Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum Dom - archiwum

Kto sponsoruje wesele. Młodzi, rodzice, a może pół na pół? Moje zdanie

2 marca 2018

Małżeństwo to poważna decyzja. Przysięgasz przed księdzem/pracownikiem urzędu miłość i wierność drugiej osobie. Składasz także deklarację że nie opuścisz tej osoby aż do śmierci. Jestem staroświecka, uważam że ślub można brać raz w życiu. Nie uznaje rozwodów, by później drugi raz przysięgać komuś innemu to samo. Nie wierzę, że można kochać jedną osobę tak mocno, by zdecydować się na ślub ale po kilku latach się rozstać. Dlatego z tatą dzieci nie miałam ślubu, nie zgodziłabym się na ślub będąc w ciąży. To czy chcę z kimś spędzić resztę życia powinno być oczywiste. Dla mnie już teraz jest.

Skoro uznaję instytucję małżeństwa jako coś tak poważnego, liczę że osoby które się na nią decydują są dojrzałe. Na tyle dojrzałe że przejmują kontrolę nad własnym życiem i nie są uzależnieni od nikogo. Stać ich na wspólne życie samodzielnie. Bo jak inaczej po ślubie funkcjonować? Nie liczymy na rodziców, dziadków. Od dnia ślubu jesteście rodziną – mężem i żoną. Nawet na naukach w  kościele, w poradni usłyszeliśmy że od dziś to my dla siebie jesteśmy najważniejsi. Nie mama, nie tata – my. Dlatego powinniśmy po ślubie być w stanie zamieszkać razem, żyć razem i nie liczyć na innych. I wcale nie chodzi mi tu o drobne pomoce, jak zostanie z dziećmi, pożyczka drobna jak zabraknie.. bo to jest normalne. Chodzi o całkowite polegnie n innych.

Wczoraj przeczytam post, na jednym forum ślubnym. Przyszła panna młoda zadała takie pytanie „kochane pomocy. bierzemy ślub, rodzice obiecali pokryć wszystkie koszty z nim związane. Moja mama dalej nam opłaca wszystko, ale rodzice narzeczonego powiedzieli że nie mają pieniędzy, a przy okazji nas obgadują. powinniśmy ich zaprosić na wesele?” Zatkało mnie. Zatkało mnie równie mocno jak zapewne Ciebie teraz. Musiałam przeczytać ten post kilka razy bo myślałam że coś źle zrozumiałam. Ale nie.. komentarze pod postem nie zostawiły złudzeń. Na szczęście nikt nie napisał „msz rację! nie zapraszajcie” i lekko odzyskałam wiarę w ludzi. Przy okazji zrodził się post w mojej głowie.

Czy naprawdę żyjemy w takich czasach że rodzice sponsorują wesele? 

Każdą Waszą zachciankę? Fotografa za 4 tysiące, fryzjera za 200zł czy zespól za 5… Naprawdę bylibyście w stanie przyjąć od nich te pieniądze, wiedząc że przez te wszystkie lata już i tak wydali sporo na potrzeby dzieci. Wyprawka, edukacja, wakacje. Szczerze, nie byłabym w stanie przyjąć złotówki od rodziców na ten cel. To moja impreza, moje „widzi-mi-się”. Moi rodzice już brali ślub, nie mam pojęcia kto za niego zapłacił, ale mam to w nosie. Z innego punktu widzenia : nie jest tak, że moi rodzice się nie zdeklarowali. Powiedzieli że chcą dołożyć 5 tysięcy. Odmówiliśmy, powiedzieliśmy że jak bardzo chcą je dać, mają wrzucić do koperty i dać nam na weselu. Ale wesele wyprawiamy sami. Potrafili zrozumieć bo są dojrzali i w żaden sposób nie umniejszyło to ich godności. Wręcz przeciwnie, są dumni że robimy to sami. Daniela tata zaproponował, że kupi nam wódkę – kolejna odmowa.

Podejmując decyzje o ślubie, weselu i całej otoczce z tym związanej nie mieliśmy oszczędności. Nasze konto świeciło pustkami. Dopiero po „oświadczynach”(w łapkach bo pierścionka nie mam) zaczęliśmy liczyć, kalkulować. Usiedliśmy, sprawdziliśmy i odkryliśmy jaką kwotę jesteśmy w  stanie miesięcznie zaoszczędzić bez drastycznego spadku naszego poziomu życia. Liczyliśmy dalej, ile gości, ile „za talerzyk”, ile fotograf, kamera.. wyszło 30 tysięcy. Około, widomo że wszystko wyjdzie w praniu. Wtedy doszliśmy do wniosku że damy radę uzbierać to w rok. Padło na październik, to nasz miesiąc.

Jesteśmy dorośli i sami opłacamy to co zaplanowaliśmy.

Nie byłoby nas stać na wesele które aktualnie organizujemy? Trudno, ale są też inne wyjścia. Albo skromny ślub w którym uczestniczą rodzice, dziadkowie, rodzeństwo świadkowie. Po mszy czy przysiędze w urzędzie udajemy się na obiad. Albo przekładamy imprezę o rok, dwa, trzy i odkładamy tyle pieniędzy ile będzie nam potrzebne. Niedawno mieliśmy kryzys. Padł piec gazowy, pękły dwie szyby w aucie.. ok 6500zł wydatków. Wzięliśmy te pieniądze które były odłożone na wesele. Była myśl by to wszystko odwołać i zrobić ślub za rok, ale spięliśmy tyłki i wiemy że damy radę. Będzie mniej atrakcji niż chciałam, będzie skromniej i jeszcze więcej będę musiała zrobić sama (bez zatrudniania osób, np. florystki) ale damy radę.

To nie jest tak że nie pożyczamy od rodziców pieniędzy. Ostatnio POŻYCZYLIŚMY na pralkę. Zepsuła się, pożyczyliśmy 1500zł, ale dzielnie co miesiąc oddajemy im określoną, wcześniej umówioną kwotę. Tylko tu mamy do czynienia z różnymi sprawami. Jest 1500zł a jest około 30 tysięcy. Jest pożyczka i jest darowizna. I szczerze, prędzej wzięłabym pożyczkę w banku na ślub niż złotówkę na ten cel od rodziców. A że takiej pożyczki też bym nigdy brać nie chciała.. to zrobiłabym wesele skromne, bądź przełożyła że o rok.

Kolejną sprawą jest wtrącanie się..

Mam swoje wyobrażenie odnośnie tego dnia. Wesele będzie inne. Nie będzie tradycyjnych piosenek, których większość używa. Nie będzie wielkich bukietów. Nie będzie tradycyjnej księgi gości. Będzie po naszemu. Zapraszamy też osoby na których nam zależy, nie będzie piątej wody po kisielu, nie będzie ciotek ciotki. Zakład o to, że przy minimalnym wkładzie rodziców trąciliby się chociażby w jedną kwestię. Pewnie byś miała na imprezie masę osób z którymi nie rozmawiasz, ale Twoja mama je zna. Podejrzewam że nie tylko w tej kwestii by była masa rad. Mój tata np. mówi że piosenka „cudownych rodziców mam” ma być co najmniej 5 razy – takie zaskoczenie, nie będzie ani razu. Podejrzewam, że by to prędzej czy później wymusił tłumacząc się tym że dawał kasę na wesele więc tą jedną jedyną piosenkę mogę puścić, przecież on niczego więcej nie wymaga. Tak samo jeśli chodzi o zaproszenia. U nas nie będzie tekstu Barbara Tomczak i Daniel Nawrocki wraz z rodzicami.. no nie, wesele robimy sami, to jest NASZA impreza, my jesteśmy gospodarzami to my zapraszamy. Nie rodzice.

Oni nie maja być sponsorami, gospodarzami, nie mają się niczym przejmować.
Mają być i dobrze się bawić. Nie mają się niczym przejmować i denerwować (no chyba że tym, jaką sukienkę wybrać czy jakiego fryzjera odwiedzić). Jesteśmy dorośli, dla nas wesele to odcięcie się od rodziców. Od tego dnia my jesteśmy dla siebie najważniejsi dlatego chcemy sami to zorganizować.

 

Blog - archiwum Dom - archiwum

Tym jednym dodatkiem zmienisz wygląd pomieszczenia

1 marca 2018

Doskonale wiesz że kocham zmiany. Nie lubię stać w miejscu, musi się w moim życiu ciągle coś dziać. Jedne studia, później drugie, praca, przeprowadzki.. Monotonia mnie nudzi. Nie lubię działać bez efektów. Każda akcja musi mieć reakcje. Najlepiej natychmiastową, jednak wiem że czasem jest to niemożliwe. Fajnie jest mieć na coś wpływ, wierzę że sama to lubisz. Nic tak nie motywuje do dalszego działania, pracy i zmian jak efekty. Dlatego poza celami długoterminowymi stawiam sobie te krótkoterminowe i każdego dnia, tygodnia czy miesiąca je wprowadzam.

Męczy mnie patrzenie codziennie w tym samym kierunku.

Tak samo męczy mnie to, że muszę dzień w dzień oglądać te same ściany. By poczuć coś wyjątkowego bardzo często robię „mini remonty” w mieszkaniu. A to przestawiam meble w salonie, dzięki czemu już nie raz ich ułożenie pozytywnie zaskoczyło Daniela. Pokój dzieci też często przechodzi metamorfozy. U nich nie mam dużego pola do popisu bo na jednej ścianie mam kaloryfer plus okno, na drugiej ogromną szafę i chcąc nie chcąc zadowalam się tym co mam. Ale nie jest źle Swoją drogą chyba pora znów coś zmienić bo blisko pół roku żyjemy bez radykalnych zmian.

Od kilku dni przeglądam portale z inspiracjami. Szukam czegoś co na tyle zapadnie w moją pamięć, że nie będzie chciało z niej wyjść przez długi czas. Na ogromne remonty nie możemy sobie pozwolić, bo przed nami wesele które finansujemy w 100% samodzielnie. Osoby które mają to za sobą wiedzą jak ogromne koszty to generuje. Mimo wszystko nie zmienia to faktu, że na co dzień nie tylko ślubem człowiek żyje a potrzeba zmian u mnie jest tak silna że muszę sobie radzić tak, jak aktualnie mogę.

Nie było chyba strony w internecie która by mnie nie ugościła w ostatnim czasie, szukałam inspiracji. Szukałam czegoś, co niewielkim kosztem odmieni nasze wnętrze. Doskonale wiem że wszystkie ramki, świeczki, obrazki czy kwiaty dodają uroku i potrafią drastycznie zmienić wystrój. Grzebałam jednak dalej. Nie chciałam czegoś oklepanego. Chodziłam po mieszkaniu i patrzyłam co najbardziej mnie wkurza. Co, mając określone środki, chciałbym zmienić w pierwszej kolejności. Wtedy mnie olśniło.

Pamiętam jak podczas remontu kupowałam te wszystkie szafy, drzwi, panele, listwy, półki, półeczki.. to wszystko było fajne ale po dłuższym namyśle nie to sprawiało mi najwięcej radości. Nie to pochłaniało najwięcej mojego czasu. Przypomniałam sobie, jak mój ojciec miał mnie dość, gdy jeździł setny raz ze mną w jedną i drugą stronę na trasie Poznań-Czempiń by znów zobaczyć coś nowego. Bo w internecie mi się podobało, ale na żywo już nie robiło efektu. I do dziś, patrząc na dwie (jeszcze dwie!) wymienione lampy czuję dumę. Ogromną dumę, bo wiem że wybrałam je z pośród setek tysięcy i to właśnie te które chciałam zawsze mieć. Korytarz i nasza sypialnia są dopełnione tym szczegółem. Pokój dzieci i salon mają takie lampy jakie byłe i już wiem co muszę zmienić.

Czuję że to właśnie ten szczegół jest potrzebny nam tym razem. Nie kolejne lampki, ramki i świeczki. Zdawałaś sobie sprawę z tego, jak to może odmienić wnętrze? Jestem zdania, że nasza biało-szara sypialni bez szklanej lampy byłaby pusta. To właśnie ona dodaje jej uroku.

Klikając na zdjęcie zostaniesz przeniesiony do sklepu, w którym dostępna jest ta lampa. Zdjęcie pochodzi ze sklepu ardant.pl

Pokój dzieci jest kolorowy. Gdybym nawet nie zwracała uwagi na kolor ścian on tak czy siak by był kolorowy. Mają taką ilość zabawek, że jest on sam w sobie pełen barw. Jest on nowoczesny, ale przez takie dodatki jak stara szafa – którą planuję w przyszłości odnowić metodą DIY – po prostu łączy dwa style. Szukałam czegoś co się wpisze w tak koncepcję. Czegoś klasycznego, jednak mimo wszystko nowoczesnego. Nie przytłaczającego, bo przecież w tym pokoju ciągle się coś dzieje. Dodatkowe bodźce już nie były wskazane.

Klikając na zdjęcie zostaniesz przeniesiony do sklepu, w którym dostępna jest ta lampa. Zdjęcie pochodzi ze sklepu ardant.pl

Padło na coś takiego. Jest idealna, wpisuje się we wszystkie moje założenia w 100%. Nie jest przesadzona, skromna, nowoczesna ale jednak ma w sobie taką nutkę dawnych czasów. le to nie wszystko! Moje dzieci codziennie przed pójściem spać proszą o bajkę. Czytamy, bo to rozwija wyobraźnie i pogłębia więź na płaszczyźnie rodzic-dziecko. Taka lampa to za dużo. Mają mały pokoik, więc szukałam czegoś co da delikatne światło.. by oni mogli leżeć a ja bez problemu mogłabym czytać książkę. Lampka nocna która da delikatne światło, przy czym by pasowała kolorystycznie i estetycznie do tej która będzie do góry.

Klikając na zdjęcie zostaniesz przeniesiony do sklepu, w którym dostępna jest ta lampa. Zdjęcie pochodzi ze sklepu ardant.pl

Wiesz co jest jej dodatkowym plusem, który nie zawsze przy takich lampkach jest? Trzystopniowy ściemniacz w wyłączniku. Sami sobie wybieramy poziom który nam odpowiada. Ja jestem jak najbardziej na tak. Została jeszcze kwestia salonu. To tu właściwie toczy się nasze życie rodzinnie. To w tym pomieszczeniu spędzamy czas z bliskimi pijemy kawę czy oglądamy bajki w naszym cotygodniowym „wieczorze filmowym”. Zależało mi na czymś nowoczesnym, bo chociaż salon jest przed generalnym remontem już wiem jak on ma wyglądać później. Pistacjowy kolor ścian, białe meble, szara kanapa, żółty fotel uszak. Lampa musi być dokładnie w kolorze bieli, szarości, Nie ma być nachalna. Najlepiej gdyby były dwie. Jedna na środku salonu, druga centralnie nad stołem przy którym jemy posiłki. By mieć pełne światło gdy jest to konieczne, ale też użyć tej drugiej gdy chcemy uzyskać półmrok.

Klikając na zdjęcie zostaniesz przeniesiony do sklepu, w którym dostępna jest ta lampa. Zdjęcie pochodzi ze sklepu ardant.pl

Dokładnie ta by była w centrum, na samym środku salonu. A nad stolikiem identyczna, jednak z jednym kloszem. Da to dokładnie taki efekt jaki chciałam. Jest piękna, skromna, nowoczesna i nie nachalna. Zależy mi na tym, by jednak w salonie żółty fotel grał pierwsze skrzypce i inne dodatki nie kradły mu tego zaszczytu. Przy czym nie zmienia to faktu że każdy szczegół musi być dopracowany. Chociaż coś jest na drugim planie, musi być piękne by całość grała tak, jak sobie wyobraziłam.

Niby niewiele,  tak wiele. Popatrz na swoje dodatki dziś w domu. 
Tak jak dla kogoś ważne są firany, figurki i inne rzeczy które są w domu. Tak dla mnie od dwóch lat, od momentu w którym jestem już tutaj największy sen z powiek spędzał mi dobór oświetlenia. W przyszłości jeszcze łazienka i kuchnia – i coś czuję że to będzie dopiero bieg bez trzymanki.

Blog - archiwum

Czy warto skonsultować zachowanie psa z behawiorystą?

28 lutego 2018

Doskonale już wiesz że od grudnia mamy w domu nowego członka rodziny. Honda, której mamą był amstaff a tatą – nie wie nikt jest prawdziwym wulkanem energii. Śmiejemy się że jest to taka nasza mała podróbka. Jest mega uroczym pieskiem, ale nie odstaje w psoceniu od innych. Wiadomo, że szczeniaki lubią niszczyć meble, brudzić, psocić. Nasza mała nigdy nie odstawała od innych psów w tej kwestii. Ba! śmiem twierdzić że niektórych biła na głowę.

Nie wiedzieliśmy do końca co oznacza mieć w domu szczeniaka. Realia nas trochę przygasiły bo naprawdę mieliśmy z nią wiele kłopotów. Jak przystało na psa z tej rasy „bullowatych” (mimo tego że jest nią tylko w połowie, geny przeszły także w jakimś stopniu) jest mega aktywna. Potrzebuje naprawdę dużej ilości ruchu, uwagi, czułości, konsekwencji i wyznaczenia granic. Ma swoje specyficzne zachowania o których przysięgam, w życiu nie słyszałam. A teraz przyszło nam żyć z psem który ma swoje za uszami.

Decydując się na jej adopcje wiedzieliśmy że zrobimy wszystko by i jej i nam żyło się dobrze. Byliśmy pewni że chociaż raz skorzystamy z pomocy doświadczonej osoby, by opowiedziała nam trochę o psach, a tej rasie.. o jej zachowaniach, potrzebach.. wiesz jak dużo błędów robiliśmy? 

Gdy zachowanie psa stało się dla nas nie do zniesienia postanowiliśmy działać. Szukałam w internecie behawiorysty, dobrego – bo jak już mam płacić, to wolę komuś kto ma o tym pojęcie. Znalazłam, w Lesznie. Pani miała do nas 40km w jedną stronę, ale zgodziła się przyjechać jednego dnia i nam pomóc.

Jak wyglądało spotkanie?

U nas zaczęło się od spaceru. Pani nas obserwowała. Chociaż wyszło to przez zupełny przypadek, bo behawiorystka przyjechała 10 minut wcześniej, a ja akurat wyszłam z nią na dwór by się załatwiła przed zajęciami. W każdym razie wyszło dobrze, bo przy okazji dostaliśmy lekcję jak mamy psa nauczyć tego, że na smyczy nie wolno ciągnąć. Po powrocie do mieszkania, zaczęliśmy od wywiadu. Miałam przed spotkaniem wypisać wszystkie rzeczy które chcemy skorygować. Było tam m.in. bieganie po 21 po mieszkaniu, szczekanie też po 21 (cały dzień jest cicho, dopiero po 21 szczekała), gryzienie rąk, butów. Sikanie na łóżko Antka i na kanapę, wymuszanie jedzenia podczas naszych posiłków (dosłownie wchodziła nam na stół). Poza tym chcieliśmy nauczyć ja podstawowych komend.

 

Od razu Pani wzięła się do pracy. Wszystko powoli, dokładnie i prostym językiem nam wyjaśniła. Opowiedziała o zachowaniach psa, które coś oznaczają (np oblizywanie sobie nosa). W międzyczasie wstawała i uczyła psa komend – siad, podał łapę, nie rusz, zostaw.

Opowiedziała co my robimy źle. Co musimy zmienić, by pies dostawał bardziej wyraźnie wygnały. Dostaliśmy listę produktów które możemy kupić by zaspokoić jego łowieckie instynkty, ale też takie które po prostu ją czymś zajmą a my będziemy mogli w spokoju przyjąć gości.

Co się zmieniło?

Przede wszystkim wiemy, dlaczego ona biegała i szczekała po 21. Codziennie. Tzw. „godzina świni” przeszła na Hondę wraz z genami jej mamy. To znak że wychodzimy na dwór i do czasu wymęczenia psa tam siedzimy. Zmieniliśmy też nasze miejsca przy stole. Ja i Daniel siedzimy na zewnątrz – dzieci w środku. Pies nie ma do nich dostępu więc nie dostanie jedzenia. My naszymi ciałami chronimy dzieci. Pies się poddał, już wie że nie ma szans na rabunek. Jej szczekanie w ciągu dnia ucinamy w zarodku ignorując ją totalnie. Zabezpieczyliśmy wejścia do pokoju w którym sikała, nagradzamy tylko za siku na dworze. To w domu olewamy i nie reagujemy – jest postęp, w domu jest jedna wpadka dziennie.

A komendy? Szok!

Dwie godziny była u nas Pani. Kilka razy podeszła do psa, mówiła komendy i dawała smaczek. Kazała robić to samo by się to utrwaliło. Aktualnie jesteśmy tydzień po wizycie. Pies pięknie reaguje na „siad”, „podaj łapę”, „zostaw”, „chodź do mnie”, „nie rusz”. Ktoś nam podmienił psa. Przez ten tydzień przeżywamy codziennie nowe zaskoczenia. Nie robi już nic z tych rzeczy które nam nie pasowały. Zmieniła się całkowicie.

Najlepszym dowodem jest to, że nasi znajomi przychodząc do nas widz różnicę. 
Zaskoczenie nie schodzi z ich twarzy, jak bardzo zmienił się nasz pies. 

Jeśli jeszcze masz wątpliwość, a znasz dobrego behawiorystę. Dzwoń!
Naprawdę, z czystym sumieniem mówię Ci – dzwoń. Warto. I Wasze życie stanie się łatwiejsze i życie psa. Będzie o niebo lepiej. Bez nerwów, krzyków, odpychania zwierzaka. 

Blog - archiwum

Wywoływanie porodu w szpitalu – moja podwójna historia.

26 lutego 2018

Gdzieś, kiedyś ktoś dowiedział się, bądź wyczytał z poprzedniego bloga funkcjonującego jeszcze na blogspocie.. że miałam wywoływany poród Antka. Tu też pewnie kiedyś to napisałam, ale chcecie więcej. Kobiety w ciąży, zwłaszcza tej pierwszej chcą wiedzieć co je czeka. Ja też blisko 7 lat temu, będąc w pierwszej ciąży była przerażona. Bałam się bólu, którym każdy tak straszył. Bałam się czy dam radę. Dałam. Jak widzisz teraz, dziecko chodzi po tym świecie – dałam radę urodzić i jako tako wychowuje. I już teraz Ci powiem że urodzenie dziecka jest o niebo łatwiejsze niż jego późniejsze wychowanie. Ale nie o tym jest wpis.. wracając do tematu..

Termin porodu Antka miałam dokładnie 21 listopada. Ale wiedziałam już wcześniej że nie ma takiej siły która go do tego dnia wyciągnęła z mojego brzucha. O wcześniejszym porodzie nawet nie chciałam słyszeć. Według zaleceń lekarza, miałam pojawić się 23 listopada u niego by ustalić do dalej. Tego dnia dostałam skierowanie do szpitala na 2 grudnia (no chyba że samo by się coś wcześniej ruszyło – to byłoby super, to miała być moja karta gdyby jednak się nie udało). Przez te kilka dni robiłam chyba wszystko co było bezpieczne dla mnie i dziecka ale przy okazji chciałam ruszyć dziecko do wyjścia.

Nie udało się. Drugiego grudnia o godzinie 8:00 pojechałam do szpitala. Po wszystkich badaniach, dowiedziałam się że bez wywoływania porodu po prostu się nie uda. Mój organizm nie dawał żadnych, nawet najmniejszych sygnałów że jest gotowy do tego by urodzić dziś dziecko. Ba! On nie był gotowy by wydać na świat malucha przez najbliższe dni..  TUTAJ w tym wpisie masz opis tego, jakie odczucia mam po cewniku Foleya. Tego dnia wieczorem czekała mnie jeszcze lewatywa (o tak! i mega za nią dziękuję.. żałuję, że przy drugim porodzie nie było na nią czasu) oraz podłączenie do oksytocyny.

Na efekty nie musiałam długo czekać. Już  rano obudził mnie potworny ból. Poszłam do dyżurki, ale odesłali mnie do pokoju ze słowami „kochanie, to jeszcze potrwa. Możesz pochodzić po korytarzu, bądź położyć się ale na sale porodową za wcześnie”. Nie było z wcześnie. Przyszedł do mnie ktoś kilka minut później, po czym dosłownie biegliśmy na salę. Na inne piętro. Antoś urodził się naturalnie o godzinie 8:27. W książeczce zdrowia, w rubryce „czas trwania porodu” mam zapisane :1 godzina.

Historia lubi się powtarzać..

..bo dokładnie (no, nie licząc dwóch miesięcy) znów byłam w ciąży. Znów byłam bliska rozwiązania i co? Termin porodu już za mną, a dziecko nadal we mnie. Chociaż w międzyczasie zmieniłam ginekologa, znał on doskonale moją historię. Jednym plusem drugiego porodu było to, że macica zaczęła dawać jakiekolwiek sygnały „że to już powoli koniec”. Asystentka ginekologa powiedziała, że z takimi skurczami jakie pokazuje aparat już dawno by mnie przyjęli na oddział. Ale lekarz kazał wracać do domu, bo poza skurczami nie było innych oznak tego, że urodzę sama do soboty (serio kompletnie ich nie czułam! miałam skurcze wg aparatu tak mocne, jak rodzące kobiety ale mnie to wcale nie bolało).

Dostałam skierowanie do szpitala. Sobota 7:00 miałam pojawić się w szpitalu. Byłam, papiery wypełniłam, lekarz mnie zbadał, pielęgniarka pomogła się przebrać, zabrała moją torbę (tak, rodziłam sama) i zabrała mnie na górę. Była 8:30 gdy trafiłam pod skrzydła mojego ginekologa. Tak jak każdemu – dosłownie każdemu!- polecam tego lekarza, tak tego dnia go bardzo nie lubiłam. Nie dlatego że był wredny, oj nie. Wykonywał swoją pracę najlepiej jak umie, a to że nadal do niego chodzę świadczy o tym, że wykonał kawał dobrej roboty! Wracając do tematu bo znów odbiegam..

Nie wiem co on robił. Bolało. Ale po wszystkim stwierdził że.. „cewnik nie będzie już konieczny”. Podłączył mnie pod KTG, a 1,5 godziny! 1,5 godziny! Męka! Nawet książki nie miałam. Była 10:00. Podłączyli mnie pod oksytocynę. Chodziłam sobie tak po sali, patrzyłam na obrazy, zagadywałam do pielęgniarek. W końcu o 10:30 dzwoniłam do wszystkich z rodziny że się nudzę. Z kuzynką rozmawiałam dobre 10 minut. A o 10:46 skończyłam rozmowę słowami „ok kończę, bo coś zaczyna mnie boleć” (tak wiem dokładnie,bo spis połączeń nie kłamał). Nie myliłam się, bo gdy tylko nadusiłam czerwoną słuchawkę przyszedł pierwszy konkretny skurcz. Nogi się pode mną ugięły i musiałam usiąść. Wezwałam położną. Po jej minie wiedziałam że to już, pobiegła po pomoc (w sumie po lekarza mojego, bo to on odbierał poród Blanki). Nie zdążył się ubrać.. krzyczał na mnie że mam nie przeć.. ja nie parłam.. dziecko samo wychodziło. Blanka o 11:08 była na świecie. W książeczce zdrowia, w rubryce „czas trwania porodu” mam wpisane 30 minut.

Czy bolało?

Bolało, nie będę kłamała. Bolało bardzo. Ale na drugi dzień, gdyby nie to że szwy strasznie mi dokuczały nie czułam nic. Chociaż po pierwszym byłam dużo mocniej obolała, po drugim porodzie poszłam tego samego popołudnia od prysznic i pomagałam na sali innym. Babcia dzieci odbierając mnie ze szpitala była w szoku że tak fajnie funkcjonuje. Nie powiem Ci też czy poród przy użyciu oksytocyny boli bardziej niż bez niej, bo nie wiem. Ale z jej użyciem jest do przeżycia. Żyję ja, żyją moje dzieci. Ba! Planujemy z Danielem trzecie dziecko więc urazu nie mam najmniejszego. Mamy nadzieję że za rok uda nam się zacząć tą przygodę kolejny raz 🙂

Blog - archiwum

Domowe SPA. Jakich kosmetyków używam co wtorek

23 lutego 2018

Planów na rok 2018 miałam wiele. Dużo nie udało mi się jeszcze do końca spełnić, ale właśnie nadrabiam! Nadrabiam m.in. to, by pisać do Ciebie częściej. Czy się uda? Pewnie! Powoli do celu, lepiej zacząć w połowie lutego niż wcale. Prawda? TUTAJ masz post który mówił o tych moich planach. Jednym z nich było też to, by zadbać o siebie bardziej. Nie tylko ćwiczenia, czy zdrowe odzywanie ale też lepsze dbanie o skórę.

Chciałam pozbyć się zaskórników z twarzy, poprawić nawilżenie ciała, zadbać bardziej o włosy i na bieżąco dbać o wygląd moich dłoni. Chciałam też na bieżąco golić nogi (a każda kobieta wie, jak zimą się do tego podchodzi!). Chodziło mi o takie 30-minut dla mnie i mojego ciała. By nie było obok dzieci, Daniela, psa.. nikogo. On tam, a ja tu. W swoim świecie, przy dźwiękach muzyki oglądam serial z maseczką na twarzy. Jest pięknie i każda kobiet zasługuje na taką chwilę dla siebie. Nawet częściej niż raz w tygodniu.

Wannę wypełniam po brzegi wodą z płynem i solą do kąpieli. To akurat nic dziwnego, bo do wanny zawsze wlewam coś, bo sama woda mi śmierdzi. Nie pytaj, nie wiem dlaczego. Nie lubię tego tak samo jak słuchania muzyki na głośności 12 a nie na 10 lub 15. Taka jestem – dziwna. Wracając do tematu. Przygotowuje sobie wodę w wannie jak co dzień. Ale ta codzienność kończy się już w momencie gdy zerkam w prawą stronę i widzę kieliszek wina. Później spoglądam w lewo i widzę telefon który albo włączy dziś muzykę, albo elementary na netflixie.

Zawsze zaczynam od umycia głowy zwykłym szamponem. Później twarz i reszta ciała. Gdy już jestem „czysta” zaczynamy pielęgnację.. Na twarz ukochany ostatnio peeling marki tołpa. Naprawdę dziewczyny bez ściemy – tak dobrego peelingu dawno nie używałam. Ba! Nawet Daniel mi go podkrada, a to o czymś świadczy.

 Kolejnym krokiem jest maseczka na włosy i twarz. Aktualnie korzystam z tego zestawu.. maseczka świetnie odświeża skórę i naprawdę daje uczucie oczyszczenia. Bardzo mocno chłodzi, co dla niektórych może być lekko niekomfortowe. Tak wysmarowana leże przez około 10 minut. Zmywam i zaczynam kolejny krok..

Kolejnym krokiem jest olejek.. Nie daję go specjalnie przed myciem głowy, bo później moje włosy są przetłuszczone i dwa dni nie mogę doprowadzić ich do porządku. Nakładam na całe ciało i dokładnie zmywam. Balsam po kąpieli byłby już zbędny, ale ja ciągnę dalej..

Całe ciało balsamuje. Aktualnie na tapecie taki oto krem. Nie jestem wymagająca, używam tego, co aktualnie mam w domu. Najczęściej zanim jeden mi się skończy dostanę drugi na jakąś okazje. Nie pamiętam kiedy sama ostatnio kupiłam sobie jakiś balsam. Ten bardzo dobrze się wchłania, nie pachnie intensywnie i nie zostawia na skórze nic.. wiesz o co mi chodzi.. jak masz później założyć pidżamę, to pewnie sama nie lubisz gdy ona się przykleja do Ciebie.

Odżywka do włosów. Taka bez spłukiwania w sprayu. Psikamy na wilgotne włosy i tyle. Dzięki niej mogę bez problemu rozczesać włosy. Mniej się też elektryzują, zwłaszcza teraz zimą. Nie wyglądają na zniszczone (chociaż końcówki już błagają o fryzjera). Ogólnie na duży plus.

Na koniec jeszcze twarz. Myje ją dokładnie płynem micelarnym i smaruje tym kremem. Odkryłam że połączenie tego peelingu tołpa i dokładnie tego kremu do twarzy działa u mnie cuda. Już nie mam takiego problemu z suchą skórą na czole i w okolicy nosa. Nakładanie kosmetyków (chociaż robię to naprawdę sporadycznie) nie jest już tak wkurzające i nie doprowadza do zmywania wszystkiego już po nałożeniu kremu BB.

Pochwal się swoimi kosmetykami jakich używasz!
Jestem ciekawa, może sama wypróbuje coś co polecisz i tak samo się tym zachwycę jak Ty!

 

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Ćwiczę w domu – plusy i minusy

21 lutego 2018

Pisałam Ci ostatnio że od 1 stycznia zaczęłam ćwiczyć. Tak się uparłam że robię to do dziś, czasem z lepszym a czasem gorszym skutkiem. Ważne że chociaż dwa razy w tygodniu umiem się zmobilizować do tego by wstać z kanapy i zrobić coś dla siebie. Moje ciało jest mi za to bardzo wdzięczne. Mniej się męczę, mam więcej energii i nie zasypiam na stojąco w połowie dnia. Mam mniej bolesne miesiączki, cera stała się ładniejsza.. To tylko jedne z niewielu plusów jakie widzę.

Pracując na etacie, czasem cały miesiąc po 10 godzin dziennie (plus godzina dojazdów) nie miałam siły i czasu by zrobić cokolwiek, ale ćwiczyłam. Nie jechałam na siłownie bo nie miałam czasu, nie chciało mi się (najbliższa jest ok 15 km od mojego domu). Przez ten czas znalazłam wady i zalety ćwiczeń jakie wykonywałam do tej pory. W każdej sytuacji masz plusy i minusy a te tutaj zarysowały mi się dość wyraźnie i jestem pewna że się z nimi zgodzisz.

Zaczniemy od plusów, bo lepiej się takie czyta.

Oszczędność pieniędzy.

Karnet na naszej siłowni to ok 140zł/msc. Taki wiesz, całodobowy/7 dni w tygodniu. Plus dojazdy, u mnie ok 30km w dwie strony. Licząc że w styczniu ćwiczyłam 18 dni – autem bym przejechała 30 km, co daje 540km – czyli jakieś dodatkowe 150zł. Jestem blisko 300zł do przodu w budżecie domowym. Jak na urodzoną sknerę i osobę która szuka oszczędności gdzie się da – to bardzo spory plus. Chociaż są też inne sytuacje. Daniel ma pod pracą siłownie (Poznań), w której karnet kosztuje ok 80zł, a ma go pod pracą więc na dojazd teoretycznie nie traci nic, o ile pójdzie tam prosto po swoim etacie. 80 zł jeszcze jestem  stanie przełknąć, 300 już kiepsko.

Oszczędność czasu.

Tak jak pisałam wcześniej. U mnie trasa między domem a siłownią to około 15km, liczę około 20 minut drogi – gdy jest w miarę spokojny ruch na drodze.W dwie strony robi się już 40 minut! Kochana, a ten czas to jeden bardzo dobry trening w domu. Jesteś tak naprawdę godzinę ćwiczeń na siłowni do przodu. A wiesz jak możesz ją super wykorzystać? Nie? To ja Ci powiem. Na przykład oglądając ulubiony serial, z kubkiem zielonej herbaty w ramionach ukochanego. Kolejny mocny argument.

Grafik ćwiczeń.

Sama sobie ustalasz czas kiedy ćwiczysz. Chcesz ćwiczyć o 4 rano – spoko. Masz chwilę dopiero o 23? Nic trudnego. Rozkładaj masę i ćwicz. Treningi w domu mają taką zaletę, że możesz każde 30 minut luki w rozkładzie dnia wykorzystać na to, by zrobić coś dla swojego ciała. Nie musisz martwić się o to czy dzieci są chore, bo możesz zrobić trening razem z nimi. Sama sobie jesteś królową, szefem, trenerem..

Zajęcia z ulubionym trenerem.

Możesz codziennie ćwiczyć z kimś innym. W poniedziałek z Ewką, we wtorek z Anką, a jeszcze innego dnia z Danielem Quczajem! Nie masz tyle czasu, wbijaj na szybkie7-minutowe ćwiczenia na aplikacji w telefonie. Urozmaicasz sobie treningi codziennie.Możesz dobierać sobie takie ćwiczenia jakie ci odpowiadają, a na zajęciach grupowych na siłowni ćwiczysz to, co ćwiczą inni – nie obchodzi ich to, czy Tobie one odpowiadają.

Dobra, jak już pokazałam Ci tu cztery mocne plusy, pora na minusy.

Nieprofesjonalna przestrzeń.

Siłownie, kluby fitness są przygotowane tak, by dać Ci maksymalnie dużo bezpieczeństwa. Trenując w domu, musisz wygospodarować sobie odpowiednio dużo wolnego miejsca czy antypoślizgowe buty by nie zrobić sobie podczas treningu krzywdy. Szczegóły, ale nawet skakanie na skakance może okazać się problematyczne w domu czy mieszkaniu. Nie jesteśmy w stanie zwiększyć przestrzeni, choćbyśmy bardzo chciały. Noo.. chyba że wybudujesz nowy, większy dom.

Obecni w domu członkowie rodziny.

Każdy kto ma dziecko wie, jak ciężko jest z nim ćwiczyć. Nagle chce mu się pić, jeść, siku.. Ba! Twoja mata już nie jest Twoja, bo dziecko koniecznie MUSI ćwiczyć z Tobą, nie obok. Musi wejść na matę. Plusem ćwiczeń na siłowni jest to, że jesteś tam sama. Nikt Cię nie rozprasza, nikt Ci nie przeszkadza i możesz skupić się tylko na tym, by dać z siebie 100%.

Niedostosowanie ćwiczeń.

Doskonale pewnie wiesz, że nie jesteś trenerem z certyfikatem. Nie znasz się na tym. Fakt, po jakimś czasie widzisz co jest dla Ciebie dobre a co złe. Jakie ćwiczenia Ci służą, a przez jakie cierpisz. Często trenujemy z trenerami którzy aktualnie są „modni”, nie patrząc na nasze osobiste preferencje i możliwości. Takie treningi są tworzone dla większości, nie uwzględniają jednostki i ich osobistych możliwości czy preferencji. Na siłowni zawsze jest ktoś „starszy doświadczeniem”, są też trenerzy którzy pomogą, doradzą i popchną Cię na początku tej drogi.

Odkładanie na później.

Tak jak plusem jest to, że możesz ćwiczyć kiedy masz czas i ochotę.. tak w drugą stronę tego czasu może nie być wcale, a ochota może nie przyjść przez równy miesiąc. Ciężko czasem zmobilizować się do domowego treningu. Prawda jest taka, że czas na ćwiczenia znajdzie się każdego dnia, ale własne lenistwo mówi nam „jutro”.. tylko szkoda że to jutro czasem przeciąga się o kilka dni.. W rezultacie, zamiast ćwiczyć co dwa dni – ćwiczysz dwa dni.. w miesiącu. Taka prawda. Prawdą jest też to, że kupując karnet na siłowni wiesz że pieniądze przepadną i jedziesz.. byle mieć świadomość że jednak nie zmarnowałaś tych 150zł!

Opowiedz mi o swoich doświadczeniach z treningami 🙂
A może zamiast takich ćwiczeń w domu, na siłowni.. trenujesz coś innego?

Blog - archiwum Dom - archiwum

Jak chronić się przed słońcem w ogrodzie czy na balkonie.

20 lutego 2018

Lato jest magiczne. Daje tyle możliwości, planów, rodzajów aktywności. Rozwija skrzydła, daje więcej energii. Mobilizuje do dalszych działań. Wtedy też dni są dłuższe, a rano człowiek nawet o godzinie piątej budzi się wypoczęty. Niestety są też małe minusy. Mimo tego, że lato rozpieszcza nas piękną pogodą, wiemy że promienie słonecznie nie do końca są takie fajne dla naszej skóry.

*na zdjęciu powyżej: parasole ogrodowe na taras fot. Ogrodosfera

Z roku na rok coraz większym problemem była dla nas kwestia ochrony przed słońcem. Kiedyś mieszkałam w bloku z małym balkonem, nie było opcji by znalazł się tam skrawek nie oświetlony przez słońce. Później mieszkanko z mini ogródkiem, gdzie cały dzień świeciło maksymalne słońce, dopiero po 17stej robiło się znośnie. Wyjście na plac zabaw w południe było skrajnie nieodpowiedzialne, a siedzenie w domu z dzieckiem nie wchodziło w grę – bo jak mu to wytłumaczyć.

*Żagiel wodoodporny Nesling DREAMSAIL zapewnia przyjemny cień, ale też chroni nas przed deszczem przez co spędzanie czasu  ogrodzie przy braku pogody jest równie ciekawe. Fot. Ogrodosfera

Teraz mamy dobry czas by zacząć rozglądać się za odpowiednią ochroną dla nas. W sumie nie tylko ochroną, bo wieczorem gdy zaprosimy znajomych na grilla zła pogoda nas nie zaskoczy i nie będziemy musieli zbierać szybko całego majdanu do domu. Ma to swoje zastosowania i za dnia, i wieczorem. Dlaczego piszę o tym teraz? Bo to idealny moment by zacząć poszukiwania. Bo wiadomo, poza sezonem inne ceny a wybór równie ciekawy.

Sklepy kuszą nas różnymi rodzajami parasoli ogrodowych. Ja skupiłam się na takich, które będą świetnym rozwiązaniem do bloku jak i do ogrodu w domu. Osobiście jestem zakochana w żaglach ogrodowych, mają one w sobie coś. Prostota, elegancja i potrafią wkomponować się w każdy styl. Moim zdaniem pasują naprawdę do wszystkich rodzajów mieszkań czy domów.

*żagle można układać w dowolne kompozycje. Tutaj: nad stołem ogrodowym, zapewniają cień. Fot. Ogrodosfera

Od zawsze u nas na balkonie stał parasol. Gdy byłam dzieckiem pamiętam jak babcia robiła nam na balkonie „bazy”. Latem jedliśmy też tam posiłki, oczywiście wszystko toczyło się  w cieniu rzucanym przez ogromny kolorowy parasol mojej babci. Nie mam pojęcia skąd ona go wzięła. Był naprawdę stary bo do dziś pamiętam te dziury które miał, a mimo to nie tracił swojej funkcjonalności.

Teraz wybór jest ogromny. Od tych japońskich, przez żagle, kończąc na tradycyjnych. Mało tego w jednym miejscu kupimy nie tylko parasol ale też dodatki które będą potrzebne. Na przykład płyty pod parasol czy maszty.

* Na zdjęciu powyzej: parasolez boczną nogą – piekne, praktyczne, modne i funkcjonalne. Posiadają wysoką ochrone przed promieniami UV. Fot. Ogrodosfera

Zanim kupimy, warto też spojrzeć czy materiał z którego wykonany jest parasol posiada ochronę przed promieniami UV, odporność na światło. Z jakiego materiału jest wykonany i jaka jest jego grubość. Dobierz sobie wszystko bardzo dobrze, bo nie będzie to zakup na jeden czy dwa sezony, ponieważ posłuży Ci to zapewne jeszcze ładnych parę lat.

Fajnie jak będzie uniwersalny, by dostosował się do zmian miejsca zamieszkania – każdy z przedstawionych tu u mnie na zdjęciach taki jest, klasyczny i piękny.

*Parasole z serii Panda cechują się trwałością materiału i bardzo łatwą obsługą. Dostępne w różnych wariantach kolorystycznych, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. Fot. Ogrodosfera

Jestem pewna że dobrze dobrany parasol będzie cieszył nie tylko nasze oczy, ale też duszę. Będzie zbawieniem w ciepłe dni i dawał naszej rodzinie trochę ulgi od gorąca. Z drugiej strony będzie właśnie klimatycznym miejscem spotkań w ciepłe, lecz niekoniecznie bezdeszczowe wieczory z przyjaciółmi. Daje nam ochronę w różnych warunkach.

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Ogrodosfera.

 

*Na zdjęciu powyzej: klasyczne parasole ogrodowe z materiałową czaszą. Fot. Ogrodosfera

Blog - archiwum Dom - archiwum

Nasz prezent dla rodziców w dniu ślubu. I pomysł, jak poprosić świadków by nimi zostali.

8 stycznia 2018

Jeszcze troszkę czasu do naszego wielkiego dnia. Już od dłuższego czasu zaczynamy kompletować wszystko, by nie zostawiać sobie za dużo na ostatnią chwilę. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego że ostatni miesiąc może być cały zaplanowany.. już nie wspomnę o kilku dniach przed godziną zero.

Wszystko co można kupić już teraz, kupujemy. Każdą najmniejszą rzecz, która nie ma terminu ważności i nie straci na jakości przez 9 miesięcy mamy powoli w naszym mieszkaniu. Oszczędzi nam to stresów przed samą uroczystością i da poczucie pewności że wszystko mamy zorganizowane tak jak chcieliśmy.

Może Cię to zaskoczy, bo dla niektórych jest to sprawa zupełnie normalna i naturalna. Dla nas każdy szczegół naszego ślubu jest ważny. Zaczynając od świeczek, kończąc na dodatkowych atrakcjach. Zaproszenia będą wyjątkowe – bo zrobimy je sami, tak jak większość ślubnych dekoracji. Jednak poza rodzicami jest jeszcze dwójka wyjątkowych ludzi których trzeba zaprosić na ślub, ale też o coś jednocześnie poprosić. Tak, chodzi o świadków. Wybór osób na te stanowiska jest trudny. Mają bardzo ważne zadanie. Musimy im ufać i być w stu procentach przekonani do tego, że będą w tym dniu dla nas podporą.

Bardzo zależy nam na tym, by samo proszenie ich o to było inne, wyjątkowe.. by poczuli ze dla nas będzie to zaszczyt że to właśnie te osoby będą blisko nas tego dnia.

Postanowiliśmy na personalizowane słoiki.
Na każdym słoiku znajduje się napis. Jeden dla świadka, drugi dla świadkowej.

Jak już jesteśmy w temacie kubeczków.. Chciałabym Wam pokazać jedną część upominków dla naszych rodziców tego dnia. Prawdopodobnie każdy z nich dostanie wielki kosz wypełniony słodyczami, alkoholem, kwiatami i właśnie tym małym szczegółem który nada klimat temu wyjątkowemu upominkowi.

Kubeczki pochodzą ze strony FB – tu możecie zobaczyć inne cuda i zamówić swoje. Fantastyczne są kubeczki tej firmy na dzień babci i dziadka. Dowolny rysunek dziecka można przenieść na kubek, a nawet odcisk ich rączki czy nóżki – wszystko widać na zdjęciach.

 

Mam dla Was też KONKURS!

Do wygrania dwa kubeczki!
Idealne na dzień babci i dziadka!
Regulamin:
– Napisz w komentarzu za co najbardziej dziękujecie babci i dziadkowi.
– Konkurs trwa od 08.01.2018 do 12.01.2018 (do godziny 24:00)
– 13.01.2018 nastąpi ogłoszenie wyników – osoba która wygra ma 24 godziny na skontaktowanie się z firmą, by zdążyć stworzyć kubeczek i wysłać go na czas. By babcia i dziadek byli zadowoleni.

 

 

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Jak wybrać dobry i zdrowy OLEJ?

3 stycznia 2018

Początek roku to jednocześnie czas nowych postanowień. Tak ludzie funkcjonują. Przełom roku zawsze wzbudza w nas taką chęć zmian, chęć ulepszenia swojego życia. Nie bez powodu zawsze na początku roku w gazetkach promocyjnych większych sieci sklepów zobaczymy hasła „zdrowo, modnie, wygodnie”, albo „ćwicz stylowo” i inne tego typu hasła. Początek roku to istny szał ludzi w sklepach by kupić nowy strój do ćwiczeń, bo przecież zaczną chodzić na siłownie. To też wypchany koszyk zakupowy nasionami chia, olejem kokosowym, komosą, łososiem i innymi zdrowymi cudami.

U nas w domu staramy się jeść zdrowo, ale nie przesadzamy w żadną stronę. Jemy pizze, frytki. Kupujemy czasem jakieś gumy rozpuszczalne czy batony. Tu muszę odejść od tematu na moment i polecić najlepszy batonik jaki ostatnio jadłam. Ja go kupuje w Polo Markecie – czy jest w innych sklepach, nie wiem. Leży przy kasach i zwie się „Baton Grunchy Orkiszowy” na batoniku doczytałam że producent znajduje się pod taką stronką : KLIK (bioania.pl). Ale..

Jak już chcemy zdrowo jeść, musimy wiedzieć że kupno odpowiednich składników to jedno. A stworzenie z nich dania to drugie. Nie wszystko jest dobre do wszystkiego. I dlatego zgłębiłam temat oliwy i olejów które właściwie używane służą naszemu zdrowiu.

Idealne do sałatek

Oleje tłoczone na zimno zawierają dużo wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, które korzystnie wpływają na nasze zdrowie. Najlepiej używać ich „na surowo” czyli nie narażać na działanie wysokiej temperatury by nie zniszczyć wszystkich cennych składników. Dlatego też napisałam że te będą idealne do sałatek.

Olej lniany

Ma on najwięcej kwasów omega-3 ze wszystkich olejów. Działają one podobnie jak te z ryb. Tłuszcz ten jest wrażliwy na światło i temperaturę. Bardzo szybko traci swoje cenne substancje i łatwo się psuje. Dlatego najlepiej kupić go w małej buteleczce i przechowywać w lodówce. Moim zdaniem smak też ma bardzo specyficzny – ja muszę go zmieszać np. z oliwą z oliwek bym mogła przełknąć sałatkę z nim. Ale czego się nie robi dla zdrowia..

Olej z orzechów włoskich.

Ten olej jest jednym z najzdrowszych. Zawiera dużo kwasu linolenowego z rodziny omega-3 oraz witaminy A , E i z grupy B. Obniża nasze ciśnienie i poziom złego cholesterolu. Wiąże rakotwórcze substancje które mogą dostać się do organizmu. Smak jest dość intensywny. Nie powinno się go podgrzewać, bo od razu zrobi się gorzki. Przechowywać w chłodnym miejscu (ale nie w lodówce) i wykorzystać możliwie szybko.

Oliwa extra virgin

To oliwa z pierwszego tłoczenia, która jest bardzo wartościowa. Ma bardzo dużo polifenoli, które wyłapują wolne rodniki. Jednak są one aktywne tylko wtedy, gdy oliwę jemy na zimno. Dobrze smakuje w połączeniu z octem balsamicznym. Po otwarciu trzeba zużyć w ciągu 3 miesięcy.

Olej z pestek winogron

Jest w nim bardzo dużo Wit. E pod bardzo aktywną postacią. Przez co skutecznie zwalcza wolne rodniki. Jest łagodny w smaku, ma ledwo wyczuwalny zapach i bladozielony kolor. Idealny do dressingów.

Idealne do smażenia

Tak jak poprzednie oleje nie nadawały się do smażenia, tak te które teram wymienię pod wpływem wyrskiej temperatury nie powstaną szkodliwe dla zdrowia związki. Te oleje też mogą stać dłużej w naszych kuchniach niż oleje zimno tłoczone.

Oliwa z oliwek

DO krótkiego podsmażania cebuli czy jajek, nie nadaje się do głębokiego smażenia np. kotletów czy placków. Ale do szybkiego podgrzania jak najbardziej tak. Zawiera mało cennych polifenoli, więc nie zostaną zniszczone. Ale.. musi to być oliwa rafinowana.

Olej kokosowy

Konicznie zimno tłoczony. Ja na nim smażę naleśniki racuszki., duszę warzywa.. Dodaję ją do wypieków, do zdrowych batonów bez pieczenia i często odrobinkę do koktajlu owocowo-warzywnego. Ma ona też swoje zastosowanie kosmetyczne.. jako balsam, odzywka do włosów.

Masło klarowane (glee)

Nadaje się do długiego smażenia przez to że składa się głownie z nasyconych kwasów tłuszczowych oraz jego temperatura dymienia wynosi 250stopni. Można go przechowywać do 9 miesięcy. Jest bezpieczne dla alergików i osób nietolerujących mleka krowiego. Przyspiesza metabolizm. Najwięcej w nim witaminy A, ale także D,E i K.

Olej rzepakowy

Niby zdrowszy od oliwy z oliwek. W przeciwieństwie do niej zawiera kwasy omega-3. Ma także więcej jednonienasyconych kwasów tłuszczowych. W wysokiej temperaturze nie zmienjaą się tak szybko i nie tworzą szkodliwych substancji. Dlatego właśnie kotlety/frytki.. najlepiej smażyć włąśnie na tym oleju. Ważne jednak jest to by nie dopuścić do jego dymienia, przegrzania.

Olej ryżowy

Ten olej nawet pod wpływem temperatury 230st nie wytwarza szkodliwych związków. Zawiera bowiem jednonienasycowne kwasy tłuszczowe.

 

Możesz też samodzielnie stworzyć olej smakowy!

Pamiętaj tylko by pojemnik w którym ono będzie musi być dokładnie umyte, jeszcze dokładniej osuszone. Tak samo składniki.. każdy składnik musi zostać dokładnie osuszony. Każda najmniejsza ilość wody spowoduje spleśnienie oleju. Gotowy olej będziesz miała po 2 tygodniach. Idealny do sałatek czy smażonych potraw – nadaje im ciekawy smak.

Wytrawny – DO butelki wsypujemy garść ziaren czarnego pieprzu, wkładamy listki tymianku i wlewamy olej rzepakowy tak, by przykrył składniki.
Ostry – Liście szałwii i przekrojone na pół papryczki chili wciskamy do butelki, zalewamy oliwą i odstawiamy w ciemne miejsce.
Aromatyczny – Obrane ząbki jednej główki czosnku i kilka zmielonych suszonych pomidorów – wszystko zalewamy olejem rzepakowym.

 

Mam nadzieję że chociaż troszkę mój post okaże się Tobie potrzebny. Jakie znasz jeszcze oleje i ich właściwości?

 

Blog - archiwum Główna - archiwum

Podsumowanie roku 2017 i nasze plany na 2018!

1 stycznia 2018

Zaczniemy od początku, chociaż bardzo chciałabym od końca. Nie lubię wspominać tego co było, wolę żyć tym co będzie – bo na to mam wpływ. Chcąc jednak wyciągnąć konkretne wnioski muszę to zrobić od początku by realnie spojrzeć na to, co faktycznie dam radę osiągnąć w kolejnym roku. Teraz dużo chciałam, ale jeszcze więcej rzeczy wpłynęło na to że nie dałam rady. Myśląc realnie, znając swoje możliwości, ciało i umysł wiem że to co zaplanowałam na ten rok będzie w stanie się spełnić.

Co się u nas działo w 2017 roku:

1.Zaręczyny

Chyba jeden z ważniejszych momentów tego roku. Jestem szczęściarą która ma przy boku wspaniałego mężczyznę. Dba o nas, pomaga, wspiera. Chociaż od sierpnia nie ma go w domu tak dużo jak był do tej pory, bo praca od niego tego wymaga.. to jest z nami w tych najważniejszych momentach. Nie opuścił przedstawienia żadnego w przedszkolu, chodzi na zebrania z rodzicami. Zostaje z młodymi podczas ich choroby. Zabiera dzieci bym mogła się uczyć. Po prostu jest – robi to co każdy mężczyzna w domu, w którym są dzieci. Jednak dla nas jest wyjątkowy – nie musiał wchodzić w związek z nami ale zaryzykował i chyba jest szczęśliwy skoro w 2018 roku zmienię nazwisko.

2.Organizacja Blog Parenting

Oj.. Zabrała mi ona bardzo dużo czasu z mojego życia. Było warto, bo poznałam na nim wiele fajnych osób. Otworzyło też niektóre wcześniej zamknięte drogi. Zobaczyłam na czym polega tak naprawdę blogowanie i ile można z niego „wyciągnąć”. W tym roku nie będzie powtórki, ale nie mówię że rok 2019 nie przyniesie edycji drugiej. Wszystko przed nami, ale na 100% teraz nie znajdę na to czasu.

3. Przedszkole

Antko przeniósł się z oddziału 5-cio godzinnego, do przedszkola które oferuje pełen zakres godzinowy i posiłki. Blanka w tym roku zaczęła przygodę. Oboje rozpoczęli coś nowego, co wcale nie było łatwe ale jest już lepiej. Chodzą do tego samego przedszkola, ale wiadomo że są w dwóch różnych grupach. Jak oni chodzą tam to ja mogłam wreszcie..

4.Początek pracy

Zaczęłam pracę na etacie. Co prawda są to 3, czasem 4 dni w tygodniu – po 10 godzin. Nie jest łatwo, ale każda pracująca mama to wie. Gdy dzieci są zdrowe to nie ma problemu. Ja zaprowadzam rano, moja mama odbiera – ja po pracy jadę, zgarniam młodzież do domu, szybki obiad, wraca Daniel, ogarniamy mieszkanie, kąpiemy dzieci, bajka/książka, spać. Rano powtórka. Sprawa komplikuje się gdy dzieci zachorują.. a my nie mamy nikogo kto by mógł z nimi zostać wtedy w domu. Kombinujemy. Ja 2/3 dni wolne, Daniel jeden, może jakaś babcia, ciocia.. Mam wspaniałe szefostwo które to rozumie i pomaga – ale wiesz jak jest, mimo wszystko staram się iść do pracy jak się uda. Mamy też cudownych ludzi dookoła którzy wiedzą jak jest ciężko i proponują pomoc.

5.Adopcja

Wypełniliśmy ankietę, co zajęło nam dobre dwie godziny. Odbyła się rozmowa telefoniczna. I od jakiegoś czasu mamy w domu niemowlaczka. Urodziła się 23 października 2017 roku. Jest cudowna, a możesz ją zobaczyć na naszym instastory. Honda – bo tak ma na imię (Daniel-tatuś mechanik – nie mogło być inaczej) jest najsłodszym amstaffikiem na świecie. I tak, traktujemy ją jak naszą córeczkę, a dzieci jak rodzeństwo. Jest członkiem rodziny.

6.Studia

Rozpoczęłam to, o czym marzyłam już dawno. Mam wielkie wsparcie Daniela, rodziny. Mam możliwości wreszcie by usiąść przy książce a nie biegać za dziećmi 24h na dobę. Mam czas dla siebie i zamierzam wykorzystać go tak, by faktycznie spełniać marzenia a nie czekać aż ktoś zrobi to za mnie – co nigdy się nie stanie. Trzymajcie kciuki bo jest mega trudno!

A mam postanowienia na rok 2018 zobaczysz za chwilkę. Mam nadzieję że uda mi się wszystko zorganizować tak, by się udało.

1.Ćwiczenia

Bardzo bym chciała zacząć już teraz i wytrwać. Zaczynam co roku, zawsze też się poddaje. Brakuje mi motywacji, gdy nie widzę efektów czegoś po miesiącu. Ale.. teraz mam bardzo skuteczną motywację i czuję że wreszcie dam radę. Pierwszą rzeczą jest chęć poprawienia swojej kondycji i samopoczucia. Mam tak dużo na głowie że każda, nawet najmniejsza zmiana może mi się przydać. Kolejnym powodem jest ślub.. bo jest on już za 9 miesięcy i 19 dni! Dziś zaczynam – trzymajcie kciuki!

2.Ślub

Ma być jak z bajki. I będzie. Organizuje go w 98% ja, a Daniel tylko akceptuje albo odrzuca moje pomysły. Nie ma na to czasu i jak to sam powiedział „nie zna się”. I tu muszę mu przyznać rację. Wyobraź sobie taką sytuację.. Zapytałam go czy chciałby na weselu słodki stół. Nie bardzo wiedział co to jest. Myślał że leżą na nim tylko żelki kupione w markecie. Teraz pewnie sama rozumiesz dlaczego w 98% to wesele organizuję sama. Zajmuje mi to dość dużo czasu, bo nawet podziękowania i zaproszenia robię sama- co przy 2 dzieci, studiach, zajmowaniu się domem, pracy na etat, blogu jest po prostu ciężkie.

3.Zdrowe jedzenie

Wprowadzam je już stopniowo jakiś czas. W naszych szafkach już coraz mniej syfu, bo go nie kupujemy. A stary jeszcze zjadamy – bo nie umiemy wyrzucić jedzenia. Myślę że od lutego już w 100% będzie tak jak chcemy. Staram się też jeść co 3 godziny ale wychodzi mi to słabo. Przy tempie życia jakie sobie narzuciłam od września – dość słabo wykonalne. Staram się, bez nacisku – kiedyś się uda.

4.Domowe spa

W każdy wtorek, gdy Daniel wróci z pracy zamykam się na godzinę w łazience. Nalewam wodę do wanny. Nakładam maseczkę na włosy, na twarz. Używam peelingu, golę nogi (nawet zimą!). Balsamuje całe ciało. Ma to być taki mój dzień by doprowadzić się do porządku. Raz w tygodniu – godzina tylko dla ciała. Wiadomo że każdego dnia staram się nakładać krem na twarz, na ciało po kąpieli.. używać toniku przed spaniem – ale każdy wie jak jest. Ten jeden dzień ma mi wybaczyć te drobne grzechy na co dzień gdy zapominam, lub padam na twarz i olewam ciało.

5.Lepsza organizacja czasu

W tym roku dostałam na rocznicę związku od Daniela wymarzony kalendarz. Jest piękny. Ma całą masę rubryczek m.in. do wpisywania miesięcznych wydatków, menu dziennego, listy zakupów. Każdy dzień jest na osobnej stronie i poza rozpiską godzinową jest lista „to do list”. Gdy rozpoczyna się każdy miesiąc mam piękną tabelkę by mieć wgląd na każdy dzień osobno. Mam nadzieję że dzięki niemu wykorzystam dzień jeszcze lepiej niż robiłam to do tej pory.

6.Skończyć I rok studiów

Są ciężkie. Szczerze z ręką na sercu Ci to piszę. Są mega ciężkie! Uczę się codziennie, a przynajmniej się staram. Gdy jeden dzień odpuszczam kolejnego siedzę 4 godziny by nadrobić. A najgorsze jest to, że pomimo tej nauki i tak oblałam już coś. Pocieszam się że nie tylko ja, bo dużo osób było zaskoczonych „5 minutowym sprawdzianem”. Dosłownie 5 minut by odpowiedzieć na 3 pytania. Ale dam radę! Musze.

7.Blog

Nie umiem zostawić tego miejsca i zapomnieć. Za dużo serca w nie włożyłam. Kocham tu być, kocham ludzi którzy się tu zebrali i czytają te moje wywody. Wiem że jest Was dużo gdy piszę, mam statystyki – i są one widoczne dla każdego w zakładce „współpraca”. Teraz będzie mały odzew bo dawno tu nic nie było.. zmieniam to od dziś. Plan jest taki by co poniedziałek, środę i piątek wrzucić coś nowego. Co wtorek wysłać newsletter, a co czwartek zrobić LIVE albo na FB albo na INSTA. Czy podoba Ci się taki plan?

Dziękuję że byłaś z nami przez ten czas 🙂 Chętnie dowiem się jaki Ty masz plany na ten nowy rok. Pamiętaj że to co spiszesz na początku roku na kartce ma większe szanse powodzenia niż to, co jest tylko w twojej głowie. Do dzieła!

 

Blog - archiwum Główna - archiwum

Moje najnowsze zdobycze z aliexpress.

18 października 2017

 Jestem uzależniona. Swoim uzależnieniem zaraziłam moją mamę i kilka najbliższych osób. My to kochamy  a nasi mężczyźni nienawidzą. Chociaż.. Ostatnio zamówiłam sobie zestaw do samodzielnego nakładania lakierów hybrydowych. Lampa, 6 lakierów, baza, top za 50zł. Sama zobacz ile kosztowałoby to w naszych sklepach (będzie link i recenzja jak dojdzie).  Daniel zachwycony oszczędnością (bo jakby nie było 50zł to jeden mój wyjazd do kosmetyczki – a tu już mam zestaw na kilka razy) powoli polubił się z moim zamawianiem w tym miejscu.

Kocham „duperele” z Ali. Uwielbiam wszystkie zegarki, naszyjniki, kolczyki.. a nawet akcesoria kuchenne. Nie, akcesoria już są wyniesione przez dzieci – do zabawy. Pokażę Ci tu kilka moich ostatnich zdobyczy i obiecuję że raz w miesiącu pojawiać się taki post będzie. Linki zamieszczę, ale po czasie mogą być one nieaktywne – napisz wtedy do mnie i razem poszukamy aukcji aktywnej. Fajne jest to, że wszystkie ceny są zazwyczaj już z wysyłką. Dlatego mamy zegarki za 5zł, naszyjniki za 3 zł i sukienki za 45 zł. Nie mam pojęcia jak im się to opłaca, bo w Polsce za 5 zł byś nawet przesyłki nie miała.. 🙂

Zegarki

Mam ich już sporo, w ciągu ostatniego miesiąca przyszło ich tyle, ile widzisz na zdjęciu. Każdy jest piękny, tani i jak do tej pory wszystkie są całe. Wiadomo że jak coś kosztuje 5zł nie będzie to produkt służący nam 10 lat. Dobry miesiąc chodzą i wkurzają nas przy zasypianiu swoim „tik,tak”.

Serduszkowy : TUTAJ
Biały : TUTAJ
Zielony : TUTAJ

Naszyjniki

Mój ulubiony to ten delikatny z trójkącikiem. Muszę zamówić nowy, bo po miesiącu codziennego noszenia zaczął się wycierać (kosztował jakąś złotówkę)- jak będę bogata kupie sobie taki „prawdziwy” bo jest przepiękny! Moje klimaty.

Pierwszy : TUTAJ
Trójkąt : TUTAJ
Trzeci : TUTAJ
Piórko : TUTAJ

Sukienka

Nie mam figury do takiego ciuszka. Ale schudnę, mam ogromną motywację by w czerwcu wcisnąć się w nią i czarować innych na imprezie z okazji 25-lecia ślubu moich rodziców. Kosztowała jakieś 45 zł (już z wysyłką) i jest mega piękna!

Sukienka : TUTAJ

Chochla do zupy

Jej już dawno nie mam w kuchni. Diplodok to najlepsza zabawka-dinozaur moich dzieci. Muszę zamówić nową bo jest idealna i mega czarująca.

Link : TUTAJ

Bluzka ananas

Myślałam że będzie miała większy dekolt – nie ma go wcale. Ale noszę, bo jest mega śliczna.

Bluzka ananas : TUTAJ

Torebka sarenka

Chyba najpopularniejsza torebka na Ali. Jest piękna i pomieści naprawdę dużą ilość rzeczy. Zaówiłam sobie dwie : czarną i fioletową. Zamówiła moja przyjaciółka, mama i babcia. Każdy ją chce mieć.

Torebka : TUTAJ

Kolczyki

Kupiłam zestaw za ok 10 zł plus piórka osobno. Te drugie noszę mega często – są piękne!

Piórka : TUTAJ
Zestaw : TUTAJ

Strój kąpielowy

Miałam go w  tym roku nad morzem, jestem opalona dość dziwnie ale.. jest tak piękny że mam to w nosie. Zakrywał całą masę moich rozstępów a przy tym czułam się mega seksowna. A o to mi chodziło 🙂

Strój : TUTAJ

 

Teraz czekam na zestaw 4 toreb, zestaw do paznokci, krem na rozstępy (tu na 100% dam recenzje) i kilka pierdołek na nasze wesele. W koszyku 23 produkty i dozuję ilość zamówień bo będzie rozwód przed ślubem.

 

 

 

Nasz Instagram