Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum Rozwój

Programy które ułatwiają pracę Wirtualnej Asystentce.

10 grudnia 2020

Za każdym razem, gdy wspominam o swojej pracy otrzymuję najwięcej wiadomości. Domyślam się, że wynika to z ciekawości. Jak można pracować online? Na czym ta praca właściwie polega? Jakie pieniądze można zarobić, czy to się opłaca? I najważniejsze… jak wejść w ten biznes? Jak się odnaleźć? Od czego zacząć i najważniejsze – z jakich narzędzi i programów korzystać, by ułatwić sobie to zadanie? 

Opowiem dziś o stronach czy aplikacjach z których korzystam każdego dnia. Mam zsynchronizowany komputer, laptop i telefon. W każdej chwili jestem dostępna i mogę zareagować. Nawet stworzyć na szybko, bądź poprawić grafikę dla klienta z telefonu.

Czy to wszystko jest niezbędne?

Pewnie nie, ale zdecydowanie ułatwia codzienną pracę. Jeśli mielibyśmy jednego klienta, co często się zdarza na początku to dalibyśmy radę z okrojoną ilością aplikacji. W sytuacji gdy pojawia się kolejny, a później jeszcze jeden… sprawa się mocno komplikuje a balansowanie między klientami zaczyna być uciążliwe. Nie chcemy też żadnej pomyłki, bo wpłynie ona negatywnie na nasz wizerunek.

Dla mnie liczy się jakość. Jeśli wiem, że nie dam rady czegoś zrobić – nie przyjmuję zlecenia. Podstawą jest dla mnie mój etat, dwóch klientów pod WA i moja rodzina. Gdy uda mi się wcisnąć jakiś projekt dodatkowy bez narażania na to jakości tych czterech spraw – działam. Nic nie wciskam na siłę. Udaje mi się to pogodzić dzięki zorganizowaniu i… tym narzędziom.

Slack

Komunikator z którego korzystam na co dzień w pracy. Jeśli mamy kilku klientów bądź budujemy zespół w pracy – koniecznie poczytajcie o nim i wypróbujcie. Mocno intuicyjny i zdecydowanie szybszy od emiala.

Asana

Menadżer zarządzania projektami. Nie tylko etatowo ale także jako WA posiadam swoje osobne konto. Nie znałam go wcześniej, ale gdy odkryłam zalety – pokochałam miłością bezgraniczną. Po otrzymaniu wiadomości od klienta od razu przenoszę projekt do asany i wiem, że będzie on wykonany na czas.

Canva

Dla osób które nie bardzo ogarniają grafikę (jak ja) to mega proste narzędzie z gotowymi szablonami do grafik. Poradzi sobie w tym każdy – serio.

Photohsop

Wykupiłam kiedyś program by blogować, ale go nie ogarniałam. Teraz, na etacie jest mi niezbędny wiec tworzę w nim grafiki. Takie mega proste, bo od tych „fajniejszych” mamy innych ludzi. Może nie niezbędne, ale fajna opcja dodatkowa.

Adobe Stock

To baza z której korzystam jako WA. Pobieram grafiki na blogi klientów, na ich FB i IG. Nie korzystamy z darmowych.

Toggl

To narzędzie do raportowania czasu pracy. Ja działam godzinowo… czyli kazdy płaci mi za przepracowany czas nad danym zleceniem. Raportuje w ten sposób ilość minut poświęconych na danego klienta i wystawiam FV.

Zoom

Zdarza się, że konieczna jest wideo rozmowa z klientem. Jako WA jeszcze mi się nie zdarzyło, bo moi klienci bardziej cenią sobie kontakt telefoniczny bądź email. Zooma wykorzystuje natomiast dla klientów blogowych. Fajnie jest poznać firmę, zanim podejmie się z nią współpracę.

Fakturownia

Niekoniecznie ten program, ale z tego korzystam ja. Od dwóch lat nie zawiódł mnie ani razu. Mam dostęp do FV z każdego urządzenia, korekty, paragony, wysyłka… wszystko w jednym miejscu.

Creator Studio

Na creatorze ja planuję posty FB – jest to bezpośrednio Facebookowy program i bardzo go cenię. Chociaż… początki były trudne, łzawe i myślałam że miłość nie nadejdzie. Nadeszła i polecam z czystym sumieniem. Na IG nie planuję treści, tam lubię działać osobiście, chociaz masa programów do tego stworzona jest.

Loom

Tylko wtedy, gdy potrzebujesz nagrać ekran. Mi zdarzyło się to dwa razy… raz gdy klient nie wiedział jak nadać mi funkcję administratora na Fb a drugi raz, gdy musiałam wyjaśnić coś na WordPressie.

Google Calendar

Wiem, że moje koleżanki z tego korzystają i mocno sobie chwalą. Pewnie gdybym nie kochała plannerów i papieru… sama bym tak działała. Jednak zbyt mocno cenię sobie kartki.

Freshmail / MailCHimp

Program do wysyłki newsletterów. Jako blogerka korzystałam z Freshmaila ale moi klienci póki co korzystają z MailChimpa – oba fajne, intuicyjne i ze swoją bazą grafik.

Dropbox

Do przechowywania plików, grafik… tam nic nie zginie.

Google Docs

Już dawno odeszłam od przesyłania plików w formie załączników. Teraz działam w google docs, tworzę plik i posyłam klientowi link do wglądu. Zarówno etatowo jak i jako WA.

Answer the public

Jeśli słyszałaś kiedyś o SEO, SEM i nie wiesz co to… nie wiesz jak w to iść i jak tego używać. To koniecznie musisz zalogować się do tego narzędzia. Zrobi praktycznie wszystko za ciebie byś w wyszukiwarkach była nieco wyżej.

 

 

Blog - archiwum Dziecko

Pytania jakie musisz zadać niani!

3 grudnia 2020

Każdy rodzic chce dla swojego dziecka wszystkiego co najlepsze. Gdy przychodzi ten magiczny dzień, gdy test ciążowy pokazuje dwie kreski… czujemy ekscytację, radość ale też strach. Boimy się tego, co nas czeka – to zupełnie zrozumiałe. Zaczyna się szukanie informacji, zamawianie ubranek i sprzętów. Większość z kobiet korzysta też z możliwości jaką dostaje i… idzie na zwolnienie.

Odpoczynek, relaks i brak wielkiego wysiłku fizycznego w tym okresie to błogosławieństwo. Musimy zebrać siły i odpowiednio przygotować się do dnia narodzin naszego dziecka. Poród to ogromny wysiłek dla każdej z nas. Następnie połóg, który wbrew pozorom też nie jest lekkim doświadczeniem. A następnie… udajemy się na wymorzony urlop macierzyński. Te co mogą, idą – te co nie mogą, kombinują. Bez wzgledu na to, czy Twoja zawodowa kariera zaczyna się od razu po porodzie, czy po roku. Być może zaczniesz działać w tym kierunku dopiero po dwóch, trzech czy czterech latach. A może dopiero wtedy, gdy dziecko dostanie się do przedszkola? Każda z nas jest inna. Każdy z nas ma inną sytuację i możliwości.

My postawiliśmy na nianię.

A dlaczego? O tym napiszę inny post, kiedyś. Powiem szczerze, że szukaliśmy odpowiedniej osoby wieki. Serio! Wystawiałam ogłoszenia, pytałam znajomych i rodzinę. Próbowałam zaciągnąć do tej pracy moją siostrę ale zupełnie nam nie szło. Nie chciałam nikogo, kto będzie zajmował się tez domem czy starszą dwójką. Chodziło mi o opiekę typowo nad Maćkiem, a w przyszłości także Zojką.

Gotuję sama, sprzątam sama, starszakami zajmuję się sama. Jedyną rzeczą jaką przestałam ogarniać był mocno ruchliwy roczniak. Nie byłam w stanie zrobić nic przy nim. Mogłabym zrezygnować z pracy, jednak mój etat jest tak fajny… że nie chciałam podejmować takiej decyzji. Za 2-3 lata mogę być w zupełnie innym miejscu, jednak póki co… ta posada jest taka „skrojona na nasze potrzeby”. Jestem w domu, jestem dość elastyczna, nie pracuje fizycznie…

Potrzebowaliśmy kogoś do pomocy na już! 

I się udało. Jednak nie myśl, że dokonaliśmy tego sami. Wiesz jak to wyszło? Nasza niania, sama do nas napisała! Obserwowała nas na IG już wcześniej aż jednego dnia… podjęła taką decyzję, by do nas napisać. Kilka dni później byłyśmy po wstępnej rozmowie i zaczynała do nas wpadać. Od tego momentu nasze życie zwolniło… naprawdę podjęliśmy dobrą decyzję!

Czy było nam ciężko? Nie. Jakoś od początku zaufaliśmy Kindze i widzimy do dziś, że nasz Maciek wraca szczęśliwy o 16. Zyskał tez 2 dodatkowe babcie, kilka cioć i psa! Ta współpraca trwa już blisko pół roku… więc mogę odpowiednie wnioski wyciągać. Chociaż – znałam trochę dziewczynę, bo mieszka od urodzenia na tej samej ulicy co ja, więc przyszło nam to wszystko łatwiej. Jednak…

Jakie pytania musisz zadać niani?

  1. Czy zakres obowiązków (tu wymieniamy) Pani odpowiada? – dla nas tak jak pisałam, liczyło się tylko zajmowanie Maciejem. Ale trafiliśmy na kogoś, kto czasem nam coś ugotuje, obierze ziemniaki (bądź wstawi to, co uszykowałam), posprząta a nawet umyje nam okna! Mamy dobrze, prawda?

  2. Jakie są oczekiwania finansowe? – I nie ma opcji, że zdradzę nasza stawkę, więc nawet nie pytajcie. Wszystko zależy od miasta, zakresu obowiązków, potrzeb niani. Chociaż u nas ustalenia to jedno, a wypłata to drugie, oczywiście z korzyścią dla niani 🙂

  3. Gdzie Pani mieszka? Czy jest Pani zmotoryzowana? – dojazd do miejsca pracy jest ważny. Co w sytuacji, gdy autobus nie dojedzie, auto nie odpali? Musicie być na to przygotowani. Warto szukać więc osoby która mieszka niedaleko.

  4. Czy posiada Pani doświadczenie w opiece nad dziećmi? – praca w żłobkach, przedszkolach, klubikach. A może na swoje dzieci? Każdy dłuższy kontakt z jakimś dzieckiem moim zdaniem działa na plus.

  5. Czy ma pani jakieś alergie, np na sierść? – ważne jeśli macie w domu zwierzęta. My mamy, ale nasza niania też ma więc w sumie nawet nie pytałam o to. Ale… zapytałam, czy boi się większych psów bądź tego jak one na Ciebie skaczą. Ustaliłyśmy, że może ją zamknąć, gdy pojawi się taka potrzeba.

  6. Proszę o opowiedzenie o swoich doświadczeniach. – pozytywnych i negatywnych, jakieś anegdotki z poprzedniej pracy. Cokolwiek by przełamało lody. My chyba jesteśmy złymi pracodawcami bo… naszą nianie traktujemy jak rodzinę, pijemy razem kawki i plotkujemy co tam w życiu 🙂

  7. Proszę opowiedzieć jak wyglądał typowy dzień pracy z dzieckiem?

  8. Czy ma pani szkolenie pierwszej pomocy? – dość cenna sprawa, ja skończyłam 3 kursy pierwszej pomocy a sama nie wiem, czy dobrze bym jej udzieliła. Oddajesz jednak tej osobie swoje dziecko, więc musisz wiedzieć cokolwiek. U nas Kinga nie miała kursu, ale czasem podrzucam jej info co robić w danej sytuacji. Np podczas zadławienia.

  9. Jakie stosuje pani metody wychowawcze? Jak pani nagradza, a jak dyscyplinuje dziecko? – Maćko to nasze 3 dziecko, przy pierwszym może bym panikowała i mocniej zwracała na to uwagę…

  10. Co robi pani na spacerze z dzieckiem? – Czy dziecko tylko siedzi w wózku i patrzy? A może drepta samodzielnie? Zabiera go na plotki z koleżanką?

  11. Od kiedy jest pani dyspozycyjna? – tak formalnie, by nie było niedomówień.

  12. Na jak długo może pani z nami zostać? – raz, że proces rekrutacji trwa i nikomu nie chce się tego przechodzić kolejny raz. A dwa… fajnie jednak jak dziecko będzie miała stabilizację, a nie nową nianię co 2 miesiące.

  13. Czy od czasu do czasu zgodziłaby się pani zająć dzieckiem wieczorami, lub w weekendy? – Tu nie musiałam pytać! Kiedyś zostałam sama z Mackiem, to dostałam SMS od niani, czy ma przyjść pomóc. Mamy dobrą duszę.

  14. Jaka umowa Panią interesuje? – Każdy powinien pracować z podpisaną umową. Nie znasz dnia ani godziny, a stać się może wszystko.

  15. Czy była Pani karana? – Tu się śmieje, ale nasza Kinga dała nam zaświadczenie o tym, że nie była karana. Jest szalona, tak myślałam na początku. Ale w sumie ma rację, nigdy nie wiesz na kogo trafisz a jednak oddajesz tej osobie swoje dziecko.

  16. Czy Pali Pani papierosy? – tu zależy od Twojego sumienia. Nie wyobrażam sobie, by Maciek siedział w melinie, gdzie tylko widzisz dym papierosowy. A co robi niania po pracy…

Dla nas kwestia wykształcenia nie miała żadnego znaczenia. Ktoś, kto skończył studia niekoniecznie może nadawać się do tego, by pracować w zawodzie. Nam chodziło o podejście do dziecka i oddane mu serce. A tu widać, że jakbyśmy Kindze nagle Maćka „zabrali” to chyba by płakała miesiąc i jeszcze nas nachodziła w mieszkaniu 🙂 o coś takiego nam chodziło!

Mam nadzieję, że ten wpis komuś pomoże. 

 

 

Blog - archiwum Porady

Jak zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę?

3 grudnia 2020

Wiesz co jest dla mnie najważniejsze? Moja rodzina. Podejrzewam że u Ciebie jest podobnie. Szczęście i zdrowie każdego domownika jest na wagę złota – jednak na to nie mamy wpływu. Bezpieczeństwo – zarówno to emocjonalne jak i materialne jest tym, co rodzic chciałby swojemu dziecku dać. Nawet w momencie, gdy jego samego zabraknie. Wiesz kiedy to do mnie dotarło? Dokładnie tydzień temu, podczas rozmowy online z ważną dla mnie osobą.

Nie przypuszczałam, że ta chwila tak bardzo wpłynie na moje postrzeganie życia. Na jego kruchość, brak pewności i ulotność. Żyliśmy chwilą, cieszyliśmy się tym co tu i teraz, bez dostrzegania tego „co by było gdyby?”. Pani Daria uświadomiła mi coś bardzo ważnego. Coś, co chciałabym uświadomić też Tobie.

Życie niesie ze sobą różne niespodzianki!

Mam nadzieję, że większość z nich, która spotyka Ciebie jest pozytywna. Życzę tego wszystkim z całego serca. Jednak zdarzają się tez takie sytuacje, gdy los rzuca nam kłody pod nogi. Jakieś poważne zachorowania, pobyty w szpitalu czy nawet przejście na emeryturę. Tak, ten ostatni aspekt jest bardzo ważny, ponieważ obserwując sytuację widzę ogromną lukę. Nasze dochody się zmniejszają, a potrzeby chociażby zdrowotne zwiększają. Osobiście, w żadnej z tych sytuacji które wymieniłam, nie chciałabym być obciążeniem dla mojej rodziny.

Dlatego tak wiele uświadomiła mi rozmowa z Panią Darią. Żyłam tym co dzieje się tu i teraz. Przy czwórce dzieci nie miałam czasu nawet o tym pomyśleć, a okazuje się to niezwykle istotne. Bo co w sytuacji, gdy coś mi się stanie? Bądź co gorsza, gdy mnie zabraknie? Dla nas jest to:

  • brak jednego dochodu rodziny;

  • brak opieki dla najmłodszych jej członków;

  • brak możliwości oszczędzania;

  • problemy prawne;

  • trudności z wyjściem z mieszkania;

  • konieczność remontu chociażby łazienki.

To tylko kilka pierwszych myśli, które pojawiły się w mojej głowie. Moja choroba, inwalidztwo – to nie tylko mój problem. To ogromne obciążenie dla mojej rodziny, na które nie jesteśmy gotowi. Dotyczy to każdego członka naszej rodziny. Teraz, gdy jesteśmy zdrowi i sprawni – nie myślimy o tym, co będzie gdy zabraknie jakiegoś czynnika. Nam byłby trudno odnaleźć się w nowej sytuacji. A Twojej rodzinie?

Dlaczego warto zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę?

Bo myślimy w tym momencie nie tylko o sobie, ale też o całej rodzinie. Gdy coś nam się stanie, mamy środki na walkę z chorobą bądź niepełnosprawnością. Gdy nas zabraknie, nasi bliscy otrzymują wsparcie finansowe zapewniające im godny byt. Skrojone na miarę naszych potrzeb ubezpieczenie na życie, to taka nasza tarcza.

Chroni nas i zabezpiecza w trudnych sytuacjach. Nie przejmie za nas bólu, cierpienia i łez, ale pomoże i odciąży materialnie. Nie zastanawiamy się nad tym teraz, jednak w sytuacji gdy spotka nas nieszczęście taka pomoc będzie ważna. Doskonale wiem, że podczas każdego dnia nikt z nas nie skupia się na wypadkach, śmierci, poważnych chorobach czy dłuższych pobytach w szpitalu. Nie bierzemy pod uwagę niepełnosprawności, gdy każdego dnia maszerujemy do pracy. Jesteście gotowi na takie zdarzenie losowe? Macie odłożoną na lokacie pewną sumę pieniędzy? Pewnie nie.

W takich sytuacjach warto mieć dobre i pewne ubezpieczenie na życie.

  • Takie, które będzie wsparciem dla rodziny.

  • Takie, które będzie wypłacało pieniądze a nie je blokowało.

  • Takie, które ma pracowników wspierających klienta.

  • Takie, które jest skrojone na miarę potrzeb.

Wybór odpowiedniego ubezpieczenia jest kluczem do sukcesu. Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, czego dokładnie potrzebuje Twoja rodzina? Czy podczas poważnego zachorowania bądź śmierci Twoja rodzina będzie w stanie opłacić bieżące rachunki? A może problem pojawi się w sytuacji, gdy konieczna będzie specjalistyczna opieka medyczna w tym rehabilitacja? Czy pobyt w szpitalu, wiąże się dla Was ze spadkiem jakości życia?

Widzisz, ja o tym przed rozmową z Panią Darią nie myślałam. Pokażę Ci jak to wygląda u nas. Gdybym ja zachorowała i była niezdolna do pracy, bądź musiałabym być w szpitalu – nie zarabiałabym. Prowadzę firmę, która działa na typowych zasadach B2B – czyli jeśli pracuje, to mam pieniądze, jeśli nie – jestem bez grosza. Dla mojej rodziny, byłoby to duże obciążenie finansowe, ponieważ stracilibyśmy całkowicie jeden dochód a opłaty firmowe zastałyby na tym samym poziomie. Nie należałoby mi się wtedy nawet 70% czy 80% płatności świadczeń ZUS-u. Wtedy w grę wchodziłoby zawieszenie działalności i modlitwa o to, byśmy z jednej wypłaty utrzymali naszą wielodzietną rodzinę. Byłoby nam bardzo, bardzo ciężko.

Podobnie będzie, gdy nadejdzie czas emerytury. 

Czy myślałaś o tym, co będzie za kilkanaście lat w momencie gdy wejdziesz w ten magiczny wiek? Twoje dochody znacznie się zmniejszą, a wydatki wzrosną. Zdrowie i kondycja nie będą w najlepszej formie. Zakup leków, wizyty u lekarzy, być może specjalna dieta czy zakup sprzętów. Dla wielu z nas, będzie to też konieczność dostosowania mieszkania/domu do osób starszych. Niekończące się wydatki, na które być może zabraknie pieniędzy. Co wtedy? Chciałabyś być obciążeniem dla swoich dzieci bądź wnuków?

Ja nie wyobrażam sobie tego. Oczywiście liczę na pomoc, ciepłe słowo i wsparcie moich dzieci, jednak nie chciałabym co miesiąc prosić ich o to, by zrobili mi zakupy, kupili leki czy wyremontowali mi kawałek mieszkania. Bo moja emerytura nie pokrywa potrzeb jakie mam. Zaczęłam zastanawiać się nad swoją przyszłością. Wiesz jak to zrobić?

  • Zacznijcie od zbadania swoich finansów. Sprawdź, na jaką emeryturę możesz liczyć w sytuacji gdy szczęśliwie przejdziesz na nią w wieku 60 bądź 65 lat.

  • Sprawdź jakie wydatki bieżące będziecie musieli ponosić. Zorientuj się, jaką część uda się odłożyć na konto oszczędnościowe. Być może będzie tak, że w tej puli nie zostanie nic… a nawet zabraknie na bieżące potrzeby.

Warto już teraz pomyśleć o swojej przyszłości na emeryturze. Ja już wiem, że potrzebowałabym dodatkowego wsparcia. Nie doszłam do tego sama, otrzymałam pomoc od Life Protection Advisor’a firmy Unum Życie TUiR S.A. Wspólnie zbadałyśmy wysokość emerytury, prześledziłyśmy wydatki i doszłyśmy do konkretnych wniosków. Ja takiej pomocy będę potrzebowała.

Na co powinniśmy zwrócić uwagę podczas wyboru ubezpieczenia?

  • Ubezpieczenie powinno być nastawione na pomoc Tobie w trudnej sytuacji. Powinno być wsparciem dla Ciebie i Twojej rodziny, zabezpieczać wszystkich na wypadek choroby, niepełnosprawności bądź śmierci.

  • Ubezpieczenie powinno być skrojone na miarę naszych potrzeb. Nie ogólne, które można kupić w promocyjnej cenie jednak mimo wszystko dopasowane do naszych możliwości finansowych.

  • Ubezpieczenie powinno zapewnić nam spokój i zaplecze finansowe, które jest niezbędne w trudnym dla nas okresie.

  • Ubezpieczenie powinno być elastyczne. Nasze życie to zmienna, składająca się z wielu czynników. Możliwość obniżenia składki czy odroczenie w płatności to punkt, który powinien znaleźć się w każdej umowie ubezpieczenia.

Dlaczego wybrałam Unum jako partnera?

Poza ofertą ubezpieczenia na życie, które zostało do nas dopasowane Unum posiada też Fundację,która wspiera osoby potrzebujące. W czasie walki z koronawirusem Unum wspiera także szpitale i Banki Żywności oferując chociażby zakup sprzętu niezbędnego do pracy w szpitalu. O pomocy jaką oferuje Unum w czasie pandemii przeczytacie (tutaj)

Dbasz o przyszłość swoją i swojej rodziny?
A czy masz polisę na życie?

 

*Wpis powstał w ranach współpracy z firmą Unum

 

Blog - archiwum Ciąża

Jak wyglądał mój 4 poród?

2 grudnia 2020

Ten post powstał na Waszą prośbę. W sumie się nie dziwie, bo to co się działo u nas w listopadzie było co najmniej… dziwne. Śledziłyście losy mojej ciąży bardziej, niż osoby z naszego otoczenia. Dostałam tak wiele wiadomości w stylu „Czekamy na Zojkę”, „Nie mogę się doczekać Waszej córeczki tak, jak swojej”. Ten klimat towarzyszył nam już od połowy października… czyli od momentu, gdy nasza ciąża była donoszona.

Termin porodu miałam według miesiączki ustalony na 9 listopada. USG pokazywało coś innego i termin ten, przypadał na 2 listopada. Dlaczego taki rozrzut? Sama do końca nie wiedziałam kiedy „to” się stało, dodatkowo karmiłam Macieja piersią więc moje miesiączki nie były jeszcze do końca regularne. To, kiedy miała pojawić się na świecie nasza córka było loterią. Jakieś daty zostały rzucone, jednak na wszystko miał wpływ tylko ten na górze.

Gdy nadszedł dzień terminu…

Tego drugiego, bo jednak w karcie ciąży zapisywany jest ten który wylicza się z ostatniej miesiączki… zjawiłam się u lekarza. Nie działo się nic, poza rozwarciem na 2 cm. Szyjka była twarda, długa a dziecko bardzo wysoko. Usłyszałam od ginekologa, że raczej tego 16 listopada spotkamy się w szpitalu, bo mała szansa że zacznie się samo, chociaż kto wie…

Miał rację. 16 listopada o godzinie 8 zjawiłam się w szpitalu. Po wykonaniu testu na COVID, zmierzeniu temperatury i wypełnieniu masy dokumentów, mogłam wjechać na magiczne 4 piętro – już sama, bez męża. Może wydać się to dziwne i niezrozumiałe dla wielu z Was… ale czułam strach i niepokój. Bałam się i bardzo chciałam mieć obok siebie męża – nie czułam ekscytacji. Wiedziałam co mnie czeka, bo miałam to zrobić czwarty raz dlatego byłam przerażona. Odebrali nam to, co było ważne.

Tego dnia jednak nic nie zrobili…

Dlaczego? Bo uznali, że jest już „za późno”. Nie chcieli o 12 zakładać mi cewnika, bo nie chcieli bym zaczęła rodzic w nocy. Wtedy na oddziale jest jeden lekarz, który „i tak ma masę pracy”. Każda inna dziewczyna tego dnia maszerowała po korytarzu z cewnikiem. Każda, poza mną. Byłam zła, bo zostawiłam rodzinę w domu, przygotowałam się na 2-3 dni w szpitalu a oni nie zrobili nic, by pomóc mi urodzić.

Cały dzień leżałam w łóżku, nie czułam motywacji by zrobić cokolwiek. Rozwarcia nadal nie miałam większego, szyjka nie współpracowała, a Zojka siedziała mega wysoko. Nie było szans, bym urodziła sama w najbliższym czasie. A moje łożysko już spełniło swoją funkcję. Badanie USG pokazało, że posiada już zwapnienia i powoli przestaje działać tak, jak powinno. Było już po prostu stare.

Wtedy nastąpiła zmiana warty.

We wtorek o 7:00 pojawił się na dyżurze inny lekarz, który po badaniu stwierdził, że nie mamy na co czekać i działamy. Wiedział, że jestem już sporo po terminie, że 3 razy bez indukcji nie udało mi się urodzić, że łożysko jest w kiepskim stanie i… ma dyżur całą noc więc „urodzimy to dziecko”. Chwilę później miałam już cewnik Foleya i dreptałam po szpitalnych korytarzach aż do 19. Chodziłam cały czas, wspólnie z koleżanką z pokoju.

Wieczorem, przy wyjęciu „balonika” usłyszałam jednak coś, czego nie chciałam.

„Pani Basiu, rozwarcie nadal 2 cm, balonik nie skrócił ani nie spowodował że szyjka jest miękka, córka nadal bardzo wysoko. Jak do jutra nie urodzimy będziemy musieli inaczej malucha urodzić”. Wiedziałam, że chodzi o CC i w tym momencie nogi zrobiły mi się jak z waty. Wiem, że czasem trzeba. Wiem, że to operacja ratująca czasem życie matki i dziecka. Wiem, że lekarz musiałby to zrobić, jeśli nie byłoby szansy urodzić naturalnie. Jednak dla mnie CC jest skomplikowaną operacją, której wolałabym uniknąć.

Cały wieczór przepłakałam!

Na IG napisałam tylko, że lekarze zaproponowali CC jeśli nie ruszy samo jutro. Nie powiedziałam nic więcej, wyłączyłam telefon i płakałam po prostu. Chyba ogrom emocji związanych z przenoszeniem ciąży, brakiem reakcji lekarzy z dnia poprzedniego i ta informacja o CC… to wszystko się skumulowało i musiało gdzieś wyjść. Koleżanka z sali próbowała mi pomóc, pielęgniarka także. Ale łzy leciały same i nie umiałam ich powstrzymać.

O 21 poszłam spać. Zmęczona, zniechęcona i zła. Przez noc nie działo się nic. Zupełnie nic! Ale dzień w szpitalu zaczyna się o 5 rano, wtedy pielęgniarki przychodzą podłączyć pod KTG. Moje nie pokazywało nic, płaski zapis jak zawsze – zero skurczy. A ja, już nastawiałam się na to, że po trzech porodach naturalnych czeka mnie CC.

Wtedy jednak coś zaskoczyło!

Ok 5:30 poczułam lekkie ukłucie. Taki mikro ból brzucha – poprosiłam o badanie. Jednak pielęgniarka stwierdziła że podłączy mnie pod KTG raz jeszcze. Zapis był płaski, bo to co czułam było delikatne. Gdy o 5:45 chcieli mnie odłączyć pojawił się mini skurcz na zapisie. Lekarz poprosił, by zostawili mnie pod zapisem jeszcze na 10 minut. o 5:55 były trzy mini górki na KTG. To było coś!

Tzn dla mnie, to było „dużo” a dla pielęgniarki „nic”. Wiecie, coś na zasadzie „co za upierdliwa baba, boli ją lekko brzuch a już panikuje”. Chociaż rzuciła jeszcze szybko „jak chcesz rodzic to poczekaj do 7, serio. Ta zmiana co jest teraz na porodówce to nic dobrego. Każda inna będzie lepsza”. Oki, może miała rację. Jednak nie dawałam za wygraną i wyszłam na korytarz, moją koleżankę z sali wzięli już na oxy. Pojawiła się położna z porodówki, która przyszła po jej dokumenty. Zagadałam, że chciałabym być zbadana bo boli mnie brzuch. Zgodziła się, to przecież była chwila.

Po wywiadzie, który to poród, jak przebiegały poprzednie… usłyszałam „bierz wodę i telefon idziemy na porodówkę, masz 6 cm rozwarcia”. A wtedy, pierwsze co pomyślałam to… „o ty babo! Jednak miałam rację!”

O 6:04 napisałam do męża SMS.

„Idę na porodówkę”. Same widzicie jak szybko wszystko szło, więc na IG była cisza. Na sali spokojnie ubrałam się w koszulę, poszłam do Wc, wypełniłam dokumenty noworodka i swoje… podłączono mnie do KTG. Wszystko na luzie, bo skurcze były takie jak miałam przy okresie. Nie bolało specjalnie mocno. Gdy już się położyłam, zerknęłam na monitor komputera była 6:17. Poczułam pierwszy turbo skurcz. Ale już był tak mocny… początkowo myślałam że z bólu popuściłam, ale po porodzie dowiedziałam się że to wody poszły. 😀 Miałam już rozwarcie, szyjka była miękka ale moja córka była wysoko… położna poprosiła mnie bym przy każdym skurczu parła lekko by pomóc jej zejść niżej.

Nie pamiętam za dużo. Pamiętam krzyk położnej „dzwoń na noworodki”, „zobacz co się dzieje”, „nie zdążyłam tego zrobić”, „Basia raz mocno, teraz, przyj”. Ja się zapierałam, a położna mówiła do mnie że mam przestać, bo dziecko już jest na świecie i leży na moim brzuchu. Byłam w takim szoku, byłam tak spięta i przerażona. Odpływałam z bólu i nie skojarzyłam, że moja córka jest już ze mną.

Nasza córka. Zojka.
Urodzona o 6:28.
4060 g i 57 cm.
10 punktów.

Po fakcie dowiedziałam się że…

Położna przerwała wypełnianie dokumentów, bo główka zaczęła wychodzić. Nie zdążyła się ubrać, rozebrać łóżka porodowego, podłożyć mat zabezpieczających. Nie urodziłam najpierw główki, a później całego ciałka. Zojka wyszła za jednym pchnięciem w całości. Miała mieć 3600 g a wyszło trochę więcej. Po wszystkim, miałam problem by urodzić łożysko i mało brakowało bym była czyszczona. Dzięki pomocy 2 położnych i lekarza urodziliśmy je. Ta „fatalna zmiana połoznych” o których usłyszałam rano była moim zdaniem najlepszym co mnie tego dnia spotkało. Tyle wsparcia, pomocy i kopa do działania nie dostałam przy żadnym wcześniejszym porodzie.

Na sali poporodowej zjadłam 3 Grześki, poszłam się wykąpać i na drugi dzień prosiłam by wyjść do domu. Było szybko, ale nie oznacza to, że bolało mniej. Nikt, nigdy nie namówi mnie na kolejne dziecko. To co kobieta wtedy czuje jest chore. Dziecko to cud, ale tych cudów już mi wystarczy.

I na koniec…

Tak – rodziłam w maseczce.
Nie – każdy kolejny poród nie boli mniej.
Tak – po 36 godzinach możesz wyjść z noworodkiem do domu i nikt nie ma prawa Ci tego zabronić.
Tak – obkurczanie macicy po każdym kolejnym porodzie jest bardziej bolesne. Po Macieju bolało bardzo, ale to co miałam teraz porównywałam ze skurczami porodowymi.

Blog - archiwum

Pierwsze świadome święta roczniaka! Co pod choinkę dla maluszka?

1 grudnia 2020

Będąc nastolatką, straciłam gdzieś radość z wszystkiego co mnie otacza. Pewnie większość z nas ma podobnie. Znajomi, szkoła i te „nastoletnie problemy” tak przyćmiły mi wszystko, że nie potrafiłam cieszyć się z małych rzeczy. Skupiłam się być może nie na tym, na czym powinnam. 

Stało się wtedy coś, co zmieniło moje postrzeganie świata. Kończąc osiemnaście lat weszłam w dorosłość podwójnie. Trzymałam w jednej ręce dowód osobisty, jako znak dojrzałości. A w drugiej dziecko, które uświadomiło mi, że życie które znałam wcześniej mocno się zmieni. Doszła odpowiedzialność, strach ale też miłość i chęć pokazania tej istotce… że życie jest piękne, mimo wszystko.

Nigdy nie starłam się być mamą idealną!

Bo takie nie istnieją. Chciałam i nadal chcę, być mamą która jest, wspiera, pomaga, kocha, przytula. Mamą z którą można usiąść i wypić herbatę, która pomoże w zadaniach domowych i nigdy nie skarci za błąd. Takie było założenie od początku i chyba całkiem nieźle ten plan udaje się realizować.

Dzięki temu, co sobie obiecałam w dniu, gdy mój syn pojawił się na świecie… każdego dnia odkrywam radość małych rzeczy od nowa. Przestałam już się smucić z byle powodu, nie myślę za dużo o negatywnych rzeczach i celebruje chwile które przemijają a zarazem sprawiają mi radość.

Doceniam każdą okazję, by być razem.

Tak w 100% być razem. Bez pracy, bez obowiązków, bez złości i gniewu. To te momenty, gdy na buzi króluje uśmiech, w tle leci wesoła muzyka a moja rodzina wspólnie szaleje na dywanie. Nie ma takich chwil w ciągu roku zbyt wiele, wiedzą o tym wszyscy rodzice którzy muszą wychodzić do pracy. Codziennie obowiązki domowe, zawodowe, rodzinne także odciągają nas od wspólnego czasu a gdy uwagę swoją trzeba podzielić nie na jedno, a jak w naszym przypadku na czwórkę dzieci… mówimy że niemożliwe staje się możliwe.

Każde święta to okazja do rodzinnych chwil!

Dla nas to głównie moment, by spędzić te dni razem. Właśnie bez pracy i innych czynności które zabierają uwagę. W ciągu roku nie ma wielu okazji, dlatego cieszymy się z każdej która się pojawia, nawet najmniejszej. Ubieranie choinki, pieczenie pierniczków, wspólne gotowanie… ale także dekorowanie mieszkania i tworzenie ozdób z papieru. Dla rodziców jest to też czas poszukiwań! Nie byle jakich… bo w grę wchodzą upominki dla najmłodszych członków rodziny.

To moja ulubiona czynność podczas świąt!

Nie gotowanie, pieczenie i sprzątanie. Największą radość sprawia mi kupowanie, a następnie pakowanie upominków dla moich dzieci. Wychowane w myśl zasady, że bez okazji takich jak święta, urodziny czy dzień dziecka prezentów nie otrzymujemy – upominki takie sprawiają ogrom radości! Każda wstążeczka, każdy kawałek podartego papieru i spora ilość nowych zabawek sprawiają że uśmiech z trzech buziek nie schodzi przez długi czas.

Te święta są pierwszymi, które Maciek przejdzie świadomie. Będzie choinka, będą kolędy i samodzielnie będzie rozpakowywał każdy upominek. Dlatego ten rok będzie inny, już bez przypadkowych prezentów. Teraz pojawią się takie, które dopasowaliśmy do niego – by sprawiły radość. Całą rodziną dbamy o to, by każdy miał swoją pierwszą „świadomą” gwiazdkę najbardziej wyjątkową.

Co znajdzie się pod choinką dla najmłodszych?

W tym roku trzy pozycje!

Pluszowa sowa E-Edu Artyk – która stymuluje rozwój wzroku, słuchu i mowy, a także inteligencji emocjonalnej i wrażliwości dziecka. Zachęca je też do aktywności i wspólnej zabawy.

„W sposób przystępny dla dziecka, poprzez zabawę porusza ważne tematy: o tym, jak zachowywać się w lesie, aby nie straszyć zwierząt o tym, jak to przechwalanie się nie popłaca, o relacjach w rodzinie.”

Domek edukacyjny E-Edu Artyk –   to sorter i zabawka dydaktyczna w jednym. Dzięki tej zabawce dziecko uczy się rozpoznawania kształtów i dopasowywania ich do otworów, ale również ćwiczy koordynację ruchowo-wzrokową.

Słonik zwierzaczek muzyczny E-Edu Artyk – jest to pozycja dla najmłodszych, więc póki co chyba bardziej dla Zojki. Podczas odtwarzania włącza się migoczące światełka 12 kołysanek 6 zabawnych dźwięków. Odtwarza odgłosy natury, ptaków a także dziecięcego śmiechu.

Jesteśmy pewni, że Maćko będzie zachwycony!
A jaki prezent będzie w tym roku u Was pod choinką?

 

 

 

Blog - archiwum Ciąża

Dylematy kobiety w ciąży! Jak i gdzie szukać okazji?

27 listopada 2020

Ciąża to wyjątkowy stan. Tak bardzo wyjątkowy, że zmienia się w życiu kobiety prawie wszystko (mężczyzny także, jednak nic nie zmieni faktu że kobiety w większym stopniu). Zmienia się wygląd, psychika, hormony szaleją i… nagle jej serce zostaje przekazane tej małej istotce.

Moja ciąża trwała wieki. Wiecie o tym doskonale!

Czwarty raz byłam w  ciąży i czwarty raz… miałam poród indukowany z powodu braku rozpoczęcia się samoistnie akcji porodowej. Taki mam organizm – sam nie wie, kiedy jest czas by dziecko pojawiło się po drugiej stronie brzucha. Każda kobieta w tym okresie chcąc czy nie, otrzymuje w gratisie kilka dodatkowych kilogramów. Niektóre z nas, mają to szczęście, że tyją tylko tyle, ile faktycznie waży dziecko, łożysko i wszystkie okołociązowe „dodatki”. Jednak spora część z nas, poza tymi oczywistymi dostaje te, których wolałaby nie mieć.

Nie wnikam w to, jaka waga jest prawidłowa, ile każda z nas powinna przytyć i jak wyglądać. To indywidualna kwestia, która jest ruchoma w zależności od samopoczucia, stanu zdrowia, początkowego wzrostu i wagi i innych czynników. Wiecie co mnie za to interesuje?

Jak i gdzie szukać ubrań ciążowych?

By były wygodne, funkcjonalne i przede wszystkim… wykorzystane nie tylko w trakcie ciąży. Nie jestem osobą, która wydaje pieniądze na prawo i lewo. Ciężko pracujemy z mężem, pewnie jak większość z Was dlatego doceniamy i szanujemy to, co mamy. Nie widziałam w żadnej mojej poprzedniej ciąży, tak samo jak w tej teraz sensu kupowania ubrań których nie wykorzystam później.

Jednak rosnący brzuszek spowodował konieczność wybrania się na zakupy. Wygoda i swoboda były dla mnie na wagę złota. Trzy z moich ciąż trwały od stycznia/marca do września/grudnia. Tylko jedna z nich była ciążą od września do czerwca. Dlaczego to takie ważne?

Trzy razy skupiałam się na letnich ubraniach.

Okres letni, to trudny czas dla kobiet w ciąży pod względem fizycznym. Znacznie łatwiej jednak dobrać w tym czasie garderobę. Nasz brzuszek pięknie wygląda w lekkich, zwiewnych sukienkach czy dłuższych tunikach. Sukienki ciążowe to must have kobiety która spodziewa się maluszka. Można poszaleć z długością, materiałem ale też dopasowaniem kroju do naszej figury. Ktoś, kto chce eksponować dumnie „piłeczkę” wybierze bardziej opięte fasony, a kobieta która nie czuje takiej potrzeby – postawi na luźniejsze. Sukienki mają to do siebie, że z powodzeniem możemy wykorzystać je w późniejszym okresie – karmienia piersią, czy biegania za rezolutnym przedszkolakiem na placu zabaw. Lubie takie wybory!

Co w sytuacji, gdy ciąża jest „zimowa”?

Dla mnie było to nie lada wyzwanie. Wciśnięcie brzuszka w większość moich spodni, bluzek czy kurtek była niemożliwa. Tak długo jak mogłam, korzystałam z zasobów szafy jednak gdy ostatnie ubrania krzyczały, że bardziej się już nie rozciągną… musiałam udać się na zakupy. Zimą, moim priorytetem była ochrona brzuszka. Nie chciałam biegać z odpiętą kurtką – a brzuch mieć okryty tylko lekkim skrawkiem materiału. Wiedziałam też, że potrzebuje ubrań na teraz i na później… takich, by się „nie zmarnowały”.

Postawiłam na bluzy ciążowe. Które nie dość, że były ciepłe i chroniły brzuszek, to były także dostosowane do karmienia piersią! Wykorzystuje każdą z nich do dziś, dzięki urokom ciąży rok po roku. A drugą rzeczą, bez której nie wyobrażałam sobie zimy w ciąży było coś, w czym mogłam wyjść na dwór. Bez zakrywania brzucha szalikiem, grubym sweterkiem… chciałam po prostu się zapiąć! A po ciąży wykorzystać to, do chustonoszenia! Płaszcze ciążowe nie muszą być wielkie, luźne i… brzydkie. Mamy już teraz tak duży wybór – z którego aż żal nie skorzystać.

Tak było u mnie! A jak jest u Ciebie?

Zdaję sobie sprawę z tego, że każda z nas ma inne potrzeby. Każda ciąża jest inna – różnimy się sylwetkami, miejscem zamieszkania. W ciągu dnia robimy zupełnie inne rzeczy więc te potrzeby się zmieniają. Wiesz co się nie zmienia? Nasza chęć, by przejść ten stan w spokoju a także to, by było wygodnie. Bo nie ma nic gorszego niż niemoc zawiązania sobie samodzielnie butów, a gdy ciasne jeasny to utrudniają – grr!

Chętnie dowiem się, co było dla Ciebie ważne 🙂 
W czym czułaś się najlepiej? 

Blog - archiwum

Placki ziemniaczane na trzy sposoby!

9 listopada 2020
Placki ziemniaczane na trzy sposoby

Będąc taką „obiadową głową rodziny” sześcioosobowej mam nie lada wyzwanie. Raz w tygodniu planuję posiłki na cały tydzień, jadę na zakupy i tworzę śniadania, obiady i kolacje takie, by każdy był zadowolony. Zdarza się, że ktoś ma ochotę na coś – czego ktoś inny nie lubi. Znasz ten problem? Mam na to rozwiązanie – przepis na placki ziemniaczane na trzy sposoby!

Dla mnie gotowanie kilku obiadów w ciągu jednego dnia nie wchodzi w grę. Nigdy nie zgodzę się na to, by trzy zupełnie różne dania przygotować dla mojej rodziny podczas jednego posiłku. Zdarza się, że ktoś czegoś nie je. Czy mam wyrzuty sumienia? Nie. Jednak trochę serducho boli, gdy któreś z dzieci nie chce jeść tego, co przygotowałam.

Wtedy kombinuje, ale nie zmieniając zupełnie koncepcji. Tworzę takie dania które zadowolą każdego. Posiadają jedną bazę, a dodatki każdy dobiera pod swoje kubki smakowe. Wiesz co jest takim moim konikiem?

Placki ziemniaczane na trzy sposoby!

Tworzę jedną bazę. Ścieram na tarce o grubych oczkach ziemniaki (koniecznie! tak lubimy najbardziej), dodaję jedno jajko, sól, pieprz i tyle mąki by zgadzało się konsystencją – można dodać także startą na tarce cebulkę. Jeśli nie odnajdujcie się w takich przepisach „na oko” polecam ten przepis na placki ziemniaczane który znalazłam na portalu Przepisy.pl

To jest moja baza, z której stworzę placki ziemniaczane na trzy sposoby. Dla Blaneczki po prostu z cukrem, bo tak lubi najbardziej. Chociaż wiem, że są także łasuchy, które wykorzystują kleks kwaśnej śmietany. Natomiast mężczyźni w naszej rodzinie są bardziej wybredni, wymagający i… mięsożerni. Głośno domagają się czegoś ich zdaniem „bardziej konkretnego”.

Powstaje wtedy coś wyjątkowego!

Placki po węgiersku. Lubię, szanuję i doceniam za fakt, że sos robi się praktycznie sam. Danie jednogarnkowe, które w połączeniu z plackami, które wcześniej przecież przygotowałam tworzą kompozycję idealną. Dla moich trzech chłopaków – doskonałą. Przepis na placki po węgiersku znajdziesz TU.

Ale, ale! To nie wszystko. Chociaż placki kocham, to sam cukier mnie nie nasyci. Jestem też typem człowieka, który mięso lubi – jednak gdy ma inną opcje do wybory to z niej korzysta. I tak… zawsze powstaje jeszcze trzecia opcja dla naszych placków ziemniaczanych.

Placki ziemniaczane z grzybami!

Jak już wspominałam, baza jest więc możemy działać z dodatkami. Zwykły i banalny przepis na smaczne placki, przerobić tak by powstały trzy zupełnie różne dania. Ja wybieram wersję vege – z grzybami i cebulką w śmietanie. Najprostszy przepis pewnie każdy z nas zna. Na pewno każdy, kto lubi i jada grzyby. Jeśli się boicie, śmiało można zastąpić je pieczarkami a danie wtedy nie traci na smaku. Może połączenie wydaje się dziwne – ale koniecznie musicie tego spróbować. Placki ziemniaczane z sosem grzybowo-śmietanowym z TEGO przepisu to mistrzostwo. Niebo w gębie!

Kombinujecie czasem tak z obiadami?
Mam wrażenie, że im nas więcej, tym lepiej idzie mi takie łączenie bazy z różnymi dodatkami. Wilk syty i owca cała.

Blog - archiwum Zdrowie

Jak dbamy o uśmiechy naszych dzieci?

3 listopada 2020

Odkąd pamiętam, dbanie o zęby moje i dzieci było dla mnie priorytetem. Gdy każdemu wyszedł pierwszy ząbek, pojawialiśmy się już regularnie u stomatologa. Nie tylko wtedy kiedy bolało, wizyty odbywają się co trzy miesiące bez względu na to, czy coś się dzieje czy nie.

I tak, od blisko ośmiu lat, gdy wyszły pierwsze jedynki Antkowi jestem stałym bywalcem przychodni stomatologicznej. Nasz numer mają już zapisany w telefonie i odbierają słowami „Dzień dobry pani Basiu, kontrola czy coś się dzieje?” Najczęściej to pierwsze, jednak wiem że dzięki temu, że jesteśmy tam tak często lekarz może wyłapać nieprawidłowości na bieżąco.

Wierzę, że dzięki temu nie mamy większych problemów z zębami. Zarówno dzieci, jak i moimi. Mało tego! Cała trójka, nie boi się wizyt u stomatologa! Dlaczego?

  • Wybrałam lekarza z powołaniem. Ciepły, delikatny i potrafiący rozmawiać z dziećmi.

  • Znają go! Odkąd każdy miał 10 miesięcy pojawia się tam co 3 miesiące.

  • 90% wizyt to tylko przegląd, wiec nie idą tam ze świadomością, że za moment będzie bolało.

Niestety mąż jest tym typem, który biegnie tylko wtedy gdy boli – czyli jak większość ludzi na świecie. Uznałam to za mój osobisty sukces – bo nie ma nic gorszego niż zaniedbany uśmiech człowieka. Nie tylko ze względów wizualnych, ale także zdrowotnych.

Wierze też, że dzięki temu, nasz syn miał szybko postawioną diagnozę. Jaka matka, która nie skończyła medycyny wie, jakie są terminy wypadania czy wyrastania poszczególnych zębów. Internet może wie wiele, ale bezpośredni kontakt nie zastąpi porady online. Tym sposobem, nasz stomatolog zasugerował nam, problemy ze szczęką Antka i zalecił wizytę u ortodonty. Ośmiolatek, posiadający więcej mlecznych zębów niż stałych, nosi aparat.

Niestety, ale dwójki które wypadły w 2018 roku (w okolicy czerwca) do grudnia 2019 nie wyrosły. Ja jako mama, nie wiedziałam że to problem – teraz jestem mądrzejsza. Nasz syn nosi stały aparat dzięki czujności i regularnym kontrolom u lekarza stomatologia.

Jakie problemy zdrowotne zaczynają się od zębów?

Po pierwsze coś, co uznawane jest już za chorobę cywilizacyjną. Aż 99% ludzi starszych cierpi na taką dolegliwość. Próchnica, nieleczona u dzieci może przejść na stałe zęby, powodować problemy z dziąsłami i niszczyć tkanki przyzębia. U dorosłych, powodują nawet bóle zatok, głowy, anginę czy zapalenie gardła. Gdy drobnoustroje zadomowią się na naszych zębach mogą dostać się do krwiobiegu i rozprzestrzenić się po całym organizmie. Nasza krew może stać się gęstsza, co obciąża dodatkowo serce – które będzie musiało wykonać jeszcze cięższa pracę, niż do tej pory. To jednak wierzchołek góry lodowej – koniecznie poczytaj o tym w wolnej chwili. To bardzo ważne!

Blanka miała taki problem!

Przez brak informacji w szpitalu, nie dbałam o higienę jamy ustnej mojej córki tak, jak powinnam. Gdy trafiliśmy na oddział z zapaleniem płuc, mieliśmy wziewy z leku, który powoduje próchnice. Nie miałam pojęcia, że po każdym wziewie, powinnam umyć dokładnie zęby mojej córce – człowiek jest mądry po szkodzie. Dlatego od momentu gdy skończyła rok stomatolog fluoryzuje ząbki Blanki, dzięki czemu nic się dalej nie przenosi. Prosty, bezbolesny zabieg, który pozwala zapanować nad tym, co już się stało i nie bardzo da się uratować.

Jak dbamy o uśmiechy naszych dzieci?

Już wiesz dlaczego dbanie o uzębienie dzieci jest dla mnie tak ważne. Nawyki, które wypracujmy teraz, będą procentowały w przyszłości. Wizyty u stomatologa staną się dla nich oczywistością, nie przykrym obowiązkiem. Tak samo, jak szczotkowanie zębów i dbanie o to, by ich kondycja była na wysokim poziomie.

Tu naprawdę nie trzeba nic nadzwyczajnego! Szczotkować zęby powinniśmy minimum 2 razy dziennie. Raz, zaraz po przebudzeniu (jeszcze przed śniadaniem!) by nie połykać bakterii namnożonych w jamie ustnej przez noc. A drugi raz przed snem, by zebrać resztki jedzenia z całego dnia. To takie absolutne minimum!

Jaką pastę i szczoteczkę wybraliśmy?

Śmieszna sytuacja, bo aktualnie używamy 4 różnych past w naszym domu! Myślę, że zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych jest to działanie na zasadzie metody prób i błędów. Każdy z nas ma inne potrzeby, inne dolegliwości, inne wymagania, inną strukturę czy wytrzymałość zębów. Ty, szukasz pasty wybielającej, moja ciocia odświeżającej, kuzynka takiej która niweluje krwawienie dziąseł.. My kupujemy dla dzieci saszetki, dostosowane do ich wielu. Maćko ma taką od pierwszego ząbka, Blanka dla dzieci 6-9 lat. Oboje bez fluoru. Natomiast Antoni, korzysta już z dorosłej, ze względu na aparat i zalecenie lekarzy, szukaliśmy jednak takiej najbardziej delikatnej w smaku. My z mężem nie mamy większych wymagań, na szczęście – więc bierzemy praktycznie za każdym razem inną.

Większy nacisk kładziemy na szczoteczkę!

Początkowo były to silikonowe nakładki na palec, następnie szczoteczki do reki z dziurką na palec by maluszkowi było łatwiej chwycić, a następnie już każdy awansuje na „dorosłą” szczoteczkę soniczną. Pozwalamy dziecku zrobić to samodzielnie, w formie zabawy i nauki a następnie ZAWSZE poprawiamy po dziecku tą czynność. Jak długo? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, powiem tak… nasz 9 latek nadal robi to niedokładnie więc poprawiam. Musisz zobaczyć, kiedy u Ciebie będzie to „ten czas”.

Czy dzieci mogą używać szczoteczek sonicznych?

My korzystamy ze szczoteczek sonicznych od momentu, gdy dzieci kończą trzy lata. Po konsultacji lekarskiej, wybraliśmy najlepszą dla nas opcję i szczerze polecam każdemu takie rozwiązanie. Aktualny wybór producentów jest spory. Produkty dostosowane są do wieku wielkością, mocą i dopasowaniem do małej buźki dziecka.

Dla nas jest to wygodne z jeszcze jednego powodu. Zachęty! Manualna szczoteczka nie daje im tyle radości, co taka soniczna! Drgania, dźwięki, światełka, czujnik… tylko rodzic zrozumie, że takie rzeczy sprawiają dzieciom radość.

Czy o aparat i zęby po fluoryzacji musimy dbać inaczej?

Według naszego ortodonty, niespecjalnie. Ważniejsze poza higieną jest unikanie produktów twardych, ostrych i mogących uszkodzić druty bądź koraliki. Poproszeni zostaliśmy o to, by minimum dwa razy dziennie porządki wyczyścić aparat, a w ciągu dnia – gdy zajdzie taka potrzeba. Widzę, że po obiedzie Antek idzie do łazienki i szczotkuje samodzielnie. Ja tylko dwa razy dziennie poprawiam.

U Blanki nie ma absolutnie żadnych wymagań dotyczących pielęgnacji. Wygląda ona tak samo, jak wcześniej. Fluoryzacja nie wpływa na to, jak dbać o zęby. Robimy to po prostu tak, jak do tej pory.

Dbacie o zęby swoich dzieci?
Macie swoje ulubione produkty do tego celu?

 

Blog - archiwum Ciąża

Hemoroidy w ciąży – wstydliwy problem o którym się nie mówi!

30 października 2020

Długo zastanawiałam się, czy temat poruszyć. Jest to ekstremalnie temat tabu, podobnie jak seks czy robienie kupy. Nie, nie porównuje wydalania do stosunku… raczej to, jakie emocje wywołuje w nas, ludziach. Co jest dziwne, wg statystyk aż co drugi człowiek miał taki problem!

Mój mąż do dziś mówi, „ładne dziewczyny nie robią kupy!” wiec po części wypiera to ze swojego umysłu. Coś co jest naturalne, budzi obrzydzenie. Tak samo jest z hemoroidami. Dotknąć mogą one każdego. Młodego, starego. Zdrowego, chorego. Kobietę, mężczyznę. Ciężarną i sportowca.

Co to właściwie te hemoroidy?

Hemoroidy, są naturalnymi strukturami odbytu. Wypełnione krwią poduszeczki uszczelniają kanał odbytu i razem z mięśniami zwieracza kontrolują wydalanie. Gdy zaczynają działać nieprawidłowo – wtedy pojawia się problem. Guzki powiększają się ponad normę i wypełniają krwią.

Czy hemoroidy bolą?

Są różne stadia tej choroby. Żylaki mogą być wewnętrzne i zewnętrzne. niektóre nie dają żadnych objawów. Inne swędzą, kolejne szczypią, inne krwawią a jeszcze inne powodują ból który ciężko jest wytrzymać. Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Mnie to bolało tak mocno, że nie wiedziałam jak siedzieć. O spacerze mogłam pomarzyć, chociaż ruch jest wtedy wskazany. Skorzystanie z toalety było wyczynem i naprawdę ograniczałam go do minimum. Kolejny błąd – bo wstrzymywanie, brak jedzenia i doprowadzenie do sytuacji w której pojawi się zatwardzenie – potęguje dolegliwości.

Szybka reakcja – telefon do lekarza, wycieczka do apteki i aplikacja leków. Każda chwila zwłoki, powoduje zaostrzenie objawów, podobnie jak w przypadku zapalenia pęcherza moczowego. Im szybciej, tym większa szansa na pozbycie się problemu bez łez.

Dlaczego pojawiają się w ciąży?

Przyczyn jest wiele. Zaczynając od tych, które dotyczą osób które w ciąży nie są po te typowe okołociązowe. Macica uciska żyły, co nie ułatwia odprowadzania krwi z narządów. Wytwarza się tez wtedy większa ilość progesteronu – odpowiedzialnego za elastyczność tkanek. A fakt, że nie nabawiłaś się ich w trakcie ciąży nie oznacza, że nie pojawią się chwilę po niej. Niestety parcie podczas porodu siłami natury może osłabić ścianki odbytu i spowodować bolesne guzki.

Jak pomóc sobie?

To pytanie jest kluczowe dla kobiet w ciąży. Dlaczego? Bo będąc 4 raz w tym stanie już wiem, że możliwości jakie mamy są ograniczone. Nie można większości leków, a każdy krok należy konsultować z lekarzem bądź położną. Nie wejdziesz do apteki po syrop na przeziębienie – bo możesz tylko naturalnie.

Warto od początku zadbać o dietę. Pić dużo wody, stosować lekką dietę i nie doprowadzać do sytuacji gdy pojawia się zatwardzenie. Wiem, że zmiany hormonalne w ciąży są ogromne – maja one wpływ na nasz organizm. Maja tez wpływ na pojawienie się problemów z wypróżnianiem a nawet pojawiania się samych hemoroidów.

Najważniejsze jest zapobieganie chorobie. Aby uniknąć hemoroidów:

  • prowadź aktywny tryb życia 

  • unikaj częstych zaparć

  • wybieraj raczej twarde krzesło do pracy i rób sobie przerwy

  • unikaj długotrwałego napinania mięśni brzucha podczas toalety

  • pamiętaj o higienie intymnej

  • wystrzegaj się seksu analnego 

  • noś bawełnianą bieliznę.

Co usłyszałam od lekarza?

Po prześledzeniu mojego dnia, diety, wyników badań… uznał, że wyszły „tak po prostu”. Wpływ na to miała ciąża, nacisk na jelita i odbytnicę. Ból był ogromny – nie mogłam chodzić, nie mogłam siedzieć nie mogłam robić nic – tak bardzo to boli. Używałam czopków i maści. Działałam tak, jak zalecił lekarz i chociaż nie dawał większych szans na to, że się wchłoną – bólu już nie ma. Pomogło.

Tyle ile ludzi, tyle przypadków. Podobno. zdarzają się takie sytuacje, gdy hemoroidy znikają dopiero w momencie porodu dziecka. Gdy ten nacisk dziecka znika i organy wewnątrz jamy brzusznej zaczynają wracać na swoje miejsce.

Też jesteś zdania, że powinniśmy przestać
traktować ten temat jak temat tabu? 

Blog - archiwum

Celebrujemy małe sukcesy – jak lubimy świętować?

28 października 2020

Mamy jedną zasadę – cieszymy się z małych sukcesów. Celebrujemy to, co niektórym wydaje się marnym powodem do świętowania. Cieszymy się z każdej rocznicy, każdego nowego zęba dziecka, każdej pozytywnej oceny, awansu czy osiągnięcia przez członków naszej rodziny dużych i małych sukcesów.

Przyjęliśmy taki model działania by się motywować do zmian czy do tego, by wskakiwać na kolejne szczeble kariery czy bądź umiejętności. W naszym domu każdy wie, że cieszymy się z osiągnięć, które mamy. Wyjście do kina, z okazji „piątkowego tygodnia w szkole Antka” czy udanego przedstawienia w przedszkolu Blani. Celebrowaliśmy pierwszy ząbek mleczny dzieci, pierwszy ruszający się i wypadający też.

Cieszymy się z urodzin, imienin, rocznic. Wychodzimy z domu, bądź zamawiamy jedzenie z restauracji z okazji awansu mojego czy Daniela w pracy. Cieszymy się, gdy zachodzimy w ciąże pijąc całą rodziną piccolo a także grillując na grillu jednorazowym przy zakupie działki budowlanej.

Tak było i tym razem!

Jednego dnia świętowaliśmy dwie rzeczy. 20 października to dzień naszego ślubu. W 2018 roku ślubowaliśmy miłość, wierność i wzajemny szacunek. Tego dnia staliśmy się prawnie rodziną i zostanie tak już, póki śmierć nas nie rozłączy. Wiedzieliśmy, że czeka nas świętowanie tego dnia, jednak nie spodziewaliśmy się dodatkowych atrakcji!

Kilka dni przed rocznicą, zadzwonił do nas notariusz z informacją… że 20 października zaprasza nas na podpisanie aktu notarialnego. Aktu własności naszej drugiej działki! Nie wiem czy wierzycie w takie znaki, ale dla mnie są mocno oczywiste.

Ziemia, której szukaliśmy długo
Ziemia, dosłownie wybłagana bo nie było w tym miejscu terenów
Ziemia, jedna z ostatnich
Ziemia… która ma być nasza w dzień nasze rocznicy

Dla mnie to sygnały, mówiące o tym, że jest nam pisana. Tak po prostu.

Dlatego musieliśmy to uczcić!

Wieczorem, po podpisaniu dokumentów, zabraliśmy dzieci i wyjechaliśmy do Poznania. Na kolację, taką wyjątkową. Na co dzień staramy się żyć dość skromnie i wyjazdy w takie miejsca są naprawdę dla nas wyjątkowym przeżyciem. Kosztowanie nowych smaków, przebywanie w miejscach pięknych wizualnie to miód na nasze serca. Doceniamy takie możliwości, bo nie są u nas codziennością.

Tym razem, nasze sukcesy uczciła z nami niesamowita ekipa z Prezentu Marzeń – bo to dzięki nim, mogliśmy tam być. Wyjątkowe sytuacje wymagają wyjątkowej oprawy. Dzięki temu my, poczuliśmy się rozpieszczeni.

Było wszystko!

Smaczne włoskie pieczywko, zupa krem z pomidorów i pikantna krewetkowo-łososiowa. Była pizza, łosoś na risotto z porem a na deser… kawa i słodkości. Dla dzieci beza, dla rodziców creme brulee! Nasza brzuchy pękały od ilości jedzenia. Dosłownie grzeszyliśmy, jednak okazja była wielka – podwójna i wyjątkową. Prawda?

Celebrujecie takie małe bądź wielkie chwile?

Blog - archiwum Zdrowie

Jak dbamy o naszego alergika – atopika!

21 października 2020

W naszym domu, każde dziecko ma problemy na tle alergicznym. Pisałam i mówiłam już o tym nie raz. Pierwsze objawy zaczęły się wcześnie, jednak nie skojarzyliśmy i nie powiązaliśmy tego z alergią. Był kaszel, były podkrążone oczy, było zapalenie oskrzeli i w przypadku braku szybkiej reakcji… także zapalenie płuc. 

Dalej Blanka – u niej głownie pojawił się kaszel. Reakcja lekarza była szybsza niż w przypadku Antka. Czekaliśmy „tylko” 30 dni na to, by dostać skierowanie. Ostatni z trójki – Maciej. Tu testy jeszcze nie zostały wykonane, jednak póki co – najmłodszy ma najmocniejszą reakcję alergiczną na penicylinę z całej trójki. To, jak go kiedyś wysypało pokazywałam na naszym profilu Facebook i Instagramie. Był dosłownie cały, od stóp do czubka głowy w czerwonym kropkach.

Czy coś się zmieniło?

Niewiele. Każde dziecko, jeszcze poza najmłodszym, dostaje na stałe leki. Antoni ma wysoką skalę uczulenia na brzozę. Pulmonolog, alergolog po testach powiedziała nam, że już dawno tak dużej reakcji u niej w gabinecie nie było. Udało się jednak ich tak ładnie wyprowadzić, że najsilniejsze leki dostają tylko w momencie pylenia danego alergenu… a w pozostałych miesiącach dbamy tylko o poprawę i budowanie ich odporności.

Co wiąże się z alergią?

U nas ogromny kaszel, dokuczający każdemu dzień i noc. Dodatkowo katar a u najstarszego spuchnięte oczy po zwykłym spacerze, gdy pylą trawy. Kiedyś wybrał się z tatą i psem na polankę, by wymęczyć czworonoga. Musieli wracać tak szybko, jak poszli. Antka oczy momentalnie spuchły, zaczęły łzawić i kompletnie nic nie widział.

Każdy z nich, ma tez problem ze skórą całego ciała podczas szczytu. Na co dzień na szczęście nie musimy dbać o to, by ich pielęgnacja zewnętrzna odbywała się przy pomocy specyfików dla atopików. Są takie miesiące w ciągu roku, gdy jest to konieczne!

Dlaczego używamy produktów dla atopików?

Ponieważ skład i działanie tych produktów kojąco wpływają na zmiany jakie w tym okresie im towarzyszą. Sucha, mocno swędząca skóra – często pojawiające się czerwone placki na ciele. Co jest w naszej apteczce na co dzień? Już zdradzam! Nie ukrywam, że kosmetyki które własnie wymienię, otrzymałam od firmy OLMED. Jednak dzięki temu, że używałam ich wcześniej na co dzień – mogłam się na taki układ zgodzić.

Do kąpieli używamy SVR TOPIALYSE – dostępny TUTAJ. Mam go także w torbie, którą zabieram do szpitala przy każdym porodzie – jest niezwykle łagodny i lubię używać go w tym okresie. Następnie smarujemy skórę dzieci kremem A-DERMA EXOMEGA CONTROL – który znajdziesz pod TYM linkiem. Jest niezwykle wydajny i starcza nam na dwa sezony. Przyznaje się, że sama z niego korzystam zimą, chociaż nie ze względów medycznych a z powodu przesuszonej skóry.

Na zmianę z A-Dermą używamy także Allergoff który możecie dostać TU, i chyba każdemu atopikowi znany La Roche Lipikar Balsam, który jest w TYM miejscu do kupienia.

Jak jeszcze pomagamy naszym dzieciom?

Wspominałam już o tym wcześniej, przy okazji wpisu o moich sposobach na pranie. Korzystamy z produktów przystosowanych dla dzieci, hypoalergicznych lub takich jak Mr. Ziggi proszek do prania i dezynfekcji. Zarówno do bieli jak i do koloru – dostępny TUTAJ i TUTAJ. Jesteśmy właścicielami psa, który na swojej sierści przenosi kurz i bakterie. Jego sierść jest dosłownie wszędzie! Znalazłam fajny produkt który neutralizuje alergeny kurzu domowego, ale fajnie odświeża meble także z innych pododów. Allergoff – dostępny TUTAJ.

Nie jest łatwo być rodzicem dziecka z problemami.

Wiem, że nasze mogą wydawać się błahe w porównaniu do tych z jakimi mierzą się rodzice dzieci dotkniętych innymi schorzeniami. Jednak alergia, atopia i wszystko co z nią związane naprawdę może nieźle namieszać w życiu rodzinnym. Zaczynając od wizualnych problemów skórnych, poprzez problemy z oddychaniem kończąc na zmianie diety poprzez występujące w alergiach wziewnych alergie krzyżowe. Nie możemy jeść np niektórych odmian jabłek, ziemniaków czy pomidorów w trakcie pylenia.

Macie w domu atopika?
Jak sobie radzicie z codziennymi problemami?

 

Nasz Instagram