Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum Podróże - archiwum

Mazurski reset – wywiozłam faceta i dzieci 500 km od domu – dlaczego?

14 czerwca 2017

Okropny czas za nami. Zaczęło się od tego, że Antko nie dostał się do przedszkola (rocznik 2011). Normalny „Kowalski” miałby to w czterech literach i czekał na cud, ewentualnie miejsce w kolejnym roku. Nam do takiego „Jana” daleko dlatego działałam dość kokretnie. Wysłałam kilka emaili m.in. do urzędnika który jest odpowiedzialny za oświatę u nas w miescie czy do kuratorium w Poznaniu które później skierowało mnie na Leszno. Sprawa się wyjaśniła, miejsce w przedszkolu się znalazło (co prawda na 5 godzin, ale od września mamy już miejsce w placówce całodziennej).

Kolejno pojawiały się inne przeciwności. Jeden pracodawca kompletnie wystawił Daniela, płacąc mu 1200zł, za cały miesiąc pracy – chociaż ustalenia były inne. Śmiech na sali, po długiej rozmowie wieczorem uznaliśmy że następnego dnia się już tam nie pojawi – a my sobie „jakoś” poradzimy do czasu znalezienia kolejnej pracy. Po miesiącu był już w innym miejscu, jest w nim do dziś więc ani on ani ja na nic nie narzekamy. Wiesz, oby jak najdłużej. Milion innych problemów, zmartwień, wyrzeczeń i kombinowania by doczekać się.. ospy. Ona dolała u nas oliwy do ognia. Zmęczeni nie dawaliśmy rady sobie z niczym, chociaż każdy nie dawał po sobie tego poznać, psychicznie byliśmy wrakami.

Jeden impuls..

Który otrzymałam od Emilii na spotkaniu blogerek i wiedziałam, po prostu wiedziałam że to znak. Wypytałam ją o wszystko co chciałam, porządnie wszystko przemyślałam i zaczęłam działać. Teściowie Emilii prowadzą w swoim domu taki mały pensjonacik. Małą tam 5 pokoi, każdy piękny i zdecydowanie zadbany. Prywatna plaża, kajaki, grill i cisza. Zdecydowanie to odcięcie się od świata było nam potrzebne dlatego pojechaliśmy tam, a nie do miejsca w centrum. Całe cztery dni tylko z rodziną, bez komputerów, telefonów, gotowania, sprzątania, piszczenia i ogólnie robienia czegokolwiek. Było pięknie, a gospodarze postarali się byśmy bez najmniejszego problemu polecali to miejsce dalej – bo warto! Chociażby dla tych naleśników! Dobra, był też jeden mały minus, który z perspektywy czasu jest śmieszny – mnie śmieszył już wtedy, Daniela nie bardzo. Łabędzie, jezuu! Bez nich ten wyjazd byłby zbyt idealny i nudny. Codzienna porcja rozrywki, adrenaliny i ćwiczeń. Mało tego, Daniel w moich oczach stał się bohaterem, bo chronił naszą rodziną przed tymi małymi potworami.

Co musiałam zrobić?

Chciałam by do samego końca ten wyjazd był niespodzianką dla mojej rodziny. Dlatego napisałam wiadomość do koleżanki z pracy Daniela, która jest odpowiedzialna za grafik (buziaki dla Ciebie Asiu :* ). Poprosiłam o małą zmianę, ale tak by on niczego się nie domyślił. Pokombinowałam, ale się udało i dostaliśmy pozwolenie na wyjazd. Daniel do końca (czyli jeszcze 70km od miejscowości w której mieliśmy się zatrzymać) był przekonany że we wtorek idzie do pracy. Nie poszedł, nie pojawił się tam też w środę i czwartek. Jego mina i wdzięczność były najlepszą nagrodą za trud jaki musiałam wykonać by zorganizować ten wyjazd. Bo sama organizacja to jedno a pakowanie? Tak, sama nas spakowałam jak był w pracy, zaniosłam te wielkie torby do auta (mieszkamy na 2 piętrze bez windy), pojechałam na zakupy po potrzebne rzeczy.. od początku do końca sama.

I wiesz co?

Było warto. Naprawdę! Bo chociaż dzieci denerwowały nas jak nigdy – wiesz jak to jest na wakacjach, rządzą się one swoimi prawami i jak jednego dnia dzieci zobaczą że mama nie wyzywa podczas wbiegania do jeziora w ciuchach to znaczy że codziennie można wbiegać tak do jeziora. Dnia drugiego nie mieliśmy już ciuchów do dzieci i prałam je ręcznie pod prysznicem. Także jakieś obowiązki na tych wakacjach miałam, nie było do końca wolnego.. Mimo wszystko, radość dzieci i ten wzrok, szczęście i wdzięczność Daniela była najlepszą zapłatą za trudy. Było warto, bo wróciliśmy z tego wyjazdu pełni nowych sił do działania. Nie do końca wypoczęci, bo z dziećmi się nie da  – nie wmówisz mi że jest inaczej. Jedno jest pewne, jesteśmy szczęśliwi że mamy siebie.

Zdjęcia które są w poście to JEDYNE zdjęcia wykonane podczas tych 4 dni! Nikt nie myślał o telefonie, aparacie – tylko my! Myślę że było naprawdę fajnie!

Blog - archiwum Główna - archiwum

Związek z kobietą która ma dziecko – zdradzamy całą prawdę!

11 czerwca 2017

Daniel nie jest tatą Antka i Blanki, chyba każdy kto zagląda do nas to wie. Chociaż pewnie są wyjątki, które właśnie zostały uświadomione i są w ogromnym szoku! W sumie, na pierwszy rzut oka, gdyby ktoś zobaczył ich razem nawet by nie pomyślał o tym że to może NIE być tata. Relacje mają super! Wiadomo, zdarzają się zgrzyty – ale podsumowując wszystko, Daniel ma więcej cierpliwości do tej dwójki. Serio, ja wybucham częściej.

Zdarzyła nam się tez sytuacja, gdy przypadkowa osoba (pani pracująca na kasie) powiedziała nam, że Blaneczka to czysty tatuś. Tak, mówiła to patrząc na Daniela. Standardowo poszły mało szczere uśmiechy i odwrót. Stopy ma faktycznie jakieś takie Danielowe, ale nic poza tym. Sytuacje czasem są co najmniej dziwne, ale pewnie zastanawia Cię to, czy ciężko jest być w związku z kobietą która już ma dziecko. Pewne doświadczenia, złe sytuacje, inny sposób myślenia o codziennych sprawach.. serio można oszaleć od nadmiaru tego wszystkiego! Jak to wygląda tak naprawdę?

Czy jest ciężko?

Zadałam to pytanie Danelowi, w odpowiedzi usłyszałam że jest prze**bane. Macie krótką odpowiedź 🙂 Nie no tak szczerze, taka odpowiedzieć była po pół roku bycia razem. Teraz sprawa wygląda troszkę inaczej, bo każdego dnia dziękuje nam za to, że jesteśmy. Myślę że tu sprawa wygląda troszkę inaczej.. jest zupełnie odwrotnie. Gdy poznajesz kobietę, są motylki, randki, wyjścia w środku nocy, tęcza – macie tylko siebie, robicie to na co macie ochotę. Kryzys gdy już się pojawi, jest on w momencie np. wspólnego zamieszkania razem czy po prostu nudy w związku. Gdy w grę wchodzą dzieci od samego początku jest ciężko – serio! Nie ma tego bum! bo dziewczyna ma już pewien bagaż doświadczeń. Nie ma opcji byś przyjechał po nią spontanicznie o 23:00, by ją zabrać nad jezioro – a opiekunka do dziecka? Babcie, ciocie czy nianie musisz zarezerwować wcześniej! Praktycznie zero spontaniczności. Kryzys u nas był po pół roku.. konkretny taki. Rozstaliśmy się na.. hmm jeden, a może dwa dni? Nie pamiętam.  każdym razie, było ciężko ale wiemy już czego od siebie oczekujemy i szanujemy swoje zdanie.

Co ciężko zaakceptować?

Przede wszystkim to, że nie masz jej tylko dla siebie. Jest dziecko które (sorry) jest ważniejsze. Nie zostawi go u babci bo Ty tego chcesz. Nie odpuści przedstawienia w przedszkolu, bo Ty masz coś ważnego do zrobienia. Bardzo trudno to zaakceptować ale jesteś na drugiej pozycji, nie prześcigniesz tego. Z czasem, gdy ona Ci w pełni zaufa i poznasz dziecko sytuacja się troszeczkę zmieni i wszystko zacznie układać się tak, jak to wygląda w „normalnej” rodzinie. Ciężko Ci pewnie będzie też, gdy dziecko które pokochasz całym sercem będzie mówiło „tato” do innego mężczyzny. To Ty jesteś z nim na co dzień, zaprowadzasz do przedszkola, tańczysz wieczorem w rytm disco polo czy walczysz na miecze by zdobyć rękę księżniczki. Ty uczysz go jeździć na rowerze, odrabiasz lekcje i zawozisz na mecze, taniec czy inne atrakcje. Będzie Ci smutno, tego nie przeskoczysz ale pamiętaj że prawdziwym tatą dla dziecka jest ten kto wychowuje, nie ten który je spłodził.

Będziesz musiał się nauczyć tego że..

Dziecko nie zawsze będzie pozytywnie do Ciebie nastawione. Początki są szczerze bardzo trudne. Poznajesz tego małego człowieka, który do tej pory miał mamę tylko dla siebie – a teraz musi się nią dzielić. Dla niego nie jest to nic łatwego. Tak jak Ty rozumiesz to doskonale, on traktować Cię będzie jak zagrożenie, które może odebrać mu mamę. Rozmowa, rozmowa i cierpliwość. Innego wyjścia nie ma, dziecko musi samo zobaczyć że jesteście razem, że tworzycie rodzinę i będziesz obok dziecka a nie wskoczysz na jego miejsce. U nas trwało to wieki, na szczęście już jest dobrze i nawet moje dzieci, gdy się przytulamy mówią że jesteśmy rodziną. Po burzy wychodzi słonce, gdy ją przetrwacie – będzie naprawdę wspaniale.

Kiedy jest dobry czas na to, by poznać dziecko?

U nas trwało to około miesiąca. Tylko dlatego że Daniel był „w rodzinie” i dzieci kojarzyły go już wcześniej (w sumie Antko tylko). Blaneczka miała wtedy 11 miesięcy i mało rozumiała. Poszliśmy na spacer, lody i na plac zabaw – później pojechał do domu. Widywał się tak z nimi raz w tygodniu, z czasem coraz częściej. Po roku bycia razem zamieszkaliśmy ze sobą i wtedy zaczęło się robić pod górkę.. chyba wszystko było za szybko. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło.. w sierpniu minie rok odkąd mieszkamy razem w naszym mieszkaniu (nie u rodziców). Myślę że trochę źle to rozegraliśmy, dlatego każdej innej osobie polecam więcej czasu na wszystko. Jeszcze wolniej z jeszcze większą ilością rozmów o całej sytuacji. Dzieci to delikatne stworzonka, które muszą czuć że na każdym etapie Waszego związku jesteście razem, nie obok.

Odszukaj w sobie odwagę i..

Pokłady cierpliwości. Gdy już poznasz małego człowieka, zaczniesz spędzać z nim czas i będziesz w 100% przekonany o tym, że chcesz być częścią ich świata – zaczniesz zostawać z tym dzieckiem SAM. Ona to doceni – bardzo. Nie będzie to łatwe, bo zaufanie kobiety to jedna sprawa, a Twój komfort – że dasz sobie radę, to drugi problem. Spędzaj z nimi dużo czasu, poznaj dziecko – jego nawyki, ulubione potrawy, zabawy.. będzie CI łatwiej. A takie wspólne wyjścia na lody, kulki, basen zbliżą Was do siebie bardziej niż podczas obecności mamy. Wspólna pasja będzie idealnym rozwiązaniem – wędkarstwo, sztuki walki, taniec.. cokolwiek. Daniel został sam z młodymi chyba po roku bycia razem. Nie pamiętam gdzie wtedy musiałam jechać, nie było mnie kilka godzin. Bałam się strasznie, ale gdy wróciłam dzieci były najedzone, szczęśliwe i układały właśnie klocki z ukochanym „wujkiem”.

Jak ma się dziecko do Ciebie zwracać?

Dla nas sprawa jest prosta. Tatę dzieci mają – odwiedza ich i w miarę pamięta. I chociaż dzieci traktują Daniela jak tatę nie mówią tak do niego (Blanka jeszcze nie rozumie do końca i zapytana o to, jak ma na imię jej tata mówi „Daniel”). Najczęściej jest „wuja” lub po prostu mówią do niego po imieniu. To samo tyczy się dziadków – mają od strony mamy i taty więc rodzice Daniela są po prostu wujkiem i ciocią. Tak ustaliliśmy na początku i tak zostanie do końca. Ich relacja jest magiczna i wiem, że gdybyśmy tylko im na to pozwolili -pewnie zaczęliby mówić tato. Takie jest nasze zdanie, wszystko pewnie zależy od sytuacji rodziny i kontaktów ojca (biologicznego) z dzieckiem.

Jest ciężko. Szczerze i bez owijania w bawełnę – bardzo ciężko. Jeśli chcesz mieć dobry kontakt z dzieckiem i zależy Ci na tej relacji musisz zużyć bardzo dużo energii by się udało. Ale pocieszę Cię, warto! Ta kobieta i to dziecko (bądź dzieci) przekażą Ci tyle miłości i ciepła o których nigdy nawet nie marzyłeś.

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Planowanie i działanie, co robię już teraz a co chcę zmienić w czerwcu?

4 czerwca 2017

Każda osoba która mnie zna, doskonale wie że uwielbiam wszystko planować. Kocham mieć wszystko pod kontrolą i nie lubię sytuacji które wymagają ode mnie nagłej zmiany planów – niszcząc wszystko co wcześniej zapisałam. Odkąd pamiętam miałam przy sobie kalendarz. Był on ze mną w gimnazjum, w liceum.. a podczas studiów stał się moim przyjacielem na wieki. Do dziś mam swój notes w którym jest wszystko, szczerze nie wiem co zrobię gdy on zginie – chyba przepadnę razem z nim, innej opcji nie widzę na chwilę obecną.

Najbardziej o mojej obsesji kalendarzowej wie Daniel. W sumie nic dziwnego bo mieszkamy razem. Najfajniejsze jest jednak to że wcale mnie nie krytykuje za to, że podczas rozmowy j nagle muszę pobiec po mój kalendarz bo coś mi się przypomniało. Nie wścieka się gdy podczas rozmowy telefonicznej ja stoję nad nim z moim notesem i notuje, co-gdzie-o której..  (raz nie zapisałam, bo mi nie powiedział o wizycie u stomatologa 30.05.2017 godz. 10:30, to przypomniało mu się o 10:20 że ta wizyta za moment będzie. Gdybym ja miała to w zeszycie, tydzień wcześniej już by miał przypomnienia). Chłop się szybko uczy, więc w 100% zaakceptował moje zboczenie planowania i zrozumiał że dla niego też jest ono fantastycznym rozwiązaniem.

Swoją drogą..

Zboczę z tematu ale MUSZĘ to napisać! Odnośnie tego, że Daniel mało co pamięta. Bardzo często czegoś szuka, bo u niego rzeczy nie mają stałego miejsca, codziennie znajduje im nowe. Taki typ, nic nie poradzę. Jednego dnia szukał kluczyków do swojego auta, oczywiście na ostatnią chwilę. Marnie szło, więc pożyczyłam mu moje auto – jeden dzień przeżyje. Na drugi dzień, kluczyków nie ma, trzeci, czwarty.. Zaczęła się panika, bo zapasowego klucza nie ma. Pojechaliśmy na zakupy, takie większe tygodniowe,  zapasów była cała masa. Mięsko by się nie zepsuło pakujemy gdzie? oczywiście do zamrażalnika.. a tam co? Kluczyki od jego auta! Ogarnąć nie idzie jak on mógł je tam schować. Paranoja jakaś! Cały Daniel.

Wracając do tematu.

Uwielbiam planować, uwielbiam zapisywać i realizować to, co znajduje się w kalendarzu. Wściekam się, gdy dana czynność nie jest wykonana i każda nieprzewidziana sytuacja mnie irytuje. Dlatego co miesiąc wyznaczam sobie cele, ale nie jakaś większe. Uważam że małymi kroczkami dojdziemy do celu o jakim marzymy, skok na głęboką wodę jest fajny – ale ja lubię mieć grunt pod nogami. Zawsze mam rezerwę bezpieczeństwa i to się nigdy nie zmieni w każdej sferze. Dlaczego o tym piszę? Bo chciałabym Ci pokazać jak takie zapisywanie wszystkiego, planowanie każdego dnia jest fajne. Totalnie ułatwia dzień, mało kiedy masz chwilę słabo zagospodarowaną. Czujesz wieczorem że wykorzystałaś dzień w 100% – co do każdej minuty.

Co tam zapisuje?

Wszystko! Zaczynając od ważnych spraw jakich jak wizyty u lekarzy, spotkania z rodzicami, ważne dni w przedszkolu, co na kiedy trzeba przynieść, kiedy wycieczka. Jakiego dnia dodam post na bloga i jaki będzie jego temat. Zapisuje nawet dzień, kiedy planuję umyć okna w domu, ścierać kurze, jechać na zakupy, odwiedzić dziadków czy pojechać z dziećmi na basen (tak, to też wiem co najmniej tydzień wcześniej). Nigdy nie zapominam o urodzinach, imieninach, ważnych dniach państwowych czy kościelnych. Nie biegam i nie kupuje prezentów na ostatnią chwilę, bo zawsze mam to zaplanowane co najmniej 2 tygodnie przed uroczystością. Mam „dni” na płacenie rachunków, wizytę u kosmetyczki, bieganie po urzędach czy.. wizytę u mechanika (zaplanowaną, nie w wyniku wypadku).

To nie wszystko!

Bardzo popularną rubryczka u mnie w kalendarzu jest tabela „postanowienia”. Zapisuje sobie tam co bym chciała robić regularnie w danym miesiącu. Przykładowo w tym miesiącu jest to : pisanie postów na blogu w wybrane dni tygodnia (poniedziałek, środa, czwartek i niedziela), dodanie codziennie na instagramie zdjęcia lub filmiku, porozmawianie z Wami na Facebooku. Ćwiczenia 5 razy w tygodniu – dla zdrowotności oraz przeczytanie książki – chociaż jednej w miesiącu, dla relaksu duszy bo zdecydowanie za mało czytam (nie licząc oczywiście książek dla dzieci, te czytam codziennie). Jest jeszcze jedna rzecz w tym miesiącu którą chcę wprowadzić do codziennych nawyków. Pielęgnacja ciała! NIGDY nie używałam kremów regularnie. Był moment że posmarowałam się po kąpieli jakimś balsamem, ale raz w miesiącu się nie liczy. Chcę by było to moim codziennym nawykiem, tym bardziej że moja skóra zaczęła pokazywać jak bardzo jest niezadowolona z tego, że o nią nie dbam.

 

A Ty planujesz każdy dzień?
A może masz jakąś rzecz którą tez musisz wprowadzić do codziennych czynności?

 

 

Blog - archiwum Dom - archiwum

Nauka przez zabawę – nasze sposoby. +KONKURS

1 czerwca 2017

Pisałam już nie jeden raz że uwielbiam bawić się z moimi dziećmi w takie zabawy które czegoś uczą. Teoretycznie gdyby się uprzeć to każda zabaw uczy, jednak ja chcę więcej. Przeszukuje Internet wzdłuż i wszerz by trafić na perełki które warto kupić. Gdy już trafisz na coś takiego, jestem pewna że cena nie gra roli bo wiesz że to inwestycja w dziecko. Często cena zwala z nóg, tu jest zupełnie w drugą stronę. Każda pozycja jest wyjątkowa i zdecydowanie na każdą kieszeń.

Trafiły ostatnio w nasze ręce cudowne pomoce naukowe od Kapitana nauki. Jestem zakochana w ich łamigłówkach, memory, książeczkach – dosłownie we wszystkim. Świadectwo tego macie już w jednym z poprzednich wpisów w którym zachwalałam firmę. Wiecie doskonale jak to jest.. jak coś jest warte polecenia, warto to robić.

Kapitan Nauka Angielski dla dzieci. Piosenki

U nas w domu ciągle coś musi grać. Jak nie TV, to radio. Nie dlatego że moje dzieci mają taką potrzebę.. tylko ja. Nie lubię ciszy, nie zniosę całego dnia rozmowy o kanapeczkach, pracach plastycznych, kupce, nocniku i innych około-dzieciowych rzeczach. Ta pozycja jest idealna dla nas. Nie ma ciszy, jest muzyka. Mało tego, muzyka w języku angielskim jak i polskim – bawi i uczy.

Kapitalne łamigłówki (4-5 lat)

Moja Blanka ma 3 latka, kompletnie nie wie o co chodzi. Antko natomiast ma 5,5 i rozwiązał wszystkie bez najmniejszego problemu. Ubaw miał przy tym nieziemski. „Mamo! a czemu ten kot jest koło tych sówek? to takie śmieszne!” serio synu? Co kto woli 😀 ważne że mu się podobało!

Memory na 3 sposoby Zwierzyniec

O tym memory mogliście już u nas przeczytać dokładnie tu : Nasz sposób na nudne wieczory – memory na trzy sposoby. Myślę że nic nowego nie uda mi się dopisać, może poza tym że teraz KAŻDE dziecko z naszej rodziny dostanie takie w prezencie bo jest świetne!

Zagadki obrazkowe Zabawy logiczne 3-5 lat

Fajna pozycja w ofercie Kapitana nauki. Szczerze, z ręką na sercu przyznaję że Blanka (lat – w październiku 3) ogarnia, z niewielkimi trudnościami ale ogarnia. Bawiłyśmy się przy tych zagadkach dziś 30 minut! Pobiłyśmy wszystkie możliwe rekordy, bo naprawdę ona ma jakieś niewykryte ADHD i nie umie tyle wysiedzieć.

Zagadki obrazkowe Angielski 3-5 lat

Cała masa zagadek w języku Angielskim. Jest to tak prostym językiem napisane, że największy laik da sobie radę z przetłumaczeniem zdań/wyrazów. Uwielbiam przemycanie języka angielskiego dzieciom od najmłodszych lat. Szczerze, gdy nasze dzieci dorosną w KAŻDEJ pracy będzie to wymagane, dlatego warto już teraz im pomóc szybko go zrozumieć.

Gra Loteryjka Ubrania 3+

Z takimi maluchami jak Blanka jeszcze nie można za bardzo pograć w jakiekolwiek gry, bo najzwyczajniej w świecie nie potrafią zrozumieć zasad. My wszyscy kochamy tak spędzać wieczór, dlatego Blanka chcąc nie chcąc musiała się dopasowywać do nas, do dziś. Ta gra pozwala nam wszystkim usiąść przy jednym stole i grać bez poprawiania kogokolwiek. Fajna opcja dla dzieci 3+.

Dobra! Kto dotarł do końca? Dla Was mam coś specjalnego. KONKURS!

Zasady są proste!
W komentarzu (tu na blogu, lub na FB pod linkiem do tego wpisu) napisz mi:

Jak można spędzić fajnie czas z dzieckiem jednocześnie ucząc je czegoś?
Napisz też swój adres e-mail bym mogła się z Tobą skontaktować!

Fajnie jak udostępnisz ten post dalej (przypięty na górze strony Pierwsze Kroki na Facebook)
Miło jak polubisz sponsora (LINK)
Oraz organizatora (LINK)

WYNIKI  :

Kapitan Nauka Angielski dla dzieci. Piosenki   Iwona Glab
Kapitalne łamigłówki (4-5 lat)    Sabinka i Michalinka
Memory na 3 sposoby Zwierzyniec    Gosia Juzenas

Odezwijcie się na email : [email protected] (adres + numer telefonu)

GRATULUJEMY i dziękujemy Wszystkim za zabawę <3

Blog - archiwum Podróże - archiwum

III Wrocławskie spotkanie blogerek

29 maja 2017

Sobota, 20 maj. Bardzo nie chciało mi się tam jechać, bo pogoda wyjątkowo nie rozpieszczała. Bałam się że Daniel z dziećmi chodząc po Wrocławskim rynku zmoknie. Zanudzą się i reszta dnia będzie beznadziejna. Na szczęście nie odwołałam swojej obecności bo poznałam cudowne dziewczyny a piękne zdjęcia z TEGO wpisu były wykonywane właśnie podczas tej wizyty. Podobno tak jest, że wycieczki na które bardzo nie chce Ci się jechać są tymi najfajniejszymi.

Całe to zamieszanie, spowodowane było dwiema pięknymi kobietami! OdNova oraz Zabiegana Mama

Spotkałyśmy się w restauracji Novocaina, która jest dosłownie PRZE-piękna! Wystrój, jedzenie, personel. Nie było ani jednego punktu do którego mogłabym się doczepić. Niestety na deser się nie załapałam, bo rodzina czekała. Na pewno tam wrócimy, ale już w czwórkę!

Odbyły się 3 prelekcje. Na pierwszy ogień poszła Pani dietetyk Joanna Arciszewska – opowiadała nam o tym jak dietą możemy poprawić sobie samopoczucie a nawet zdrowie. Poruszaliśmy tematy boreliozy, alergii a nawet pasożytów. Bardzo ciekawa rozmowa, przez co mam większe obawy o to, że moja córka może mieć jakieś robaczki w sobie.

Atrakcją numer dwa była Agnieszka Kowal która była jednocześnie fotografem wydarzenia i te wszystkie piękne zdjęcia są jej autorstwa. Dowiedziałyśmy się jak robić dobre zdjęcia, jakie powinno być gdy jest dodawana na Fb i wiele innych ciekawych informacji które (mam nadzieję) wykorzystam.

Ostatnia była Elwira ale zabijcie mnie, nie mam pojęcia o czym była prelekcja bo musiałam uciekać do mojej rodziny. Jestem pewna że była ciekawa i mega pouczająca, bo Elwira to super kobieta.

Sponsorzy

Takie spotkanie nie odbędzie się bez nich. Tym razem były to latające upominki – dosłownie!
Dzięki firmie Katalog Marzeń każda z nas otrzymała voucher na Lot samolotem ultralight ! Ja chyba mam w sobie za mało odwagi, dlatego mam świetny prezent dla Daniela na imieniny. Od firmy POKI dostałyśmy fantastyczne kosze piknikowe. Paula Tworzy przygotowała wizytówki a Patatoy mini zestaw piknikowy dla naszych dzieci!

Blog - archiwum Dom - archiwum

Ułatw sobie życie już podczas remontu mieszkania. 5 rzeczy które musisz wiedzieć zanim udasz się na zakupy.

25 maja 2017

Do perfekcyjnej Pani domu jest mi daleko. Zaryzykuje i napisze – bardzo daleko! Sprzątanie to najbardziej znienawidzona czynność jaką muszę wykonywać w domu. Nie ma takiej siły która sprawi, że z uśmiechem zacznę to robić. No way! Już nawet wspólnie z Danielem stwierdziliśmy, że ani ja ani on nie moglibyśmy żyć z pedantem. Po prostu taka osoba po tygodniu kopnęłaby nas w tyłek. Jako nastolatka byłam syfiarą i teraz też nią jestem, chociaż lepiej czuję się w pomieszczeniu w którym jest porządek. Nie umiem sprzątać codziennie więc przychodząc do mnie nie zobaczysz idealnie czystej podłogi. Nie będziesz mogła zrobić testu białej rękawiczki – bo ta rękawiczka już nie będzie mogła być więcej używana. Tak, jest szansa że jej nie dopierzesz. Jak zatem radzę sobie z domowymi porządkami?

 

Uwielbiam gdy w domu jest czysto, ale nie oszukujmy się że z dziećmi się nie da. Moje są na tyle duże że pomagają mi sprzątać ale po godzinie dom wygląda tak, jakby przeszła burza. Nie lubię robić czegoś co nie przynosi dłuższego efektu, a ze sprzątaniem tak właśnie jest. Zabijcie mnie jeszcze za ciemne meble w salonie, bo to okazało się największą porażką nowego mieszkania. Chociaż nie.. ciemno-brązowe panele w korytarzu są jeszcze gorsze. Człowiek uczy się całe życie, dlatego dostaniesz za chwilkę kilka rad od NIE-perfekcyjnej Pani domu jakie błędy popełniliśmy podczas remontu mieszkania. Stosując się do tych rad, nie dość że przy minimalnym wysiłku będziesz miała względnie czysto to jeszcze podziękujesz mi za ten wpis, zobaczysz.

1.Nie kupuj ciemnej podłogi.

Wszystkie ciemne płytki, panele i inne cuda techniki sobie odpuść. To zło najgorsze ze wszystkich! Szczerze, odkurzam podłogę o godzinie 10:00 a o 10:05 już jest na niej jakiś syf. Widać dosłownie WSZYSTKO. Nic przed nią się nie uchroni. Każdy paproch, włos, piasek, kurz.. Nie ma rzeczy na tej świecie która by się ładnie kamuflowała na takiej podłodze. Ja byłam jeszcze większą agentką i kupiłam panele z rowkami między łączeniami. Dziwię się że takie badziewie ktoś sprzedaje w sklepie bo powinno być to zakazane. W tych łączeniach jest wszystko i tylko wykałaczka da radę to wyciągnąć. Powodzenia dla ludzi mających więcej niż 3m2 jak ja. Nie wiem dlaczego nikt takiej głupoty mi z głowy nie wybił gdy wydawałam 100zł/m2 tego „cuda”. To że pierwszy dom, czy mieszkanie kupuje się dla wroga (w moim przypadku remontuje) zgadza się w 100%. Najgorszemu wrogowi takiej podłogi bym nie sprezentowała – nie jestem potworem.

2. Białe meble.

Zaczynam powoli rozumieć dlaczego styl skandynawski jest taki modny. Jakoś specjalnie nie podoba mi się, ale dostrzegam w nim funkcjonalność. Mam w salonie ciemne meble a w sypialni białe. Różnica jest ogromna! Na tych ciemnych, kurz widać na drugi dzień po sprzątaniu. Codziennie musiałabym biegać ze szmatą, nie robię tego więc wygląda to jak wygląda. Na białych jest lepiej, wycieram kurz raz w tygodniu i „jakoś” to wygląda. Jestem pewna że resztę pomieszczeń w domu będziemy utrzymywać w jasnych kolorach. Ciemne meble i ciemne podłogi to wymysł szaleńca. O ciemnych drzwiach nie wspomnę, pięknie tylko wyglądają – gorzej się na nie patrzy gdy są ciągle zakurzone.

3. Panele z niską klasą ścieralności to zło.

Panele na korytarz kosztowały 100zł/m2, natomiast w sypialni mamy takie za 20zł/m2. Dlatego NIKT nie wmówi mi że te panele są takie same. Tylko te z najwyższą klasą ścieralności powinny przykuć Twoją uwagę. Wiem że są sporo droższe, wiem że przy 80m/2 koszt takiego remontu będzie ogromny jednak warto. Warto wydać więcej i po miesiącu nie marzyć o wymianie podłogi. Jak dbać o porządek, starać się by podłoga była piękna i błyszcząca jak takie okropne rysy szpecą cały efekt jaki chciałaś osiągnąć?

4. Zmywarka.

Zapożycz się, kup i żyj spokojnie. DO 18 roku życia nie wiedziałam jakie to cudowne urządzenie. Później zamieszkałam z rodzicami taty moich dzieci i doznała olśnienia. Jak mogłam bez tego żyć? Piękne chwile trwały do zeszłego roku, wynajmując mieszkanie w Poznaniu zmywarka to był Must have mieszkania. Teraz, odkąd jesteśmy na swoim (już prawie rok!) nie mamy jej i umieram. Serio, umieram. Nienawidzę zmywać, a nie mając pomocy mam wrażenie że cały dzień stoję przy zlewie i szoruje te naczynia. Z Danielem kłócę się bardzo rzadko. Teraz możesz sobie sama odpowiedzieć na pytania, o co najczęściej te sprzeczki są. Ano właśnie o zmywanie!

5. Kanapa – pstrokata.

My kupiliśmy naszą na portalu aukcyjnym. Była z drugiej ręki, bo nie chcieliśmy inwestować  w nową przy małych dzieciach. Strzał w 10! Zestaw : narożnik, stół plus 6 krzeseł, pufa, 2x mały stoliczek zapłaciliśmy 1700zł! Kanapa jest tak fantastyczna że nie zamieniłabym jej na żadną inną. Mamy dwójkę dzieci, kanapa jest z nam rok i serio nie wygląda źle! Wiadomo, zamówimy teraz pranie ale chyba raz na jakiś czas, nawet bez szkodników takie coś wypada robić. Uważam że czysta i ładna kanapa to pół sukcesu w salonie. Gdy jeden z głównych punktów jest dobry, reszta wygląda po prostu estetycznie.

 

Dodasz coś do tej listy? Pomóż innym, by nie popełnili tych błędów.

 

 

Blog - archiwum Podróże - archiwum

Ogród Japoński Wrocław – miejsce które musisz odwiedzić!

24 maja 2017

Uwielbiamy odwiedzać nowe miejsca. Najfajniejsze są te które są piękne ale też przekazują wartości czy pozwalają spędzić czas na świeżym powietrzu. Wiem, że są miliony miejsc w których nie byliśmy, jednak powoli odkryjemy każde z nich. Nie ma nic lepszego, od podróżowania z dziećmi i pokazywania im piękna Ziemi. Chcemy by dzieci wspominając dzieciństwo, wiedziały że staraliśmy się pokazać im wszystko co najlepsze. Chcemy zaszczepić w dzieciach ciekawość, zapał do podróżowania i szukania rzeczy ważnych i ważniejszych. Podróże należą do tych w wyższej półki, niosą za sobą same pozytywne wartości.

Fajnie że w Polsce są takie miejsca jak ogród Japoński we Wrocławiu. Nie miałam o nim pojęcia, chociaż w tym mieście byłam już wiele razy. Nie mówi się o nim  wiele, a szkoda bo jest to jedno z tych miejsc które trzeba odwiedzić. Nie widziałam nigdy piękniejszej kompozycji roślinnej. Nie należę do osób które kochają kwiaty. Nie umiem o nie dbać, co nie oznacza że nie lubię na nie patrzeć. Na piękne rzeczy patrzy się przyjemniej i tak właśnie było w tym ogrodzie.

 

By trafić w to miejsce, musieliśmy przejechać 165 km, niby niewiele – ale dwie godziny w jedną stronę robią z naszej wycieczki już sporą wyprawę. I chociaż pogoda nas nie rozpieściła, a mój syn po ogrodzie chodził owinięty kocem (tak, jak ktoś widział dziecko pod kocem to był mój syn) spacer w ogrodzie uważamy za bardzo udany. Co jeszcze może zachęcić do odwiedzenia tego miejsca? Cena. Całe 4 zł osoba dorosła i 2 zł dziecko. Takie maluszki jak Blanka wchodzą za darmo, więc spacer kosztował na 10zł!

 

Dowiedziałam się jeszcze, że śmiało możesz wykonać w tym miejscu swoją sesję ślubną – koszt 100zł. Sami nawet byliśmy świadkami jednej takiej. Klimat nadaje się do tego idealnie – my mamy piękne zdjęcia z tego spaceru, a profesjonalny fotograf na 100% uczyni te zdjęcia magicznymi. Zdecydowanie, gdybyśmy mieszkali bliżej byłaby to moja wymarzona sesja w sukni która zakłada się (teoretycznie) raz w życiu.

   

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Czy sześć lat to dobry wiek na to, by dać dziecku.. Zobacz koniecznie!

17 maja 2017

Doskonale wiesz, że mam dwójkę dzieci. Starszak rocznikowo ma już sześć (!) lat. Sama nie wiem kiedy to zleciało, dla mnie chyba zawsze zostanie małym chłopcem. Pępowina nigdy nie zostanie przerwana, nie ma opcji! Nie mam pojęcia jaka ja byłam w wieku Antola. Wiem, że czasy były inne i prawdopodobnie w tym wieku biegałam już sama pod blokiem z innymi dziećmi a nasze mamy doglądały nas tylko z okiem. Skąd to wiem? Bo widzę moją mamę dziś, za każdym razem gdy moje dzieci idą na ogród (Tak ogród, z każdej strony ogrodzony płotem – nie na osiedle bloków) ja zakładam buty i wychodzę z nimi. A ona mnie wyzywa, że mam ich zostawić bo „co oni sobie tutaj zrobią).

Czasu inne, dzieci inne i myślenie się zmieniło.

Kiedyś sześciolatek nawet nie myślał o tym by iść do domu. To mama krzyczała z okna „KOLACJA!” i wtedy tej osoby nie było 20 minut, ale za chwilkę przybiegła. Gdy chciało Ci się pić, nie było czasu by biec na drugie piętro po butelkę wody. Stałam pod oknem i krzyczałam „MAMOO!” aż mnie nie usłyszała i tej wody nie rzuciła. Mniejsza o to, że szybciej bym była po wodę sama, bo nie raz stałam i krzyczałam tak chyba 15 minut. Do czego zmierzam? Kiedyś dzieci nie chciały wracać do domu, zabawa na dworze to była największa frajda. A jak jest teraz?

Bajka, komputer, tablet.

Potrafią uzależnić. Pewnie doskonale o tym wiesz, gdy co dzień rano sięgasz po telefon i szukasz nowinek ze świata. Ja też tak robię, tylko u mnie po części jest to praca – chociaż nie zmienia to faktu że niektóre sprawy mogą poczekać 40 minut, aż do momentu zjedzenia chociażby śniadania. Ja jestem dość perfekcyjna, muszę wiedzieć że wszystko chodzi jak należy a przez noc wiele mogło się zmienić. Dlaczego więc dzieci mogły by być bardziej odporne na działanie komputerów i tabletów jak my, dorośli mamy z tym problem? Gdy raz im go dasz, spodoba się to uwierz sięgać będą chciały do tego dość często.

Od tego nie uciekniesz.

Nie ma takiej opcji. W XXI wieku nie ma szans na to, byś żyła bez technologii. Czytasz nowości ze świata, robisz przelewy bankowe, pracujesz, szukasz informacji. Jesteśmy pokoleniem uzależnionym od tabletów i komputerów – nasze dzieci też będą. Ale czy muszą już w wieku 6 lat? Mój syn dokładnie w grudniu kończy ten magiczny wiek. Tablet swój własny ma. Dostał go – żeby Cię na skłamać – w okolicy 3 urodzin. Więc teoretycznie był w wieku Blanki teraz. To nie był mój pomysł, kupili go dziadkowie bez konsultacji ze mną. Szybko jednak się okazało że tablet mało go interesuje, za to kotu bardzo się nie spodobał i zrzucił do z szafki. Ekran rozbił się w drobny mak i nie opłacało się naprawiać. Z ratunkiem przyszli drudzy dziadkowie, którzy kupili pół roku później kolejny. Mamy tego naszego 2 letniego staruszka u siebie, który chyba z braku aktywności umiera śmiercią naturalną.

Wszystko z umiarem.

Antko nie odczuwa potrzeby grania na nim. Faktycznie raz w miesiącu zdarzy nam się go włączyć i wtedy nie ma dziecka godzinę, dwie.. czy to akceptuję? Nie. Ale jestem zdania że godzina, dwie w ciągu całego miesiąca to bardzo mało jak na dziecko w tym wieku. Znam dwu, trzy, cztero – latki bardziej obeznane w obsłudze komputera ode mnie. Nie krytykuje rodziców, ale uważam że dzieci nie powinny przesadzać z technologią i skupić się na zabawie na dworze i rówieśnikami. Nie warto pchać dzieci do tego świata za szybko. Mało tego! Dzieci w pierwszej klasie szkoły podstawowej mają już zajęcia komputerowe, którym jestem bardzo przeciwna. Na studiach brałam udział w takich zajęciach i uwierz, nie ma w nich nic czego nie mogliby robić od 4 klasy szkoły podstawowej. Gra w gry, w wordzie uczą się pisać swoje imię i nazwisko, oglądają filmiki. Serio 6/7-latek musi?

 

Wszystko jest dla ludzi, ale.. MĄDRYCH ludzi.
A jakie jest Twoje zdanie?

Blog - archiwum Podróże - archiwum

Blogodamy napadły na Kórnik! Zobacz koniecznie co tam się działo!

12 maja 2017

Doskonale wiem, ile pracy kosztuje organizacja wydarzenia blogowego. Myślicie sobie pewnie że każdy daje nam wszystko za darmo, nie oczekując niczego w zamian. Mało tego! Sypią propozycjami sami z siebie. Tak to może wyglądać z drugiej strony – ale tak nie jest. By dopiąć wszystko na ostatni guzik trzeba poświęcić wiele. Zaczynając od życia rodzinnego kończąc na śnie. To poświęcenie całej masy czasu by spędzić czas z kilkoma kobietami.

Dlaczego więc to robimy?

Jak jesteś matką znasz już odpowiedź. Po części dlatego że czasem fajnie wyrwać się z domu bez dzieci. Kolejny powód – dziewczyny! Znamy je „tylko” z wirtualnego świata, jednak za ekranem komputera kryją się naprawdę fajne dziewczyny. Nie są normalne, bo normalni ludzie nie istnieją – ale są fajne. Każda inna, każda wyjątkowa, piękna i piekielnie inteligentna. Są cudowne i widać w oczach każdej z nich radość z takiego spotkania. To właśnie dla tej radości i wdzięczności pewnie Magda i Agnieszka postanowiły zorganizować Blogodamy. Które swoją drogą wypadło im fantastycznie!

Jakie atrakcje w restauracji Ventus  na nas czekały?

Po pierwsze sama restauracja, którą spokojnie można polecić rodzinom z dziećmi. Chociaż sama byłam bez nich, bo ospa zagościła u nas na całego to wiem że dziewczyny były bardzo zadowolone z takiej opcji. Jedzonko pyszne, wystrój genialny. Cóż więcej chcieć? Ano, może jeszcze to że często nie tam spotkasz bo to obok mojego przyszłego teścia 🙂

Adam Pioch – specjalista w storytellingu. Cóż mogę powiedzieć, facet zna się na rzeczy bo we wszystko mu uwierzyłam, jestem pewna że nie tylko ja bo widziałam miny dziewczyn podczas jego prelekcji. Adam czaruje! Pokazał nam jak pisać post, by zaciekawić czytelników – zobaczymy czy mu się udało. W każdym razie ja do dziś myślę o tym kto lizał małą dziewczynkę po ręce – Wy też dziewczyny?

Warsztaty – mistrzostwo świata!

Ile wylanych łez ze śmiechu było podczas tych warsztatów wiedzą tylko Ci co tam byli. Każda z nas dostała koszyczek pięknych kwiatów, drut, wstążkę i taśmę. Dawno nie tworzyłam nic co tak bardzo by mi nie wychodziło, ale udało się! Kolejne nowe doświadczenie za mną. Atrakcją była także sesja zdjęciowa, właśnie w tych wiankach w Arboretum Kórnickim. Przepiękne miejsce nie tylko dla rodzin z dziećmi, idealne na każdego rodzaju sesje zdjęciowe, pierwsze randki. Niesamowity klimat! Ale NIGDY nie jedź tam w wianku na głowie wraz z 20 innymi kobietami także z wiankami. Takiej sensacji chyba nikt tam dawno nie wzbudził. Dziewice napadły na park w Kórniku! 

 

Gdy wróciłyśmy czekał na nas przepyszny tort od firmy Bezcukiernia. Zdrowy, delikatny i idealnie słodki.

 

Organizatorki wydarzenia:

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki
Instrukcję Poproszę

Uczestniczki wydarzenia:

1. Nasze Bąbelkowo
2. Nianio born to be wild
3. budujacamama.pl
4. TosiMama i książki
5. Nie tylko różowo
6.
 Po pierwsze Matka po drugie też Kobieta
7. Birginsen
8. Mamatorka
9. alinadobrawa.pl
10. Mama Bloguje
11. Agumama
12. rodzicielnik.pl
13. Pielęgnacyjna Rewolucja
14. Mała-rzecz-a-cieszy
15. Z filiżanką kawy
16. Mama kreatywna
17. Mama i Syn Zgrany Team
18. Pierwsze Kroki

Sponsorzy wydarzenia:

A-Derma Adam Pioch Adam Szulc Barber Agnieszka (Kosińska) Marciniak Photography Alexander BezCukiernia Bobbiny CarryLove Chias Chocolissimo Cocobolo hand made Czajnikowy.com.pl czytam.pl Dekoria Ducray e-plecaki EciPeci Ekozuzu equilibra Eveline Farmona Fuerza jewellery Futurum Garneczki.pl Gmina Kórnik Greatflowers HELPA Klocki Blocki Ideau Influencer Jaka Mama Kobiece Porady Kośmiccy Pstrykają Kórniczanin Lenylamb marion BeYou męska wyspa Miravena Mysi ogonek oillan Olynk Pan Dragon Piatnik Pieluszki Pupus Pytaki SOWHATEVER Trefl Restauracja Ventus Wydawncictwo wilga Wydawnictwo Abino Wydawnictwo BIS Wydawnictwo Epideixis Wydawnictwo IUVI Wydawnictwo Martel Wydawnictwo Media Rodzina Wydawnictwo Olesiejuk Wydawnictwo Papilon (Publicat) Wydawnictwo Skrzat Wydawnictwo Zakamarki Zdrowy bidon Ze słownikiem

 

 

 

 

Blog - archiwum

Wyjątkowy prezent dla Twojej mamy! + NIESPODZIANKA DLA CIEBIE!

9 maja 2017

Mam ogromne szczęście że mam mamę obok siebie. Bywało różnie między nami, jednak większych sprzeczek nie miałam z nią nigdy. To ona zawsze stawała w mojej obronie przed tatą, ona też dowiedziała się pierwsza o ciąży Antka i pomogła mi w rozmowie z nim. Mieszkamy bardzo blisko siebie, wystarczy przejść dwie ulice. Widzimy się prawie codziennie, bo dzieci ją uwielbiają – z wzajemnością. Gdy tam jesteśmy widać że ma nas dość, ale gdy nie zadzwonię chociaż jeden dzień już mam telefon „a Ty co się nie odzywasz wcale?” to zdanie zazwyczaj kończy się kawą.

To mama pomagała mi gdy zaszłam w ciąże. Stawała na głowie by załatwić mi nauczanie indywidualne, co było nie lada wyczynem z jej strony. Przyjechała też do szpitala, gdy urodził się Antoś łamiąc znów swoje bariery podróży autem do większych miast. Mam cudownych obu rodziców, chociaż z tatą nie do końca potrafię się dogadać. Podobno winny jest mój i jego charakter – są podobne. Jak jeden się na coś uprze to drugi nie ma szans, dwie alfy w jednym pomieszczeniu nie wróżą nic dobrego. Dlatego ZAWSZE mama łagodziła spory, nawet wtedy gdy wyprowadziłam się sama z Antkiem i brzuchem do Poznania.

Moja mama jest najlepszą babcią!

O tak. Szczególnie dla Antka dziadkowie mogliby się nie pojawiać na kawie. To babcia jest bohaterką która robi kakao na zawołanie, nawet podczas świątecznego bałaganu w kuchni znajdzie ostatnie dwa kubki czyste by zrobić to co wnusie chcą. Gdy tylko potrzebuję opieki do dzieci ona chętnie się zgadza. Potrzebujemy pomocy finansowej, to mama nakręca tatę do tego by nam pożyczył.

Teraz ja jestem mamą i doceniam to jeszcze bardziej!

Codziennie, gdy moje dzieci pokazują mi skutecznie że macierzyństwo to nie tylko kolorowe tęcze a bardzo ciężka praca kocham moją mamę bardziej. Cieszę się że miałam codziennie ciepły obiad, czyste ubrania i wygodne łóżko. Wiem, że oni od swoich rodziców nie mieli aż takiej pomocy jaką ja mam teraz od nich – dlatego doceniam podwójnie. Jest wielka! Jest wspaniałą kobietą, która ogarnęła dwójkę dzieci tak naprawdę w pojedynkę – bo tata wracał tylko na weekendy do domu. Nie znam bardziej bezinteresownej, potrafiącej odnaleźć się w każdej sytuacji, ciepłej osoby.

Moja mama jest wyjątkowa, jedyna i najlepsza!

W codziennym rozgardiaszu nie zawsze przypomni się nam o tym by pokazać mamie że jest dla nas najważniejsza. Na szczęście raz w roku jest taki specjalny dzień, dzień w którym nosimy nasze mamy na rękach i dajemy wszystko co najlepsze! Zabieramy do restauracji, do spa, jedziemy na weekend nad morze czy dajemy upominki! Najlepsze są takie prosto z serca, stworzone samodzielnie. Na szczęście są teraz firmy które nam w tym pomogą. Jako kompletny amator w sprawach graficznych miałabym problem by stworzyć coś fajnego, znalazłam rozwiązanie idealne dla takich osób jak ja! Printu – znasz pewnie? Są najlepsi w swojej dziedzinie, to co dzięki nim i ich cudownym szablonom  udało się stworzyć dla naszych mam przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Sami zobaczcie..

Mam coś dla Ciebie!
Wchodząc w TEN LINK dostaniesz az 47% zniżki na FOTOKSIĄZKĘ dla Twojej mamy. Pokaż jej w tym dniu jak ważna jest dla Ciebie.

Blog - archiwum

Wywiad z super mamą! – Alina – mama, żona, szefowa i pani domu w jednym!

8 maja 2017

Dziś chciałabym przedstawić Wam pewną osobę. Alina to pracująca mama dwójki dzieci która zdecydowała się otworzyć swoją własną firmę. Wiele z nas nie wie co dalej, co robić na urlopie macierzyńskim gdy maluszek jeszcze bardzo dużo śpi, gdy mamy chęci i bardzo dużą motywację do tego by zmienić coś w swoim życiu. Ja, gdy urodziłam Blaneczkę, marzyłam o pracy w domu i właśnie jestem na bardzo dobrej drodze by od września, gdy ona pójdzie do przedszkola utrzymywać się tylko z tego co sprawia mi przyjemność. Posłuchaj jak było u Aliny!

Alina o sobie mówi tak:

„Mam 38 lat, z wykształcenia jestem socjologiem lecz w zawodzie nie pracowałam. Przed poznaniem męża pracowałam jako opiekunka do dzieci, później jak byłam w ciąży to już zajęłam się domem. W czasie małżeństwa skończyłam studia i zrobiłam prawo jazdy- dzięki mężowi w którym mam ogromne poparcie i bez którego nie osiągnęłabym tego co mam w tej chwili.Firma funkcjonuje od sierpnia 2016r. Od samego początku miał być to biznes więc oczywiste było założenie działalności i zorganizowanie wszystkiego co firma musi mieć : logo,pieczątki, wizytówki,metki,kartoniki firmowe itp.W tej chwili mamy dwie dziewczynki 7 i 5 lat i dwa koty:)”

1. Alino, skąd pomysł na taką firmę?

Pomysł na firmę rodził się w bólach i męczarni. Byłam już kilka lat w domu z dziećmi i potrzebowałam czegoś dla siebie. Mogliśmy pozwolić sobie na to żeby tylko mąż pracował i to było wielkie ułatwienie bo moje zajęcie mogło być na początku jako hobby, oderwanie od domowych spraw.
W ostateczności skończyło się na pomyśle aby szyć dla najmłodszych . Wcześniej szyłam jako nastolatka, więc wiedziałam coś nie coś. Po podjęciu decyzji że to będzie szycie poszłam na kurs ,żeby sobie wszystko przypomnieć i usystematyzować.

2. Jest dość spora konkurencja, masz jakieś sposoby i rady by się
„wybić”?

Z konkurencją jest tak że w praktyczniej każdej branży jest i z tym trzeba się liczyć. Najważniejsze żeby wiedzieć co się chce robić, ufać swojej intuicji i nie starać się zadowolić każdego:) Nowe tkaniny wybieramy zawsze razem z mężem , on też zajmuje się zdjęciami i sprawami informatycznymi- stroną itp.

3. Ile czasu dziennie potrzebujesz dziennie do pracy?

Pracując w domu trudno obliczyć – przynajmniej mi 🙂 ile czasu poświęcam na pracę. Przeważnie jest to kilka godzin między zaprowadzeniem dzieci do przedszkola a zrobieniem obiadu:) Zawsze z mężem byliśmy zgodni , że jak długo finanse na to pozwolą to będę w pierwszej kolejności zajmować się domem i dziećmi. Taki układ nam odpowiada i tego staram się trzymać. Oczywiście czasem jest bardzo dużo zamówień i wtedy mąż musi przejąć rolę kury domowej , ale on to lubi więc doskonale się uzupełniamy.

4. Masz pomoc kogoś w domu? Czy ogarniasz to wszystko z dziećmi
biegającymi pod nogami?

Jestem prawie perfekcyjną panią domu. Prawie ponieważ odkąd zaczęłam szyć strzępki materiału fruwają po całym domu. Dziewczyny są zachwycone ponieważ ich lalki mają już po kilka kompletów pościeli:) Lubie zajmować się domem i dziećmi więc dla mnie to przyjemność . Szycie jest czymś co sprawia że się wyłączam i resetuję więc taki układ pracy w domu dla naszej rodziny jest idealny.

5. Szczerze Alina! Czy dałabyś radę z tej firmy utrzymać siebie i
dzieci? Jak myślisz po jakim czasie można śmiało stwierdzić że to będzie
jedyne źródło dochodu Twojego.

Nie:) Ale też nie było takiego założenia na początku – żeby to było główne źródło dochodu. Dużo trzeba zainwestować na początek: maszyna do szycia, tkaniny i różne dodatki niezbędne do szyci, metki firmowe, zawieszki ze składem które trzeba dołączyć do sprzedanej pościeli i mnóstwo innych rzeczy. Gdyby nie mąż i jego zaangażowanie i wiara we mnie to nic by nie powstało. Miał stawiać garaż a wybrał żonę:) Przez pierwsze pół roku koszty przewyższały przychód. Dopiero od kilku miesięcy wychodzę na plus. Mąż się śmieje ,że się cieszy że nie musi dokładać a reszta go nie interesuje. Nadal jednak są to kwoty bardziej na waciki niż na czynsz za mieszkanie:)

6. Ja jestem totalnym amatorem-beztalenciem w takich sprawach. Powiedz
mi, gdzie się tego nauczyłaś? Mama, babcia, jakieś kursy? A może jesteś
samoukiem?

Moja mama szyła dla nas jak byłyśmy małe. Pamiętam, że maszyna stała w domu cały czas nie chowana bo mam ciągle coś szyła po pracy, z czasem ja zaczęłam szyć najpierw dla lalek później już w szkole podstawowej dla siebie. Spódnice na gumie nosiłam z dumą i wszystkim się chwaliłam że to ja uszyłam:) Jak powstał pomysł z firmą to poszłam na kurs aby nauczyć się czegoś więcej. W tej chwili oprócz wyprawki dla najmłodszych szyję także proste bluzy czy spodnie dla swoich córek. To pochłania cały mój zarobek bo dziewczyny siedzą przed komputerem i wybierają tkaniny a ja zamawiam i szyję.

7. Czy ta praca jest dla wszystkich? Czy jakieś specjalne cechy powinna
mieć osoba która zakłada taki biznes?

Miałam niebywałe szczęście, że mogłam sobie wybrać pracę. Zgodnie z tym co lubię, co mnie relaksuję i sprawia przyjemność. Jeśli są dni bez maszyny to naprawdę mi tego brakuje, staram się choć na chwilkę usiąść i coś uszyć. Szyję nie tylko na firmę- uwielbiam dekorować dom i pokoje dziewczynek a teraz mam jeszcze szersze pole do popisu.


 

Nasz Instagram