Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum

Inspiracje domowe – pomysły aranżacji wnętrza!

16 października 2020

Koncepcji mamy całą masę – niby wiemy, co chcemy ale każdego dnia coś dochodzi a coś odchodzi. Początkowo chcieliśmy dom około 120 m2, a teraz? Nie jesteśmy pewni czy na takim metrażu się pomieścimy z pomieszczeniami, które tam mają być.

Aneks kuchenny z wyspą. Spory salon. Spiżarka – bo na zakupy jeździmy raz w tygodniu i jest tego naprawdę dużo, pralnia – przy 6 osobowej rodzinie, jeden kosz na pranie to za mało a nie chcę zagracać łazienki no i… sypialnia rodziców połączona z moim biurem do pracy. Kotłownia, 4 sypialnie dzieci… fajnie, jakby był pokój dla gości bo będziemy mieszkać trochę na odludziu i nocleg u nas będzie wskazany dla wielu osób. Wiadomo, że można spać w salonie – i pewnie tak to się skończy. Poza tym, dwie łazienki – jedna na dole z prysznicem, druga do góry. Przy tak licznej rodzinie, dwie łazienki to MUST HAVE – serio, teraz z jedną jest nam ciężko.

Pewnie milion razy zmienimy koncepcję. Póki co, pójdziemy w tym kierunku. A nam i Wam zostawiam to jako źródło inspiracji. Chcieliśmy coś małego, ale… nasze potrzeby są zbyt duże – wiec powstanie średni dom – na moje nieszczęście bo… kto to będzie sprzątał?

Blog - archiwum

Tu będzie nasz dom!

15 października 2020

Napisałam ten tekst wcześniej. Teraz, jesteśmy w drodze na rodzinną kolację w Poznaniu a ja tylko klikam przycisk – opublikuj. W międzyczasie dodałam tylko zdjęcia – by było więcej emocji. Bo pisząc, nie czułam tego tak jak czuje teraz.

Jesteśmy w trakcie sprzedaży pierwszej działki budowlanej, którą kupiliśmy chwilę przed ślubem. Początkowo plan był inny, jednak po przeanalizowaniu wszystko „za” i „przeciw” uznaliśmy… że zostajemy w miejscu w którym teraz jesteśmy. Kupiliśmy działkę dokładnie 4,2 km (jadąc ulicą) i 3,5 km (rowerem/pieszo) od naszego mieszkania, w którym teraz jesteśmy. Głownie dla dzieci, bo tu mają przyjaciół. Gdybyśmy mieli patrzeć na siebie, kto wie czy ograniczałyby nas granice wielkopolski.

Będzie mały, słodki domek!

Nie duży, bo myślimy przyszłościowo. Nie zupełnie mały, bo jednak musi pomieścić całą naszą szóstkę i… psa. Ma być taki nasz, taki idealny. Wiosna będzie u nas mocno aktywna. Na świecie będzie już Zojeczka, a także rozpocznie się kolejny etap w naszym życiu – budowa domu. Tym bardziej skomplikowana – bo bez kredytu! Trzymajcie za nas mocno kciuki. Bo my poza chęciami, póki co… nie mamy nic. Ale, kto chce – ten może. Prawda?

20 października to dzień – który co roku przynosi nam coś nowego. Ślub, chrzest Macieja, kupno działki… ciekawe co będzie za rok?

To nasze miejsce na ziemi!

Blog - archiwum

Nasza druga rocznica ślubu! Jak to jest, być żoną?

15 października 2020

We wtorek, dokładnie 20 października 2020 roku – obchodzić będziemy z mężem, drugą rocznice ślubu. Celowo tego dnia nie publikuje tych treści, tylko dziś . Dlaczego?

Tego dnia, będę miała Wam do przekazania jeszcze inną wiadomość. Równie ważną dla nas. Taką, na którą czekaliśmy bardzo długo i dokładnie w dzień naszej rocznicy się spełni. To wyjątkowe, a ja wierzę w takie zbiegi okoliczności.

Także we wtorek, jedziemy z dziećmi odwiedzić miejsce, które jest wyjątkowe. Klimatyczne, smaczne i odpowiednie do tej okazji. Zamówiliśmy stolik w restauracji, by razem świętować – a będzie co. Podwójna okazja wymaga szczególnej oprawy. Wierzmy, że jest nam to po prostu pisane.

Jak to jest być żoną?

Nie wiem, jak to jest być żoną zwykłego męża. Bo mój jest wyjątkowy. Chociaż nie mieliśmy łatwego i tradycyjnego startu… wiele osób nie wróżyło nic dobrego nam. Z każdej strony słyszeliśmy, jak wieli błąd popełniamy. A my? Przez to wszystko jeszcze bardziej się do siebie zbliżaliśmy. Były rozstania, były powroty. Były kłótnie, spięcia, ciche dni. To było.

Teraz? Nie ma się do czego doczepić. Na koncie mamy trójkę dzieci. Czwórkę, licząc małą Zojeczke w moim brzuchu. Każdego dnia pracujemy, by zapewnić sobie i im wszystko co najlepsze. Wychodzi nam to całkiem nieźle, bo na wiosnę planujemy ruszyć kolejny wielki projekt marzeń. Nie zwalniamy, dopingujemy się nawzajem i wspieramy. Dotarliśmy się już, znamy swoje słabości i swoje mocne strony. Wiemy co nas wkurza a co bawi. Już nie ma miejsca na kłótnie i nieporozumienia… udaje nam się tak po prostu, spokojnie żyć.

Doceniam ten spokój!

Przez wiele lat go nie miałam. Płakałam więcej, niż się uśmiechałam. Chodziłam zła i nieszczęśliwa. Teraz doceniam ten spokój i miłość. Mam kochającego męża.

Blog - archiwum

Chlebek bananowy – szybki i pyszny przepis!

14 października 2020

Banany – owoc jaki jest, każdy widzi. Moje dzieci udają, ze go nie ma jak zaczynają pojawiać się na nim brązowe plamki. A przecież on jest wtedy najlepszy! Do zjedzenia nic ich nie zmusi, a mnie mdli od nadmiaru – co wtedy robię?

Chyba jak wszyscy – chlebek bananowy. Próbowaliśmy już ciasta z fasoli, dyni, cukinii. Dodawaliśmy miliony innych owoców i warzyw, ale to bananowe jest jedynym, które zjedzą w formie takiego chlebka. A jest banalnie łatwe do zrobienia. Jak bardzo? Tak, że Antoni, jest w stanie sam od początku do końca je wykonać. Ja tylko wrzucam do piekarnika, a po chwili wyciągam.

Co będzie nam potrzebne?

  • 3/4 dojrzałe banany

  • 75 g masła, roztopionego

  • 1/2 szklanki cukru

  • 1 jajko

  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii

  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej/bądź proszku do pieczenia

  • szczypta soli

  • 1,5 szklanki mąki pszennej

Banany rozgniatamy widelcem. Resztę składników wrzucamy do miski i mieszamy. Przekładamy do keksówki i pieczemy przez około 50 w piekarniku nagrzanym do 170°C, lub krócej, do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, przestudzić w formie.

 

Blog - archiwum Porady Testujemy

Pranie, jak je robić? Moje sprawdzone sposoby!

12 października 2020

Jesteśmy rodziną wielodzietną. Każdego dnia odkrywamy uroki tej pięknej, a zarazem wyczerpującej drogi, jaką wybraliśmy. Każde dziecko daje nam wiele radości, ale poza tymi miłymi chwilami są te, o których nie każdy wspomina.

Przykładów jest wiele. Duża rodzina to… więcej chorób, więcej zakupów, więcej pomocy chociażby przy odrabianiu lekcji. Każdy kolejny członek rodziny to także potrzeba większej przestrzeni lokalowej, większych sprzętów w domu jak lodówka i… więcej prania.

Pomyśl sobie, jak to jest u nas na co dzień!

Jak często robisz pranie? Raz w tygodniu? Dwa, trzy a może cztery razy? Dla mnie, wcześniej wstawianie pralki 3-4 razy w tygodniu było sporym zabieraczem czasu. Mieliśmy dwójkę dzieci a ilości ciuszków w łazience były gigantyczne. Tak wtedy myślałam!

Postrzeganie słowa „gigantyczne” zmieniło się wraz z pojawieniem się Macieja. A gdy na świecie będzie już Zojeczka to całkowicie przestanę narzekać na to, co było kiedyś. Już teraz, podczas kompletowania wyprawki ilość prania wzrosła do takiej ilości, jakiej większość ludzi nie ogarnie. Co mi więc pozostało? Zaskoczę Cię!

Polubiłam to!

O dziwo… ale naprawdę polubiłam pranie. Narzekam na ilość, ale prawda jest taka że robię to z przyjemnością. Nadal nienawidzę prasować, składać prania i odnosić go do szafki ale samą czynność wrzucania prania do pralki, wyciągania go i przekładania do suszarki – uwielbiam. Latem, gdy świeci słoneczko, całkowicie rezygnuję z suszarki i powieszam wszystko na balkonie. Okresy deszczowe i zimowe – wspomagam się sprzętem. Przy takiej ilości ciuszków, jedno nie wyschnie a kolejne dwie pralki już czekają na wstawienie. Przechodzę więc płynnie do kolejnego punktu!

Zaczęłam szukać ułatwień!

Takim ułatwieniem jest chociażby suszarka. Nie cały rok, nie jestem typem osoby która wstawia suszarkę, jeśli na dworze świeci piękne słoneczko. To byłby grzech! Korzystam z niej tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba.

Zaczęłam prać raz w tygodniu. Nie biegam i nie wstawiam 2 pralek dziennie, zostawiam wszystko na piątek i wtedy do łazienki nie można wejść. Dzielę wszystko na kupki, segreguje i wstawiam zgodnie z założeniami producentów. Myślałam kiedyś, ze ten sposób jest strasznie czasochłonny. Podliczając jednak ilość czasu jaką poświęcam na to w piątek, a jaką musiałabym poświęcić każdego dnia – wychodzę korzystniej. Serio.

Raz w tygodniu piorę, suszę i składam. Cały tydzień mam wolny!

Postawiłam na chemię!

Jako mama trójki, a za moment czwórki dzieci… dbam o to co nosimy i w czym te ciuszki pierzemy. Odkąd byłam w ciąży z Maćkiem, zaczęliśmy prać nasze ubrania w płynie dla dzieci. Dlaczego? Bo nie widziałam sensu prać jego ubrań w proszku przystosowanym dla dzieci jeśli nasze ubrania byłby pranie w zwykłym. Przecież był na naszych rękach większość dnia! Fakt, że dziecięce wstawiam osobo a dorosłe w innym cyklu – jest oczywisty. Używamy tego samego proszku i płynu, ale pierzemy osobno.

Teraz robimy tak samo jak przy Maćku!

Nie zrezygnowaliśmy z proszków dla dzieci, bo lada chwila na świecie pojawi się kolejny maluszek. Jej skóra będzie delikatna, mięciutka i potrzebująca odpowiedniej pielęgnacji. Mam wrażenie, że to co robimy jest niewielkim wysiłkiem, który w perspektywie daje wiele korzyści. Co jeszcze nam to daje? Oszczędność czasu… dlaczego? Piorę wszystko w jednym proszku, nie mamy na półce stosu chemii podzielonej na:

Proszek dorosły – do koloru
Proszek dorosły – do bieli
Płyn dorosły – do koloru
płyn dorosły – do bieli

Proszek dla dziecka – do koloru
Proszek dla dziecka do beli
Płyn dla dzieci – do koloru
Płyn dla dzieci – do bieli

Sporo tego co? Wiesz jak aktualnie wygląda nasza półka z produktami do prania?

Płyn do prania do koloru i bieli.
Proszek do prania do koloru i bieli.

To wszystko! Można? Można. Wiadomo, że kiedyś wrócimy do tego co była. Teraz, nie wyobrażam sobie działać inaczej. Dla swojej wygody i dla dobra dziecięcej skóry.

Mam też swoje sposoby na odplamianie!

O to pytacie mnie najczęściej. Za każdym razem, gdy pokazuje Maciusia na naszym Instagramie, zwłaszcza takiego mocno pobrudzonego od jedzenia – zalewacie mnie pytaniami. Jak Ty to odplamiasz? Powiem Ci szczerze, że wcześniej nie robiłam z tym nic. Jeśli się nie doprało – trafiało do kosza. Jednak… dostałam złotą radę, z której korzystam od miesiąca i od tego momentu nie wyrzuciłam ani jednej bluzeczki czy spodenek do śmietnika. Co to? Płyn do naczyń! Nie żadne odplamiacze, magiczne środki, płyny – żele – mydełka! Plamę zalewam płynem do naczyń i tak wrzucam do pralki. Piorę nawet tygodniowe, zaschnięte plamy które schodzą całkowicie z ubranek młodego. Musiałam sprzedać Ci ten patent, bo dla mnie jest odkryciem roku!

A Ty, masz jakieś sposoby na pranie?
Sprzedaj mi swoje patenty!

 

Blog - archiwum Kuchnia

Szybkie i pyszne muffinki waniliowo-czekoladowe!

11 października 2020

Nadszedł dzień, gdy w naszym domu zabrakło słodyczy. My nie ograniczamy, nie zabraniamy dzieciom i pozwalamy na to, by korzystali do woli. Mam wrażenie, że dzięki temu zachowujemy zdrowy rozsądek. Nie jest to zakazany owoc – a jak wiadomo, ten smakuje najlepiej. Wracając do tematu… nie było ani jednego ciasteczka, ani jednego cukiereczka – NIC! 

Dzieci jak dzieci, może nawet by nie zauważyły, ale ja miałam tak silną potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego – że przepadłam. Musiałam zrobić coś z niczego i mi się udało. Powstały one – miękkie, słodkie i w ekspresowym tempie. Muffinki waniliowo-czekoladowe.

Potrzebujemy:

2 szklanki mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1,5 szklanki cukru
2 łyżeczki cukru waniliowego lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1 jajko
0,5 szklanki oleju
1 szklanka mleka
2 łyżeczki kakao

W jednej misce mieszamy składniki mokre, a w drugiej suche (poza kakao). Następnie łączymy i dokładnie mieszamy. Dzielimy ciasto na dwie części i do jednej dodajemy kakao. Nakładamy do połowy wysokości kokilek ciasto i wrzucamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 20-25 minut. Sprawdzamy patyczkiem czy są upieczone.

Smacznego!

Blog - archiwum

Plany i marzenia zawodowe na 2021 rok.

8 października 2020

Zawsze tworzę takie podsumowania i plany na koniec roku. Ten, jednak będzie dla nas zbyt intensywny i wiem, że nie dam rady. Życie też zweryfikuje wiele planów i postanowień jednak… W tym roku, pomimo małego Maćka obok siebie, starszaków w domu – na nauczaniu zdalnym i jeszcze w ciąży… zrobiłam tak dużo. Wiem, że kolejny rok także będzie owocny.

Tym bardziej, że nie mam zamiaru zwalniać na długo po porodzie. Nie lubię się nudzić, nie lubię uczucia niewykorzystanego dnia. Uciekam z sieci tylko na dwa tygodnie, co dla wielu osób (a zwłaszcza mam) jest nie do pomyślenia. Lubię to co robię – a mój zawód wymaga ode mnie tego, bym była ze wszystkim na bieżąco. Dlatego podjęłam taka decyzję, a mój mąż ją uszanował obiecując pomoc.

Nie będzie nudy, będzie ciężko. Jednak działam tak, że im więcej mam do zrobienia, tym więcej motywacji się znajdzie. Gdybym „siedziała” w domu z Maciusiem – pewnie zalegałabym na kanapie i spacerowała bez celu po mieście. Teraz czuję, że poza dziećmi i domem jestem potrzebna jeszcze gdzieś. Lubię to.

Jednak nie o tym jest ten wpis. Ten tekst jest podsumowaniem tego, co chciałabym osiągnąć w całym 2021 roku. Podzieliłam sobie to już w czasie, wiele produktów już jest gotowych wirtualnie, jednak czeka tylko na zielone światełko by ruszyć z produkcją. Inne, zleciłam komuś a jeden projekt oddałam firmie, która podzieli się ze mną zyskiem. Już Ci mówię, co mnie czeka w nowym roku. Poza… budową domu, czwórką dzieci i wszystkim co powiązane z pracą na etacie i posiadaniem rodziny!

1. Stworzyć miejsce, które umożliwi podjęcie współpracy.

Taki portal, w którym Ty będziesz mogła podjąć współpracę z firmą i poznać ich produkty. W zamian za to, że pokażesz je na swoich kanałach komunikacji i wśród rodziny. Wiem, że takie istnieją już – ale mam tajny plan jak to inaczej trochę inaczej rozwiązać. Przerobiłam już chyba wszystkie i ani jeden nie spełnia moich oczekiwań w 100%. Ten będzie inny, bo mój – wiadomo. Mam wrażenie, że jako firma a także jako osoba z drugiej strony (bloger) wiem, czego oczekuje każda ze stron.

2. Książka, dzieci dla dzieci – powrót do tematu!

To zaczynałam robić w tym roku, dostałam materiały ale brak czasu spowodował zatrzymanie się projektu. Jest to jednak na tyle dla mnie ważnie, że po prostu muszę doprowadzić go do końca. Bajeczki, które dzieci stworzyły i niekiedy nawet narysowały obrazki do treści… mają pomóc innym dzieciom. Część zysku zostanie przekazana dzieciom, które potrzebują pomocy – a część… pokryje koszty wysyłki, druku i dystrybucji ich do oddziałów szpitalnych. By umilić innym dzieciom pobyt!

3. Planner dzienny i tygodniowy a także ucznia!

Plannery to moje małe dziecko, z którego jestem dumna strasznie. Wiecie jak to jest, gdy wkładacie w coś całe serce – a to podoba się innym, co? W tym roku będzie on jeszcze bardziej dopracowany i idealny niż w zeszłym roku. Mam kontakty, mam wzory i wiem od Was – co byście dodały, co zamieniły, co się sprawdziło a co będzie miłym dodatkiem. Dla mnie te wiadomości były bardzo cenne, dzięki czemu teraz stworzymy wspólnie ideał.

4. E-book kulinarny – na cele charytatywne (15 przepisów) za 3 zł!

Postawiłam sobie za punkt honoru pomóc samodzielnym mamom w ich drodze. Wiem, że nie jest to łatwe zadanie. Czasem, bez pomocy bliskich zostają same z maluszkiem i nie wiedzą co dalej. Ja marzę o tym by chociaż w małym stopniu ułatwić te pierwsze kroki. Bo sama byłam w takiej sytuacji! Wsparcie jest ważne – a ja chcę pomóc. Ten ebook, dla wielu będzie fajnym i mega tanim dodatkiem. Będą w nim dania nie tylko moje, ale też innych blogerów! – a zysk w całości przekażemy dziewczynom. Nie oferuję im gotówki, oferują pomoc – a by dać coś, w wielu miejscach będę musiała płacić – chcę po prostu wyjść „na zero”.

5. 3 x e-book po 3 zł (obiady, śniadania, desery)

Kolejny projekt z cyklu – nic nie zarobię, ale pomogę. Pracując na etacie, działając jak WA (wirtualna asystentka) i obsługując dla innych profile Social Media – traktując też blog jako miejsce zarobku… nie muszę tak naprawdę robić nic nadzwyczajnego. Ale chcę. Lubię pomagać i tak jak wspominałam, samotne matki dałam sobie na cel. Tym razem będzie można kupić zestaw bądź jeden produkt – każdy tez za 3 zł. Tym razem nie tworzony przez innych, tylko przez nas. Szybkie przepisy, łatwe, pyszne i… wcale nie fit. Domowa, rodzinna kuchnia dla zapracowanych. A przy okazji na tyle smaczna, że wszystkie nasze dzieci się nią zajadają.

6. Szkolenia Wirtualnych Asystentek

Odkąd napisałam, że jestem wirtualną asystentką, nie ma dnia bym nie dostała pytania o ten zawód. Czy ukończyłam jakiś kurs, czy dużo zarabia, jakie są jej obowiązki, czy z dzieckiem da rade… pytacie o wszystko. A ja uznałam, że jest to na tyle niszowe i potrzebne – a ja zdobyłam takie doświadczenie, pracując tak już długi czas, że jestem w stanie stworzyć taki kurs stacjonarny jak i online. Wiem, że jest zainteresowanie, wiem że jest to potrzebne i wiem jak Ci pomóc. Będzie to jestem z hitów kolejnego roku!

7. Rozwinąć sklep odzieżowy

W tym roku, to było marzenie moje i mojej siostry. Ale serio korona, dzieci, ciąża pokrzyżowały mi plany tak bardzo – jak tylko mogły. Skupiłam się na zleceniach stałych, na takich które już przynosiły jakieś zyski i nie myślałam o tym, by brnąć w coś nowego. Nie w dobie epidemii gdzie los wielu firm wisiał na włosku. Nie chciałam by to spotkało nas, wiec wybrałam bezpieczniejszą drogę. Jednak teraz, po nowym roku chcę ruszyć tak, jak powinnam w tym. Ze zmienionym planem działania, nowymi produktami i… zupełnie innym marketingiem!

8. E-book sensoryczny.

Widzisz że stawiam dużo na produkty elektroniczne? Dlaczego? Przez fakt, że mamy w domu coraz mniej miejsca na moje pomysły… wiec produkcja fizyczna musi być ograniczona. Pomysłów wiele, ale możliwości lokalowe mnie stopują. Niech ten dom się już wybuduje, wtedy nic mnie nie zatrzyma! Jednak póki co, skupię się na takich produktach, które aktualnie są serio na topie. Ten ebook będzie dla rodziców – dla dzieci – dla wszystkich. Pomoce które będą rozwijały zmysły dzieci niskim nakładem pracy i pieniędzy.

9. E-book – praca zdalna – możliwości + od czego zacząć!

Tak samo jak o Wirtualną Asystentkę dostaję pytania o pracę i możliwości zarobku w internecie. Otaczam się osobami, które w wiekowości pracują w ten sposób i zarabiają naprawdę fajną kasę. Wiele mam szuka takich możliwości… bezskutecznie. Ja znam narzędzia, potrzebne miejsc a w siedzi i po prostu mogę doradzić jak to wszystko ugryźć. Początki są ciężkie, praca mimo wszystko dość wymagająca ale jednak warto.

10. Tablice motywacyjne dla dzieci.

Mają swoich zwolenników i przeciwników. Niektóre dzieci ładnie współpracują, inne mniej. Zdarza się, że tablica przynosi odwrotny skutek i dziecko robi coś – za coś. Ja jednak chcę inaczej do tego podejść. Nie standardowo i tak jak wszyscy. Nasze tablice będą… inne. Nie mogę zdradzić o co chodzi, bo pomysł będzie można łatwo skopiować. Jednak to będzie sztos! Czekam tylko na dobrego wspólnika biznesowego – jeszcze się nie urodził taki, który by spełnił moje oczekiwania. Jak coś robić, to dobrze.

11. Spotkanie – blogowanie – (max 20 osób!)

To spotkanie dla osób które chcą blogować, ale nie wiedzą jak. Dla osób które blogują – ale coś nie idzie. Taki kurs, jak to robić by się udawało. Ja przez kilka lat pisałam, byle pisać – teraz, znam możliwości, znam potrzeby i narzędzia. Podzielę się to wiedzą – bo w ciągu 3 miesięcy stosowania wszystkiego tak jak trzeba – bardzo mocno wszystko podskoczyło. Jednak… szkolenie to jedno – a Twoje zaangażowanie to druga sprawa. Będziemy musiały współpracować. Samo nic nie przychodzi.

12. Ebook – dla niejadków.

Na szczęście moje dzieci już wychodzą z tego etapu. Blankę dotknął w małym stopniu, Macieja póki co wcale ale Antek?… oh losie to była droga przez mękę. Gdy dziecko na suchej skibce chleba chce przeżyć dwa dni to po prostu nie jesteś w stanie stosować zasady ” z głodu nikt  w portki nie na***ł” albo „on wie, on sobie krzywdy nie zrobi, jak zgłodnieje to przyjdzie”. Bzdura! Tak mówią mamy dzieci, które nie spotkały się z tym problemem. Ja go znam. Pracowaliśmy długo, bo Antek ma 9 lat, jednak każde kolejne dziecko nauczyło mnie czegoś nowego – a ja tą wiedzę chcę dać Tobie.

13. Memory – produkt must have!

Kocham nasze memory, które wydaliśmy w tym roku. Jest wyjątkowe i drugiego takiego nie znajdziesz na półkach sklepowych. W tym roku mam inny plan, a realizację zaczęła już moja kochana Pani ilustratorka. Będzie inaczej, zdecydowanie. Ale memory pozostanie memory. Wiele osób zwleka z podjęciem decyzji o zakupie, a jak już się zdecydują… nie dostaje negatywnych opinii! Będzie lepiej, doskonalej i piękniej.

14. Wreszcie puzzle!

To też chciałam zrobić w tym roku, ale czas mi nie pozwolił. Mam już nawet ilustracje – będą to takie pakiety 4 w 1. W jednym kartoniku 4 różne obrazki, które łączą się w jeden! Są serio świetne! Czekam na zwolnienie miejsca w „magazynie” jakim jest nasza duża szafa w salonie i zamawiam nakład. Jestem z nich na maxa dumna, bo nie dość że pięknie rozwiną dziecięcą motorykę to jeszcze główkę bo są zdecydowanie edukacyjne. A przy tym – śliczne! Lubicie memory?

15. Książeczki – ale nie samodzielnie.

Tu miałam bardzo duży dylemat. Bardzo chciałam zrobić to sama, ale organizacja, koszty i brak czasu spowodowały że się poddałam. Jestem w trakcie ustaleń z wydawnictwem szczegółów. Będą nasze książeczki dla dzieci, ale nie sprzedawane u nas. Tak bardzo chcę je wydać, że postanowiłam oddać zaszczyt ich produkcji i dystrybucji innym. Ale! Jeśli ktoś będzie chciał dedykacje wydawnictwo da taką możliwość i kilkanaście egzemplarzy będzie z notatką 🙂 Nie będzie to jedna bajka – będzie to cały cykl.

Pytacie, czy nie boję się zdradzać planów na nowy rok?

Nie, nie boję się. Dlaczego? Bo robię swoje, wiem co zakładam i wiem jak to zrobić. Mam tak wszystko poukładane, że nawet jeśli pojawi się po części coś podobnego do tego co my mamy, nie będzie to tak dobre. Po prostu. Jestem pewna tego, co tworzę 🙂

A Ty już stworzyłaś swoje plany na nowy rok? 

Blog - archiwum

Nasza córeczka ma już 6 lat!

2 października 2020

To nie będzie długi wpis. Będzie krótko i mocno na temat.

Blanka. Blondyna, która swoim temperamentem góry przenosi. Jednego dnia tryska optymizmem, by kolejnego rzucać fochami na prawo i lewo. Lubi, gdy jest coś tak, jak ona chce. Krzyczy, gdy ktoś jej sie sprzeciwia.

Jest twarda z zewnątrz, ale miękka w środku. 

Potrafi pokazać, że coś jej sie mocno nie podoba. Jednak gdy emocje zaczną opadać… Wychodzą z niej wszystkie po kolei. Płaczę, zamyka sie w pokoju i potrzebuje chwili dla siebie.

Jest wyjątkowa! 

Taka nasza, jedyna i… Za moment spełni się jej marzenie o posiadaniu siostry. Nie dogaduje się ze starszym bratem, ale z młodszym może góry przenosić. Uwielbia Krainę Lodu i laleczki lol. Lubi tańczyć, wygłupiać sie i wcinać słodycze.

Wie czego chce, chociaż nie do końca jeszcze potrafi wypracować zakladany cel. Ale to przyjdzie z czasem. Jest silna. Będzie kimś wielkim, zobaczycie. I nie pisze tego jako zapatrzona w dziecko matka – po prostu ona jest inna niż jej rodzeństwo. Stąpa po ziemi znacznie mocniej.

A teraz… 

Kończy 6 lat. Nasza dziewczynka jest już w zerówce a my, zastanawiamy się kiedy ten czas tak uciekł. Za moment pierwsze randki, poważne rozmowy, studia, ślub… Ale dla nas zawsze zostanie mała Blaneczka. Córeczka tatusia.

Bądź szczęśliwa córeczko.

Bo zasłużyłaś jak nikt inny!

W swoim krótkim życiu, przeszłaś więcej niż niejeden dorosły. Ale wiem, że to cie tylko wzmocni i ukształtuje. Jesteś wyjątkowa!

Blog - archiwum Zdrowie

Lepsza odporność dziecka i pielęgnacja w okresie jesiennym.

28 września 2020

Nie jestem lekarzem, nie jestem specjalistą – ale jestem mamą. Wiem, co sprawdziło się u nas i chętnie się tym dzielę. Mamy bardzo dużo możliwości a prawda jest taka, że dla jednych lepsze będzie lepsze coś innego niż dla drugiej grupy. Zdradzę Ci tajniki naszych działań!

Jak poprawiliśmy odporność naszych dzieci? Co robimy każdego dnia, by cieszyć się zdrowiem? Na te pytania odpowiedzi szuka spora ilość osób. Nie ma złotego środka. My próbowaliśmy wielu rzeczy, jedne pomagały inne nie wnosiły nic nowego do naszego życia i zdrowia. Być może szybko się poddawaliśmy, jednak jestem typem osoby która jeśli nie widzi efektów przez pewien okres – to nie kontynuuje przygody.

Metodą prób i błędów wypracowaliśmy to, co nam pasuje. Być może i u Ciebie się sprawdzi?

Dbaj o sen!

Mam doskonały przykład w naszej rodzinie. Nasze dzieci śpią średnio od 21 do 7. Maciej jest wyjątkiem i od 22 do 6, jednak wiem że kiedyś stanie się śpiochem (musi!). Ja zasypiam około 22-23 i śpię do 6:30. Co daje 7-8 godzin snu a u dzieci około 10. Mój mąż natomiast śpi od 1 do 6:30 – do tego pracuje fizycznie i wieczorem, gdy wszyscy śpią pozwala sobie na małe grzeszki żywieniowe. Jak to ma się do naszego zdrowia? My chorujemy mało, sporadycznie i naprawdę przechodzimy to łagodnie. Daniel choruje najczęściej i jeśli chwyta nas wszystkich – to on zawsze przechodzi wszystko najmocniej. Dla mnie to znak, że sen jest kluczowy dla naszego zdrowia! Sport, żywienie czy suplementacja to jedno – ale regeneracja jest z nimi na równi.

Jedz zdrowo!

Przyznaję się bez bicia! U nas nie jest idealnie. Ciągle z tym walczę, jednak pokusy się pojawiają. Fakt, że gdy jestem w ciąży jemy gorzej, ze względu na moje zachcianki – gdy urodzę, wiem że wróci to do normy. Ważne jest, by jeść sezonowo – sporą ilość owoców i warzyw. Ograniczyć cukier, mięso i jedzenie którego skład zajmuje pół strony A4. My nie zrezygnowaliśmy z mięsa, moja rodzina za bardzo je lubi – zwłaszcza zupki gotowane na nim. Jednak, nie jemy go codziennie!

Dbanie o zdrową i zbilansowaną dietę nie jest trudne, gdy w domu posiadasz tylko produkty nie zawierające syfu. Kolejne zakupy zrób z głową, zobaczysz że przychodzi to znacznie łatwiej.

Myj ręce!

Brzmi banalnie? Nic bardziej mylnego! Wiesz ile ludzi tego nie robi? Nie myją rąk przed posiłkiem, nie myją ich po powrocie do domu, nie myją ich rano i nie myją wieczorem. Wiadomo, że nie ma co przesadzać w drugą stronę, bo pozbywamy się bariery ochronnej ale takie niezbędne minimum trzeba zachować. My korzystamy ze zwykłego mydełka w płynie i mydła w kostce dla dzieci jak i tego dezynfekującego, zwłaszcza podczas powrotów z dworu do mieszkania.

Lepiej zmarznąć niż się spocić!

Taką radę otrzymaliśmy od naszej pani pulmonolog. Trzymamy się jej od dwóch lat i widzimy pozytywne efekty. Tym sposobem, wiosną i jesienią nie nosimy chociażby czapek. Nie mamy grubych kurtek i nie korzystamy z butów z ociepleniem. Zimą natomiast, nosimy jesienno-wiosenne czapki a także buty, które teoretycznie „zarezerwowane” są na okres przejściowy. Wyjątkiem są sytuacje gdy jest śnieg, wtedy na nogach są śniegowce – w każdy inny dzień, korzystamy z półbutów. Kaloryfery w naszym domu ustawione są na 22/23 stopnie w dzień i 19 w nocy. Jest chłodniej, ale tak jest najlepiej dla naszego organizmu zdecydowanie zdrowiej.

Nawadniaj organizm!

Najlepiej wodą. Minimum 1,5 litra płynów dziennie. Okres chłodniejszych dni to czas, gdy bardzo chce nam się pić coś ciepłego a woda nie jest już tak atrakcyjna. Co można zrobić? Pić ciepłą wodę z cytryną, herbatę czy kawę. Jednak w zdrowych proporcjach. A co dla dzieci? Wspominałam już kiedyś we wpisie, że u nas pijemy raczej wodę – soki są, ale woda to woda. Tak jest latem! Gdy robi się chłodniej, maluchy domagają się herbatek i wtedy korzystamy chociażby z tych od Babydream.

Co poza tym?

Dla mnie poza odpornością, ważna jest pielęgnacja zewnętrzna w tym okresie. Wiele osób dba o skórę latem nakładając filtry, a także zimą korzystając z balsamów w stylu „na mróz i niepogodę”. I świetnie! Zapominamy jednak o tych pośrednich porach roku, a nasza skóra nie lubi zanieczyszczeń oraz zmian jakie niesie ze sobą jesień czy wiosna. Od skrajności w skrajność. Od upału po przeszywający chłodek wieczorami i o poranku. To trudny okres. Warto smarować buźkę i dbać o skórę każdego dnia – to zaprocentuje. U nas aktualnie na topie babydream krem ochronny.

 

 

 

Blog - archiwum

Twój związek przetrwa, jeśli…

22 września 2020

Pamiętam ten czas, gdy byłam sama. Nie do końca sama, ponieważ miałam małe dzieci więc moje myśli krążyły wokół innych spraw. Był to okres bardzo trudny, samotny i szukający miejsca dla siebie. Sama nie wiedziałam czego chce. Zraniona, samodzielna mama z dwójką dzieci – wielkie miasto, samotność i taka obawa przed tym, co mnie czeka jutro.

Nie w głowie były mi miłości, randki, romanse, amorki i inne słodkie miłostki. Pojawił się jednak on – nie wiedziałam czego ja chce, nie wiedziałam po co on się do mnie odzywa ale przez nawał problemów stał się dla mnie taką miłą odskocznią. Fajnie było tak, wieczorem po pracy i ogarnięciu dzieci, chwycić telefon do ręki i przeczytać wiadomość „hej, jak Ci minął dzień?” – tak niewiele, ale dla mnie to było coś wyjątkowego. Bezinteresowne i miłe po prostu. Tak jak teraz, po ciężkim dniu przytulanie wieczorem czy zrobiony z miłością kubek ciepłej herbaty do filmu.

Pamiętam też okres przed ślubem.

Nasza przygoda zaczęła się w 2015 roku. Pięć lat ciągniemy naszą wspólną historię. Niedługo, ale już tak wiele w tym czasie się wydarzyło – gorszych i lepszych rzeczy. Było zamknięcie firmy i utrata pracy, był ślub, narodziny dziecka, kolejna ciąża. Było to, co u każdego innego małżeństwa – wzloty i upadki. Jednak mam wrażenie, że tak jak jest teraz, nie było nigdy. Doszliśmy do tego etapu, w którym oboje w 100% wiemy czego chcemy. Wiemy co nas złości, bawi, wkurza. Wiemy czego chcemy od siebie i od życia, znamy cele i marzenia.

Jednak nigdy nie zapomnę tego czasu, chwilę przed ślubem! Usłyszałam wtedy kilka niefajnych zdań i do dziś krążą po mojej głowie.

„Po co Ci ten ślub? Zastanów się!”

Czy Ty, byłabyś w stanie powiedzieć takie coś kobiecie, która za kilka miesięcy ma zostać żoną? Sama nie wie jeszcze dokładnie, co to małżeństwo. Przejęcie nazwiska to wierzchołek góry lodowej tego, co później się wydarzy. Wchodząc na nową drogę – zaczynając tworzyć historię z kimś kogo się kocha – nie wiesz czego się spodziewać.

Chcesz motyle, chcesz buziaczki i przytulanki – i je dostaniesz. Ale w pakiecie też będą sprzeczki, ciche chwile czy nieporozumienia. Bo wiążesz się z osobą która ma swoje potrzeby i przyzwyczajenia. Nie będzie uległości, bo nie powinno jej być. A gdy dwójka ludzi się dociera – pojawiają się zgrzyty. Tylko powiem Ci jedno – jak już dojdzie do tego idealnego spasowania i poznania się wzajemnie – będzie pięknie.

Co robiliśmy by być w tym miejscu w którym jesteśmy?

Nie przyszło nam to łatwo. Chociaż możesz twierdzić że jesteśmy młodzi i wiele przed nami to jestem pewna jednego – niejeden staż małżeński mógłby pozazdrościć nam doświadczeń z naszego wspólnego życia. To, co działo się między nami – często zostaje między nami, bo nie mówimy o tym głośno. Przeszliśmy razem wiele, nawet rozstanie. Mówi się, że dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi.. ja weszłam i płynę w niej nadal. Nie wnikając w szczegóły tego, co mamy na swoim koncie wyciągnęliśmy wnioski ze wszystkich sytuacji tych radosnych ale i tych przykrych.

Każdy musi ustalić swoje priorytety w związku. Ja zdradzę Ci nasze!

Po pierwsze – rozmawiajcie!

Dużo, zawsze i o wszystkim. O tym, jak Ci minął dzień, co u dzieci, co u rodziców, co planujesz robić jutro. A może co śmiesznego Ci się przytrafiło w drodze do domu? Rozmowa pomaga. Daniel był typem mężczyzny który rano wyzywał mnie i komentował „Czy Ty musisz tyle mówić?” nawet wtedy gdy było wszystko ok i nie doszło wcześniej do żadnego spięcia. Odpowiadałam „jasne, bo jak inaczej?”. Teraz już sam nadaje jak katarynka, bo nauczyłam go tego, że trzeba ze sobą rozmawiać.

Rano podczas śniadania. W pracy, podczas przerwy śniadaniowej nawet potrafimy teraz do siebie zadzwonić. Po powrocie do domu, w trakcie obiadu i kolacji. A najwięcej wieczorem, gdy położymy już nasze dzieci do łóżek i mamy chwile dla siebie. Niewielką, bo najczęściej maksymalnie godzinną, ale to nasza chwila. Bardzo dbamy o to, by powiedzieć sobie wszystko co nas uszczęśliwia ale i smuci czy denerwuje.

Po drugie – zawsze mów wprost o co chodzi!

Jeśli denerwuje Cię to, że on nie wyrzuca skarpet do kosza na pranie – powiedz to wprost. A gdy Ciebie irytuje to, że ona zostawia kubek z niedopitą kawą na parapecie rano – zwróć uwagę. Nie sap, nie stękaj, nie rób tego zadania za nią/za niego – po prostu poproś by nad tym popracować. To dwa przykłady, ale może być ich więcej, tak naprawdę mogą dotyczyć wszystkiego. Nie tylko obowiązków domowych.

Jeśli Tobie coś nie pasuje, a dla drugiej osoby jest to coś zupełnie naturalnego to skąd ma wiedzieć – że robi coś nie tak? Dowie się o tym tylko wtedy, gdy powiesz o tym wprost. To nie boli, nikt Cie nie ugryzie ani nie pobije za to, że grzecznie zwrócisz uwagę.

Po trzecie – do tanga trzeba dwojga.

Nie zdziałasz nic, gdy ta druga osoba nie będzie chciała. Możesz stawać na rzęsach. Możesz robić z siebie błazna i usługiwać – ale nic nie wskórasz bo miłości nie otrzymasz za tworzenie wokół was sztucznej miłości. Jedna osoba nie jest w stanie kochać i starać się za dwie osoby.

Związek tworzą dwie jednostki – każda musi dać z siebie bardzo dużo, by to miało sens. Zaangażowanie to jedna z podstaw do tego, by powstało coś pięknego. Można mieć potworne kryzysy w związku czy małżeństwie – jednak każdy da się pokonać jeśli chce tego dwójka. Nawet korzystając z pomocy osób trzecich.

Zaangażowanie nie kończy się w momencie zamieszkania razem. O relację dbamy cały czas.

Po czwarte – wsparcie!

Wyobrażasz sobie sytuacje, gdy planujesz jakiekolwiek zmiany w swoim życiu… a osoba która jest Ci najbliższa ma to w nosie? Nie pomaga Ci przygotować się do egzaminu (np odciążając Cię od obowiązków na ten czas), nie interesuje się Twoją karierą, Twoimi marzeniami, Twoimi celami.

Pamiętam różne etapy w naszym życiu. Pamiętam okres, gdy jeden z nas stracił pracę a ten drugi nawet nie myślał o tym by wytykać, wypominać czy krytykować. Z dnia na dzień zostaliście pozbawieni czegoś, co dawało poczucie bezpieczeństwa ale… wspólnymi siłami wyszliśmy z kryzysu. Nikt od nikogo się nie odwrócił. Daliśmy sobie czas, znaleźliśmy nową pracę i wszystko wróciło do normy.

Wiesz że wiele małżeństw w tym przypadku przechodzi ogromny kryzys? Brakuje tego zrozumienia, wsparcia i wzajemnej pomocy.

Po piątek – szacunek.

Tego ja musiałam się bardziej nauczyć. Nie wiem czy ze względu na to, co mnie w życiu spotkało – ale, miałam ogromny problem z tym, by zaufać i okazać szacunek mężczyźnie. Gdy słyszałam w swoim kierunku takie wypowiedzi jakie ja potrafiłam wykrzyczeć – wkurzałam się. Jednak sama byłam dużo gorsza. Musiałam nauczyć się tego, że mój mąż jest inny – że nie chce mnie skrzywdzić.

Widzę dużo, obserwuje i nie komentuje bo to nie moja sprawa. Jednak nigdy nie pozwoliłabym na to byśmy nie okazywali sobie szacunku. Nie wyzywamy się, nie oczerniamy i nie damy sobie w twarz za to, że ktoś coś zrobił nie po naszej myśli.

Po szóste – kompromisy!

O jakie to było dla mnie trudne… Byłam nauczona samowystarczalności. Gdy pojawił się Daniel, musiałam podejmować decyzje z nim. Nawet dobór koloru ścian do mieszkania kończył się tak, że szłam zła do pokoju. Nauczyłam się jednak, że zarówno on jak i ja mamy takie same prawa. Do dzieci, do mieszkania, do swojego życia. Mówimy co myślimy, buntujemy się nadal na wybory drugiej osoby ale szukamy rozwiązań. Przykład?

Mój mąż chce motor. Bardzo, bardzo, bardzo chce zdać prawko i kupić sobie ten sprzęt. Ja jestem z tych osób, które minimalizują ryzyko i sprzeciwiam się jak mogę. Doszliśmy do porozumienia – po podpisaniu notarialnie aktu działki – idzie na prawko. Po wybudowaniu domu – kupuje motor. Ja motywuje go do szybkiej budowy, a on robi wszystko – by mi pokazać jak bardzo się mylę i jednoślad to super opcja.

Po siódme – zaufanie dla drugiej osoby.

Staramy się nie wychodzić osobno na imprezy głownie dlatego, że jeśli jeden wychodzi – drugi zostaje z całą ekipą sam a to wcale nie jest łatwe zadanie, zwłaszcza wieczorami. Jednak są takie sytuacje, gdy nie możemy oboje być w tym samym miejscu a okazja jest do świętowania (np kawalerski, panieński itp). Nie widzimy problemu w tym, bo sobie ufamy.

Gdy idzie na imprezę, nie widzę go z inną kobieta. Gdy wraca nie przeglądam telefonu. Gdy wychodzi sam do sklepu gdy jesteśmy u znajomych – nie widzę w tym problemu. Nie zdradzę bo kocham i wiem, że mój mąż myśli tak samo. poza tym… kto by miał siłę na romanse przy trójce a zaraz czwórce dzieci? litości.

Po ósme – wspólne marzenia i cele!

My mamy ich tak wiele, że chyba całe nasze życie to jeden wspólny. Bliscy kręcą nosami, a my jesteśmy coraz bliżej tego wszystkiego co sobie zaplanowaliśmy. Fakt, że oboje ciężko pracujemy na to wszystko – ale to światełko które widzimy strasznie nas motywuje do działania.

Nie wyobrażam sobie, byśmy nie mieli chociaż jednego wspólnego marzenia i celu. Związek wtedy opiera się na zasadach każdy sobie rzepkę skrobie? Ty zajmuj się swoimi, a ja zajmę się swoimi sprawami. To oczywiście jest spoko, jeśli w międzyczasie znajdziecie jedną, chociaż najmniejszą wspólną przyjemność.

Sport, duża rodzina, dom/mieszkanie, podróże… cokolwiek. To spędzanie czasu razem jest niezwykle ważne.

I ostatnie – dziewiąte – życie seksualne!

Banał? Nie do końca. Wiesz jak ważny jest seks w życiu małżeńskim? Zbliża do siebie, pozwala się lepiej poznać, umacnia relację i pozbywa się niepotrzebnego napięcia. Rozmowa o tym jest trudna i ciężka dla wielu osób, jednak otwarcie się jest ważne. Seks jest ważny wtedy, gdy oboje odczuwają z tego satysfakcję. Można mówić, że ten sposób zbliżenia nie jest gwarancją udanego związku, jednak czytając literaturę można wyciągnąć zupełnie inne wnioski. Pozostawiam to do indywidualnej oceny.

A Ty, jaki masz sposób na udany związek?

 

 

 

 

Blog - archiwum Psychologia Rozwój

Moje dzieci nie muszą dzielić się zabawkami.

18 września 2020

Plac zabaw a zwłaszcza dostępna na nim piaskownica rządzą się swoimi prawami. To miejsce weryfikuje wiele spraw. Chociaż ostatnia jestem od oceniania innych widzę, którzy rodzice idą na plac odpocząć, którzy nadrabiają w tym czasie prasę, którzy po pracy spędzają maksimum czasu z dziećmi a którzy biorą się wtedy za wychowywanie swoich dzieci.

To widać, gdy ktoś dużo mówi, a zdecydowanie mniej robi. Wiem, że dzieci są różne – inaczej zachowują się w domu, a inaczej wtedy gdy nie ma w pobliżu rodziców. Wiem, że wychowując ich tak samo otrzymujemy różne oblicza – to są dzieci, każdy inny i każdy wyjątkowy. Jednak nie chodzi mi o to, że dziecko jest dzieckiem. Chodzi mi o takie sztuczne pokazywanie na placu zabaw jakie mamy wspaniałe dziecko. A prawda jest taka, że dziecko ma w tym momencie rodzica w nosie. To oznaka tego, że w domu nie ma wychowywania – tylko w miejscach publicznych. A to zdecydowanie nie czas i miejsce na to.

Drogi rodzicu!

Na placu zabaw wychodzi wiele. Nie osądzam że siedzisz z telefonem w ręce – sama to robię, nadrabiam wtedy pracę, czytam co w świecie a moje dzieci zajęte sobą i przyjaciółmi nawet na mnie nie patrzą. Nie oceniam, gdy dziecko rzuca się na środek trawnika i wrzeszczy – moje robią to za każdym razem gdy pojawiamy się na placu zabaw, zwłaszcza Maciej. Nie oceniam, gdy przychodzisz tam poplotkować z koleżankami – w ciągu dnia nie ma na to czasu.. dzieci, dom, praca. A połączenie zabawy dzieci z szybką wymianą zdań z koleżanką – to wspólna korzyść.

Nie oceniam. Serio. Rób co chcesz. Jednak wkurza mnie jedno!

Wychodzi to na placu zabaw…

… głównie w piaskownicy. Chociaż na poszczególnych huśtawkach też tak może być. Opowiem o tym na przykładzie piasku i zabawek, które Twoje dziecko przynosi na plac zabaw. Idąc tam, bierzesz jedną, dwie, trzy zabawki – a może cały worek? Nie wnikam. To zabawki twojego dziecka, być może wcale się nimi nie bawi, ale są jego. Prawda?

Przychodzi na plac zabaw rodzic z dzieckiem, bez ani jednej zabawki. Zabiera te, które należą do Twojego dziecka. Co robisz? Co robi Twoje dziecko?

Oddaje chętnie to, co należy do niego? Oddaje wtedy, gdy się nimi nie bawi? Kategorycznie odmawia podzielenia się zabawką, bo sam się nią bawi i nie chce by ktoś przeszkadzał? Odmawia, pomimo tego że sam się nim nie bawi? Wiem, że wszystko zależy od dnia, nastroju dziecka a nawet tego, kto zabawkę chce pożyczyć. Co zrobi Twoje dziecko w każdej z tych sytuacji?

Moje dzieci wiedzą, że mogą to zrobić ale nie muszą. 

Nie musi oddawać swoich zabawek nawet wtedy, gdy się nimi nie bawi. To są jego zabawki i ma prawo decydować o tym, kto je dotyka. Działa to w dwie strony… wiedzą, że bez pozwolenia nie mogą bawić się zabawkami innych dzieci. Jeśli usłyszą „nie” to po prostu ją odkładają i zajmują się czymś innym. Nawet w domu mamy podział na zabawki Antka, Blanki, Macieja i te wspólne. Jeśli ktoś bawi się zabawkę innego dziecka, a tamten się upomni – trzeba oddać. Wyjątkiem są zabawki wspólne – tu działa zasada kto pierwszy ten lepszy i trzeba pilnować jak oka w głowie, bo jak się odłoży na chwilkę a zabierze ktoś inny – strata tego który nie dopilnował.

Zazwyczaj jednak bawią się razem. Myślę, że dzięki temu że mamy wyraźny podział na zabawki każdego dziecka – czują się bezpieczniej i pewniej. Dzielą się, bo wiedzą że jeśli zechcą ją odzyskać – mają pierwszeństwo i w każdej chwili zabawka zostanie zwrócona.

Pomyśl o tym, przez pryzmat dorosłego. 

Masz samochód. Znajomy prosi byś jej go pożyczył/pożyczyła. Zgadzasz się?
Masz super sukienkę na urodziny. Koleżanka chcę ją tego samego dnia pożyczyć. Zgadzasz się?
Masz wolny wieczór. Nie ma dzieci, nie ma męża. Planujesz robić pazurki – koleżanka tego dnia jednak chce pożyczyć od ciebie zestaw do mani. Pożyczasz?

Tu pasuje każdy przykład. Widzisz, że masz wybór i oceniasz czy pożyczasz, czy nie. Dlaczego więc dziecko ma nie mieć takiego prawa? Dlaczego nie może odmówić?

Wielu rodziców mówi „nie bawisz się oddaj, za chwile ci chłopiec/dziewczynka zwrócą zabawkę” albo jeszcze gorsza sytuacja „nie bawisz się, nie bądź samolubem” i oddajesz wbrew zakazom dziecka JEGO rzecz. Co zrobisz, gdy tamto dziecko zepsuje zabawkę? Co zrobisz, gdy następnym razem będzie taka sytuacja a Twoje dziecko kolejny raz zrobi to samo?

Zabawki Twojego dziecka są zabawkami Twojego dziecka. 

Nie Jurka, Agnieszki czy Maryśki. To on je dostał, to on je ma i to on ma prawo decydować o tym, czy ktoś je dotknie. Tak jak Ty, masz prawo decydować o tym, kto dotyka Twoje rzeczy. Ja tych cennych nie pożyczam, nie wiem jak Ty. Nie wyobrażam sobie też, dzielić się z kimś, kogo pierwszy raz widzę na oczy garnkami których akurat nie używam. A może mam pożyczyć laptop, skoro pracuje przed komputerem sąsiadowi obok, który musi zrobić zadanie domowe?

Wiesz że wymagasz własnie tego od swojego dziecka? Podzielenia się czymś, co jest jego z kimś kogo być może zobaczy pierwszy i ostatni raz? Ma święte prawo domówić, a Ty masz obowiązek to uszanować. Mało tego, słysząc z ust swojego dziecka słowo „nie, nie może się pobawić” ja walczę jak lwica i nie pozwalam obcemu dziecku dotknąć tej łopatki. Trudno – dla mnie zaufanie moich dzieci jest ważniejsze, niż to co pomyślą obcy rodzice i obce dzieci.

A jak jest u Ciebie?
Pozwalasz dziecku na to?

 

 

 

Nasz Instagram