia się dziś.
Dlaczego? Bo mama trójki dzieci nagina czasoprzestrzeń! Serio. Myślałam, że z jednym dzieckiem jest co robić, a prawda jest taka – że z jednym człowiek się nudzi. Im więcej dzieci, tym lepsza organizacja. Aż chciałby się nie zamykać produkcji, bo z każdym kolejnym bobasem – robimy z mężem jeszcze więcej w ciągu dnia!
Maćko to iskierka – żywo srebro.
Jestem mamą trójki dzieci, a dopiero to ostatnie pokazało mi co to znaczy nie spać, czuwać i być obok non stop. Antoś był aniołem, który spał i jak w zegarku budził się co 3h na mleko. Blanka miała kolki – więc to inny temat, ale po 3/4 miesiącu było już pięknie. Maćko ma rok, a śpimy od niedawna. Koleś budził się w nocy co 30 minut! W ciągu dnia nie lepiej, dwie drzemki po 15-30 minut i wstawał z naładowanymi bateriami. Biega, krzyczy i wspina się na wszystko co może. Na narożnik (oparcie) na szafkę RTV, na stoliki kawowe a nawet na krzesła i duży stół w kuchni! Trzeba mieć oczy dookoła głowy – non stop!
Padamy ze zmęczenia, jednak gdy przychodzi wieczór i mój mąż bierze go do kąpieli nie możemy wyjść z podziwu – jaki cud jest z nami.
Trochę się o tego maluszka staraliśmy!
To stwierdzenie, że jak ktoś bardzo chce to nie może – a jak nie do końca planuje, to się udaje – u nas zdało egzamin. Bardzo chcieliśmy Maćka, a co miesiąc test pokazywał jedną kreskę. W momencie gdy odpuściliśmy, bo już nasz ślub był blisko… okres się nie pojawił. Od tego dnia, nasze życie wywróciło się do góry nogami. Ślub, 3 miesiące wyjęte z życia (bo je w całości przespałam), leżenie bo szyjki nie było a na końcu okazało się że Maćko urodził się po terminie. Kolejny, już trzeci, poród wywoływany.
Jednak gdy zobaczyliśmy tego spuchniętego, czerwonego, małego buntownika wiedzieliśmy że zrobimy dla niego wszystko. Był (i jest!) idealny!
Nie chciałam więcej dzieci!
Złe doświadczenia z poprzednich lat odbiły się na mojej psychice. Bałam się, że zostanę sama nie z dwójką, ale z trójką dzieci. Swoje błędy przeszłości przelewałam na mojego męża który nie był niczemu winny. A każdego dnia, pokazywał mi – jak bardzo tego chce. Uległam. I absolutnie nie żałuje tej decyzji. Każdy kto zna lub spotkał Maćka wie… że skrada on serducha swoimi oczkami i szczerbatym uśmiechem. Jest boski!
Facet rakieta!
Zaczął chodzić jak miał 9 miesięcy. Ma rok, a na koncie 10 zębów (w tym dwie czwórki! – trójek ni widu ni słychu), Tańczy gdy usłyszy muzykę, mówi „jedzie” gdy usłyszy pociąg. Krzyczy tata, mama, dziadzia, baba i… „dzie,dzie (gdzie, gdzie)” jak czegoś dłuższy czas szuka i nie może znaleźć. Je wszystko i wszędzie – pije wszystko i zawsze – broi wtedy, gdy mu pasuje nie zawżając na okazje i okoliczności.
Jest naszym darem.
Skarbem.
Szczęściem!
Wymarzonym młodszym bratem.
Wyczekanym synem.
Miałaś kiedyś tak, że nie wyobrażałaś sobie ani jednego dnia bez zrobienia pewnej czynności, bądź zjedzenia przekąski słonej czy słodkiej? A może aktywność fizyczna jest dla Ciebie uzależnieniem i wszystko to, co związane ze zdrowym stylem życia? Uzależnień jest wiele, ja ostatnio zrobiłam sobie listę moich – i jestem przerażona niektórymi punktami. Czas na głęboką analizę swoich zachowań i nawyków by zminimalizować skutki tych złych uzależnień – z dobrymi nie mam zamiaru walczyć.
W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać u siebie coś, co nie do końca lubię. Uzależnienie od czegoś dobrego jest ok. Zwłaszcza, gdy potrafimy raz po raz powiedzieć stop. Najgorzej, gdy nie można oprzeć się czemuś, więc każdego dnia z uporem robisz to samo. A to wcale nie jest dla Ciebie dobre. Szkodzi Ci.
Moje uzależnienia są „normalne”. Myślę, że każdy z nas ma mniejsze i większe, a spora część na nawet takie same jak ja. Nic dziwnego – jesteśmy tylko ludźmi 🙂
Telefon to zło!
Tu już wcale nie chodzi o to, że jestem uzależniona od samego telefonu jako tako. Moja praca to media społecznościowe, blog i dwa sklepy. Ja po prostu MUSZĘ być na bieżąco ze wszystkim a odpalenie telefonu to najszybszy sposób by sobie z czymś poradzić. Bez niego, jak bez ręki. Facebook, Instagram, LinkedIn – to trzy podstawy w których działam, plus poza etatowe rzeczy. Nie jest łatwo działać w sieci nie uzwajać telefonu. Jeśli po południu czegoś nie zrobię, rano mam zbyt wiele do zrobienia i pojawiają się zaległości.
Wychodząc z dziećmi na spacer, nie biorę lustrzanki – ciężka, nieporęczna i… no telefon szybciej wyjąć i zrobić fajne ujęcie. Tym bardziej, że aktualne modele mają naprawdę fajne możliwości. Telefon jest ze mną zawsze i wszędzie. To moja praca, ale też moja zmora i chciałabym to w jakimś stopniu ograniczyć. Tylko jak?
Słodycze jak narkotyk!
Ograniczyłam już spożycie cukru w kawie. Przestałam słodzić ją całkowicie, jednak w najgorszym etapie życia piłam 7-8 kaw rozpuszczalnych dziennie i do każdej dawałam 2 łyżeczki cukru. Nieźle prawda? Aktualnie udało mi się zejść do jednej kawy dziennie – gorzkiej. Jednak pojawił się kolejny problem jakim jest herbata. Jednak ten napój musi mieć jedną łyżeczkę, wtedy jest najlepsza. I tak dwa razy dziennie. Do tego kawałek czekoladki, ciasteczko, pączuś. Dziecko nie doje słodkiego od sąsiadki? Mama zje, bo czemu ma się zmarnować! Jedziemy nad morze? Poza kabanosami i kanapkami co kupiłam? Ogromną paczkę żelek, ciasteczka czekoladowe i słodki napój.
Wiem, że cukier uzależnia. Jednak wyjście z tego nałogu jest piekielnie trudne. Jak tego dokonać?
Jak stać się pracoholikiem?
Myślałam, że mnie to nigdy nie spotka. Ja i praca? Proszę Cię! Odbębnić co mogę i do domu i jeszcze dziwiłam się, jak ktoś robiła nadgodziny! Wiesz co? Myślę, że sporo zależy 1. Od szefa bo są i tacy, co wymuszają nadgodziny -wiadomo… ale 2. Od tego, czym się zajmujesz. Pracując w wielu miejscach, nie wyobrażałam sobie tego, że mogłabym z radością tam się pojawiać. Ciągle coś mi w jakimś miejscu nie pasowało. Otworzyłam firmę i co? Nie można oderwać mnie od kompa! Uwielbiam to co robię, sprawia mi to ogromną radość. Uczę się każdego dnia czegoś nowego, działając z innymi fantastycznymi ludźmi. Blogowanie i działalność dały mi tak wiele swobody i możliwości rozwoju, że chcę chłonąć to w takiej ilości – jaką przyjmę.
Nie cieszy to mojego męża i rodziny. Staram się odszukać balans – serio się ograniczam! Przynajmniej próbuję.
…Kocham Cię!
To moje przekleństwo, serio. Sama nad tym nie panuję. Siedzimy spokojnie, nic nie zapowiada tego, że znów to zrobię i jest… „Kocham Cię”, „Kocham Was”, „Kochacie mamusie?”. Nie wiem, czy to dlatego, że w dzieciństwie nie słyszałam tego (w sumie do dziś, przez gardło nie chce przejść to słowo) czy to jakaś choroba… ale muszę mówić to mojej rodzinie na okrągło. Oni mają tego dość, bo słyszę „taak, wiemy” „przestań tak często, bo mnie to peszy”. Rozumiecie? Niby coś fajnego, ale ja zrobiłam z tego coś, co innych irytuje. Nie umiem się oprzeć i jak widzę ich siedzących na kanapie, bawiących się czy jedzących obiad muszę wywalić te słowa. Tak mam. Walczę, ograniczam, próbuje. A oni mówią, że i tak za dużo! Nie dogodzisz, a tyle razy już w język się musiałam ugryźć. Wydawać by się mogło, że to nic złego, a jednak.
Bycie samowystarczalną!
Życie nauczyło mnie, że jeśli masz na kimś polegać – to tylko na sobie. Zostałam sama z dwójką dzieci. Nie wróć – sama z dwulatkiem i ciążą a w dalszej kolejności z dwójką dzieci. Dlaczego robi to różnicę? Bo w ciąży pracować nie mogłam i nie miałam nic, a po porodzie nasza sytuacja się zmieniła. Były dni, gdy nie jadłam nic (tak, będąc w ciąży) byle Antek zjadł. Gdy Blanka była maluszkiem – wzięłam do nas małą dziewczynkę pod opiekę by zarobić i w ten sposób nasze życie się zmieniło. Bycie samodzielną mamą, nauczyło mnie… samodzielności. Praca, własne pieniądze i świadomość że dasz sobie radę jest mocno zakorzenione we mnie. Nie umiem brać na siebie mniej, nie umiem oddawać obowiązków. Wkurza mnie nawet to, że ktoś nie po mojemu ustawi naczynia w zmywarce i zawsze je poprawiam. Zostało to we mnie od tamtych czasów. Bycie samodzielną to moje uzależnienie.
To 5 moich największych uzależnień!
Nie akceptuję ich do końca, ale większość szanuję.
Cieszę się, że słowo „kocham Cię” jest dla mnie naturalne.
Jestem dumna z tego, że jestem samowystarczalna.
Wiem, że kiedyś będzie inaczej bo ciągle walczę 🙂
A jakie są Twoje uzależnienia?
Dlaczego powstał ten wpis? Bo widzę, że naszym otoczeniu panuje dziwna zasada. Dorośli ludzie, potrafią wyrzec się miłości jeśli przekonania drugiego człowieka będą różne od tych, którymi kieruje się na co dzień. Działają automatycznie, pod wpływem chwili, ale czy żałują chociaż trochę swoich czynów?
Na wstępie uprzedzam, że padną słowa, które mogą urazić. Mają one na celu tylko przedstawienie realnej sytuacji z jaką już kiedyś się spotkałam. Ty możliwe też.
Zobacz na niego, co z niego będzie!
Dziecko biegające po dworze (koniecznie chłopiec, bo przecież u dziewczynek jest to zupełnie normalne), może nie do końca w pozycji jaką przyjmuje większość biegaczy. Ręce fruwają bezwładnie, piszczy z radości, podnosi i wącha kwiatek. Cieszysz się, widząc radość dziecka, prawda? Jednak głos zza pleców sprowadza Cię na ziemię!
„Biega jak dziewczynka, co z niego wyrośnie”
„Będzie pewnie gejem, zobacz jak lata”
„Albo gej, albo ksiądz – zobacz jak kwiatki wącha”
Znajome? Nie? To jedziemy dalej.
Twój syn bawi się lalkami a może gotuje z Tobą obiady?
Jeśli zrobi to dziewczynka, jest bardzo rozczulające i urocze. Gdy zobaczy ktoś Twojego syna z lalką w kuchni, podczas szykowania obiadu możesz liczyć na komentarz.
Dziewczynki mogą wszystko. Jak pomagają mamie w domu – są super, gdy zrobi to chłopiec – słyszymy, na kogo on wyrośnie. Gdy dziewczynka gra w piłkę – fajnie, odnajduje się w każdej sytuacji. Gdy chłopiec chce iść na balet – rodzice nie chcą nawet o tym słyszeć! Sztuki walki, sporty drużynowe, pływanie… to są zajęcia dla chłopca! Ograniczenie niektórych nie zna granic, boli mnie to strasznie jednak świata nie zbawimy.
Co jednak, gdy Twój syn będzie gejem?
Czy ktoś, kogo darzysz miłością bezgraniczną, nagle stanie się dla Ciebie obcy? Czy byłabyś w stanie, ulec presji otoczenia i wyrzec się swojego dziecka? Znam przypadki, gdy w takiej sytuacji – ojciec zakazał kontaktów z „ciotą-synem” a matka szła za nim jakby swojego zdania nie miała. Cierpiała? Nie wiem. Czy żałowała? Nie mam pojęcia.
Zastanawia mnie tylko jedno – matka, kobieta która jest najważniejsza dla dziecka, nagle się odwraca. Bo ma inne zdanie, bo mąż tak powiedział, bo „co ludzie powiedzą”. Jak to dziecko musi się czuć. Jak kobieta, która to zrobiła, miała czelność przez lata nazywać się mamą?
Mamą moich dzieci będę zawsze!
Bez względu na to, jak potoczy się ich życie. Mogą być księdzem, zakonnicą, gejem, lesbijką, kierowcą ciężarówki, fryzjerką, piłkarzem czy nawet rolnikiem. Bez różnicy – to jest ich życie. Ja robię każdego dnia wszystko, by dać im bezpieczeństwo i szczęście. Nie kieruje, pomagam. Jaką drogę wybiorą? Tylko od nich to zależy. Na moją decyzję nie wpłynie sąsiad, rodzina czy mąż. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy któreś z moich dzieci mówi mi o czymś dla siebie ważnym, ta informacja nie podoba się naszym bliskim i zakazują mi kontaktu. Wiesz co powinna wtedy zrobić kobieta – matka? Dać w pysk każdemu, kto takie coś zasugerował, odwrócić się i wyjść. Dziecko ma prawo do swoich wyborów – a Twoim zdaniem jest być przy nim.
Pomogę, porozmawiam – ale nigdy nie wybiorę za nich.
Nigdy też nie odwrócę się, bez względu na podjęte decyzje.
Moje dzieci – będą moimi do końca. A ja ich mamą.
Pamiętaj – jedyną stałą w Twoim życiu są dzieci.
One są najważniejsze.