Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum

Nasz szczeniak gryzie – dlaczego? Jak sprawić by szczeniak przestał gryźć wszystko w domu.

13 listopada 2018

Możliwe że nie wiesz co działo się u nas w domu pod koniec zeszłego roku jak i na początku 2018. Nie piszę o wszystkim co ma miejsce w naszej rodzinie, wiele rzeczy zostaje tylko dla nas. Po pewnym czasie dochodzę jednak do wniosku – hej! Dlaczego nie miałabyś się podzielić swoimi doświadczeniami, skoro sama przez nie przechodziłaś. Tym bardziej, że mogłyby one pomóc naprawdę wielu zdesperowanym rodzinom. Takim samym jak nasza – bo naprawdę byliśmy już na skraju wytrzymałości.

Honda jest mieszanką amstaffa z jakimś innym pieskiem. Ma bardzo dużo cech rasy swojej mamy. Chodzi mi oczywiście o charakter, bo z wyglądu ni jak się ma do rasy TTB. Jest bardzo towarzyskim psem, kocha ludzi miłością bezgraniczną. Potrafi 20 minut skakać na naszych gości, lizać ich i wskakiwać im na kolana. Przychodząc do nas, musisz być na to przygotowany. Jednak bardzo nie lubi psów – kiedyś jeden york ją zdenerwował i od tego czasu prawie wszystkie stały się jej wrogami. Nie zrobimy z tym nic. Moglibyśmy nauczyć ją braku reakcji na wszystkie psy u behawiorysty, jednak nie o taki cel nam chodziło. Ale to jeszcze nie wszystko!

Psina ma za chwilkę swoje pierwsze urodziny..

Jednak ten rok pokazał nam jak bardzo pies może zepsuć człowiekowi nerwy. Musieliśmy wymienić wszystkie buty – zjadła wszystkie. Raz nawet pogryzła zupełnie nowe sandały Blanki, miała je tylko raz na nogach. Każdy miś  pluszowy był rozszarpany. Nogi od krzeseł w salonie do dziś mają ślady od jej zębów. Ubrana dzieci z tamtego okresu nadają się do wyrzucenia, ostre zęby psa zrobiły dziurę w każdych spodniach. Jednego dnia, gdy wróciłam z dziećmi z placu zabaw się popłakałam. Pies wygryzł nam wszystkie listwy w korytarzu. Po prostu oderwała je od ściany i pogryzła. Możesz sobie wyobrazić nasz gniew, bezradność i chęć skończenia tego wszystkiego najszybciej jak się da.

Takiej bezsilności nie czuliśmy nigdy..

Czego my nie próbowaliśmy. Zrobiliśmy chyba wszystko – zaczynając od wezwania behawiorysty do naszego domu. Wszystko fajnie, jednak nie usłyszeliśmy żadnych konkretnych rad poza jedną – schować wszystko co gryzie. No proszę.. co wyjście z domu mam podnosić i chować krzesła, szafki, dywany, kwiaty.. i wszytko inne co u nas na co dzień jest na podłodze? Dla mnie to było niewykonalne, chore i bez sensu. Szukałam innych sposobów by sobie z naszym psem poradzić. Mam wrażenie że przeczytałam cały internet w poszukiwaniu najmniejszych rad.

Dlaczego szczeniak gryzie?

Po pierwsze dlatego, że to jego sposób by pokazać nam że chce się bawić. Nie znam innej metody, Ty musisz mu pokazać dopiero to wszystko. Po drugie zęby. Pies tak jak człowiek musi pozbyć się zębów mlecznych by na ich miejsce mogły wyjść nowe. Działa to tak jak u ludzi, nasza psina gubiła czasem po 3-4 dziennie a my później zbieraliśmy je po całym mieszkaniu. Nasz to boli i swędzi – u psów jest podobnie. Pamiętasz pewnie doskonale ból przy wychodzeniu ósemek co?

Jak oduczyć szczeniaka gryzienia..

Zaczęliśmy od zakazu gryzienia rąk. Behawiorysta wyraził zgodę by pies podgryzał nam ręce, dla nas jednak było to nie do zaakceptowania. Każda próba ugryzienia kończyła się naszym podniesionym głosem i słowem „ała”. Na szczęście bardzo dobrze zrozumiała zakaz i do dziś tego nie robi – chyba że w formie zabawy z Danielem. Mimo wszystko, wie kiedy zabawa się kończy i należy przestać gryźć ręce pana. Słyszałam też od znajomego że psy bardzo nie lubią cytryny i by oduczyć psa gryzienia należy posmarować sobie ręcy cytryną. Sprawdził to na naszym psie – działa. Mimo to nie stosowaliśmy tego na co dzień, u nas wystarczyła konsekwencja i brak zgody na najmniejsze gryzienie.

Kupiliśmy specjalne zabawki..

Masę piłek z tak twardej gumy, której pies do dziś nie przegryzł. Konga – do którego wkładamy puszkę mokrej karmy i mrozimy w zamrażalce. Podczas naszych wyjść dajemy psu ten przysmak i spokojnie 30-60 minut psa nie ma. Jest tak zajęta wylizywaniem smakołyków że nie ma czasu na psocenie. Mamy też masę różnych kości i gryzaków które są tylko i wyłącznie jej. To wyznaczone przedmioty które może gryźć bezkarnie i wie, że nikt nie podniesie na nią w tym momencie głosu. Próba zabawy czymś innym kończy się naszym niezadowoleniem, klaśnięciem w ręce i głośnym „hej”. Ten sposób podłapaliśmy akurat od behawiorysty – sprawdził się.

U nas działa sposób nagradzania..

Od samego początku tak działaliśmy. Najpierw z wychodzeniem na dwór – za każde siusiu czy kupę w na dworze dostawała przysmak. Gdy zrobiła to w domu, olewaliśmy to. Później postanowiliśmy spróbować z gryzieniem tego sposobu. Każdy z nas miał kieszenie zawsze wypchane smakołykami. Gdy tylko pies ugryzł nas w rękę bądź chwycił ubranie zębami – mówiliśmy „zostaw” jak posłuchała – był przysmak. Gdy nie słuchała po 2-3 powtórzeniach – szła po łazienki na 10 sekund. Musieliśmy bardzo pilnować też wtedy dzieci. Bo my jedno, a oni drugie. Najchętniej dawaliby jej smakołyki cały czas, bez ograniczeń nawet jak gryzła. Rozmowa, cierpliwość i konsekwencja zaowocowały.

Aktualnie mamy psa, który nie gryzie aż tyle..

Buty mamy normalnie na korytarzu rzucone, nie są schowane w szafce. Meble są pogryzione, ale nie są to „świeże” ślady tylko te z tamtego okresu. Ubrania także możemy nosić już spokojnie, bez obaw. Myślę że na proces oduczania naszego psa gryzienia miało wpływ wiele czynników. Po pierwsze nasza granica wytrzymałości i chęć jak najszybszego pozbycia się problemu. Po drugie cieczka, która spowodowała że suczka nie miała siły i ochoty nawet na spacer a co dopiero na gryzienie. Po trzecie – pozbycie się mleczaków i brak swędzenia.

Jestem ciekawa czy też miałaś takie przygody ze swoim psem! 

Blog - archiwum

Cztery przepisy na pyszne i zdrowe śniadanie które pokocha Twoje dziecko.

8 listopada 2018

W ciągu tygodnia nie mamy kompletnie czasu na to, by jeść wspólne śniadania. Tym bardziej, że Daniel wychodzi do pracy jeszcze zanim my się obudzimy. Weekendy za to są czasem w którym celebrujemy wspólne posiłki. Kochamy jeść razem śniadania, obiady i kolacje. To nasza chwila na rozmowę, ciekawe historie opowiadane przez dzieci o przygodach szkolnych czy przedszkolnych. 

Był okres dość nerwowy, bo dzieci nie chciały jeść prawie nic. Faza niejadka w przypadku Antka wkroczyła na najwyższy poziom i momentami żył tylko o skibce suchego chleba cały dzień. Na szczęście wszystko wróciło do normy, co spowodowało u mnie większą chęć tworzenia jeszcze lepszych śniadań i innych posłów w ciągu dnia. Pamiętam jak tworzyłam kolorowe kanapki, bajkowe postacie z jedzenia. Hitem były pajączki które pokazał im Daniel – a znał je ze swojego dzieciństwa. Do dziś goszczą na naszym stole.

Aktualnie sprawa wygląda tak, że cała nasza rodzina kocha jeść. A ja jako Pani domu, dbam o to by nasze jedzenie poza tym że wygląda pięknie – miało równie piękny skład. Dlatego kupuję sprawdzone, z fajnym składem produkty mięsne od marki Konspol przede wszystkim polędwicę – żarłaki NATURA i parówki – żarłaki NATURA . Nie zawierają glutenu, laktozy, konserwantów i glutaminianu monosodowego. A do tego bardzo smakują naszym najmłodszym – zresztą, samo opakowanie zachęca do zjedzenia ich na śniadanie! Cenię produkty które są pyszne, a przy okazji ich skład jest dobry. Parówki żarłaki mają 100% mięsa w składzie, natomiast polędwica aż 95%. Parówki są tematem kontrowersyjnym, jednak ten produkt ja polecam z czystym sumieniem.

Kupuję produkty które uwielbiają moje dzieci, jednak ciągle w głowie mam myśl – że poza ulubionym smakiem, produkt musi być dobry gatunkowo. Teraz trafiłam na coś, z czego jestem bardzo zadowolona. 

Mam dla Ciebie kilka propozycji fajnych i bardzo szybkich śniadań które zachwycą smakiem wszystkich domowników. Dosłownie każdy znajdzie coś dla siebie. 

Parówki w cieście

3 parówki ( u mnie parówki żarłaki NATURA)
3 plastry gotowego ciasta francuskiego
Żółtko

Parówki zawijamy w ciasto francuskie jak na zdjęciu wyżej, smarujemy żółtkiem i wrzucamy do piekarnika na ok 10 minutek na 200 stopni.

Wrapy z warzywami

2 placki tortilli
serek kanapkowy śmietankowy
wędlina (u mnie polędwica Żarłaki NATURA)
papryka
ogórek

Placek tortilli smarujemy serkiem śmietankowym, układamy na nim wędlinę. W kolejnym etapie warzywa pokrojone w słupki układamy po jednej części wrapa. Zawijamy i kroimy jak sushi.

Kolorowe kanapeczki

5 skibek chleba
masło
wędlina (u mnie polędwica żarłaki NATURA)
ser zółty
pomidor
ogórek
papryka

Jak tylko poniesie Cię wyobraźnia. Możesz tworzyć zwierzątka, rośliny ale można tez jak my… dbać tylko o to by było kolorowo – tak lubimy najbardziej.

Pajączki / ośmiorniczki

Parówki (u mnie parówki żarłaki NATURA)

Parówki przecinamy na pół. Każdą końcówkę nacinamy w taki krzyżyk – wrzucamy do wrzątku na dosłownie 3 minuty. Jak się zaczną otwierać łapki – wyciągamy bo są gotowe do jedzenia.

Mam nadzieję że teraz już każdy niejadek będzie ze smakiem jadł śniadanie w domu. Bo nie ma nic piękniejszego, niż widok dziecka jedzącego cokolwiek bez problemów. A docenią to tylko mamy, które spotkały się z tym problemem.

 

Blog - archiwum

Koszt naszego wesela. Koszt wesela na 80 osób. Czy jest coś, na czym jeszcze byśmy mogli oszczędzić?

6 listopada 2018

Jak ten czas szybko biegnie! Dasz wiarę że od dwóch tygodni jestem żoną wspaniałego mężczyzny? Od dwóch tygodni noszę nowe nazwisko. Od dwóch tygodni poza tym, nie zmieniło się zupełnie nic. Ślub nic nie zmienił, jest nadal tak fajnie jak było. Jeśli ktoś oczekuje zmiany zachowania, poglądów czy innych drastycznych zmian uznając ślub za coś co powoduje takie akcje – ta osoba jest w błędzie. Chociaż ten dzień był dla nas ważny, staliśmy się prawnie rodziną nasz związek pozostał taki sam – i dobrze, bo wszystkim to pasuje. 

Co mogę powiedzieć po tych dwóch tygodniach?

Nie mam zdjęć, więc Ci ich nie pokaże. Nie mam filmów, nie mam wszystkich rachunków by opisać Ci co do złotówki idealnie wszystko. Ale mam głowę. A dziś ta część ciała zapragnęła podliczyć całe wesele – sprawdziłam paragony, allegro, aliexpress, sms i inne źródła z których zamawiałam cokolwiek. Mam całkowity koszt naszego wesela u siebie na biurku. Bardzo chcę się nim z Tobą podzielić. Być może jesteś przed tak ważnym krokiem i bardzo interesuje Cię koszt – jak się rozkłada, na czym można oszczędzić, a gdzie się po prostu nie da.. 🙂

Zacznę od tego…

bo po prostu muszę! Większość spraw załatwiałam sama. Nie miałam nikogo do pomocy. Nie korzystałam z porad wedding plannera – bo sama mam ten certyfikat. Nie korzystałam z usług florystki – bo wydawał mi się zbyt wysoki. Całą dekorację naszej sali ślubnej zrobiłam sama. Kwiaty, drewniane ozdoby, słoiki, świeczki.. wszystko zbierałam przez rok w naszym domu, po czym ładnie udekorowałam miesiąc przed ślubem. Efekt moim zdaniem był fajny – a wydałam naprawdę groszowe sprawy. Napiszę Ci już teraz – florystka chciała 3000 zł!

Sala:

przyjęcie – 12300zł
DJ i wodzirej – 3000zł
foto+video – 3500zł (było 4500zł, ale zrezygnowaliśmy z sesji plenerowej przez pogodę)

Razem: 18800zł

Stroje:

Suknia panny młodej – 1700zł
wonder bra – 130zł
skarpetki i bielizna cielista pani młoda – 25zł
garnitur, 2 koszule, muszka, spinki, butonierka, buty pana młodego – 1557zł
bielizna pana młodego – 25zł
kolczyki, ozdoba do włosów – 23,79zł
bransoletka – 28,80
buty pani młodej – 30zł
narzuta/poncho – 80zł
strój Blanki – 95zł
strój Antka – 150zł
pralnia chemiczna koszul Pana młodego – 22zł (moje lenistwo i brak chęci prasowania mu tego)

Razem: 3886,59

Dekoracja sali:

zdjęcia + ramki – 39,96
wrzosy (15 sztuk) – 120zł
tablica rozsadzenia gości – 11,80zł (koszt spinaczy, do tego celu wykorzystałam naszą domową tablicę korkową i drukarkę)
winietki – 0zł (koszt ich w sklepie 280zł-w ostatnim tygodniu zamówiłam szybko bo sama nie miałam czasu zrobić swoich z korków do wina)
świeczki – 113,98
świeczniki ze szklanek – 10żł (ze sklepu wszystko po 5 zł)
podstawki drewniane – 0zł (załatwiła mi przyjaciółka, kednak ich koszt to ok 8zł sztuka – ja miałam 15 = 120zł)
juta + sznurek jutowy – 73,50zł
skrzynki drewniane 3 sztuki – 50,97
napis love na stolik – 9,99zł

razem: 430,20zł

Inne:

obrączki z grawerem – 289zł
Auto do slubu – 0zł (skorzystaliśmy z auta wuja)
ozdoba auta, mój bukiet, bukiet Blanki – 130zł
opieka dla psa – 50zł
zaiks – 0zł (nam wykupiła sala, natomiast jakby nie miała to my ponosimy koszt 470zł)
zaproszenia – 67zł
pudełko na koperty x2, księga gości, banner – 67,47zł
ramka na tekst dla gości – 15,99
księga gości – ramka ze serduszkami – 72,70zł
topper – 20,11zł
pudełko na obraczki – 10,40zł
klamerki mini drewniane – 6,53
długopisy metaliczne (4 sztuki) – 8,71

razem: 737,91zł

dekoracja kościół – 150zł (wyszło 300zl, ale przed nami ktoś brał ślub i koszt podzieliłyśmy na pół)
organista – 100zł
fryzura ślubna próbna – 80zł
fryzura ślubna moja i Blanki – 110zł
fryzura próbna Daniela – 20zł
fryzura śluba Daniela i Antka plus stylizacja brody – 60zł
makijaż 120zł
paznokcie 30zł
brwi 10zł

razem: 680zł

soki – 120zł
woda – 30zł
cola – 130zł
tort 800zł
wino – 299,80
piwo – 60zł
wódka – 0zł (kupil nam tata Daniela, koszt 1600zł)
cytryny (2kg) – 8zł

razem:  1447,80

Paczki dla rodziców – 85zł całość (3 sztuki) – wyszło więcej, jednak kawę i kubki dostałam kiedyś w ramach współpracy do tych 85zł należy doliczyć 60zł za kubki i 45zł za kawę – razem 190zł

 

Całe nasze wesele to koszt –  26067,50zł

 

Natomiat jeśli mielibyśmy policzyć dodatkowo wódkę, podstawki, winietki, upominki dla rodziców czy zaiks wyszłoby : 28522,50zł

Przypominam jeszcze że poszliśmy po totalnej taniości. Oszczędność była dość ważnym kryterium. Na jednych sprawach oszczędziliśmy, na innych nie mogliśmy. W sumie całe wesele dla 80 osób to koszt jaki widziałaś kilka zdań wyżej. Dużo czy mało? Nie mnie oceniać. Chociaż patrząc na ceny wszystkiego co tyczy się ślubu, wydaje mi się że wyszliśmy na tym naprawdę fajnie.

Nie mieliśmy pokazu sztucznych ognii – dla zasady. Nie mieliśmy napisów love, fotomobudek i innych cudów obecnych teraz na ślubach. Mimo to, wydaje mi się że goście byli zachwyceni!

Blog - archiwum

Kiedyś i dziś – jak radzimy sobie z nudą? Polecamy – zabawka dla maluszka, o której musisz wiedzieć.

2 listopada 2018

Pamiętasz swoje dzieciństwo? Bo ja swoje bardzo dobrze. Przed oczami mam całe dnie spędzone na dworze. Zazwyczaj pod blokiem, z innymi dziećmi które były w podobnym wieku. Najczęściej bawiliśmy się w chowanego, graliśmy w dwa ognie, biegaliśmy po placu zabaw jak już powstał ten lepszy – po drugiej stronie bloku. Wcześniej, do naszej dyspozycji był duży plac, a na nim 4 koniki, pociąg, drabinka i cztery huśtawki. Nic więcej – i wiesz co? To nam w zupełności wystarczało, bo pomimo braku różnych wynalazków nasza wyobraźnia była tak rozwinięta jak nigdy później. 

Teraz na miejscu tego wielkiego placu, który my kiedyś mieliśmy powstał płot, a za nim dom. Dzieci nie mają już tyle terenów do zabawy, tym bardziej że każdy z sąsiadów ma do nich wiecznie jakieś „ale”. Bo są za głośno, bo skaczą na krzaki, bo kocyk rozłożyli nie w tym miejscu co powinni. Nie jest u nas już tak jak kiedyś. Nasze bloki nie są tymi, które ja pamiętam z mojego dzieciństwa. Ludzie się zmieniają tak szybko jak czasy w których żyjemy. Pamiętasz ze swojego dzieciństwa komputer? A może telefon i wzrok wpatrzony w ekran cały dzień? Pewnie że nie… tego nie było. Dla mnie szaleństwem był czas, gdy pod koniec podstawówki dostałam mp3! Chwilę wcześniej byłam najszczęśliwszym posiadaczem tamagotchi – to chyba każdy pamięta.

Teraz jest inaczej.

Świat jest inny, ludzie się zmienili i nasze życie ulega ciągłej zmianie. Niby po to, by żyło nam się lepiej. Nie narzekam na pralki, mikrofale, zmywarki, suszarki, samochody, telefony… uwielbiam te sprzęty. Pomagają one w codziennym życiu wszystkim domownikom. Nie znoszę jednak telefonów, komputerów, laptopów, tabletów… takich sprzętów używanych nagminnie bez celu, po kilkanaście godzin dziennie. Bez rozsądku, bez wiedzy i umiaru. Brakuje mi tych chwil, gdy dla dziecka największą karą było to, gdy mama wołała już do domu – najfajniej było, gdy kanapki rzucała przez balkon. Wtedy nie musiałam wchodzić na 2 piętro, a to była taka strata czasu!

Dziś dzieci chcą korzystać z dostępnych technologii. Co rodzic, to inne zdanie w tym temacie. Moje jest takie, że dzieci nie korzystają z nich każdego dnia. Mają telefon, tablet czy komputer raz w tygodniu. Zdecydowanie ja i mój mąż jesteśmy typem rodziców, którzy wolą wyjść z dziećmi na dwór, pojechać na wycieczkę a umilacz czasu dać od większej okazji.  Zdarza się wyjątek od zasady – gdy jest do zrobienia coś pilnego, a dziecko nie może nam w tym pomóc. Wtedy wyciągamy sprzęt i sami sobie ułatwiamy życie – co nie do końca sama akceptuję. Pocieszam się jednak tym, że nadal jest to u nas coś wyjątkowego – a nie coś, co mamy na co dzień.

Jak zatem mijają nasze dni?

Od rana tradycyjnie przedszkole czy szkoła. Gdy syn wraca z placówki o 11:20 bądź 12:20, musi coś zjeść i siada do lekcji. Tak wybrał, tak jest mu lepiej i nie napieram na inną porę. Łatwiej mu się skupić, gdy w domu nie ma jego siostry. Gdy skończy ok 14 , jedziemy po Blankę, następnie robimy wspólnie obiad i go jemy. Możesz wierzyć lub nie, ale mamy wtedy godzinę 16! Czas biegnie szybko… a nam mimo wszystko do pory kąpieli, kolacji i pójścia spać brakuje trzech godzin. No dobra, dwóch i pół, bo uległam i zgodziłam się na 30 minut bajek przy kolacji.

Wracając… staram się przez te trzy godziny poświęcić dzieciom tyle czasu, ile potrzebują. Chociaż najczęściej nie jestem im do niczego potrzebna, ewentualnie podaję koc z szafy, gdy robią bazę. Są takie dni, gdy któreś z nich nie ma humoru – wtedy mamy kłótnie o wszystko. O to, że on źle patrzy, a ona oddycha moim powietrzem. Dobrze wiesz o czym mówię. Podczas takich dni bawię się z nimi, by kontrolować sytuację i gdy tylko zbliża się większy problem – zmieniam temat, zabawę i wojna jest zabijana w zarodku. Mam swoje pomoce do tego celu – więc czytaj teraz dokładnie 🙂

I tak jak nie popieram nowinek…

… u małych dzieci, to ich „zdrowe zamienniki” jak najbardziej są u nas w domu mile widziane. Chociaż ten sprzęt mamy w domu już jakiś czas i teoretycznie są za duzi na te zabawki – one nadal robią u nas szał. Dowodem niech będzie to, że e-book dziś powędrował z Blanką do przedszkola na „dzień zabawki” – jest nim oczarowana już dłuższy czas. Cieszy mnie to, bo wybrałam moim zdaniem mniejsze zło. Nie siedzi wpatrzona w niego pół dnia. Fakt, przez większą część doby nosi go przy sobie, jednak jedyne co robi to słucha bajek. E-book ma wgrane cztery bajki, które są czytane gdy tylko wybierzesz odpowiednią grafikę. Mamy do wyboru „Trzy Świnki”, „Złotowłosą i trzy misie”, „Czerwonego Kapturka” oraz „Brzydkie Kaczątko”. Poza tym, po przeczytaniu danej bajki i wybraniu odpowiedniej funkcji e-book zadaje pytania dotyczące przeczytanego tekstu. Idealna zabawa do ćwiczenia pamięci.

Nasz e-book (zobacz) zamówiliśmy od producenta – Smily Play. Dla dzieci od najmłodszych lat do czterolatków włącznie będzie fajną zabawką. Antek słucha, odpowiada na zadawane pytania – jednak jest nim lekko znudzony. Dlatego dla maluszków będzie to prezent jak najbardziej odpowiedni na zbliżające się święta – tym bardziej, że cena nie jest odpychająca. Takie sprzęty, idealnie kształtują dobre nawyki czytania. Rozwijają wyobraźnie i wspomagają zapamiętywanie. My jesteśmy na tak. Jak już wejdziesz na stronę, którą Ci podałam, koniecznie zobacz inne zabawki – ja już zrobiłam zamówienie dla wszystkich maluchów na święta i uwaga… nie zbankrutowałam – a jakość jest naprawdę fajna.

A jakie jest twoje zdanie na temat sprzętów w codziennym funkcjonowaniu dziecka?
A może, tak jak ja, wybierasz „zdrowe zamienniki”?

Blog - archiwum

Jak wyglądają nasze zakupy – gdzie szukam produktów dla dzieci oraz do domu.

30 października 2018

Nie wiem jak jest u Ciebie, ale ja mając wybór zawsze ułatwiam sobie życie. Nie jestem wielkim zwolennikiem chodzenia po sklepach. Zakupy to nie moje klimaty, chodzenie wśród regałów nie relaksuje mnie. To działa w zupełnie inną stronę – przytłacza mnie muzyka, zapachy, ilość ludzi i produktów na sklepowych półkach. Dlatego do sklepu chodzę jak muszę, najczęściej i tak wysyłając męża z listą. Jednak jest drugie dno tej całej sytuacji – tak bardzo nie lubię chodzić do sklepów stacjonarnych, ale zakupy przez internet kocham miłością bezgraniczną. Gdy tylko czekają mnie większe, bardziej przemyślane zakupy – korzystam właśnie z zakupów przez internet. 

Dla mnie jest to niesamowita oszczędność przede wszystkim czasu – którego i tak mamy zdecydowanie za mało. Poza tym, nie oszukujmy się, nasz portfel nam za nie podziękuje. Kupujemy tylko to, co jest nam potrzebne. Nie kuszą nas reklamy, nachalne promocje, kolorowe opakowania, piękne zapachy i inne marketingowe zagrywki. A wiesz co najbardziej mnie do nich przekonuje? Fakt, że siedząc w domu, z kubkiem gorącej kawy, bez zmarznięcia i wychodzenia w deszczową pogodę z domu – mam dostawę produktów pod same drzwi. Czy to nie jest wystarczający argument?

Teraz czekają nas święta..

Tak powie większość ludzi. U nas okres od października do lutego, to czas gdy cała nasza rodzina obchodzi swoje urodziny i imieniny – łącznie z psem.  Jest to czas gdy my, jako rodzice łapiemy się za głowy i nie ukrywajmy – szukamy oszczędności. Kumulacja takich wydarzeń w tak krótkim czasie powoduje momentami braki w domowym budżecie. Mamy jednak sposób jak sobie z nimi poradzić. Moja wrodzona sknera, skąpstwo i szukanie okazji nam w tym bardzo pomaga. Już jakiś czas temu pisałam Ci o miejscu które odkryłam przez przypadek – dosłownie był to czysty zbieg okoliczności, bo szukałam jednej rzeczy a to miejsce miało najlepszą ofertę cenową. Pisałam o nim TU.

Dodatkowe plusy zyskuje u mnie miejsce które..

Ma w swojej ofercie brak ograniczeń produktowych. Uwielbiam łączyć zakupy spożywcze, z tymi okazjonalnymi. Kupując za określoną kwotę produkty często zyskujemy rabaty i darmowe wysyłki – dlatego sytuacja w której kupisz wszystko za jednym razem, jest jak najbardziej na plus. My wybierając się na większe zakupy, właśnie w tym dla nas trudnym okresie zawsze trafimy na darmową dostawę do domu w ciągu 24 godzin! Chociaż podejrzewam że zakupy raz na tydzień-dwa to u Ciebie też koszt rzędu 300 zł – więc, spokojnie załapiesz się na nią i ty, robiąc podstawowe zakupy do domu. A wszystko czego potrzebuje moja rodzina znajduje się w Sklepie internetowym – bdsklep.pl , tym bardziej że sklep wprowadził opcję kupowania produktów w zestawach – co wiąże się z obniżeniem kosztów pojedynczych produktów.

Nie lubię biegać po kilku sklepach internetowych, oczekując później 5 różnych paczek. Wiąże się to też z tym, że na każdego kuriera muszę czekać, dlatego jakiekolwiek wyjścia wtedy nie wchodzą w grę. Bardzo szanuję się też z moim dostawcą paczek i tym, że jego zmęczone nogi i tak często wchodzą na to nasze drugie piętro.

Zupełnie inne i fajne produkty

Mieszkamy w miasteczku, które w swojej ofercie ma 2 większe markety – jednak i w nich często nie mogę dostać tego, czego potrzebuję. Dobre jakościowo produkty, fajne nowości produktowe czy zdrowe zamienniki dla Antka. Być mamą alergika jest ciężko, jeśli nie ma się w swoim otoczeniu miejsc, które swoim asortymentem ułatwią Wam funkcjonowanie. Nas cieszy makaron bez mąki pszennej czy sama mąka orkiszowa w fajnej cenie. Lubię wracać do miejsc, które mnie nie zawiodły, którym ufam i wiem, że jeszcze długo będę z tego miejsca korzystała.

Tam kupuję dosłownie wszystko. Od produktów spożywczych, przez chemię do domu, produkty z działku BIO/EKO, kończąc na produktach dla dzieci. Nie rozdrabiam się na kilka sklepów i korzystam tylko z jednego.

Ja już znalazłam kolejny sposób na to by oszczędzić zarówno czas jak i pieniądze. A Ty?

Blog - archiwum Ciąża

Czy rodzaj porodu ma wpływ na późniejsze zdrowie dziecka? Jak sprawić by bakterie w każdym przypadku były na odpowiednim poziomie.

8 października 2018

Jestem ciekawa jak było u Ciebie. Doskonale wiesz, że każda z nas ma inny poród. W mnie poszło wszystko bardzo szybko – pierwszy poród w 2011 roku trwał około godziny (od pierwszego skurczu, do pojawienia się dziecka na świecie).. drugi nieco krócej – około 20 minut. Jedyny wspólny mianownik obu porodów to fakt, że były one naturalne. 

Miałam to szczęście, że mogłam urodzić swoje dzieci naturalnie – za co jestem wdzięczna do dnia dzisiejszego. Panicznie boję się operacji a cięcie cesarskie własnie nią jest. Mało tego, jest bardzo skomplikowana, nie jest to zwykły zabieg – jest złożona z wieku czynników i oblana wysokim ryzykiem. Lubię wiedzieć wszystko, mieć wpływ na swoje życie i wybory – dlatego wizja porodu innego niż naturalny paraliżowała mnie od początku.

Chociaż z drugiej strony, wiem że są kobiety które tak rodziły – bo musiały, ale też znajdą się takie które same wybrały sobie taką metodę porodu od samego początku. Są kobiety bardzo narzekające na CC, ale mamy też duże zwolenniczki. Nie do końca rozumiem chęć „cesarki na życzenie” ale nie krytykuję tego w żaden sposób. Każdy z nas ma prawo wyboru, a sposób w jaki kobieta chce urodzić dziecko jest jednym z nich. Nie o tym jednak chciałam napisać ten tekst.

Od pewnego czasu bardzo mocno interesuję się..

Różnymi aspektami życia wpływającymi na nasze zdrowie. Są to między innymi produkty spożywcze, ćwiczenia, styl życia, sposób porodu, witaminy czy minerały które dostarczyć możemy naszemu organizmowi każdego dnia. Nie zamieniłam się (jeszcze!) w eco-świra, ale bardzo dbam o to byśmy możliwie często wybierali produkty, czy postępowali tak – by nasz organizm nam za to kiedyś podziękował. Są to takie sytuacje, na które mamy wpływ codziennie. Wczytując się mocniej w różne artykuły wiem też, że są sytuacje o których nie myślimy w momencie gdy mają miejsce.

Odnoszę się tu do wcześniej wspominanego porodu.

Rodząc dziecko czy naturalnie, czy przez CC nie myślisz o niczym innym jak o dziecku i o sobie. To zupełnie naturalne i piękne. Mimo wszystko, czytając już o tym będąc w ciąży lub na etapie planowania dziecka będziesz przygotowana na więcej. Urodziłam dwójkę dzieci a o tym, o czym teraz Ci napiszę nie miałam bladego pojęcia – a szkoda. Teraz wiem, że gdyby Bóg dał nam jeszcze jedno dziecko – zrobię wszystko inaczej. Przygotuje się. Sposób w jaki dziecko przychodzi na świat ma wpływ na proces zasiedlenia bakterii w organizmie. Wiedza ta ulega jeszcze ciągłemu poszerzaniu, jednak myślę że za kilka lat będzie to już coś oczywistego.

Poród a wpływ na skład mikrobiota jelit noworodka. 

Dzieci urodzone pochowowo skład flory jelitowej mają przypominający ten z kanału rodnego. Natomiast dzieci urodzone przez CC – drobnoustroje bytujące na skórze. Co powoduje, że flora bakteryjna tych dzieci jest mniej zróżnicowana. Mało tego, ich całkowita liczka jest mniejsza. A teraz najciekawsze! Profil rodzaju drobnoustrojów po CC jest nieprawidłowy co może powodować konsekwencje odpornościowe czy metaboliczne. Może też wiązać się z ryzykiem rozwoju chorób takich jak: astma, cukrzyca typu 1, otyłość, alergia czy atopia.

Trafiłam tez na informację mówiącą o transferze antygenów drobnoustrojów drobnoustrojów oraz żywych probiotyków przez łożysko. Mają one istotny wpływ na rozwój odporności, funkcje metaboliczne czy adaptację płodu.. Procesy kolonizacji bakteryjnej rozpoczynają się już w okresie płodowym, a następnie są nasilane w okresie porodu i w pierwszych dniach życia dziecka.

Podawanie dzieciom urodzonym przez CC probiotyków od urodzenia do 6 miesiąca życia obniżyła częstość ujawniania się alergii w 5 roku życia.  Probiotyki są żywymi mikroorganizmami, które prozdrowotnie wpływają na nasz przewód pokarmowy – oczywiście zastosowane w odpowiedniej ilości. Jednak dodam że aktualnie nie zalecane jest rutynowe stosowanie probiotyków w żywieniu noworodków. Po prostu widać ich korzystny wpływ na zdrowie, jednak ta wiedza jest ciągle badana i poszerzana.

Jedna firma bardzo się zaangażowała..

W promocję konieczności wzbogacenia diety kobiet w ciąży, jak i noworodków o probiotyki.. Dzieci urodzonych przez CC. COloflor Cesario – dodkłądnie o te doustne krople mi chodzi. Zawiera 3 szczepy żywych kultur bakterii Lactobacillus rhamnosus GG (ATCC 53103), Lactobacillus fermentum (CECT5716) Hereditum oraz Bifidobacterium infantis M-63. A do tego, wystarczą tylko 3 krople dziennie.

Jestem ciekawa czy słyszałaś już kiedyś o tym? 

Blog - archiwum

Auto do miasta, do pracy, na weekendowe wypady rodzinne a nawet na dziesięciodniowe wakacje. Zdradzamy nasz typ – zakochasz się!

3 października 2018

Uwielbiamy podróżować. Nie muszą być to wakacje gdzieś za granicą, w pięciogwiazdkowym hotelu z ogromnym drinkiem w ręce. Takie też byśmy chętnie przygarnęli, jednak na chwilę obecną zwiedzamy nasz kraj. Polska jest cudowna – po prostu piękna! Uwielbiamy odkrywać razem nowe miejsca. Polska zawsze czymś nas zaskoczy i udowodni swoją wyjątkowość. Po prostu chwyta za serce.

Obecnie przez pracę jaką ma Daniel nie możemy pozwolić sobie na częste i długie wyjazdy. Najczęściej więc korzystamy z weekendów które w grafiku miesięcznym zapisane są na inną osobę. Wtedy pakujemy się szybko do auta i uciekamy gdzie nas wiatr poniesie. Był już Karpacz, był Kołobrzeg, Zakopane czy Mazury.. Pojechaliśmy w wiele miejsc i ciągle mamy mało. Kochamy podróże małe i duże jednak jest coś co podczas takich wyjazdów powoduje że nie mogę spać.

Bezpieczeństwo.

Jest to priorytet który nigdy nie spanie w hierarchii ważności w mojej głowie. Każda podróż musi być logistycznie zaplanowana, musi być wybrana optymalna trasa. Bezpieczne foteliki dla dzieci, każdy dobrze zapięty pas. Ale to nie wszystko, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy sami na drodze. Możemy trafić na kogoś, kto najwyraźniej nie jest zadowolony ze swojego życia i delikatnie mówiąc – nie jeździ bezpiecznie. Dlatego też, auto które wybieramy na podróż musi być sprawdzone. Musi przejść obowiązkowo szybki przegląd na podnośniku, musi mieć sprawne poduszki, światła, pasy.. wszystko co jest istotne. Bez tego, nie ma opcji wyjazdu gdzieś na weekend.

Wycieczki małe i duże ale..

Podczas takich wyjazdów jak dla mnie ważnym elementem jest auto. My mamy do dyspozycji dwa nasze auta oraz jedno rodziców. Spośród tych trzech aut, dwa są dużymi autami a ostatnie jest inne – wyjątkowe. Takie które nadaje się do wszystkiego. Przez swoją optymalną wielkość pasuje do miasta – nie jest ani za duży, ani za mały. Zaparkuje nim szybciej niż pozostałymi dostępnymi w naszym domu. Natomiast zabierając go na weekendowy wypad – spokojnie bagażnik pomieści 4- osobową rodzinę! Oczywiście na tygodniowy wyjazd musimy z niego zrezygnować, bo niestety ale nas i naszego psiaka damy rady tam wcisnąć.

Samochód o którym mówię to Ford B-max.

Doskonale wiem że w ofercie marki jest cała masa innych modeli które swoją wielkością można dopasować do swoich oczekiwań. Model który jest w naszej rodzinie jest autem które na co dzień służy do pracy, na weekendowe wyjazdy – korzystamy z niego my a podczas nawet dziesięciodniowych wakacji biorą B-maxa moi rodzice. Dwie osoby może zdecydowanie pomieścić z lekkim zapasem miejsca.

Spalanie zarówno w mieście jak i na trasie jest zadowalające. Dzięki oszczędnemu silnikowi mamy mniejsze spalanie, zmniejszoną emisję CO 2 przy braku uszczerbku na mocy! Jestem pewna że nie ucierpi na nim kieszeń większości osób. Dla mnie kolejnym plusem jest to, że tylne drzwi otwieramy przesuwnie do tyłu. Nie ma środkowej belki, przez co wsiadanie do auta czy montowanie fotelików jest znacznie łatwiejsze. I ta wygoda… Nie wiem jak ty, ale ja bardzo lubię gdy w aucie siedzi się wyżej. Nie lubię aut które są nisko osadzone – nie czuję się w nich bezpiecznie. Dla mnie w tym aucie jest to zdecydowany plus – komfort podczas jazdy.

Jako kobieta zwracam uwagę też na coś jeszcze…

Już wiem o czym pomyślałaś. Mam tak samo! Gdy ktoś mi opowiada o aucie – ile ma koni, jaki silnik, jakie wyposażenie.. wpuszczam to jednym uchem a wypuszczam drugim. Takie liczny nic mi nie mówią. Ja muszę wszystko zobaczyć, sprawdzić i dotknąć. Na pierwszy ogień idzie wygląd – jednak tu nie będę się rozwodziła za dużo, sama go widzisz na zdjęciach. Jest średniej wielkości – ale pojemny, zgrabny – ale z charakterem.. Dusząc pedał gazu czuć przyspieszenie – mimo wcale nie dużego silnika.

Blog - archiwum

Sposób na efektywną pracę i miłe poranki? Opinia o ekspresach do kawy De’Longhi.

26 września 2018

Nie pamiętam czy kiedyś już o tym wypominałam, podejrzewam że nie. Ciężko pewnie byłoby się też tego domyślić, skoro sytuacja teraz wygląda zupełnie inaczej. Bardzo długo nie piłam kawy, bardzo jej nie lubiłam. Odstraszał mnie sam jej zapach, o smaku już nie wspominając. Nie byłam zapalonym kawoszem. Gdy tylko znajomi w liceum wychodzili na kawę, bądź później na studiach hurtowo chodzili do bufetu po napój Bogów – ja nie rozumiałam ich miłości. To było dla mnie coś zupełnie niezrozumiałego.

Gdy urodziłam Blankę bardzo dużo czasu spędzałam z ich ciocią. Była to osoba która bardzo często chodziła do kuchni i serwowała sobie kubek ciepłej kawy. W pewnym momencie złamałam się i poprosiłam by zrobiła też jedną dla mnie. Kolejną okazję miałam u dziadków, którzy kupili sobie ekspres ciśnieniowy i zrobili mi latte z podwójną ilością mleka! Boże jak to smakowało. To były te moje pierwsze kroki do tego, by stać się zapalonym kawoszem. Teraz jestem od niej uzależniona!

Każdego dnia rano, dzień zaczynam tak samo..

Grafik mam bardzo napięty. Wzięłam na siebie dużo – ale nie narzekam bo bardzo to lubię. Zawsze wieczorem spisuję sobie na kartce listę „to do” i dzielnie każdy punkt realizuję. Najczęściej mam wypełnioną całą stronę A4. Sprawy ważne i mniej ważne. Wśród nich są takie czynności jak przygotowanie obiadu, odkurzenie mieszkania, wstawienie prania czy odpisanie na emalie, napisanie nowego wpisu bądź chwila poświęcona organizacji naszego ślubu. Jednak zawsze, chociaż nie wiem jak bardzo dzień byłby zabiegany – rano muszę wypić ciepłą kawę i zjeść porządne śniadanie. Bez tego nie wyobrażam sobie miłego poranka.

Niedawno na moim instastory mówiłam coś ważnego.

Opowiadałam Ci, że każdy z nas ma opracowany swój sposób pracy. Dla jednym praca ciągiem przez 4 godziny jest najbardziej efektywna, dla innych system dwugodzinny jest idealny. Pracując już jakiś czas z domu odkryłam co u mnie najbardziej się sprawdza. Mianowicie, godzina pracy – po czym następuje 10 minut przerwy. Muszę wstać od biurka, rozprostować nogi, iść położyć się do salonu z kubkiem kawy, iść z psem na dwór czy wyjść na balkon. Praca na wysokich obrotach więcej niż ta godzina powoduje u mnie brak kreatywności. Zabija moje komórki i kompletnie nie nadaję się do czegokolwiek. Siedzę wtedy przed komputerem i patrzę w ekran. Beznadziejne marnowanie czasu. Wolę usiąść i odpocząć z kubkiem najlepszej kawy i po prostu nie myśleć o niczym.

Tym bardziej że teraz z ekspresu możemy korzystać każdego dnia.

Uwielbiam kawę z ekspresu. Nie ma porównania między kawą wykonaną za pomocą tego urządzenia a czajnikową „sypaną” czy „rozpuszczalną”.  Najchętniej pisałabym Ci tylko o latte – bo jest  moim zdaniem najlepsza z najlepszych. Inne mogłyby nie istnieć, a do końca życia piłabym tylko ten rodzaj kawy. Idealnie spienione mleczko, pyszna kawa i wygląd. Nie powiesz mi że prezentacje ma słabą. Jedna z najbardziej fotogenicznych kaw! A najlepsze jest to, że do tego posta podchodzę już trzy razy. Za każdym razem jak przeczytam o czym pisałam wcześniej nabieram ochotę na napój Bogów. Czytasz własnie najdłużej pisany tekst w historii bloga.

Teraz odpowiedź na najważniejsze pytanie!

Jaki ekspres my posiadamy?

U nas w domu króluje ekspres De’Longhi ECAM 23.460.B 

Długo zastanawialiśmy się czy wybrać ekspres kolbowy czy automatyczny . Nauczeni już trochę doświadczeniem, tym bardziej że już mieliśmy styczność z jednym i drugim zdecydowaliśmy się na ciśnieniowy full automat. Wygoda użytkowania była decydującym kryterium. A to wszystko sprowadzało się do jednego, prostego pytania:

Komu rano się chce?

Komu cokolwiek rano się chcę? My jesteśmy typami nocnych marków i rano naprawdę nie ogarniamy rzeczywistości. Lubimy ułatwiać sobie życie jak tylko możemy – a ten ekspres właśnie nam w tym pomaga. Solidna dawka pobudzenia od razu po rozpoczęciu dnia. Ustawiamy ekspres na odpowiednią kawę i możemy wykonywać w tym czasie inne rzeczy które o poranku się mnożą i mnożą. Bez zalewania, bez pilnowania – ona po prostu na Ciebie czeka.

Jak już wiedzieliśmy czy ciśnieniowy czy kolbowy – przyszła pora na markę.

A tu akurat De’Longhi jest światowym numerem jeden w produkcji ekspresów więc sprawa była oczywista na samym początku. Nie braliśmy pod uwagę chyba żadnego innego. Nawet podczas odwiedzin w sklepie i nie nastawianiu się na nic, każdy który nam się spodobał – miał logo właśnie tej marki. Chyba był nam od początku pisany.

Jeśli sami stoicie przed wyborem ekspresu, pomocny może okazać się poradnik
Ekspres ciśnieniowy z młynkiem – jak wybrać ten jedyny, najlepszy?

Mamy teraz możliwości stworzenia wielu kaw. Latte, espresso, cappuccino, coffee czy idealne dla dzieci – gorące spienione mleko. Wiadomo też że każdy lubi inną kawę. Ja wolę delikatną, z kremową pianką w małej filiżance. Jednak inni domownicy zwiększają sobie zdecydowanie wielkość kawy, ustawiają mocniejszy aromat i mniej spienione mleko. Fajnie jest to, że możemy sobie to idealnie dopasować do upodobań. Dla każdego coś dobrego.

Stoi już jakiś czas i..

Odpukać! Ale nie zepsuło się w nim nic. Nie było awarii, blokowania, wycieków. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Co jakiś czas ekspres prosi nas o od kamienienie i wtedy ponosimy koszty rzędu ok 30 zł. Dostajemy informację o pełnym zbiorniku z fusami oraz pustym z wodą czy kawą. Wpinany zbiornik na mleko łatwo się czyści przy użyciu jednego pokrętła i jest rewelacyjny w użytkowaniu. Nie trzeba pienić mleka ręcznie co oszczędza chwilkę czasu.

Dla nas to strzał w dziesiątkę!
Idealna kawa o poranku przy minimalnym wysiłku.

A Ty masz ekspres w domu?

Blog - archiwum

3-bit na bogato czyli ulubione ciasto z bloga z dodatkami – niebo w gębie!

25 września 2018

Ostatnio dopadł mnie szał na tworzenie ciast bez pieczenia. Nawet nie masz pojęcia ile frajdy mi to sprawia! Ostatni mój przepis przypadł do gusty nie tylko nam, naszym sąsiadom i rodzinie ale też Tobie! Widziałam masę pozytywnych komentarzy pod wpisem oraz w wiadomościach prywatnych. Pięknie za nie dziękuje!

Tym razem przepis bazowy to dokładnie ten sam – 3-bit. Jednak zmodyfikowałam do lekko dodając serki mascarpone oraz orzechy które sami zbieraliśmy! Warto było tak bardzo pobrudzić sobie nimi ręce. Nie przeciągam już i wrzucam przepis, dodam tylko że najlepszy jest na drugi i trzeci dzień!

Potrzebujemy 2 paczki krakersów plus herbatniki na jedną warstwę

2 puszki masy krówkowej
2 serki mascarpone
4 solidne garści orzechów (u mnie włoskie)
75 ml śmietanki 30/36%
gorzka czekolada
2 budynie śmietankowe bez cukru
1,5 łyżki mąki pszennej
1,5 łyżki mąki ziemniaczanej
litr mleka
3 łyżki cukru pudru
paczka cukru wanilinowego
2 łyżki cukru

Przepis na dużą blachę!

Na dnie formy wykładamy krakersy. W misce mikserem mieszamy masy korówkowe z jednym serkiem mascarpone i połową orzechów. Przykrywamy warstwą herbatników. 3 szklanki mleka zagotuj z cukrem, w osobnym naczyniu wymieszaj pozostałe mleko z budyniami i mąkami. Gdy mleko zacznie się gotować, dodaj budynio-mąki i mieszaj szybko by nie było grudek. Takie ciepłe wyłóż na ciastka, posyp resztą orzechów i przykryj kolejną warstwą – tym razem krakersów. Bitą śmietanę ubij z cukrem pudrem i cukrem waniliowym. Na sam koniec dodaj serek mascarpone. Odstaw do lodówki a w tym czasie roztop czekoladę w kąpieli wodnej z odrobiną mleka. Lekko wystudzoną polewę czekoladową rozprowadź ładnie po bitej śmietanie.

Odczekaj pół dnia, by ciacho ładnie się połączyło.

 

SMACZNEGO!

 

Blog - archiwum

Rodzice wychodzą na randki. Nie ma w tym nic złego – jest to wręcz wskazane!

24 września 2018

Nasz model rodziny jest dość specyficzny. Bo chociaż gospodarstwo domowe w składzie ma 4 osoby i psa, gdzieś w tle mamy więcej ludzi. Chodzi nam o dziadków – są moi rodzice, Daniela.. ale jest też babcia i dziadek dzieci – od strony ich taty. Mamy więcej możliwości „podrzucenia” dzieci by gdziekolwiek wyjść. Mamy tez szanse robić to co dwa tygodnie, gdy dzieciaki jadą do dziadków na weekend by spotkać się z tatą. Jest inaczej, ale na pewno nie łatwiej. 

Teraz w wakacje był luz. Od października sprawa będzie wyglądała inaczej – zaczną się studia i nie będzie możliwości spędzania dni wolnych od dzieci we dwoje. Szkoła rządzi się swoimi prawami i tak jak na pedagogice opuszczałam wszystkie zajęcia jak szło, tu chodzę na prawie wszystkie! Nie ma litości, nikogo tam nie interesuje fakt że poza uczelnią możesz mieć rodzinę i jakiekolwiek życie. Trudno.

Dziadkowie jedni biorą młodych na weekend. Drudzy zostaną z nimi w razie konieczności jednak jeśli chodzi o noc – sprawa się komplikuje. Tym bardziej, że u nas randka może zacząć się o 19:30 gdy Daniel wróci z pracy, a dzieci o tej godzinie chodzą spać. W grę wchodzi tylko opieka u nas, bądź u kogoś na noc.

Mimo wszystko..

Kombinujemy ile możemy. Staramy się raz na jakiś czas zostawić z kimś dzieci by wyjść na kawę, do kina czy na sushi. Czujemy ogromną potrzebę spędzania czasu tylko we dwoje, co nie oznacza że nie nie chcemy dzielić wolnych chwil z dziećmi. Zawsze rozmowy podczas tych wolnych chwil krążą wokół dzieci, każdorazowo wracamy stęsknieni za nimi i jakby tak.. jeszcze bardziej ich kochając i doceniając że są z nami (chociaż zawsze wydaje nam się że mocniej już kochać nie można).

Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci..

Bo jak można tworzyć udany związek gdy nie spędza się ze sobą czasu. Gdy nie ma czasu na głębsze uczucia czy chwilę na odcięcie się od zabawek, prania, sprzątania, pracy.. Musi być w życiu zachowana równowaga i chwila na budowanie poprawnych relacji nie tylko na płaszczyźnie rodzic-dziecko ale też na tej rodzic-rodzic.

Nie zdarzyło Wam się już tak wielkie zmęczenie materiału, że marzyliście o tym by uciec na koniec świata. Do ciszy, spokoju, braku miliona pytań na sekundę. Nie uznaję odpowiedzi przeczącej. Każdy z nas tak ma. Prędzej czy później sytuacje życiowe dają nam tak w kość, że jedyne o czym marzysz to chwila gdzieś daleko.

Randka w domu to nie wszystko.

Takie wieczory mamy często. Szykuję kolacje, oglądamy film z wielką misą popcornu, przytulamy się. Uwielbiam ten czas! Jednak nie zastąpi on tych chwil poza domem. Chociaż jestem strasznym domatorem, nie lubię wychodzić z domu jak nie ma ku temu większej okazji. Mimo wszystko – chwila i chęci na randkę w ciągu miesiąca muszą się znaleźć. Dla dobra naszego związku. Nie każdy o tym mówi głośno, nie każdy chce się do tego przyznać – z różnych powodów, jednym z nich jest pewnie też delikatny lincz.. „zostawili dzieci a sami poszli się bawić! co za rodzice!” To każdy rodzic powinien schować dumę do kieszeni, pozbyć się głupiego myślenia i wyjść z domu.

Chociaż sama nie mam wiele czasu..

.. bo naprawdę ostatnio nie mam go WCALE. Zero. Wiem, jak takie wyjścia fajnie wpływają na nasz związek dlatego wolę później pracować nocą ale na randkę znajdę czas. Zupełnie inna bajka. Takie dopieszczenie uczucia które jest między nami. Nie ma w tym nic złego – bo dzieci w tym czasie świetnie mogą bawić się u cioci, kuzynki, babci, dziadka.. bądź z nianią. Sama byłam kiedyś taką nianią na weekendy. Rodzice małego Ksawerego wychodzili co piątek na randkę a ja zostawałam z maluszkiem – niespełna półrocznym. Byli cudowni, widać jak bardzo się kochali i dbali o rodzinę. A dbanie to też myślenie o związku między dorosłymi – nie tylko skupianie się na dziecku.

Wcale nie musisz mieć milionów na koncie.

Bo nikt nie naciska byście wyszli do najdroższej restauracji, do kina w którym smakołyki są droższe niż bilety czy na koncerty. Czas razem można spędzić zupełnie inaczej. Przygotować kolację i latem zjeść ją na kocu nad jeziorem. Pamiętam jak zimą przygotowaliśmy sobie z Danielem piknik w aucie! Pojechaliśmy nad jezioro z wielką paczką jedzenia i wpatrywaliśmy się blisko dwie godziny w wodę. Niby nic, a jednak – bardzo miło wspominam to do dziś!

Więc jeszcze dziś zadzwoń do babci, dziadka, cioci, kuzynki, wujka, niani czy kogokolwiek z najbliższych. Poproś ich o małą przysługę. A Ty, zabierz męża, partnera, kochana czy inną ważną osobę w Twoim życiu na randkę. Jestem pewna że wyjdzie Wam to tylko na dobre.

A może już to praktykujecie? 

Blog - archiwum

Problem z transportem dużych przedmiotów bądź nietypowych rzeczy. Jak sobie poradziłam z wysyłką kanapy do innego miasta.

19 września 2018

Wiecie doskonale o tym, że raz na jakiś czas organizuje takie nasze małe „wyprzedaże garażowe”. Postanowiłam rok temu, że kończę z kolekcjonowaniem czegoś co jest nam niepotrzebne, zajmuje miejsce bądź chcemy wymienić po prostu na coś nowego. Nie zbieramy nic, stawiamy na totalny minimalizm. I tak raz na trzy miesiące pojawiają się u nas aukcje w których możecie wziąć udział. Najczęściej są to malutkie przedmioty takie jak książki, ubrania, mały sprzęt AGD czy zabawki. Wydawanie w świat takich rzeczy to sama przyjemność, bo opcji na ich sprzedaż i ewentualną późniejszą wysyłkę mamy całą masę. Aktualnie w internecie mamy dużo takich miejsc. 

Problem pojawił się natomiast gdy chcieliśmy sprzedać naszą kanapę. Może nawet nie sprzedać, tylko oddać za dobrą czekoladę. Bardzo dużo przeszła, wiele widziała, jeszcze więcej czuła na sobie jedzenia i picia – nie mogłam już na nią patrzeć. Chociaż technicznie była sprawna, to wygląd już błagał o coś nowego. Jedyny dodatkowy koszt to czyszczenie jej odpowiednim sprzętem. Umówiłam się z jedną rodziną na wysyłkę. Transport do Szklarskiej Poręby mógł okazać się bardzo drogi, tym bardziej że ani my, ani nowa rodzina nie posiadaliśmy busa. Wynajem auta, paliwo i inne opłaty byłyby ogromne. Szukaliśmy rozwiązania które bardziej nam się opłaci. Z niczego zrobił się dla nas duży problem. Co zrobić?

Nauczona doświadczeniem biegnę do Ciebie by się z nim podzielić.

Bo nie rozumiem dlaczego Ty miałabyś martwić się tym, jak wysłać coś większego, skoro ja przeszłam dokładnie przez to wszystko i mogę Ci doradzić. W sumie nie tylko coś większego ale też przedmiot w nietypowych kształtach – jakieś wazony, rzeźby czy coś w tym stylu. Ba! Przed napisaniem tego wpisu dokładnie sprawdziłam – bez większych problemów możesz zlecić tam transport samochodu czy maszyny budowlanej. Dla przeciętnego Kowalskiego w temacie przesyłek kłopot robi się już podczas wysyłki większego AGD a wymiana lodówki czy piekarnika to marzenie każdej perfekcyjnej Pani domu. Do rzeczy. Pomogę Ci już teraz, byś wiedziała co robić w przyszłości, gdy taka sytuacja będzie miała miejsce u Ciebie.

Bez marnowania czasu na szukanie, czytanie i sprawdzanie. Ja znalazłam najlepszą i najtańszą opcję z możliwych. Myślę że na bezpieczeństwie a jednocześnie na cenie wszystkim nam zależy. To wszystko znalazłam na Giełda Furgonetka. Miejsce w którym  zarówno przewoźnik jak i zlecający przewóz dużych towarów znajdą coś dla siebie.

A jak to działa?

Jako zlecający opisujesz dokładnie co chciałbyś dostarczyć. Wpisujesz też miejsce do którego przesyłka ma być dostarczona. Od razu dostajesz najlepsze dedykowane dla siebie oferty i wybierasz dla siebie najlepszą. Kolejnym plusem jest wystawienie ogłoszenia za darmo, jedyny koszt jaki ponosisz – to koszt transportu danej rzeczy. Jeśli zależy Ci na cenie, jest to opcja na piątkę z plusem – każdy dodatek generuje koszty, a tego właśnie chcemy uniknąć.

Dla mnie zdecydowanym plusem jest też bezpośredni kontakt z firmą przewozową. Nie traciłam czasu na pośredników, masę telefonów i jeszcze więcej niewiadomych. Miałam wszystko czarno na białym wypisane. Drukowałam sobie w domu spokojnie zlecenie odbioru i czekałam cierpliwie na firmę.

Nawet nie wiesz jaką poczułam ulgę..

…gdy okazało się że przesyłka dotarła do nowej rodziny cała i w nienaruszonym stanie. Za niewielką kwotę udało nam się przewieźć kanapę 170 kilometrów. Sprawdziłam giełdę na własnej skórze i jestem pewna że polecam Ci coś, co jest naprawdę warte uwagi. Nie mieliśmy możliwości dostarczyć jej tam własnym samochodem, tamta rodzina też takiej opcji nie miała. Szukaliśmy bardzo długo czegoś, co spowoduje że będę mogła później polecić to z czystym sercem. Moje zadowolenie jest na tyle duże, że piszę o tym publicznie. Nie pozostaje mi nic innego niż życzyć Ci udanej sprzedaży! Bo miejsce które pomoże Ci z wysyłką już masz 🙂

 

 

 

 

Nasz Instagram