Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum

Jak z płaczącej do poduszki kwoki stałam się zmotywowana do działania kobieta!

10 stycznia 2019

Ostatnio nie mamy z Danim czasu na cokolwiek. Chociaż zmienił pracę i jest w domu około godziny 16 to nadal ubolewamy nad zbyt szybko pędzącym dniem (przypominam, że wracając z wcześniejszej pracy nie było opcji zobaczyć go przed 18:30 – najwcześniej był około 20-21 w domu by znów o 6 jechać do Poznania). Teraz zmieniły się priorytety i stawiamy jeszcze mocniej na rodzinę. Wspólne wieczory filmowe, układanie lego czy budowanie torów dla aut na baterie. Biegaja wieczorem po mieszkaniu udając „turbo-szczury”. Dzieci padają ze zmęczenia o 18:30-19, a my mamy czas dla siebie.

Teoretycznie. 

Niestety ale najczęściej wieczorem wychodzą jeszcze „brudy domowe”. Czyli wyjście z psem, wyniesienie śmieci, posprzątanie kuchni , powieszenie prania, chęć pogrania na kompie, moje emaile czy inne zlecenia które MUSZĘ zrobić „na wczoraj” czy naprawianie toalety (jak dwa dni temu – męczyliśmy się 5 godzin by móc zrobić siku – woda nie chciała zejść na dół – oczywiście nasz pion kibelkowy w bloku jest stary, zawalony i odmawia współpracy). Ale nie o tym chciałam, bo takie akcje zna każdy kto rano pracuje, a po południu chce wykorzystać i fajnie spędzić czas z dziećmi.

Chciałam byś się zastanowiła…

…ale tak szczerze. Tak zupełnie sama przed sobą odpowiedz na pytanie – czy robisz w ciągu dnia wszystko, byś była z niego zadowolona – ale tak naprawdę zadowolona. Nie kładziesz się spać z myślami, że nie wykorzystałaś dnia najlepiej. Nie miałaś chwili dla dzieci, dom zawalony naczyniami i praniem, w pracy nie do końca miałaś natchnienie i nie wykonałaś swoich obowiązków tak jakbyś chciała. Czy może odwrotnie – pracowałaś jak nigdy, dzieci na czas odebrane z placówek – zjedliście obiad który zrobiłaś i jeszcze miałaś czas na wspólna zabawę z nimi. A wieczorem? Poświęciłaś swój czas partnerowi. Wiesz że każda z nas ma inna wizję dnia idealnego. To co dla mnie będzie czymś normalnym, dla Ciebie może być fanaberia – jak np. codziennie odkurzanie mieszkania dla mnie jest normalne, ale jakbym miała jeszcze na mokro jechać – to gruba przesada.

Po prostu pomyśl

Czy jesteś szczęśliwa po całym dniu. Kładąc się do łóżka czujesz że wykonałaś kawał dobrej roboty? Czy wręcz przeciwnie – każdego dnia, albo przez większość czasu żałujesz że nie wykorzystałaś go tak jak należy. Taki rachunek sumienia przed snem. Pewnie się teraz zastanawiasz po co o tym mówię? Dlaczego poruszam taki temat, niby zwykły – taki trochę bez sensu – ale jednak ważny. Bo jeszcze kilka miesięcy temu byłam w grupie ludzi wiecznie niezadowolonych ze swojego życia. Dzień w dzień wyłam mężowi do poduszki że moje życie jest nudne, nic się w nim nie dzieje – nie robię nic, czuje monotonie i mam wrażenie że dni uciekają a ja stoję w miejscu. Właśnie.., taka bierność mnie dobijała. Czułam że to życie które miałam wtedy nie jest dla mnie. Ja chciałam więcej.

Zaczęłam od pracy.

Moja praca jest ta strona. To miejsce na którym jesteś teraz – jest jednym z naszych źródeł dochodu. Nie ukrywałam tego i nie mam zamiaru tego robić. Zresztą, nie od dziś wiadomo że blogerzy zarabiają pieniądze – dla niektórych to nie praca, ale dla mnie praca jest wszystko to, co przynosi legalne dochody. Podatek odprowadzam – także mam czyste sumienie. Przed ślubem pisałam bardzo dużo – wtedy coś się zmieniło. Zaczęłam czerpać coraz większą radość z porannych pobudek – wiedziałam że wstaje po coś. A nie tylko dlatego by zając się domem, dziećmi, psem czy jeszcze wtedy narzeczonym. Po ślubie znów przestałam – ale miałam wymówkę – pierwsze 13 tygodni ciąży przespałam. Po prostu mnie nie było, a jak ktoś mnie szukał – wiedział gdzie jestem, zawsze pod kocem w sypialni lub salonie spałam. po prostu. To jedyna sytuacja w której nie mam sobie nic do zarzucenia – bobas chciał odpoczynku, to mu go dałam.

Ale w końcu się obudziłam.

Pełna sił – jak spałam tyle tygodni to nic dziwnego że wstałam wypoczęta. Jednak to nie wszystko – nie wiem czy mój mózg pracuje aktualnie inaczej, ale pomysły do głowy napływają jak nigdy wcześniej. Moja lista ciągle jest otwarta i działam nad kolejnymi produktami do sklepu. Czuję że to mój czas, moja chwila i chcę to wykorzystać – tym bardziej że okolice maja, czerwca i lipca daje sobie totalny luz i skupiam się TYLKO na rodzinie. Nawet firmę mam zamiar na ten czas „podrzucić” komuś. Wysyłkę produktów i email – bo blog zawsze był i będzie tylko mój. Jednak do brzegu…

Jak zaczęłam dostrzegać to, że wykorzystuję dzień?

Było mi łatwiej to dostrzec w momencie gdy zaczęłam zapisywać sobie na kartce, kalendarzy, plannerze czy w innym miejscu rzeczy które mam do zrobienia danego dnia. Ale nie tylko takie jak lekarz, trening, zebranie z rodzicami, emiale. Ja zapisywałam wszystko
-pranie różowe, pranie czarne, pranie kolorowe
-zmywarka
-obiad
-wyjście z psem
-30 emaili
-lekcje blogowania
-produkt 1
-produkt 2
-zacząć produkt 3
-po trampki do dziecka
-zadzwonić do spółdzielni
-ogarnąć lekarza ortopedę
-napisać post
-zamówić ramki
-kupić upominki imieninowe dla dzieci
-do babci
-zakupy
-odkurzanie
-zapłacić resztę rachunków
-dzieci (to uwzględniam w planie dnia by nic nie było w tej chwili wpisane – godziny od 14:30-18 są godzinami dzieci i one maja mnie i Daniela dla siebie)
-kolacja

To są przykładowe zadania w ciągu dnia jakie muszę wykonać – i akurat wszystkie jakie znajdują się na mojej liście dziś! Dla jednych niewiele – dla innych lista jest spora. Ja wiem ile zadań potrafię wykonać w ciągu dnia i prawie zawsze udaje mi się cała listę odhaczyć.

Teraz, przed pójściem spać wiem że jestem zadowolona ze swojego życia. 
Taki rachunek sumienia był mi bardzo potrzebny.  
Zmiana nawyków, wprowadzenie zmian doprowadziły do tego że każdego dnia kończę dzień mega zmęczona ale jednocześnie szczęśliwa. 
Czuję że wykorzystuje każdy dzień do granic możliwości. Znajdujac czas na to co dla mnie ważne – dla rodziny, na pracę, na dom i marzenia. 

cof

 

Blog - archiwum

Zajście w ciąże po usunięciu spirali.

8 stycznia 2019

Wiecie doskonale że w naszym życiu pojawiło się coś takiego jak spirala hormonalna. Dokładnie ta o wdzięcznej nazwie Jaydess – założona na trzy lata. Więcej o tym pisałam w TYM krótkim wpisie. Tak jak pisałam wcześniej, Blanka była u nas bardzo skuteczna metodą antykoncepcyjną – wiedziałam że nie chcę więcej dzieci, przynajmniej w najbliższym czasie. Na szczęście Daniel podchodził do tematu bardzo podobnie do mnie – dlatego kształtka to była jedna z lepszych opcji. Rozmowom w tym temacie nie było końca, wydać 1000 zł na raz to dla niektórych ludzi bardzo dużo – tak jak do nas w tamtym czasie. Jeśli ktoś ma możliwości i nie chce mieć więcej dzieci – taką metodę będę polecała zawsze. 

Ale dlaczego o tym pisze?

No właśnie. Jeszcze pod koniec 2017 roku postanowiliśmy z Danielem zmienić swoje życie. Stwierdziliśmy że nie mamy na co czekać z budową domu, wyjazdami, marzeniami – bo co tak naprawdę nas ogranicza? Nic. My sami, nasze głowy.. świat stoi otworem, a my chcemy brać z niego garściami. Wiemy że na wszystko przyjedzie czas, jednak są w życiu takie sytuacje dla których nie będzie dobrej chwili. Bo praca nie taka, bo mieszkanie za małej, bo tak jest mi wygodnie, bo.. no własnie mogłabym tak wymieniać bez końca. Ja jestem właśnie taką osobą – może i bym chciała, ale mieszkanie mamy za małe (blisko 80 m2) – a jak z drugiego piętra pójdę z wózkiem, dwójką starszych dzieci, psem i zakupami? Wiecie, takie powody bez sensu.. mimo wszystko teraz wszystko idzie w dobrą stronę.

Jesteśmy właścicielami działki budowlanej..

To że kiedyś stanie na niej nasz dom jest bardziej niż pewne. Mamy punkt zaczepienia. Wiemy że naszym dzieciom będzie dobrze. Mamy stałą pracę, dobre zarobki. Kochamy się, szanujemy, dbamy o każdego członka naszej rodziny. Niczego nam nie brakuje. No może poza małym dopełnieniem na które czekamy już jakiś czas i światełka w tunelu nie widać. Podczas wyciągania spirali w marcu 2018 roku, lekarz poprosił mnie o wizytę za cztery miesiące. Opcje są dwie, albo ciąża albo badania. Niestety nie udało nam się w ciągu tego czasu nic zdziałać, chociaż próbowaliśmy chyba wszystkiego – zaczynając od totalnego „olania” tematu i słów w stylu „co będzie to będzie”, idąc dalej… korzystaliśmy z rad mamy ginekolog. Nic.

Kiedy można zacząć się starać?

Chociaż zakładanie wkładki polecane jest tylko kobietom które nie chcą mieć dzieci ze względu na ich działanie niepożądane -my zdanie zmieniliśmy,  tylko krowa tego nie robi. Dojrzeliśmy do takiej decyzji i nie mamy sobie nic do zarzucenia. Prawda jest taka, że starania możesz zacząć już tego samego dnia w którym pozbyłaś się wkładki, pod warunkiem że przyjmowałaś już wcześniej kwas foliowy. Ja suplementację zaczęłam od dnia wyjęcia wkładki. Mimo to, starania rozpoczęliśmy w tym samym cyklu. Ślub był nasza granica – jeśli się nie uda, to idziemy do lekarza na szczegółowe badania. Być może spirala spowodowała u mnie coś czego nie chcieliśmy, bądź Dani musi zacząć dbać o siebie. W każdym z tych przypadków potrzebowaliśmy pomocy. Od dnia wyjęcia spirali do ślubu było 7 miesięcy.

Mamy styczeń.

Te wszystkie zdania pisałam „przed” udanym miesiącem. Teraz jesteśmy bliżej niż dalej od godziny zero. Jeszcze trochę i powitamy na świecie malucha, na którego czekaliśmy bardzo długo. A prawda jest taka że udało nam się to chwilę przed ślubem. A dokładnie podczas naszego wesela byliśmy już chyba w 8tc. Wiedzieliśmy oboje o tym, że pod moim sercem coś zaczyna się dziać – jednak nie byliśmy pewni na 100%. Lekarz potwierdził obecność pęcherzyka, jednak zarodka nie było. Mieliśmy przyjść znów 2 dni przed ślubem, odwołałam wizytę. Bałam się, że dwa dni przed tak ważnym dniem usłyszę od lekarza że zarodka nie ma i tym samym zepsuję sobie tak ważny dzień. Na wizytę pojechaliśmy w poniedziałek od razu po. 22.10.2018 roku dowiedzieliśmy się że zarodek jest – pojawił się, a nie było go tak długo prawdopodobnie za sprawą spirali. Jej wyciągnięcie spowodowało totalną samowolkę mojego organizmu który nie potrafił poradzić sobie z hormonami. Doszło do zapłodnienia, jednak nie w tym czasie gdy „powinno”. Lekarz mówi nam „późniejsze zapłodnienie” więc chyba to więcej wyjaśnia.

W każdym razie…

…podsumowując. Nam się udało. Myśleliśmy że będzie trwało to mniej czasu, jednak mamy świadomość tego że niektórzy starają się jeszcze dłużej. Jesteśmy w 21 tygodniu ciąży. Za moment będziemy najszczęśliwszą rodziną na tej planecie. Brakuje nam do kompletu tyko okrucha na którego czekamy tak długo. I powiem Ci szczerze, że z trzech ciąż ta jest jedyna zaplanowana – i jedyna na która trzeba było tak długo czekać. Sprawdza się powiedzenie że jak ktoś nie chce – to ma. Jak ktoś bardzo chce – to nie może.

Kolejny post ciążowy zdradzi kto siedzi pod serduchem!
Macie typy swoje?

cof

Blog - archiwum

Mamo zrób coś dla siebie. Nie dla całej rodziny – pomyśl tylko o sobie.

6 stycznia 2019

Ostatnio pytałam się kilku dziewczyn, które są już mamusiami o to, co jest ich marzeniem? Odpowiedziały, że zdrowie rodziny, szczęście dzieci i męża, stabilizacja finansowa, brak kredytów, wakacje z rodzina… Ok, fajnie. Moim też! Jednak ciągnęłam dalej – a co jest Twoim marzeniem, dla Ciebie. Tylko dla Ciebie, nie dla rodziny. […] no… to samo. Nie kochana – marzysz o czymś co uszczęśliwi Ciebie, przez to że najpierw będzie szczęśliwa Twoja rodzina. Co byś robiła gdybyś była sama? Co wtedy by było Twoim priorytetem? Jakie marzenia byś spełniła, gdzie byś pojechała, co byś SOBIE kupiła?

Mało kto potrafił mi odpowiedzieć na to pytanie. Pozornie jest ono proste, jednak jako mama dwójki (no, już trójki – ok) doskonale rozumiem co każda z tych kobiet miała na myśli. Gdyby ktoś zadał mi to pytanie też bez zastanowienia odpowiedziałabym – ZDROWIE. To zawsze będzie u mnie numer jeden – zdrowie całej mojej rodziny, zdrowie dziecka które nosze pod sercem – ba! Ja nawet marzę o tym by ludzie a zwłaszcza malutkie dzieci nie chorowały. Nie ograniczam się do najbliższych, a jednak na proste pytanie odpowiedziałam w pierwszej kolejności jak inni.  Jestem matka, matka troszczy się o rodzinę. Wraz z pojawieniem się dwóch kresek, całkowicie zmienia się sposób patrzenia na życie – i zostaje z nami do końca.

Jednak trzeba pamiętać że dzieci kiedyś odejdą.

Twój syn poza kobietę idealna, a Twoja córka straci głowę dla kogoś, kto będzie na ciągłym celowniku tatusia. To normalne! Jednak pomyśl, co wtedy z Toba? Nie poszłaś do pracy – bo dzieci. Nie zaczęłaś chodzić na zumbę – bo dzieci. Nie wyjechałaś na wakacje marzeń – bo dzieci. Nie zaryzykowałaś otwarcia swojej firmy –  bo dzieci. Nie wychodziłaś z koleżankami na drinka – bo dzieci. Nie spełniałaś się – bo dzieci. Od rana myślisz tylko o tym, co ugotować na obiad. Jak zadbać o ich przyszłość, co zrobić po południu by nie poczuły że mamy nie ma obok. Podporządkowałaś się rodzinie.

Tylko ta rodzina z każdym rokiem będzie Cię kochać tak samo mocno, ale nie będzie Cię już potrzebowała w takim stopniu jak na początku. Co wtedy z Toba? Nie pójdziesz do pracy, bądź załapiesz się do pracy w sklepie bo z 15-letnia przerwa zawodowa będzie ciężko o coś innego. O ile wcześniej pracowałaś, bo są kobiety które nie pracowały nigdy. Nie masz żadnego hobby – jedynie pranie, sprzątanie, prasowanie – a mogłaś zacząć już wcześniej i oddychać chwilę sama, bez rodziny. Fakt, możesz zacząć teraz – ale pasja, zainteresowania i czas dla siebie to coś co jest ważne zawsze – nie tylko wtedy, gdy dzieci wyjada.

Zaczniesz być może jeździć na wakacje marzeń, ale czy nie będziesz żałowała wcześniejszych lat – gdy sobie tego odmówiłaś? Być może miałabyś teraz stałe źródło dochodu, fajna mikro firmę ale bałaś się zainwestować pieniądze bo akurat wtedy dzieci było top1. Koleżanki wychodziły, Ty zostawałaś w domu – teraz mogą Cię przyjąć znów i pewnie tak będzie – jednak zobacz ile straciłaś? Czy dzieciom coś by się stało jakby mama raz w miesiącu znikała wieczorem? Tata to świetny opiekun, serio.

Ale co ludzie powiedzą?

Niestety żyjemy w takim społeczeństwie które lubi wytykać coś, co jest niespotykane. Coś czego dana osoba sama nie robiła i tym sposobem nie podoba jej się to, gdy widzi takie zachowanie u kogoś innego. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest – przemawia tu zazdrość? Że ona może a ja nie? Raczej nie, przecież każda z nas ma takie same możliwości. Nikt nie wmówi mi że jest inaczej – przecież przez większa część macierzyństwa byłam samodzielna mama – a jednak znalazłam czas i możliwości by to wszystko robić.

Wychodzi na to, że po prostu jesteśmy takim narodem. Tylko że Ty nie możesz ograniczać siebie, dlatego że komuś coś nie pasuje. Masz prawo realizować swoje marzenia, postanowienia i pasję. Masz męża, partnera, ojca dzieci (nawet po rozstaniu – ma swoje obowiązki), s dziadkowie, są nianie, koleżanki czy kluby malucha.

Nowe postanowienie na ten rok dla wszystkich mam? 

Wreszcie pomyśleć o sobie!

Blog - archiwum

Plany i postanowienia dotyczące 2019 roku – dla nas to nigdy nie będzie przereklamowane.

3 stycznia 2019

Od kilku dni wchodzę na rożne strony internetowe i widzę wszędzie wielka falę hejtu na postanowienia noworoczne. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego że nie sa one dobra opcja dla każdego, jednak wrzucanie wszystkich do jednego wora bardzo mnie irytuje. Ja tworzę plany marzeń odkąd tylko pamiętam. Zawsze z końcem każdego roku pojawiała się w mojej głowie wizja tego – jak bardzo zmienię swoje postępowanie, nawyki czy rzeczy materialne w kolejnym roku. Początkowo nie robiłam prawie nic z tej listy, a co roku wyglądała podobnie. Nauczyłam się jednak dobierać inaczej swoje plany na kolejne lata. Wybieram tylko te, które prawdopodobnie wykonam, bo są dla mnie istotne. Hasła typu – siłownia, wege, bieganie, brak słodyczy już dawno przestały tam znajdować swoje miejsce. Bez słodyczy żyć nie mogę ale za to bez siłowni umiem się obejść. Do lekarzy specjalistów też chodzimy zawsze gdy jest to konieczne, nie odkładamy nic na później wiec postanowienie w stylu „zadbam o swoje zdrowie” też mogę skreślić. Teraz mam marzenia z dziedziny samorealizacji.

Pierwsze nasze postanowienie i marzenie – to narodziny zdrowego dziecka. Nic nie będzie dla nas ważniejsze w tym roku od tego momentu. Nie zależy nam na niczym innym – wszystko jest nieważne. Chcemy by do grona naszych cudownych dzieci dołączyło jeszcze jedno. Mamy zamiar wszystkie plany podporządkować właśnie pod to, co czeka nas na przełomie maja i czerwca. Mimo mojej ogromnej miłości do dzieci, kocham też sama siebie. Punkt pierwszy jest najważniejszy i nic go nie przesłoni jednak realizacja pomysłów krążących w mojej głowie dłuższy czas jest zaraz po nim.

Otwieramy firmę.

To pierwsze postanowienie które poniesie za sobą dalsze wydarzenia. Jesteśmy w stanie utrzymać firmę z tego, co zarobimy na blogu. Wiemy, że chwilowy przestój był Początkiem czegoś fajnego. Ja potrzebowałam tej przerwy by organizm odpoczął, chciałam nacieszyć się ciąża i poukładać myśli. Z moja głowa już wszystko dobrze, dlatego podjęliśmy decyzje o szybkiej realizacji planów które są od dawna w naszym domu. Jutro mam spotkanie z księgowym, bo bez firmy nie dam rady pociągnąć dalszych planów rozwojowych jakimi są…

Własne produkty w sklepie.

Tak, to właśnie ta rzecz zabiera mi od miesiąca najwięcej czasu. Każdego dnia realizuje powoli plan który w lutym będzie miał swój punkt kulminacyjny. Nie zdradzę jeszcze co to będą za produkty – bo na 100% będzie ich kilka. Nie poprzestajemy na jednym- chociaż wszystko wprowadzimy stopniowo i powoli. Raz że ograniczają nas fundusze i nie stać nas na wielki rzut kilkunastu produktów (za które najpierw jednak my musimy zapłacić). Zrobimy to powoli, ale dobrze.Co jakiś czas pojawi się coś nowego – a pod koniec roku sklep będzie zapełniony. Już działamy w informatykiem by w połowie litego ruszyć! Jednak nie na wszystkich produktach chce zarobić…

Będa też akcje charytatywne.

Sprzedaż kilku produktów zasili w grudniu konto jednego wybranego punktu. Jeszcze nie wiem jakiego, to teraz jest najmniej ważne – mam czas na podjęcie decyzji. Mimo to, chcę w ten sposób dołożyć cegiełkę dla kogoś, kto pomocy potrzebuje. Ekipa już prawie zebrana by zrealizować cel – gdy wszystko wypali, uda się i zostanie dodane do sklepu… cała magia będzie w Twoich rękach. Bo dochód ze sprzedaży nie trafi do kieszeni mojej, ekipy piszącej czy jeszcze jakiegoś innego ktosia -trafi tylko na cel charytatywny. To moje marzenie.

Będzie też spotkanie blogrów i nie-blogerów.

Wstępnie pod koniec września planujemy to wydarzenie. Więcej dowiem się pod koniec stycznia, gdy będę już po spotkaniu z marketingowcem lokalu. Organizowałam już Blog Parenting Poznań – teraz będzie podobnie, ale nie ograniczymy się tylko do osób mających swoje miejsce w sieci. Zaproszeni będą wszyscy. Warsztaty planuje podzielić na takie dla blogerów, dla osób planujących założyć blog z garścią solidnej wiedzy jak się za to zabrać i… dla osób totalnie nie interesujących się tematyka wymieniona. Dobra kawa, obiad i… kulki. To też fajnie spędzony czas z rodzina. Nie planuj nic na weekendy wrześniowe, bo będziesz na moim spotkaniu pod Poznaniem!

Będzie też wyjazd!

Taki wakacyjny. Będa wakacje z prawdziwego zdarzenia. Nie byliśmy już tak dawno nigdzie, tak by odpocząć. Fakt, weekendowe wyjazdy sie zdarzały – ale ja chce więcej. Marzy mi się ciepłe miejsce, dlatego działamy ostro z paszportami dzieci- po ślubie się nie udało przez komplikacje właśnie z dokumentami dzieci – teraz nie odpuszczę. Ani Antek, ani Blanka nie mogą cierpieć za fochy i brak czasu niektórych osób. Choćbym miała poruszyć wszystkie instytucje -dzieci wyjada na wakacje. Tak trochę po trupach do celu, jednak dla rodziny jestem w stanie to zrobić.

Plan na ograniczenie internetu…

Ostatnio przez to wszystko co wydarzy się w 2019 roku trochę przepadłam w internetowym świecie. Email sprawdzam milion razy dziennie i odpisuje na wiadomości z telefonu-by nie mieć znów dużych zaległości.Na IG relacjonuje wszystko co się u nas dzieje. Na FB mam najwięcej wiadomości od Was w skrzynce odbiorczej i staram się na każda opisać -co też zajmuje czas. Powoli wprowadzam zmiany. Początkowo chcę z komputera i telefonu korzystać od rana, gdy dzieci są w szkole i przedszkolu do godziny 14, gdy musimy iść po Blankę. Dam sobie też kilka chwil wieczorem, gdy położę ich spać a maż nie będzie miał chęci na wspólne oglądanie filmu. Planuje dojść do tego, by nie siedzieć przed komputerem już wieczorami – teraz się nie da.. ale wiem że wypracuje sobie taki plan dnia że wszystko będę w stanie ogarnąć.

Ja po cichu marzę jeszcze o czymś ale stopuje mnie maż…

…może ma rację, ale to co teraz napiszę jest już takim marzeniem ponad skalę. To jest coś, co bardzo ale to bardzo chcę jednak wiem że wykonanie będzie trudne i prawdopodobnie nie do wykonania w 2019 roku. Mimo wszystko jest na mojej liście już teraz – bez zbędnych oczekiwań. Nic się nie stanie jak zaczniemy to w 2020 a nawet w 2021. Chodzi o rozpoczęcie budowy domu. O zebranie wszystkich dokumentów, pozwoleń i być może wylanie fundamentu -od tyle! Nie zależy mi na tym, by budowa ruszyła z kopyta i pod koniec 2019 bądź w 2020 roku już zamieszkać w domu z ogrodem. Nie! Chcę taki mały kroczek wykonać, nie sprawi że całe marzenie się spełni- ale spowoduje ogromna radość, przynajmniej dla mnie.

Tylko tyle, albo aż tyle!

Takie mam plany na ten rok, a wiem że z moich postanowień zazwyczaj wszystko się udaje – tak jak w 2018. Można krytykować, śmiać się i… nie wierzyć. Daniel nie wierzył gdy mnie poznał w 90% moich pomysłów. Mówił że jestem zbyt optymistycznie nastawiona do życia. I co? Przedstawiłam mu mój plan na kolejny rok a w odpowiedzi usłyszałam „ok, spoko-pomogę Ci!” On już wie, że nudzić się nie będzie ze swoja (już teraz) żona. Taki los.

Opowiedz o swoich planach. O marzeniach – tych realnych i mniej realnych. Jak nie chcesz mówić głośno – napisz do mnie!
Uwielbiam marzyć z innymi. Jestem osob od której otrzymasz wsparcie – bo ja wierzę w każdy plan! Wszystko może się udać – gdy tego bardzo chcemy.

Blog - archiwum

Nasze najważniejsze noworoczne postanowienie w 2019 roku

1 stycznia 2019

Rok w rok robię sobie postanowienia. Nie ruszają mnie słowa w stylu- postanowienia noworoczne kończą się wraz z nadejściem lutego. Ja mam na kartce spisane rzeczy które chce osiągnąć i wiem, że taka metoda ma sens – zawsze w 90% udaje się spełnić zadania. Wpis na temat tego co chcemy w 2019 zrobić pojawi się później, jednak to co opiszę teraz zasługuje na osobny wpis. Na niektóre rzeczy nie mam wpływu, wiem tylko że jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem rok 2019 będzie równie szczęśliwy dla nas jak 2011, 2014 gdy urodziły się dzieci oraz 2018 – gdy braliśmy ślub.

Od podjęcia tej ważnej dla nas decyzji minęło sporo czasu. Nie udawało nam się dłuższy czas. Nie zaskoczyło za pierwszym, drugim ani nawet trzecim razem. Nie było kolorowo, ważne że się udało. Nasze wymarzone, wyczekane i dosłownie wymodlone szczęście rośnie już pod sercem mamy. Jest zdrowe, silne i nie dawało za bardzo w kość podczas pierwszego trymestru.

Będziemy rodzicami po raz kolejny!

Trzecie cudo jest już z nami od 20 tygodni. Jesteśmy na półmetku a na pograniczu maja i czerwca nasza rodzina się powiększy. Znamy już nawet płeć, jednak na takie informację świat musi jeszcze poczekać – to zostawiamy jeszcze dla siebie na najbliższe tygodnie.

Bałam się powiedzieć o tym wcześniej, ciągle mówiliśmy sobie – jeszcze nie, to za wcześnie. Ale nowy rok, a do tego wypadający w nasz 20 tydzień ciąży to chyba idealny moment na takie nowiny! Wiem, że wiele osób już coś podejrzewało… samej było ciężko mi to ukryć i czasem dawałam jasne sygnały. No ale powiedz mi, która przyszła mama nie chce krzyczeć głośno tak radosnej nowiny?

Teraz pytanie – kto wiedział? 😀 

Blog - archiwum

Prezenty pod choinkę dla naszych dzieci. Prezenty dla 4-letniej dziewczynki. Prezenty dla 7-letniego chłopca. Nasze typy, a raczej marzenia naszych dzieci.

12 grudnia 2018

Uwielbiam święta. Kocham całą otoczkę z tym związaną. Magię świąt czuję już od początku listopada i wcale nie przeszkadzają mi czekoladowe gwiazdorki czy reklamy w TV właśnie z tym motywem. Dla mnie święta mogłyby trwać cały rok! W związku z tym że klimat, magia i ten urok udzielają mi się tak wcześnie – co roku już pod koniec października, maksymalnie na początku listopada szukam dla każdego bliskiego prezentu. 

Nie ma u nas w domu zasady „zastaw się, a postaw się”. Wszystkie dzieci (poza naszymi) dostają prezenty do określonej kwoty. W tym roku jest to 50 zł – kwota której nie przekraczamy. Dzieci są zachwycone upominkami. Jak każdy wie, maluchy najlepiej bawią się kartonem w którym przyszła zabawka a nie samą zawartością. Tak było i będzie, dlatego taka granica cenowa jest dla nas wszystkich odpowiednia. Dzieci z roku na rok przybywa coraz więcej, by nie nadwyrężać za bardzo naszych domowych finansów dzielę te wydatki na kilka miesięcy. Dwa, trzy miesiące po 200 zł, to nie jeden w którym na raz trzeba wydać 400-600 na prezenty. A gdzie jeszcze zakupy spożywcze?

Nie pokaże co kupiłam innym dzieciom z rodziny, bo wiem że duża część bliskich nam osób lubi zaglądać na naszą stronę – dlatego, niech i rodzice i dzieci mają miłą niespodziankę 24 grudnia.

Na pierwszy ogień idą prezenty dla naszej 4-latki.

Blaneczka kocha wszystko co różowe, świecące, mieniące się brokatem. Uwielbia jednorożce, księżniczki i jeszcze raz róż. Fiolet też wchodzi w grę – jest fajny, ale nie tak bardzo jak róż. Dla niej znalezienie odpowiedniego prezentu nie jest trudne. Wchodzisz do pepco i bierzesz wszystko co świeci, błyszczy i ma odpowiedni kolor. Zachwyci się tym na milion procent. Ma to chyba po dziadku, który na widok lampek w okresie świątecznym szaleje jak babcie na wyprzedażach. Uwielbia!

Postawiliśmy na lalkę LOL suprise, bo mówi o niej od bardzo, bardzo dawna. Wizja wydania takiej kasy, na taką pierdołkę wydawała mi się złem. Jednak gdy chęć na to nie przechodzi minimum przez pół roku, znaczy że dziecko faktycznie tego bardzo chce. Nie jest to jednorazowym wymysłem.

Dalej jest kucyk interaktywny. Chciałam tego większego, jednak 350 zł to gruba przesada – ten jest uroczy. Prawda?

Teraz upominki dla Antolina. 

Siedmioletni chłopak i dobór prezentu – to prawdziwe wyzwanie. Chciałby wszystko zdanie sterowane, do składania i najlepiej z kamerkami! Ale.. ostatnio bardzo ucieszył się ze skarpetek – więc nie idzie odkryć do końca jego zainteresowań. Postatwiliśmy w tym roku na dwie rzeczy, jako że trzeciego grudnia miał urodziny i dostał helikopter zdanie sterowany o którym marzył teraz pod choinkę znajdzie…

Auto zdalnie sterowane – takie z biedronki. Jak robisz tam zakupy, na bank je widziałaś! Mamy w domu dużego mechanika i.. małego mechanika. Jest tak zafascynowany przez tego „starszego” rozkręcaniem, skręcaniem, naprawianiem, autami i wszystkim co związane z tym zawodem. Doszło do tego, że każdą zabawkę która przestała działać rozkłada na czynniki pierwsze i stara się naprawić. Dlatego to auto to kompromis. Będzie fajną zabawką, a jak przestanie działać… myślę że rozkręcanie go sprawi mu wiele radości!

Kolejnym upominkiem jest model samolotu do składania. Nie lata, nie wydaje dźwięków. Jest to po prostu zwykły model, który po złożeniu odkładamy na półkę by cieszył oko – małe marzenie Antosia. Zdjęcia niestety nie mam, jest jeszcze w drodze do nas…

Jest jeszcze coś!

Co roku robimy im jeden wspólny prezent. Zawsze na kartonie jest napis „Antek i Blanka” -nie są osobne, bo ciężko mi podzielić to co w paczce jest. A mianowicie : gry planszowe i książki. One mają swoje miejsce w ich pokoju. Są wspólne i nie ma podziałów – dlatego zawsze trafiają do jednej paczki.

 

Blog - archiwum

Jak się zorganizować by dzień nie uciekał Ci przez palce.

6 grudnia 2018

Za każdym razem, gdy wspomnę na Fb bądź IG o tym, że właśnie stworzyłam listę zadań i działam. Bądź, gdy wrzucam zdjęcie mojej już w połowie skreślonej listy dostaję masę pytań – „jak Ty to zrobiłaś?”, „witaj cyborgu, jak się zmotywować?”, „daj mi jakieś wskazówki bo mam wrażenie że nie robię nic a dzień się kończy”. Właśnie dlatego postanowiłam napisać ten post, bo moim zdaniem nie robię nic nadzwyczajnego. Zawsze, odkąd pamiętam miałam kalendarz, listę zadań i robiłam przynajmniej 90% listy dziennie. Dla mnie to coś naturalnego, jednak jak widać – nie dla wszystkich.

Tak naprawdę nie ma w tym nic trudnego, skomplikowanego i wymagającego. Własnie najlepsze w tej metodzie jest to, że działa. Po prostu działa i powoduje że każdego dnia widzisz ile zrobiłaś, a ile jeszcze musisz rzeczy wykonać. Pamiętam czas, gdy coś mi chyba spadło na głowę i tydzień nie robiłam listy. Miałam wrażenie że nie siedzę w ciągu dnia wcale, bo ciągle coś robiłam ale na koniec dnia siadałam i zastanawiałam się „co ja takiego dziś zrobiłam, że jestem zmęczona a efektów brak?”.

A prawda jest taka, że robiłam podobną ilość zadań, jednak nie miałam o nich pojęcia bo robiłam je z automatu. Mimo wszystko, brakowało mi rozpiski na kartce A4, moich małych sukcesów codziennych. Fajnie jest widzieć że cała kartka A4, zostaje najpier zapełniona (co faktycznie czasem przeraża), ale pomyśl o tej radości gdy każdy punkt, bądź chociaż połowa zostaje z tej listy skreślona czy zaznaczona znaczkiem”zrobione!”.

Myślisz sobie teraz. „Jezuu! Jednego dnia cała lista zadań wypisana na kartce A4?” zwariowała!

Nie! Serio każdego dnia mój dzień ma aż tyle zadań, ale pomyśl. Jak wpiszesz to wszystko co musisz zrobić w domu, w pracy, w mieście, z dziećmi, co musisz kupić, gdzie zadzwonić – zbiera się tego masa prawda? Przykładowo każdego dnia u mnie na liście są te punkty:

Pranie
Zmywarka
Odkurzanie
Obiad
Lekcje Antka
Spacer pies
Kidsy szkoła/przedszkole

Dlaczego zapisuje coś co jest takie oczywiste? 

Bo takie „pierdoły” też zajmują masę czasu w ciągu dnia. Przykładowo, wstawienie prania, ściągnięcie wczorajszego i powieszenie nowego, rozniesienie „starego-wczorajszego” do szafek zajmuje jakieś 20-30 minut. Zmywarka – wstawienie, plus wypakowanie – 10 minut. Odkurzanie – 20-30 minut. Odebranie i zaprowadzenie dzieci – 30 minut. Obiad – około 30 minut. Lekcje Antka – 20 minut, chyba ze mamy czytankę, wtedy do godziny – lubi znać ją perfekcyjnie. Spacer z psem – 20 minut. Widzisz sama? Z całego dnia „ucieka” około 3-4 godziny! To bardzo dużo prawda?

Antek jest w szkole 3-4 godziny, zależy od dnia. Dlatego gdy go nie ma, działam w pracy i zawsze odkurzam. Jest alergikiem i przy nim nie mogę. Natomiast całą resztę, spokojnie dzielę na czas już z dziećmi, angażując je do wszystkich wykonywanych czynności. Blanka wstawia już sama pranie – tak, 4-latek zdecydowanie potrafi ogarnąć pralkę – tak samo jak tablet. Oczywiście nie segreguje kolorami, ale jak ma wszystko w bębnie, umie włączyć. Antek w tym czasie obiera ziemniaki na obiad. Angażowanie do takich prac dzieci nie jest ich wykorzystywaniem – mają tak wielką frajdę, gdy tylko im się na to wszystko pozwoli. Ja pozwalam, oszczędzając w ten sposób swój czas. Sprytne prawda?

Inne zadania jakie znajdziesz na mojej karcie to…

Między innymi takie hasła jak :
nowy post – co dwa dni, chociaż jak widzisz nie zawsze mi się to udaje – staram się jednak bardzo.;
telefon do lekarza
praca na konkurs z dziećmi (serio co tydzień u któregoś coś jest!)
emaile
zakupy
wycieranie kurzu
sprzątanie szafy
zmiana pościeli

…tak naprawdę wszystko to, co robisz każdego dnia. Widzisz, że wszystko jest takie „normalne” ale zbierając to wszystko i zapisując – robi się naprawdę imponująca lista zadań. I jestem pewna że u Ciebie byłoby to równie dużo zadań w ciągu jednego dnia, tylko jeszcze o tym nie wiesz. Może zacznij od jutra, zapisz dzień wcześniej wszystko co chcesz zrobić kolejnego dnia. Zobaczysz że odhaczanie kolejnych punktów sprawia ogromną radość, motywuje i.. powoduje radość wieczorem – że się udało!

Co jednak jest ważne!

Nie linczuj się! Nie krytykuj siebie i nie denerwuj jak nie uda Ci się zrobić z listy większości rzeczy. Wtedy to nie ma sensu. Jak się uda – pięknie! Jeśli wyskoczyło Ci coś pilniejszego, bądź po prostu nie miałaś siły – ok, spoko, świat pędzi dalej a Ty masz okazję kolejnego dnia nadrobić wszystko to, czego nie zrobiłaś dziś. Dokładnie taki spadek miałam wczoraj. Pół dnia leżałam w łóżku, przeglądałam internet, oglądałam seriale. jedyne co zrobiłam to obiad, odebrałam dzieci i poszłam na zebranie z rodzicami. I co? Nic. Dziś mam kilka obowiązków więcej ale nic co jest w mojej „codziennej” liście obowiązków jak odkurzanie, zmywarka czy pranie nie uciekło – wszystko poczeka. Dziś wstawiłam po prostu dwa razy – a odkurzacz podczas pracy miał opróżniany zbiornik dwa razy bo ilość sierści psa była zbyt duża.

Coś się stało?

Świat się zawalił? Nie. Absolutnie nie. Dlatego cały urok tej listy jest taki że bardzo Cię ona motywuje do codziennych obowiązków, jednak nie powoduje nerwów podczas niepowodzenia. To wszystko. Czytając ten tekst mówisz sobie, Boże! o czym ona tu pisze. To jest beznadziejny post! Ale odpowiedz sobie na pytanie – czy każdego dnia jesteś zadowolona z tego co zrobiłaś? Ja tak, dlatego opisuje mój sposób, który dla większości osób jest ciężki do wprowadzenia i korzystania z niego na co dzień.

Blog - archiwum

Podsumowanie roku – nic równie wielkiego się nie wydarzy, a wszystkie plany udało się zrealizować. Czas na spowiedź…

28 listopada 2018

Tyle się u nas dzieje ostatnio że nam samym ciężko za tym wszystkim nadążyć. Rok 2018 był dla nas wyjątkowo łaskawym rokiem. Masa rewolucji, wielkich zmian i postanowień. Zawsze tak mam, że z końcem każdego roku kalendarzowego podsumowuję go. Tworząc tego samego dnia plan na nowy, nadchodzący rok. Uwielbiam planować, zapisywać i później działać. Nie lubię monotonii, stania w miejscu i narzekania jak bardzo jest mi źle.. biorąc sprawy w swoje ręce mam pewność, że spełniam marzenia. Nie zazdroszczę innym, nie wzdycham do czegoś nieosiągalnego – po prostu działam.

Taki był ten rok.

By nie przekląć powiem to bardzo delikatnie – był bardzo dla nas trudny. Wyczerpujący, nerwowy momentami ale suma summarum bardzo korzystny. W 2017 roku, zaplanowałam sobie kilka spraw które chciałabym osiągnąć. Przeczytałam je (jeszcze wtedy) narzeczonemu a on zaakceptował wszystkie – chciał dokładnie tego samego co ja. Gramy od dawna w jednej drużynie. Nie powiem by było łatwo. Byliśmy wykończeni, czasem źli i brakowało nam doby. Przez 2 miesiące nie spaliśmy prawie wcale bojąc się co przyniesie nam kolejny dzień.

Dlaczego to piszę?

Ten wstęp dałam specjalnie taki trochę przygnębiający, by nie usłyszeć za chwilę słów – łatwo Wam to przyszło, u nas nie jest tak kolorowo nie mamy takiej pomocy i innych tekstów w tym stylu. Tak, po części się tłumaczę, jednak wolę to zrobić teraz by nie musieć się denerwować później. Nie było nam łatwo. Byłam sama z dziećmi w domu cały dzień, do tego pracowałam, ogarniałam dom, szkołę i nasze „wydarzenie roku”. Padaliśmy oboje na twarze razem z dziećmi, ale było warto – bo takich rewolucji jakie przyniósł nam rok 2018 się nie spodziewaliśmy. Ciężko będzie go przebić.

To co wymieniamy?

Pierwszy i najważniejszy element dobrze znasz. Brałaś udział w tym wydarzeniu razem z nami. Wiedziałaś na jakim etapie aktualnie jesteśmy. Mówiłam o wszystkim. Nasz ślub był najpiękniejszym dniem tego roku. Chociaż minął już ponad miesiąc – nadal nie możemy uwierzyć w to że jesteśmy mężem i żoną. Prawnie jesteśmy rodziną i tego już nam nikt nie zabierze. Dodam jeszcze, że była to najlepsza nasza decyzja w życiu. Oboje zgodnie twierdzimy że po ślubie chociaż niby „nic się nie zmienia” u nas się zmieniło dużo. Nasz związek dorósł – nie umiem tego inaczej opisać, jednak trwa teraz taki błogi spokój. Bez spiny, krzyków, niedomówień. Dużo rozmawiamy, dużo czasu spędzamy razem. Okazujemy sobie taką ilość czułości i miłości jak nigdy wcześniej. Wiemy że decyzja o małżeństwie była dla nas najlepsza. Nerwy ślubne już nam się nie udzielają, wiemy na czym oboje stoimy i jesteśmy pewni ze grunt jest twardy.

Co jeszcze?

Działka budowlana to było nasze kolejne must have. Bardzo, bardzo oboje chcieliśmy kawałek ziemi. Żaden z nas nie wyobraża sobie naszej rodziny w bloku. Chociaż jesteśmy bardzo wdzięczni za to że mamy dach nad głową, serce ciągnie nas do domu z ogrodem. To marzenie musi się spełnić, nie ma opcji by było to jeszcze w 2019 roku, jednak moje marzenia pozwalają zacząć temat już w 2020. Daniel jest nieco bardziej stonowany w planach i nie spina się o wszystko. Jednak ja wiem, że chociaż będzie ciężko jesteśmy w stanie zacząć biegać z dokumentami własnie za 1,5 roku. Wiadomo, że budowa nie potrwa 3 miesiące. Tym bardziej, że mamy gdzie mieszkać i nie chcemy się z niczym śpieszyć – by później nie płakać gdy ściany zaczną pękać 🙂 działka to kolejne spełnione marzenie – na wiosnę zaczniemy działać z zielenią! 🙂

Z tych „większych” to chyba tyle, ale…

Nie zapominajmy o tych zadaniach z listy, które udało nam się zrealizować, jednak nie są tak spektakularnie i nie mówiło się o nich tak głośno. Planowałam rozwinąć blog, na tyle by móc uznać go za jedyne źródło dochodu. Przed ślubem szło mi naprawdę świetnie, było idealnie i jestem pewna że tak będzie. Po prostu mój organizm ostatnio odmówił posłuszeństwa – wracam, bo jest lepiej i już widzę pierwsze efekty. Podjęliśmy z mężem decyzję o założeniu firmy. W styczniu 2019, dzięki moim działaniom właśnie teraz w bieżącym roku spełni się kolejny mały plan. Będę mogła pracować w domu, być z dziećmi, dbać o mieszkanie i rodzinę a przy okazji realizować się w różnych dziedzinach. Bo nie ukrywajmy, by blogować trzeba być wielozadaniowym.

Małe marzenia to drobne kroki do rzeczy wielkich.

Przed ślubem nie miałam czasu na te drobne kroki do większych rzeczy, wiadomo harmonogram wymagał skupienia się na sprawach wtedy bardziej istotnych. Po ślubie i doprowadzeniu się do stanu użyteczności zaczęłam działać z projektem który po części jest połączony z blogiem. Zmotywowały mnie do tego kursy Jasona Hunta (Tomka Tomczyka jakby jakimś cudem ktoś jeszcze go nie znał – bo na 100% nie ma blogera  w Polsce nie posiadającego chociaż niewielkiego info o nim). Mam już wszystkie potrzebne projekty (nie uwierzysz, ale specjalnie dlatego zainstalowałam na moim laptopie program graficzny i od zera zrobiłam to sama), mam kontakty, mam wizję. Ruszamy w styczniu, razem z firmą – małe kroki wszystkie zrealizowane. Teraz czas na wielkie rzeczy.  To wszystko jest owiane lekką tajemnicą, jednak nie chcę zdradzać nic więcej.

 

Udało się coś jeszcze…

Ale nie mogę zdradzić, bo wszyscy mnie zabiją. poczekajcie do stycznia. Miesiąc – tylko tyle, albo aż tyle. Ale powiem jedno – marzenia się spełniają. A rok 2018 był dla nas wyjątkowo hojny i łaskawy. Każdemu życzę tak owocnych lat. Po mega ciężkich latach mojego życia, morzu wylanych łez.. mogę powiedzieć że jestem szczęśliwa!

Blog - archiwum

Wszystkie filmy i seriale obejrzane ostatnio przez nas na netflix. Z różnych dziedzin – każdy wart polecenia.

26 listopada 2018

Ten czas który aktualnie trwa, sprawia że wszyscy mamy większą ochotę zaszyć się pod kocykiem z kubkiem ciepłej herbaty. Szaro robi się już od godziny 15:30, nic dziwnego – zima zbliża się coraz szybciej. Wieczorem, gdy jeszcze za wcześnie na sen, a za późno za inne obowiązki – bądź chęci przez ciemność za oknem nie pozwalają zebrać sił… fajnie jest zaszyć się przed telewizorem i na chwilkę zrelaksować. My ostatnio codziennie coś oglądamy! 

Co prawda na liście nie ma nic, co zawiera dużo krwi. Nie ma wojen, nie ma krzywdy i innych „złych” rzeczy. Nie mogę oglądać takich filmów i seriali z prostego powodu – później w nocy Daniel musi iść ze mną nawet do toalety. Biorę to za bardzo do siebie. Dlatego stawiamy na wszystko co delikatne, tęczowe i nie wymagające za dużo myślenia. Bo oboje po całym dniu ciężkiej pracy – po prostu mamy dość. Nie chcemy wykorzystywać resztek energii na zbieranie myśli. Chcemy odpocząć.

Przygotowałam zestawienie filmów i seriali które widziałam ostatnio z moim mężem, bądź podczas jego nieobecności – sama. Dosłownie wszystkie znajdziesz na stronie netflix.

W garniturach

elementary

Kronika świąteczna

dorwać smarta

żona idealna

dobre miejsce

kolacja palantów

lista klientów

wielki mike

jak sarah została aniołem

millerowie

last vegas

iluzja

zamiana z księżniczką

świąteczny książę

the 100

bright

weselny tydzień

swatamy swoich szefów

jaki ojciec taka córka

the kissing booth

ibiza

the titan

benji

A Ty jakie filmy i seriale ostatnio oglądałaś?
Chętnie dowiem się o nowościach – bo wieczory nadal się bardzo, bardzo przeciągają!

Blog - archiwum

Jak zacząć blogować? Czy można zmienić pasję na pracę? Czy bloger jest w stanie się utrzymać z pisania?

21 listopada 2018

Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile takich pytań dostaję w miesiącu. Odkąd zaczęłam głośno mówić o tym, że blog stał się moim sposobem na zarabianie pieniędzy – ilość pytań się podwoiła. Utrzymywanie się z bloga to nadal temat mocno kontrowersyjny. Ciekawi on bardzo wiele osób – bo jak to tak, siedzieć w domu, nic nie robić i jeszcze zarabiać pieniądze. Takie są najczęstsze skojarzenia osób nie mających bladego pojęcia o tym etacie. Bo tak, prowadzenie bloga zajmuje bardzo dużo czasu. A do tego, jeśli nie posiadasz własnego, osobnego biura tylko działasz z domu – masz ciężki kawał chleba do zjedzenia. Ja już się nauczyłam, wiem co się z czym je – jak to robić by było dobrze i od 3 miesięcy sukcesywnie blog rośnie w siłę. A ja z miesiąca na miesiąc wiem, że rezygnacja z etatu była dobrą decyzją.

Ale od początku…

Ja w internecie istnieje już 7 lat. Zdążyłam nauczyć się już co to hejt, krytyka, oszustwo. Pamiętam jak kiedyś moja kuzynka zabrała się za pisanie swojej stronki, ale po pierwszych mało fajnych komentarzach powiedziała szczerze że to nie dla niej. Trzeba mieć naprawdę mocny tyłek, ja nauczyłam się tego z biegiem czasu – chociaż początki były ciężkie. Pamiętam jak płakałam i mówiłam – dość! Jednak siadałam na drugi dzień i pisałam dalej. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Do dziś cieszę się że miałam w sobie tyle siły by tego nie rzucić. Nie byłabym w tym miejscu, w którym jestem teraz.

Ten wpis będzie połączeniem pytan jakie mi zadajecie, oraz swoich osobistych przemyśleń. taki misz-masz. Jednak mam nadzieję że się w nim odnajdziesz.

Mój początek był na blogspocie.

Jest to darmowa platforma na której możesz postawić swoją stronkę nie będzie to tak jak w moim przypadku adres : www.pierwsze-kroki.com. Ten na darmowym blogspocie będzie brzmiał tak: www.pierwsze-kroki.blogspot.com. Różnica niby niewielka, jak nie planujesz ruszyć z wielkim boom, nie kupuj domeny i hostingu. Jak nie planujesz zarabiać – też tego nie rób. Z mojej perspektywy, większość firm daje zlecenia tylko blogerom na własnej platformie. Dla mnie stało się już nie opłacalne posiadanie stronki na blogspocie – bo traciłam wiele zleceń. Teraz je tracę przez brak firmy – ale planuję to nadrobić na początku nowego roku. Podsumowując – nie masz kasy na start, nie chcesz szaleć i sprawdzić czy to dla ciebie? Zakładaj stronkę darmową. Po czasie możesz wrzucić wszystko na swoją domenę.

Jaki jest koszt blogowania?

Na blogspocie zerowy, jak umiesz sama wszystko ogarnąć – ale wiem że umiesz, bo tam ja też umiałam. Natomiast ja przenosząc się na swoją domenę straciłam masę kasy. Głównie dlatego że nie umiałam nic zrobić sama więc zleciłam wszystko firmie. Cała szata bloga – to dzieło kogoś innego, logo, wtyczki.. dosłownie wszystko. Płacisz też za hosting – początkowo niewiele bo 20 zł na miesiąc, a także za domenę – ok 250 zł na rok. Przynajmniej tak zaczynałam ja – poszukaj czegoś w fajnej cenie i z fajnymi opcjami dla siebie. Jest tego trochę.

Kiedy pierwsze zarobki?

U mnie barter pojawił się jakieś pół roku po opublikowaniu pierwszego wpisu i byłam zachwycona że ktoś chce mi dać grający nocnik! Tak zupełnie za darmo! Szok! W całej mojej „karierze” bazowałam właśnie na barterze – czyli firma wysala mi produkt w zamian za wpis na blogu. Mega fajnie było pisać tekst 2 godziny za paczkę puzzli. Sama rozumiesz że po pewnym czasie miałam dość. Zaczęłam odmawiać – wtedy firmy same przyszły z propozycją pieniędzy. Kasa? Za blog? Jak to? To były jeszcze czasy mojej totalnej niewiedzy o możliwościach jakieś daje internet i swoja stronka.  Po urodzeniu Blanki, blog umarł – nie miałam czasu. Od pół roku dbam o niego jak kiedyś, a od trzech miesięcy jestem w stanie się z niego utrzymać. Dlatego nowy rok przyniesie nowe zmiany.

Czy teraz poszłabym tą samą drogą, którą obrałam na początku blogowania?

Gdybym wtedy miała tyle wiedzy co dziś – nie. Wiem, że byłabym w stanie osiągnąć więcej wtedy – gdy nie było jeszcze takiej ilości blogów. Nie rozpamiętuję przeszłości, jestem wdzięczna za to co mam. Za to, że właśnie teraz zaczynam swoją „karierę” w tym świecie. Mam głowę pełną pomysłów – rok 2019 będzie totalnym sztosem! Niech mi tylko ktoś da więcej godzin w ciągu dnia bo inaczej zwariuje. O! Albo chociaż dłuższe pobyty dzieci w placówkach. Jednak taka ze mnie matka polka, że odbieram ich jak tylko mogę. Zero świetlicy i przeciągania. A niech mają!

Czy jesteś w stanie utrzymać się z blogowania?

Nie napiszę Ci tu dokładnie ile zarabiam w miesiącu – bo każdy miesiąc jest inny. Najlepszy był ten, gdy organizowałam nasz ślub. Byłam wtedy mistrzem organizacji – bo dom, dzieci, szkoła, narzeczony, organizacja ślubu i blog były dopieszczone. W tym miesiącu zarobiłam trzy razy więcej niż na etacie. Gdy będziemy na swojej działalności – będzie inaczej, teraz tracę zlecenia – a nawet jak je mam, to tracę na prowizjach serwisów wystawiających za mnie dokumenty.  Coś za coś. Po ślubie było mi ciężko dość do siebie. Zmęczenie i lekkie problemy zdrowotne nie pozwoliły mi pracować. Za kwotę z tego miesiąca nikt nie byłby w stanie opłacić rachunków – ale wracam. Będzie tu jak wcześniej – a wtedy z czystym sumieniem odpowiem – TAK, można utrzymać się z blogowania. Zobacz wyżej, na innych „top blogerów”.

Ile czasu dziennie potrzeba by blog fajnie funkcjonował?

Minimum 3 godziny dziennie. To jest taka granica jakiej nie da się przeskoczyć – zależy też od Ciebie, jak szybko potrafisz stworzyć dobry tekst, zrobić zdjęcia i je ogarnąć w programie, odpisać na emaile. Po drodze jest jeszcze opieka nad FB, IG, Newsletterem. Jest masa wiadomości po fajnym tekście w Twojej skrzynce od osób które mają podobne zdanie do Twojego. Dostajesz ciągle emaile z historiami – mega ciekawymi zresztą! W szczycie bloga muszę mieć minimum 4-5 godzin by to wszystko ogarnąć – nie przeskoczę tego i nie dam rady zrobić szybciej. Bo lubię robić wszystko dobrze, nie byle jak. Chociaż nie… raz odpisałam na email w biegu – idąc po wyniki badań krwi. Wyszła z tego niezła afera, bo nikt nikogo nie zrozumiał – na końcu wszyscy się przepraszaliśmy. Dlatego widzisz, mój syn jest w szkole od 8 do 11:25, ja jestem w domu o 8:15 (po odprowadzeniu ich), więc mam 3 godziny na pracę! Dlatego emaile nadrabiam jak już śpią – inaczej się nie da.

Jakie stronki z inspiracjami i informacjami polecam.

Ja korzystam tylko z rad Jasona Hunta. Każda jego książka to must have jaki musisz przeczytać zanim zaczniesz cokolwiek robić w internecie. Dla mnie jest to niesamowity człowiek, z ogromną wiedzą którą się dzieli tak chętnie jak nikt inny. Ma masę bezpłatnych wykładów na które możesz się zapisać. Ja wykupiłam kurs, jestem aktualnie w jego połowie i powiem Ci szczerze – takiej ilości wiedzy na raz nie idzie ogarnąć. Dlatego od 3 miesięcy raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie oglądam jedną lekcje! No i oczywiście fashionelka – elajza na IG. Na bloga nie zaglądam – przyznaję się bez bicia! Jednak jej instagram a zwłaszcza instastory to kopalnia wiedzy i pomysłów.

Czy bloger by zarabiać musi pojawiać się w śniadaniówkach?

A widziałaś mnie tam kiedyś? Oczywiście że nie musi! Dostałam 2 propozycje, obie odrzuciłam. Nie mam jak fizycznie aktualnie pojechać do Warszawy. Pewnych rzeczy nie przeskoczę, poza tym – nie wypowiadam się na tak szeroką skalę na tematu których nie znam. A te tematy były mi niby dość bliskie ale nie czułam się osobą na tyle kompetentną by brać w tym udział. Co innego otwarcia sklepów, wydarzenia w Poznaniu czy jakieś konferencje. W tym biorę udział – nie muszę, ale lubię! I też nie chodzę tam po to by się „wybijać” bo tam się nie da… chodzi mi o kontakt z innymi! A tego najbardziej brakuje mi podczas tych dni z dziećmi i w zamkniętym mieszkaniu.

 

 

Blog - archiwum

Przepis na rogale Marcińskie – czyli jak pomyliłam przepis znaleziony w internecie i powstał mój autorski!

16 listopada 2018

Gdy tylko wrzuciłam zdjęcie moich rogali na instagram, a kolejnego dnia na FB otrzymałam lawinę pytań o przepis. Wcale się nie dziwię, gdybym zobaczyła takie pyszności u kogoś, sama bym była jedną z tych osób proszących o dokładną rozpiskę – krok po kroku. Podzielę się tym przepisem ze wszystkimi, by za rok już wszyscy mogli skosztować ich – są przepyszne! 

Lubie wrzucać tu przepisy z jeszcze jednego powodu. Często wracam do sprawdzonych, które zawsze gdzieś mi giną w domu. Jak mam coś zapisane tu – wiem że będzie trwałe. Sama do dziś za każdym razem muszę odpalić przepis na ciasto do pizzy, bo nadal nie nauczyłam się go na pamięć, chociaż w naszym domu jest bardzo często.

To co, zaczynamy?

Składniki na ciasto:

1 szklanka letniego mleka
25g świeżych drożdży
1 jajko
3,5 szklanki mąki
3 łyżki cukru
szczypta soli
225g masła w temp pokojowej

Ja zawsze robię ciasto ze składników podwójnych. Jedno wyrabiam tego samego dnia (po 5 godzinach odpoczynku w lodówce), a drugie kolejnego dnia rano. Podane przygotowanie niżej jest dla jednej porcji, jak chcesz robić z dwóch nie łącz ciasta tylko rób dwa osobne.

Jak je zrobić?

  1. Zrobić zaczyn z drożdży (drożdże, 1 łyżka cukru, 1/4 szklanki letniego mleka, 3 łyżki mąki) wszystko wymieszać by nie było grudek, odstawić na 30 minut do wyrośnięcia.

  2. Mąkę wymieszać z drożdżami i dodać resztę składników, pod koniec dodać 30g roztopionego masła. Wyrobić ciasto (lepi się- ale nie martw się, tak musi być) Uformować prostokąt i owinąć szczelnie folią spożywczą – schować do lodówki na 1 godzinę.

  3. schłodzone ciasto rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30-15cm. Pozostałe masło (ok 200g) podzielić na 4 części. Jedną rozsmarować na prostokącie zwinąć ciasto na 3 razy. Tak by powstał mniejszy prostokąt o wymiarach ok 10x7cm. Powstały prostokąt rozwałkować do wymiarów ok 25-17cm i zawinąć w folię spożywczą – chłodzić ok 40 min w lodówce.

  4. Proces wałkowania i przekładania masłem powtarzać jeszcze trzy razy, do momentu zużycia ostatniego kawałka masła. Chłodzenie między poszczególnymi wałkowaniami wynosi 30 minut.

  5. Po ostatnim wałkowaniu chłodzić minimum 5 godzin, a najlepiej całą noc. (tak jak pisała, ja jedno piekę po 5 godzinach, drugie kolejnego dnia rano)

  6. Ciasto na rogale rozwałkować na prostokąt 60x34cm i pokroić na ok 12 trójkątów. Rozsmarować nadzienie i zawinąć rogale.

  7. Ja zawijam w tan sposób: na trójkąt nakładam masę, zawijam ciasto raz na ok 3cm, nacinam to miejsce na ok 3/4 wysokości. Rozszerzam to przecięcie i dalej zawijam rogale.

  8. Piękne rogale zostawiamy jeszcze ok 10 minut na blaszce by wyrosły. Po tym czasie smarujemy jajkiem zmieszanym z łyżką mleka. Sypiemy szczerze pokrojonymi migdałami i pieczemy ok 25-30 minut w 180 stopniach góra dół.

  9. Całość polewamy lukrem (szklanka cukru pudru i 3 łyżki ciepłej wody)

Teraz jeszcze nadzienie!

Ja poszłam na łatwiznę i kupiłam biały mak w puszce o smaku migdałowym od bakalland. (5,50zł puszka). Jak chcesz się bawić w robienie nadziania to łap przepis:

300g białego maku
100g masy marcepanowej
3,4 szklanki cukru pudru
100g orzechów
100g pokrojonych migdałów
2 łyżki śmietany 18%
3 pokruszone biszkopty

Mak i orzechy sparzyć gorącą wodą, po 15 minutach smielić dwa razy z migdałami. Masę marcepanowa rozetrzeć mikserem z cukrem pudrem, dodać mak z bakaliami i biszkopty. Wymieszać i dodać śmietanę,

SMACZNEGO!

Nasz Instagram