Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum

Plany i marzenia na rok 2020 – od strony prywatnej!

3 stycznia 2020

Było już podsumowanie pracy nad blogiem i sklepem, a także wyjawiłam część planów jakie mamy na nowy rok w tej kwestii. Co jak co, ale moje życie nie zamyka się tylko na pracy, blogu i Social Mediach. Chociaż spora cześć jest mocno powiązana, tam gdzie się da postaram rozgraniczyć te dwa aspekty tak bardzo jak będę mogła. Praca a realne życie, bo zawód jaki wykonuje, zmusza mnie do siedzenia przed kompem bądź telefonem, już teraz około 8 godzin dziennie. Z jednej strony ciesze się, że firma którą tworzę rośnie, a z drugiej strony czuję, że mam coraz mniej czasu na życie poza nią. 

A własnie na tym życiu poza, chciałam się teraz skupić najbardziej. Bo planów i marzeń długoterminowych mamy już wiele. Czas zacząć działać tak mocno, by chociaż część spełniła się w tym nowym, 2020 roku.

1.Wakacje

Marzymy o prawdziwych wakacjach. Nie wypadzie nad jezioro czy w góry na weekend. Chcielibyśmy odpocząć, nic nie robić i cieszyć się sobą. Nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz pojechaliśmy na wakacje. To smutne, że nasze dzieci częściej wyjeżdżają gdzieś z dziadkami a nie ze swoimi rodzicami. Teraz to się musi zmienić, choćby nie wiem co – całą piątką pojedziemy na wakacje o jakich marzymy. Pracujemy bardzo dużo, więc należy nam się tak jak innym 🙂 Pierwszy krok w tym kierunku już wykonaliśmy – wyrobiliśmy paszporty dla całej ekipy! Teraz tylko czekać na jakąś okazję – najprawdopodobniej we wrześniu.

2. Chciałabym zwiedzić miasta naszego kraju.

Wstyd się przyznać, ale nigdy nie byłam między innymi w Warszawie, Katowicach, Ełku, Łodzi, Lublinie… to tylko przykładowe miasta w których nie byłam, jest ich znacznie więcej. Marzę o tym, by zwiedzić je wszystkie. Wiem, że nasz kraj jest piękny, zachwycają się nim osoby przyjeżdżające zza granicy. Chcę cieszyć się tym widokiem jak oni, wyłączyć opcję narzekania na nasz kraj i odkryć to co jest warte zobaczenia. W tym roku na bank Warszawa, bo jest mi wstyd, że nigdy w naszej stolicy nie byłam!

3. Stawiam na sen od 23:00-6:00

Odkąd pamiętam miałam ogromne problemy z regulacją ilości snu. Jako nastolatka, chyba jak każdy w tym okresie, musiałam spać po 12 godzin i ciągle było mi mało. Później pojawiły się dzieci. Ten kto je ma wie, że sen jest wtedy mocno okrojony. Miliony pobudek, brak snu czasem 2-3 doby, kolki lub po prostu chęć zabawy od 2 do 4 w nocy. Takie gagatki mi się trafiają, że nie po drodze im ze spaniem. Antoni był wyjątkiem, spał dość sporo, ale pozostała dwójka jest poza jakimikolwiek skalami. Kto to widział, by niemowlak spał 40 minut w ciągu dnia (dwa razy po 20 minut!) po czym zasypia na noc o 23, budzi się co godzinę i wstaje o 6?Kosmos co?

A ja, zamiast iść spać, siedziałam jeszcze do 1,2,3… i pracowałam. Tak, by kolejnego dnia mieć lżej. Koniec z tym! Mój odpoczynek nocny trwa od dwóch dni tyle ile powinien. Jestem w łóżku już o 22:30, by o 23 spać. Budzik ustawiam na 6 rano, jednak wstaje około 6:30 – daje sobie taką chwilkę relaksu jeszcze. Co prawda nadal wstaję w nocy do Macieja, jednak chce sobie wyrobić nawyk takiego czasu snu.

4. Chcę przeczytać minimum 10 książek.

Co w rocznym rozrachunku daje jedną książkę w miesiącu, no prawie. Myślę że jestem w stanie tego dokonać, pomimo braku czasu. Czuję że mój mózg po pracy, dzieciach i innych obowiązkach musi uciec właśnie do lektury. Chcę przestać myśleć, a czytając właśnie tak mam. Taka chwila dla siebie, najczęściej pewnie będzie wplątana w jakąś inną czynność domową typu kąpiel. W 2019 udało mi się tego dokonać, ale tylko dlatego że końcówka ciąży to było leżenie w łóżku – miałam na to czas i właśnie w tym momencie tego dokonałam. Druga połowa roku była porażką, przeczytałam o ile się nie mylę, w 6 dni trzy książki Blanki Lipińskiej – nic poza tym.

5. Chciałabym sama wyjechać na weekend

Brzmi okropnie. Brzmi jakbym była złą mamą. Jednak potrzebują tego bardzo – na chwilę odpocząć, wyspać się. Nie mogę zostać w domu, bo wtedy pracuje, sprzątam, gotuje, piekę… robię wszystko byle nie odpoczywać. Chcę pojechać do miejsca bez wi-fi, z ogromną ilością tras spacerowych i rowerami do wynajęcia. Gdy Maciuś miał dwa miesiące na taki weekend pojechał mój mąż, ja nie mogłam ponieważ nadal karmię piersią. Po roku zaczynamy odstawianie, myślę że właśnie przełom sierpnia-września-października to będzie moja chwila na upragnioną ciszę. Można o mnie mówić, jako o złej mamie i żonie – ale co sobie odpocznę, to moje i nikt mi tego nie zabierze 🙂

6. Chciałabym wychodzić na randki z mężem

Wszędzie zabieramy ze sobą dzieci, w sumie „wcisnąć” gdzieś trójkę wcale nie jest łatwo. Ba! Trójka jak trójka, największym problemem jest to, że najmłodszy nie chce jeść nic poza mlekiem mamy i jedzeniem które da mama bądź tata. Wyobraź sobie, że będąc w listopadzie u znajomych na domówce, nasz syn przez 11 godzin nie tknął jedzenia od dziadków? Jest wytrzymały prawda? Jednak nasze randki nie mają trwać aż tyle.Chodzi nam o krótkie wyjścia godzina-dwie-max trzy. Kino, restauracja, kręgle, spacer… cokolwiek byle byśmy pobyli sami. Mąż i żona, żona i mąż – jak kiedyś. Myślę, że jest nam to zdecydowanie potrzebne. Raczej jesteśmy zgodną parą, ale randki zbliżają od zawsze bardziej, prawda?

7. Chciałabym zrobić jakąkolwiek formę.

W moim druku „plany i marzenia 2020” który wisi na tablicy korkowej tuż nad moją głową am zapis taki „zrobić formę życia” a prawda jest taka, że jakakolwiek forma, będzie moją formą życia. Nigdy nie ćwiczyłam, nie skupiałam się na jedzeniu, nie dbałam o siebie. W 2020 roku, chciałabym wrócić chociaż do wagi, sprzed ciąży Blaneczki. Ważyłam wtedy 62 kilogramy, teraz mam 70 – przy wzroście 173 cm. Zatem ogólny cel na rok, to około 10 kilogramów w dół. Jednak to nie wszystko – pisząc forma, mam na myśli też kondycję skóry, włosów i paznokci. Działam z odżywkami, balsamami, mądrze dobieram żele pod prysznic czy szampony. Działam z oczyszczaniem skóry twarzy i właśnie jestem w trakcie 7-dniowej kuracji odżywczej witaminą C. To zajmuje mi około 5-10 minut w ciągu dnia a efekty po kilku dniach są już naprawdę zauważalne.

8. Chcielibyśmy dom.

Nie w 2020 roku, pewnie też nie w 2021. Jednak wszystko co zrobimy w 2020, będzie wpływało na naszą zdolność kredytową. Poprosiliśmy niedawno znajomych o kalkulację. Przy trójce dzieci, by dostać 340 tysięcy kredytu, potrzebujemy około 6500-7000 netto udokumentowanych wpływów. Nieźle co? Dlatego poza przyjemnościami, ten rok będzie też dla nas ostrym zapierniczaniem, bo zrobimy wszytko by kiedyś jednak ten dom mieć. Działkę już mamy, mieszkać też mamy gdzie więc nikt nam noża nad głową nie trzyma. Mimo wszystko przez trzydziestką bardzo chcemy chociaż zacząć cokolwiek stawiać. Zostały nam 3 lata, uda się?

9. Auto

W tym roku sprzedaliśmy nasze oba samochody i kupiliśmy jeden wspólny. Jakoś specjalnie nie przeszkadza mi to, bo dzielnie odbieram dzieci ze szkoły i przedszkola spacerem. Gorzej, gdy mocno padało, bądź któreś było chore. Dajemy radę, bo auto zabiera Daniel do pracy, ja jestem na co dzień bez samochodu. Początkowo się buntowałam, bo jako osoba zmotoryzowana od 18 roku życia, posiadająca swój samochód od razu po zdaniu prawa jazdy, czułam że coś mi zabrano i nie umiałam się z tym pogodzić. To co, że auto stało całymi tygodniami nie odpalane – ja czułam że nie jest to fair. Teraz wiem, że u nas dwa auta to trochę słaby pomysł, jednak mimo wszystko chciałabym wiedzieć że coś w tym garażu na mnie czeka w razie wu. Chociaż jakieś maleństwo. To jest już lekko naciągane, bo bez tego dam radę, ale z tym poprawi się mój komfort psychiczny 🙂

 

Patrząc na moje marzenia i plany na ten rok stwierdzam, że zaczynam coraz mocniej skupiać się na sobie. Na swoich potrzebach i realizacji mnie, nie rodziny. Staram się być dobrą mamą, żoną, siostrą, córką, wnuczką… jednak nie chcę pod koniec roku stwierdzić że znów nie zrobiłam nic dla siebie. Kocham całą moją rodzinę i na co dzień jestem dla nich, mimo wszystko. Tylko… chociaż trochę chciałabym popatrzeć na siebie – dzieci kiedyś dorosną, wyprowadzą się z domu a ja nie chcę usiąść i głowić się co teraz. Chcę mieć plan B. 

 

Jakie są Twoje plany i marzenia na 2020 rok?

Blog - archiwum

5 sposobów na to, by ona była szczęśliwa!

28 grudnia 2019

Mówi się, że facet z kobietą ma ciężko. Fochy, foszki, wymyślanie… jednak jakimś dziwnym trafem, ciągle o nie zabiegają. Biegają, podrywają, kwiatki kupują, czułe SMS wysyłają a co niektórzy nawet na romantyczne wycieczki zabieraj. Starają się bardzo, ale po co? Dlaczego to robią, skoro jesteśmy takie złe? 

Bo prawda jest taka, że bez kobiety to tak smutno by było. Stworzyłam więc tekst który pomoże facetom sprawić, że będzie super.

Bo ona to jednak zawsze przytuli, dobry posiłek zrobi, mądrą radę da, dziećmi się dobrze zaopiekuje, niespodzianki uszykuje, o urodzinach wszystkich w rodzinie pamiętać będzie… to tylko część wspaniałych zalet kobiety. Jednak będzie dobrze tylko wtedy, gdy otrzyma od Ciebie to, na co zasługuje. Dam Ci dziś rady, dzięki którym Twoja żona będzie dobrą przyjaciółką a nie złą wiedźmą z którą musisz dzielić lokum.

Nie przestawaj prawić jej komplementów. 

Pamiętasz te początki, motyle w brzuchu i latanie 5 metrów nad ziemią? Te początki związku tak wyglądają. Jesteście w siebie wpatrzeni jak w obrazek. Jest zauroczenie, miłość, pożądanie. Jesteście dla siebie wszystkim, nie musicie jeść, pić i spać. Wysyłacie sobie miliony wiadomości każdego dnia, a wieczorem zasypiacie z telefonem przy uchu. Piszesz jej każdego dnia jak minął Ci dzień, jak wspaniale że ona pojawiła się w Twoim życiu, ile masz szczęścia – że ją masz.

Pamiętasz to?

Dlaczego przestałeś wysyłać jej takie wiadomości? Przecież ona nadal jest dla Ciebie piękna, wspaniała i zdecydowanie masz szczęście że jest obok Ciebie. O uczucie trzeba dbać cały czas. No dobra, może nie z taką intensywnością jak na początku, bo etap poznawania się macie za sobą. Ale jeden czuły sms w ciągu dnia nie spowoduje, że grafik Ci się zawali czy na śniadanie w pracy zabraknie czasu. Drobne gesty, małe kroki, dużo korzyści. Każda z nas lubi komplementy.

Twórz z nią miejsce w którym żyjecie. 

Dom, miejsce w którym mieszkasz ze swoją rodziną jest tak samo Twój, jak jej. Dzielicie swoje życie, mieszkanie, dzieci… wszystko jest 50/50. Dlaczego więc, to ona sprząta, gotuje, wynosi śmieci, dba o rośliny czy o to, byś Ty miał czyste majtki na pupie? No, słucham? Nie ważne czy oboje pracujecie zawodowo, nie ważne czy partnerka „siedzi z dzieckiem w domu” czy jeszcze inną drogę obraliście. Jeśli już jesteś w tym miejscu to wstaw zmywarkę, zamieć podłogę, wynieś śmieci, zrób kolację dla rodziny… korona od tego Ci nie spadnie, a gwarantuję Ci że zyskasz coś cennego. Uśmiech, wdzięczność i kobietę, która jest wypoczęta bardziej niż zwykle i najprawdopodobniej zamiast iść spać, pokaże Ci coś wyjątkowego.

Kup jej czasem coś bez okazji.

Kwiatek, karteczka, rajstopki, bluzeczka, czekoladki, perfum, wino, ulubiony kosmetyk czy jeszcze coś innego. Nie ważne co, to nie ma najmniejszego znaczenia, ważny jest fakt, że dostanie COŚ. Bez okazji typu urodziny, imieniny, gwiazdka, święta wielkanocne, rocznica ślubu, walentynki. Wjedź szybko po pracy do kwiaciarni, daj 5 zł za jedną różyczkę i biegnij do domu. Tylko tyle i aż tyle. Zobaczysz jak wiele ten jeden kwiat zrobił. Chociaż ja pamiętam, gdy mój mąż zrobił to pierwszy raz, posądziłam go o coś. Myślałam że coś nabroił – ale robiąc to regularnie, te podejrzenia znikają. To jest naprawdę miły gest, potrafi najgorszy humor zamienić w szeroki uśmiech od ucha do ucha.

Jedź jutro po pracy po jakiś drobiazg. Obiecaj mi to.

Daj jej czas dla siebie. 

Nie musi to być całonocna impreza ze znajomymi, wypad na weekend w jakiś zakątek naszego kraju czy jeszcze inne atrakcje. Chociaż nie powiem, że po całym dniu z dziećmi marzę o czymś takim, to wiem że jest to aktualnie niemożliwe. Chodzi mi bardziej o godzinę w wannie, na spacerze, na plotkach z sąsiadką, na zakupach – nawet jeśli nic nie kupuje, niech pobędzie sama. Chodzi o sam fakt nie robienia nic. Nie biega za dziećmi, nie myśli co zrobić na obiad, co chce od niej szef „na wczoraj”, co jutro musi załatwić w urzędzie… ma się zrelaksować. Bez ciebie, bez dzieci, bez domowych obowiązków. Raz w tygodniu to marzenie, fajnie jeśli to się uda. Pamiętaj że to działa w dwie strony, sam pewnie chciałbyś nie raz wyjść bądź zrobić coś sam 🙂

Zachowuj się tak, jakby jutra miało nie być!

Nie kłóć się o pierdoły, nie gniewaj się na nią gdy popełni jakiś błąd – tylko porozmawiajcie. Nie idźcie nigdy spać pokłóceni i zawsze całujcie się na dobranoc. Nie idź spać do salonu, gdy ona tak mówi. Sypialnia to Wasze wspólne miejsce i tak będzie już zawsze. Dbaj o nią, staraj się i pamiętaj, że nigdy nie wiesz co przyniesie Ci jutro. Traktuj każdy dzień z nią tak, jakby miał być ostatnim. Noś na rękach, całuj i spraw by uśmiech nie schodził jej z twarzy. Sukces prawdziwego mężczyzny, to szczęśliwa i spełniona partnerka u jego boku. Pamiętaj o tym 🙂

Arthur Conan Doyle
„Kobieta miewa w oczach błyski stokroć wymowniejsze od słów.”

 

 

Blog - archiwum

Idealne macierzyństwo – idealna żona – idealne życie.

24 grudnia 2019

Piszecie mi ostatnio, że czujecie ogromną presję na bycie idealną. Dwudaniowe obiady, lśniące mieszkanie, umalowane buzie na placu zabaw który jest przed domem, żona zawsze gotowa by sprawić radość mężowi i mająca siły na cały dzień zabaw z dziećmi. Uśmiech nie schodzący z twarzy i anielska cierpliwość.

Nie masz pojęcia ile razy ja miałam wytykane brudne podłogi – no, może nie „brudne, brudne” ale fakt, że była na nich sierść psa. Co jest normalne, gdy czworonóg jest w domu. Zainwestowałam przez to w robota sprzątającego i problem się skończył. Rzucali we mnie mięsem za syf w zlewie, niepozmywane naczynia – wtedy podjęliśmy decyzję o zmywarce. Przy piątce osób w domu, zarzucono mi bałagan w łazience, a raczej wysypujące się z kosza na pranie ciuchy (dziwne? zimą? gdy nic nie schnie..) – wtedy kupiliśmy suszarkę. Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Ale chciałam Ci pokazać, że ta presja w pewnym stopniu dotknęła też mnie, jednak ja się nie zmieniłam.

Ja po prostu zainwestowałam w coś, co zrobi to za mnie. 

Nie jestem perfekcyjną panią domu. Jestem praktyczna, leniwa i szukam odpoczynku tam, gdzie się da. Nie robię z siebie na siłę kogoś, kto ogarnia bo bym się wykończyła. Mam to szczęście, że mój mąż jest „za mną”. Czasem zdarzało mu się powiedzieć, że mamy bałagan, ale gdy odpowiadałam, że ten bałagan jest NASZ a nie MÓJ, a on też ma ręce by go posprzątać temat się kończył i na kolejne pół roku miałam spokój.

Problem był raczej ze strony osób, które do nas mają najdalej. Wysyłają sygnały które Ty doskonale rozumiesz i czujesz się fatalnie. Bo starasz się, a są ludzie którym nie jesteś w stanie dogodzić. Nie i koniec, takie typy. Dla nich podłoga mogłaby być bardziej lśniąca, obiad smaczniejszy, dzieci lepiej ubrane, ręczniki w łazience mniej szorstkie. A największy hit to fakt, że krytykują Cię też za sprzeczności. Gdy „siedzisz” z dzieckiem w domu – źle. Jak możesz wykorzystywać swojego męża i nie chodzić do pracy. Oczywiście kasa jest jego, więc Ty jesteś utrzymanką. A w drugą stronę, gdy jesteś w pracy a roczne dziecko zostaje z nianią bądź chodzi do żłobka, jesteś złą matką – bo jak takiego maluszka mogłaś tam wysłać?

Ja jestem zła, bo pracuje a nie zajmuję się domem i nie poświęcam Maciejowi 100% uwagi. Gdybym była po prostu mamą, pewnie miałabym wytknięte że biedy Daniel chodzi do pracy a ja za jego hajs baluję. 🙂

Napatrzyli się na idealne życia gdzieś w TV.

Te seriale, telewizje śniadaniowe czy internet. Te wszystkie miejsca pokazujące nam na każdym kroku jaka Ty jesteś beznadziejna. Nakręcanie spirali która jest kompletnie bez sensu. Tym bardziej teraz, podczas Świąt Bożego Narodzenia widać to pięknie. Mycie okien, podanie na stole jedzenia, liczonych w setkach złotych. A kolejne setki, a może nawet tysiące leżą pod ozdobionym drzewkiem. Wysyłanie sobie wiadomości, co kto zrobił, ile wydał, czego nie ma, w czym Ty masz pomóc…

Po co to wszystko? Powiem Ci szczerze, że ja mogłabym usiąść tego dnia przy serniku i kawie, zajadając na kolację rybę po grecku – nic więcej. To obżarstwo nie jest potrzebne, nie jest wyznacznikiem tego, jak bardzo będą udane te święta. A ilości wyrzucanego jedzenia w tym okresie powodują że chce mi się płakać.

Czy to kobiety, czy mężczyźni to robią?

O ile jest egzemplarz zdrowy umysłowo i nie traktuje swojej żony jak służącej to sprawa jest jasna. My kobiety, mamy już taką naturę by wzajemnie się nakręcać. Nie każda, ale przyznaj – ile razy porównywałaś coś z inną kobietą. Kolor ścian w mieszkaniu, jakość wykonania kotletów schabowych czy… zwykły kolor lakieru na paznokciach. Faceci mają na wszystko wywalone, nie licytują się. Oni wchodzą z domu tak jak ich Bóg stworzył, a my? Przeglądamy się w lustrze i poprawiamy to, co się da na szybko. Większość bez makijażu nie wyjdzie z mieszkania a kolejna część ma fryzury jakby wyszły prosto z salonu.

Po ciąży mamy presję by schudnąć czy nie karmić piersią, bo biust nie będzie wglądał już tak, jak wcześniej (tak, są takie księżniczki, które swój wgląd przekładają nad dziecko).

Nie robimy tego dla siebie, tylko dla innych. 

A szkoda, bo w sumie takie dbanie o formę, sprzątanie domu, czy udział w kursach podnoszących kwalifikację byłoby fajne – gdybyśmy patrzyły tylko na siebie. Nie na męża, nie na rodziców, sąsiadów, ciocie, babcie czy jeszcze inne osoby. Idealna mama, żona, przyjaciółka (…) nie istnieje. Nie ma takich osób na świcie, które by dogodziły wszystkim. Dlatego najlepiej zamknąć drzwi za tym co było i po prostu robić swoje. Nie patrzeć w tył, nie słuchać innych tylko skupić się na sobie.

Chcesz iść do pracy gdy dziecko ma rok?
Super – idź! Żłobek czy niania to nic złego, sama byłam nianią kiedyś, a Blanka chodziła do żłobka – było super.

Chcesz iść na kurs, który Cię interesuje?
Super – idź! Dziecko ma też tatę który nie jest tylko od święta, ale ma obowiązek zajmować się nim tak samo jak Ty.

Chcesz mieć bałagan w domu?
Fajnie, ja też mam. Nie czuję się przez to gorsza, raczej podchodzę do tego jak do czegoś zdrowego. Niech dzieci nabierają odporności.

Chcesz zamówić dziś obiad, bo nie masz sił gotować?
Bajka! Ja też tak czasem robię. O dziwo, rodzina jest wtedy prze-szczęśliwa.

Bądź sobą. Bądź taką, jaką siebie lubisz najbardziej. 
Nie patrz na innych.
Nie krytykuj się i nie daj krytykować innym. 

Blog - archiwum

Jak ogarniam rzeczywistość każdego dnia – nasz dzień!

22 grudnia 2019

O to, jak nam się udaje ogarnąć to wszystko dostaję dziesiątki a nawet setki pytań. Kosmos! Daleka jestem od narzekania na swój los – sama się na taki zdecydowałam. Dzięki temu ze mam wsparcie męża jakoś udaje mi się jeszcze to wszystko ogarniać – nie mam pojęcia co by było gdyby go nie było… pewnie też bym dała radę, ale wyglądałabym jak wrak człowieka. 

Poranki są dość spokojne…

Mogłabym wstawać o 5 i robić obiad, pracować, prać, sprzątać… ale jestem leniem i co jak co, ale rano pospać bardzo lubię. Wstaję o 6:30 – oficjalnie, jednak najczęściej z łóżka wyciągają mnie około 7:00. Maciek jeszcze wtedy śpi, wiec teoretycznie też bym mogła. Mimo to, każdego dnia wstaję razem z mężem, Antkiem i Blanką a wtedy szykuję im śniadanie, bo chcę. Robię im posiłek do pracy i szkoły, dzieciom myję zęby, pomagam się ogarnąć. Dani wychodzi po chleb i na spacer z psem. O 7:40 ich już nie ma, a ja wtedy sama siadam do jedzenia. Budzi się Maciuś, poranna toaleta zaliczona, ubieranie, czyszczenie nosa, zmiana pampersa, karmienie.

To też dobry moment na wstawienie prania, ogarnięcie obiadu, zmywarki i innych przydomowych pierdółek. Mam na to… jakieś 40 minut. Bo o 8:30 idę do sąsiadki. Każdego dnia od poniedziałku do piątku mam 25 minut u sąsiadki – pijemy CIEPŁĄ kawę, często w ciszy, ale to ta chwila mojego odpoczynku w ciągu dnia. Dlaczego 25 minut? Bo o 9:00 zaczynam pracę na etacie…

Każdy dzień jest inny!

Poniedziałki i wtorki, Antoni chodzi do szkoły na 11:25 i kończy o 15:55. Dlatego rano Daniel zawozi tylko Blankę i jedzie do pracy a Antek o 11 idzie sam. Po południu odbieram Blankę o 14:30 i później idę znów o 15:55 po Antka (tak, znoszę ten wózek z 2 piętra raz za razem!). W pozostałe dni, Antek chodzi na rano więc jedzie do szkoły z Danielem i Blanką a po południu wraca sam ponieważ o 11:30 jest jasno. To praktycznie jedna zmienna w tygodniu reszta się raczej powtarza. Czyli…

9:00 siadam do pracy na etacie. Robię to, na czym nie muszę się mocno skupić. Planuję, ogarniam grafiki itp. Tworzenie tekstów zostawiam sobie na godzinę 10:00, wtedy ta moja wcześniej wspomniana sąsiadka zabiera Maciusia na spacer. Czasem 30 minut, czasem godzina – zależy od pogody (kolejny raz znoszę i wnoszę wózek z zawartością na 2 piętro). Pracuję wtedy jak mróweczka i nie ma opcji bym przerwała swoje zajęcie. Skupiam się w 100%. Gdy wraca, wtedy do 14 pracuję już z nim na kolanie. Takie życie.

Popołudnia są dla dzieci – tylko dla nich.

Czyli godzina 14:00 to moment, gdy odrywam się od pracy i idę po Blankę. Wracamy i zaraz idziemy po Antka. To chwila, gdy poświęcam się dzieciom w 100%. Spacer, wspólny posiłek (jemy, bądź wspólnie szykujemy, gdy rano mi się to nie udało), zabawa w pokoju, gry… tylko ja i oni.

Gdy tylko jest piękna pogoda korzystamy i spacerujemy ile się da. Nie wracamy od razu do domu, bo po co? Mam czas na wszystko. Wystarczy dobre, ciepłe ubranie i spacery są mega przyjemne. Gorzej z Maciejem, bo on jednak nieruchomo tak leży cały czas. Mało tego, szukając czegoś co by go ogrzało, sama nie wiedziałam czego chcę. Jestem osobą która szybko się nudzi przedmiotami które posiada. Wózek który mam kocham za jego wagę i design, ale powoli chcę czegoś nowego. Chciałam go odświeżyć, najlepiej zmienić, ale to nie wchodziło w grę dlatego szukałam detali.

Połączyłam chęć zmiany, odświeżenia i potrzeby czegoś dobrego jakościowo na takie nasze popołudniowe spacerki. Chociaż nie tylko, bo godzina od rana z sąsiadką na dworze to też nie lada wyzwanie dla takiego maluszka. Musiało być dobre jakościowo by skórka oddychała podczas spaceru, jednocześnie dając uczucie ciepła. Drzemka na dworze smakuje zdecydowanie lepiej gdy jest odpowiednia temperatura.

Trafiliśmy zupełnie przez przypadek na CocoBird przeczytaliśmy opinie innych i postanowiliśmy zaryzykować. Zdecydowanie było warto. Dostałam wszystko to, czego potrzebowałam od produktu którego szukałam. Odświeżyło to nasz pojazd, dając maluszkowi dużo ciepła a spacer zyskały nowy, lepszy wymiar. Mamy dokładnie TEN model – dodatkowo zamówiłam też podusię do kompletu, by sen był przyjemniejszy.

Wieczory jednak to znów praca.

Czas z dziećmi jest do momentu powrotu Daniela, w ciągu tygodnia nie mam czasu dla nasz wszystkich, od tego są weekendy. Najczęściej jest to 16:30 – jednak zdarza się też 17-18 -19. Im on później wróci, tym dłużej ja będę siedziała wieczorem. Daję mu zjeść obiad, umyć się, wyjść z psem i… przekazuje dzieci. Jestem kolejny raz w transie pracy, tym razem tej blogowej. Piszę teksty, odpisuję na wiadomości, działam na IG, planuję posty i pakuję zamówienia z naszego sklepu. Działam do 19, by zrobić sobie mini przerwę na pomoc w kąpieli dzieci. Kładziemy ich wspólnie spać a ja dalej siadam przed komputer. Zdarza się, że o 19 mam koniec, ale jest to tak rzadki widok… zazwyczaj przypada to na godzinę minimum 22. Wtedy idę się myć, coś zjeść i wspólnie usypiamy Macieja.

Kładę się około 24. 

Nigdy wcześniej. By rano znów wstać i zająć się swoimi obowiązkami. Oczywiście opisałam dzień bez… zakupów, urzędów, lekarzy i miliona innych spraw. Taki prosty dzień, bez komplikacji. A będąc rodzicem wiesz, że komplikacje zdarzają się często. Nawet teraz, gdy w domu będzie trójka dzieci do 7 stycznia! Ale to kropla w morzu bo po drodze są choroby, strajki i inne cuda 🙂 Rodzice mają ciekaw żywot.

Daj znać koniecznie, jak taki dzień wgląda u Ciebie!

 

Blog - archiwum

Jak połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Zakupy świąteczne nie muszą sprawiać problemów.

18 grudnia 2019

Kiedyś miałam zupełnie inne podejście do tego tematu. Jako perfekcjonistka cierpiałam w okresie świątecznym. Choinka musiała być idealna, dom posprzątany i ozdobiony, rodzina szczęśliwa, zakupy idealnie rozpisane, prezenty najlepiej spakowane. Robiłam tyle dla innych, by nieść im radość, a sama padałam na twarz ze zmęczenia, przez co nie czułam klimatu jaki niosły one ze sobą. 

W efekcie, ja byłam nieszczęśliwa, rodzina była smutna – ale ważne że dom błyszczał. Na szczęście przejrzałam na oczy!

Dom nie lśni…

Najczęściej nie ma nas wtedy w domu, a nawet jeśli ktoś nas zaskoczy swoją obecnością, jestem pewna że na nasze okna nawet nie zerknie. To są bliskie nam osoby, które wiedzą, że mamy masę innych rzeczy na głowie niż bieganie z mopem cały dzień. To rodzina, nie sanepid. Liczy się kubek ciepłej kawy i miła rozmowa, bo tak naprawdę o to chodzi. Teraz bawimy się z dziećmi przygotowaniem wszystkiego. Choinka nie musi wyglądać jak z reklamy TV, kupujemy więc najbrzydszą jaka jest w ogrodnictwie – dzieci ozdabiają ją po swojemu. Moje serce boli, bo nie jest idealnie – ale nauczyłam się odpuszczać. To symbol.. piękny – jednak nadal symbol, nie osoba którą kochasz.

Nie mam 12 dań na stole…

A prawda jest taka, że mam tylko… jedno. Jednak razy trzy – bo piekę trzy serniki, także gdyby moja rodzina miała polegać na mnie, prawdopodobnie by świąt nie było. Tylko ja wolę spędzić ten czas zupełnie inaczej. Bez nerwów, z rodziną, na dywanie – układając puzzle, grając w gry i śpiewając świąteczne piosenki. Tak wybrałam. Jestem pewna, że gdyby nie to, że na święta zaprasza nasz rodzina – ja zamówiłabym coś z restauracji i cieszyła się już tym, co jest gotowe. Odpuściłam też to, bo dla mnie nie jest to tak istotne.

Co jednak musi być idealne?

W jednej kwestii nie umiałam odpuścić i pewnie długo jeszcze to się nie zmieni. Dobra, jestem pewna że NIGDY – po prostu ta jedna rzecz sprawia mi masę radości. Jestem typem człowieka, która na co dzień nienawidzi zakupów. Męczą mnie, powodują że mam ochotę wybiec na ulicę i krzyczeć. Jednak w tym okresie przedświątecznym, ja je lubię. Tak serio je lubię. Wiem, że ilość osób w takich miejscach jest ogromna, zwłaszcza w weekendy – ale klimat jaki tam panuje mi pasuje. Piękne witryny sklepowe, świąteczne piosenki w głośnikach, przeceny i ogromny wybór produktów.

Być może podchodzę tak do tego, bo nie już nie biegam. Nie ścigam się, nie jestem na zawodach kto dorwie lepszy prezent. Spokojnie spaceruję, cieszę się z każdej rzeczy jaką zobaczę. To wszystko jest bez tego pędu, który panuje u większości. Lubię się odciąć, słuchać muzyki i chodzić między regałami sklepowymi.

Prezenty!

Kocham je wręczać, lubię otrzymywać a już największą frajdę sprawia mi ich kupowanie i pakowanie. Każdy dopasowany do dziecka, wywiad działał już miesiąc wcześniej. Wszystkie pięknie zapakowane w kolorowe paczki. Koniecznie w papier, nie torebki – wtedy ma to jeszcze większy klimat. To jest coś, czego nigdy nie odpuszczę. Nie umiem i nie chcę – szaleństwo zakupowe trwa u nas od… września, a kończy się w ostatni weekend przed świętami. Wiem, że co roku wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Tak jak lubię, przynajmniej w tej kwestii.

Byliśmy teraz na zakupach z dziećmi. 

Pomyślisz sobie, że jesteśmy szaleńcami. Z trójką dzieci, w okresie przedświątecznym pchamy się do centrum handlowego. Ale zaskoczę Cię, bo podejście naprawdę wiele zmienia. Nie pojechaliśmy na „szybkie zakupy” tylko przeznaczyliśmy na ten cel pół dnia. Bez biegania i nerwów – byliśmy tam, gdzie chcieliśmy. Kupiliśmy wszystkie prezenty dla dorosłych w naszej rodzinie, bo dla najmłodszych już mamy. Daniel nawet dał radę przymierzać kilka ciuszków i uzupełnić garderobę – do tego także zaangażowaliśmy dzieci, które biegały po sklepie i przynosiły mu nowe koszulki do mierzenia. To nawet było śmieszne, taki mini pokaz mody.

Zjedliśmy pyszne lody, podczas karmienia Macieja i skorzystaliśmy z jeszcze jednej atrakcji jaką nam centrum handlowe King Cross tego dnia zaserwowało.

Zimowe Igrzyska Olimpijskie

I to w samym centrum! Staram się wybierać zawsze takie momenty na zakupy, by dzieci miały coś dla siebie. Działa to raczej na zasadzie – najpierw obowiązki, później przyjemności. Wiedzą, że za dzielne zakup z nami dostaną później całą masę luzu i zabawy. Tak było tym razem. Galeria handlowe King Cross przygotowała w weekend atrakcje dla najmłodszych zgodnie z harmonogramem Magicznego Grudnia. Jest to cykl weekendowych atrakcji dla dzieciaków przygotowanych przez kreatywne osoby. Najpierw był Mikołaj, pisanie listów do Świętego i zabawa z jego przyjaciółmi. Dalej, czyli atrakcja w której my braliśmy udział to zachęcenie dzieci do… ruchu. Specjalne stoisko z konsolami pozwoliło naszym dzieciom poczuć się jak na prawdziwym stoku. A na mecie, czekał na nich medal. Radość Blanki była ogromna!

Został ostatni weekend atrakcji, ale nie mniej ciekawy. U nas klamka jeszcze nie zapadła, istnieje cień szans że też się pojawimy tego dnia w tym miejscu. Dzięki niezwykłej możliwości jaką daje nam pisak 3D, dzieciaki będą mogły stworzyć swoją ozdobę choinkową. Moja wyobraźnia już szleje, bo kocham takie manualne czynności. Nie wychodzą mi najlepiej, jednak liczy się dobra zabawa i przede wszystkim czas spędzony z dziećmi. To najcenniejsze co możesz im podarować podczas tych świąt.

Jaki jest Twój sposób na świąteczne zakupy?

 

 

 

Blog - archiwum

Twoje macierzyństwo jest idealne? Brawo! Moje nie.

16 grudnia 2019

Często dostaję od Was wiadomości w stylu „podziwiam Cię, ogarniasz trójkę, dom i pracę – ja mam problem z jednym dzieckiem i brakiem etatu”. Wszystkie do siebie podobne, chociaż różnią się treścią. Są dni, gdy jestem szczęśliwa, że dostrzegacie to. Jestem dobra w planowaniu i działaniu. Jestem dobra w realizowaniu wszystkiego co sobie zaplanuję w moim planerze. Jestem dobra w gotowaniu, pieczeniu i rozpieszczaniu rodziny…

Cieszę się że to widzisz.

Jednak są takie dni jak piątek. Gdy nogi wchodziły mi do tyłka. Gdy wyłam z bólu z powodu bólu menstruacyjnego. Gdy Maciej był wyjątkowo nieodkładalny a ja poza pracą zawodową miałam jedną mega angażującą sprawę rodzinną. Gd skumulowało się tyle, że po prostu nie dałam rady. Gdy pierwszy raz od bardzo dawna zdecydowałam się połknąć tabletkę przeciwbólową – bo już nie byłam w stanie wytrzymać.

Mieliśmy jechać po choinkę, ale nie wyszło. Mieliśmy mieć wieczór filmowy – nie wyszło. Mieliśmy spędzić dzień razem – ale każda najmniejsza rzecz była przeciw nam. Nie lubię takich dni, wtedy czuje że nie daję rady. Polegam zawodowo, rodzinnie i zawodzę sama siebie.

Nie jestem idealna, żadna z nas nie jest.

Możesz mi pisać, że szanujesz mnie za to jak ogarniam – ale ja nie ogarniam. Ja mam pracę – Ty czas z dzieckiem. Ja mam czas z dzieckiem – Ty w tym czasie możesz ogarnąć mieszkanie. Ja mam syf – Ty jesz codziennie ciepły posiłek. Obiad udaje mi się zrobić każdego dnia, jednak nigdy nie jem go w odpowiedniej temperaturze. Moje dzieci mają mnie głównie od 14 do 16:30-17, w przerwie gdy nie mam zawodowych obowiązków.

Kończę na chwilę około 19:30 by pomóc Danielowi podczas ich kąpieli, daję buziaka i kładziemy ich wspólnie spać. Później wracam dalej przed komputer – by skończyć około 21-22. Każdego dnia schemat jest podobny. Momentami czuję się jak najgorsza matka na świecie – zwłaszcza, gdy podczas tych naszych 2-3 godzin sam na sam, któreś wprowadzi mnie z równowagi. Gdy podniosę głos, gdy powiem że mają iść do pokoju. Czuję że zawiodłam, że pomimo tak małej ilości czasu dla nich ja nie umiem ich wykorzystać.

Nie zawsze. 

Najczęściej po prostu bawimy się razem. Tańczmy, wygłupiamy się, spacerujemy. To jednak w momencie gdy polegam, czuję się źle. Moje macierzyństwo nie jest idealne. Mam dość dzieci czasem, mam ochotę iść spać w dzień, wjechać bez organizowania wszystkiego i angażowania połowy rodziny. Chciałabym móc pracować ile chcę, kiedy chcę i jak chcę. Nie trzymając na kolanach maluszka, odrabiając lekcje ze starszym i jeszcze pomagając w tym czasie Blance wyjść z mega focha.

Staram się wstawać prawą nogą.

Naprawdę się staram. Każdego dnia mówię sobie, że będzie to najlepszy dzień życia. Staram się, ale mam wrażenie że zawodzę wszystkich. Nie daję rady pogodzić wszystkiego tak bardzo jakbym chciała. Nie ogarniam. Nie jestem tak „idealna” jak myślisz. Moje dnie to walka, bitwa i pole minowe… między kaszka, kupą, lekcjami, fochami, pracą, obiadem, domem, mężem, lekarzami… kosmos! Czekam momentami tylko na to, by zobaczyć jak coś strzeli. Balansuję na granicy.

Ucieka mi czasem optymizm. 

Jednak szybko wraca. Bo chociaż piątek był tragiczny – dziś mam poniedziałek. Było dużo pracy, nadal siedzę i piszę do Ciebie więc nie skończyłam na dziś. Mam przed sobą jeszcze dobre dwie trzy godzin przed komputerem – jednak jest lepiej. Zdecydowanie inaczej niż było przed weekendem. Moje macierzyństwo, moje życie nie jest idealne. Macierzyństwo jest piękne, fakt. Jednak jest też wyczerpujące i tak dokładnie było w piątek. Było źle…

Blog - archiwum

Planner ślubny – idealne narzędzie do planowania wesela! Kupisz teraz w naszym sklepie.

14 grudnia 2019

Wieczny brak czasu, masa obowiązków i zbyt wiele spraw na głowie. Rodzinnych – bo jednak mąż pracujący na etacie i brak jego pomocy przy trójce dzieci wcale mi nie pomaga. Pracować musi, kocha to co robi – ale nie ukrywajmy, że utrzymać rodzinę też musimy. Dzieciaki do szkoły wyprawić, odebrać, zrobić obiad, posprzątać. 24h na dobę jestem też z naszym półroczniakiem i ten tekst też piszę z nim na kolanie. Takie życie wybrałam, tak lubię i tak chcę. Nie narzekam – tłumaczę się tylko dlaczego dopiero teraz powstaje tekst o naszym planerze!

Planner ślubny…

To małe dziecko trzech konsultantów ślubnych oraz grafika. Doświadczenie, wiedza i piękny design połączony w jednym produkcie za całe… 29,90! Jestem dumna z tego produktu, bo zawarłam w nim nie tylko przydatne tabelki, które można drukować tyle razy, ile masz ochotę. Możesz wykorzystać je nie tylko w celach ślubnych, ale także podczas innych okazji. Dalej, mamy tak dużo wiedzy, praktycznych rozwiązań i tekstów, które spowodują że niskim kosztem stworzysz coś naprawdę mega.

I mój totalny must have, top of the top… harmonogramy! 

Kocham planować, rozpisywać i działać zgodnie z planem. Nie lubię gdy coś mi umyka, o czymś zapominam, bądź spóźniam się z założonym celem. Organizowałam ponad rok temu swoje wesele – sama. Tylko że ja jestem po kursie, jestem konsultantem ślubnym. Było mi nieco łatwiej, wiedziałam co i kiedy należy załatwić. Teraz taką wiedzę przekazałam Tobie. Harmonogram przygotowań, formalności… a także harmonogram samego dnia ślubu. Znajdziesz też niezbędniki – rzeczy totalnie potrzebne, o których nie możesz zapomnieć tego dnia.

No ja jestem dumna!

Bo ani jeden planner na rynku nie robi tak fajnej pracy jak ten nasz. Dlaczego? Bo drukujesz go w świetnej jakości – wpinasz w segregator i tak naprawdę tworzysz coś, co jest mega funkcjonalne bo… jest TWOJE! Robisz coś tak naprawdę sama, z moją pomocą. Jednak dostosowujesz go pod siebie. Drukujesz taką ilość plansz, by ilość Cie satysfakcjonowała. Myślę intensywnie o segregatorach – by móc stworzyć taki zestaw, jednak nadal jest to w formie myśli – tu akurat boję się zaryzykować.

Co znajdziesz w środku:

  1. Planer miesięczny
  2. Planer tygodniowy
  3. Kompletny strój Panny młodej
  4. Kompletny strój Pana młodego
  5. 15 pytań, które trzeba sobie zadać na dobry start.
  6. Harmonogram przygotowań
  7. Co trzeba wiedzieć o budżecie a nikt o tym nie mówi?
  8. Budżet ślubny
  9. 10 ukrytych kosztów, które (nie)zaskoczą.
  10. Pytania do dali weselnej
  11. Pytania do zespołu/ DJ
  12. Pytania do kamerzysty
  13. Pytania do fotografa
  14. Tabelę porównującą
    – sale
    – fotografów
    – kamerzystów
    – DJ/ ZESPOŁY
    – środki transportu
  15. Kontakt do podwykonawców
  16. 5 trików na metamorfozę sali weselnej.
  17. Tabela menu
  18. Jak zapraszać, usadzać i kwaterować gości?
  19. Usadzenie gości
  20. Wybieramy noclegi!
  21. Tabela z listą gości
  22. Upominki dla gości
  23. Atrakcje weselnej
  24. Piosenki, dzięki którym wejście do kościoła będzie wyjątkowe.
  25. Piosenki, dzięki którym pierwszy taniec będzie wyjątkowy!
  26. Podział obowiązków
  27. W dniu ślubu
  28. Niezbędnik w dniu wesela
  29. Formalności po ślubie
  30. Miejsce na notatki

A co dalej?

Wyobraź sobie, że masz taki segregator. Masz w nim wszystkie swoje notatki – plany – marzenia – sugestie. Po Waszym pięknym dniu, chowasz go w szafie razem z kartkami, księgą gości czy jeszcze innymi przedmiotami, które mają być pamiątką. Wyciągasz ten planner po roku, dwóch.. po pięciu latach, dziesięciu i wszystko wraca. Te emocje, łzy, wzruszenie, zwątpienie, radość, ekscytacja, nerwy… wszystko wraca. Dla mnie to magia!

Gdzie można kupić nasz planner?

W naszym sklepie..dokładnie TUTAJ a specjalnie z okazji powstania tego wpisu, do którego zbierałam się… 2 tygodnie. Rabacik! Wpisując w zamówieniu kod : MIŁOŚĆ – otrzymasz 25% rabatu. Kupon jest ważny tylko do 18 grudnia 2019!

 

Jesteś już po, czy jeszcze przed tym wielkim dniem?

Blog - archiwum

Czy kosmetyk to dobry pomysł na prezent? Kilka inspiracji prezentowych za mniej niż 50 zł!

12 grudnia 2019

Do niedawna żyłam w przekonaniu, że kosmetyk to prezent który daje się komuś, gdy nie ma się pomysłu na coś bardziej kreatywnego. Tak było – serio. Nawet raz miałam taką sytuację, że poczułam się urażona w momencie, gdy otrzymałam od kogoś perfum. Czy ten ktoś sugerował mi, że mój zapach nie jest do końca fajny?

Na szczęście dorosłam, dojrzałam i przeszłam w tym kierunku ogromną metamorfozę. Dlaczego? Bo od kilku lat twierdzę, że kosmetyk to jeden z najlepszych prezentów jaki możesz podarować drugiej osobie. Może nie wstrzelisz się z kolorem podkładu (chyba że wiesz jaki konkretnie musisz kupić!), jednak są takie uniwersalne, które pasują do każdego. Okres świąteczny to też czas ogromnych wydatków. Trzeba kupić coś na stół wigilijny, choinkę, ozdoby świąteczne i… prezenty. U nas w domu, już od dawna jest zasada, że kupujemy coś do 50 zł. Za taką kwotę można poszukać już coś naprawdę fajnego – a zarazem nie tandetnego i o dziwo, potrzebnego.

Podzieliłam już prezentownik na 4 kategorie. Kobiety, mężczyźni, małe dziewczynki i chłopcy. Każda ta kategoria wiekowa oczekuje czegoś innego. Kobiety, dbają o urodę, cerę, włosy… tylko kobieta zrozumie kobietę. Mężczyźni (przynajmniej większość) marzy o prysznicu rano, zgoleniu drapiącego zarostu i psiknięciu się perfumem. Małe dziewczynki, chcą być jak mamusie i chętnie podkradają kosmetyki – warto kupić im coś, dostosowanego do ich wieku. A chłopcy… to po prostu chłopcy. Moi przynajmniej mają większość w nosie, byle było jedzenie i czyste łóżko.

Zaczynamy od kobiet!

Każdy ten prezent jest poniżej 50 zł (no dobra! poza zestawem guess, ale musiałam, musiałam go tu wrzucić bo kocham ten zapach od dawna!). Zerknij pod zdjęcie, podałam linki do tych produktów byś nie musiała biegać i szukać ich po całej sieci. Każdy przetestowałam i polecam z całego serducha!

1.CLINIQUE 3-STEP SKIN CARE 1 LIQUID FACIAL SOAP

2. WELLA SP LUXEOIL ESSENCE KERATIN BOOST

3. GUESS GUESS FOR WOMEN

4. MAX FACTOR MASTERPIECE NUDE PALETTE

5. COLLISTAR INFINITO

6. NIVEA HYALURON CELLULAR FILLER BI-PHASE OIL ELIXIR

7. L´ORÉAL PROFESSIONNEL SÉRIE EXPERT ABSOLUT REPAIR LIPIDIUM

8. KILI·G WOMAN VITAMIN C

 

Teraz mężczyźni!

O dziwo są też tacy, którzy dbają bardziej od innych o swój wygląd. Mam wrażenie że coraz częściej można takich własnie spotkać. Kończy się „wstyd” i czasy zaczynają się zmienić. Moim zdaniem na plus, bo ten opis dawnej męskości bardzo mi się nie podobał. Wolę zadbanych i pachnących – tzn teraz już tylko męża. 🙂 Podaję pomysły na tacy, jak uszczęśliwić mężczyznę prezentem pod choinkę. Myślę że każdemu się spodoba chociaż jedna z tych pozycji.

 

 

1.REDKEN BREWS BEARD AND SKIN OIL

2. DAVID BECKHAM CLASSIC

3. CUBA GOLD

4. TANGLE TEEZER MEN´S COMPACT GROOMER

5. GILLETTE FUSION PROSHIELD

 

Teraz dziewczynki i chłopcy… razem!

Zrobimy to razem, bo od razu widać która opcja jest dla kogo, prawda? A prawda jest taka, że każdy ma inne upodobania i dziewczynki mogą kochać kapitana marvela, a chłopcy z chęcią oglądają Krainę Lodu i nie ma w tym absolutnie nic złego!

 

1.STAR WARS STORMTROOPER

2. UNIVERSAL JURASSIC WORLD

3. MARVEL SPIDERMAN BLACK

4. DISNEY FROZEN II

5. LIP SMACKER DISNEY FROZEN LIP BALM

6. MINIONS UNICORNS

7. MINIONS UNICORNS zestaw

 

Co myślisz o naszym prezentowniku? 
My jesteśmy zachwyceni i z pewnością byśmy się ucieszyli, gdyby coś z tych produktów znalazło się pod choinką!

 

 

 

Blog - archiwum

Nowy rok, nowe postanowienia – jakie plany mamy na 2020 rok!

10 grudnia 2019

Ten rok był (w sumie nadal jest) bardzo szalony. Zmiana nazwiska, auta, pracy i… nawet ilości członków naszej rodziny. Ostatnio zauważyliśmy z Danielem, że chociaż niby nic nie mamy, to mamy bardzo dużo. Wszystko inwestujemy w przyszłość i chyba całkiem nieźle nam to wychodzi. Śmiejemy się momentami, tak trochę przez łzy… pracujemy oboje bardzo dużo ale pieniędzy nie ma. Za to mamy wiele innych rzeczy. Mamy dom, mamy działkę, mamy nowy samochód i ogrom nowych sprzętów w świeżo wyremontowanym mieszkaniu. 

Jak dobrze pójdzie, to w 2020 roku pojedziemy też na nasze pierwsze zagraniczne wakacje – paszporty już 17 grudnia jedziemy wyrobić. Turcja? Tunezja? Te dwa kierunki najprawdopodobniej wybierzemy, oby tylko szczęście nam dopisało, jak do tej pory. Mamy wiele planów na ten rok – początkowo chciałam trochę zwolnić, ale później doszłam do wniosku że dopiero co się zaczęliśmy rozkręcać a ja już chce wdusić hamulec. Nie, nie, nie!

Przyszły rok będzie więc jeszcze bardziej intensywny niż ten.

Myślałam że nie można już bardziej, ale w sumie z miesiąca na miesiąc odkrywam w sobie i swojej rodzinie nowe pokłady niewykorzystanego czasu. Czuję że to jest moja chwila i chcę ją wykorzystać. Nie jest mi lekko, może masz wrażenie że często się skarżę – to tylko zmęczenie. Jednak takie pozytywne, bo gospodyni domowa ze mnie marna – jednak blogerka i pracownica całkiem niezła!

Opowiem Ci teraz o moich planach na 2020 rok. Nie wiem ile z nich się spełni, ile się uda a ile odpadnie na starcie. Teraz też chciałam osiągnąć więcej – jednak wiele terminów nie z mojej winy mnie pokonało. Teraz jestem mądrzejsza, mam już kontakty i znajomości. Wszystko idzie lepiej!

Kalendarze!

Te w tym roku bardzo przypadły Wam do gustu. W przyszłym roku plannery będą jeszcze lepsze! Będzie kilka nowych wzorów i dodatkowe rzeczy wewnątrz. Nie chcę zdradzać za wiele, bo zdradzając pomysł, narażam się na to, że ukradnie go ktoś inny. W każdym razie idziemy dalej w plannery. Będą też… kalendarze ścienne i takie na biurko. Mojego projektu i koniecznie z miejscem na notatki – czyli w formie plannera!

Będą memory – więcej memory.

Tym razem powstanie fajna seria, połączona ze sobą. Więc… łącząc np 5 zestawów – stworzycie mega grę dla starszych dzieci. Będą one także pasowały tyłem do tych, które są teraz więc wszystko będzie spójne. Zmieni się tylko wnętrze.

Puzzle!

Niewiele osób to wie, ale w gimnazjum kochałam puzzle. Nadal kocham, ale wtedy ta miłość była OGROMNA! Mam zamiar wydać puzzle dla kilku grup wiekowych – od łączonych 3-4 elementowych po 4 obrazki  paczce po takie 2000-3000 elementów! A co! Dostałam masę pytań właśnie o puzzle więc to tylko kwestia czasu aż ich nie wprowadzę.

Wydam tego ebooka dla nastoletnich mam.

Nasza – moja Historia spisana w ebooku. Cena to 12,30 i cały dochód wspierać będzie nastoletnie mamy w ciężkiej sytuacji. Kupimy im wózki, łóżeczka, pampersy… Dosłownie calutki zysk trafi na ten cel! Myślałam że się wyrobię do grudnia, jednak ostatnie dwa miesiące roku były i nadal są szalone. Za dużo się działo a ebook skończyłam na 50 stronie, myślę ze około 100-120 będzie, takich a4 🙂

Będą bajki dla dzieci.

Dwie już są napisane, jedna ma okładkę a inna już przeszła korektę. W głowie jeszcze milion innych pomysłów. Na wszystko brakuje czasu – chociaż i tak sporą część obowiązków przekazałam już dalej. Fajnie jak uda mi się w 2020 wydać takie serię książeczek poruszających problemy dzieci – ale tak inaczej, sama zobaczysz niedługo! Wiem że na rynku coś takiego jest, jednak w mojej głowie chodzi minimalnie inna koncepcja (a może jednak nie minimalnie?).

Blogerzy dla dzieci.

Zaczęlam już w 2019 – jednak w 2020 chcę popchnąć projekt do przodu. Tu też, zysk zostanie przekazany na cele charytatywne. Wierzę, że wspólnie z innymi mogę nieść dobro. Fakt jest taki, że na sporej ilości blogujących osób się zawiodłam tworząc to dziwło… pozory w sieci są zupelnie inne od ich prawdziwych twarzy. Znalazłam jednak fajną ekipę i mam zamiar się jej trzymać.

Powieść…

To mi się marzy – nawet jedno wydawnictwo chciało je wydać ale nie wiem czy nie zdecyduję się tego zrobić sama. To jednak jest typowo z potrzeby serca, nie rozwoju firmy. To jest moje marzenie, nie chęć rozwoju i zarobku. Coś dla mnie.

Chciałabym prowadzić warsztaty.

Tematu nie mogę Ci jeszcze zdradzić, jednak będzie to sztos! Małe grupki 10-osobowe – kameralnie – komfortowo i mega inspirująco. Wiem że znajdą się na nie chętni, bo kilka wiadomości już takich dostałam. Idę za Waszymi prośbami, Tworzę to, o co poprosicie.

Kusi ale czy się uda?

Tu bardziej stawiam na moją siostrę. Ona lubi takie sprawy, ja się znam na tej drugiej stronie a ona jest bardziej hm.. stylowa. Chcemy wprowadzić ciuchy – nie na sklep pierwszych kroków, ale na zupełnie osobnej domenie. Mamy już nawet nazwę, szwalnie i… pierwsze projekty. Czekam tylko na odpowiedni zastrzyk gotówki i możemy ruszać. Będzie bardzo fajnie jakościowo i możliwie jak najtaniej! Tanio – modnie – wygodnie… o!

Co jeszcze byś chętnie na tej liście zobaczyła? 🙂 

 

Blog - archiwum

6 rzeczy które robię jako mama, a które wcześniej były nie do pomyślenia!

4 grudnia 2019

Ten tekst może wywołać prawdziwą lawinę hejtu, nienawiści i wytykania mnie paluchami. Zaryzykuję – bo lubię ostatnio na granicy ryzyka się poruszać. Wśród tej statecznej przygody, muszę momentami poczuć adrenalinę. A to zapewniają mi osoby, które nie mają dystansu do życia i do siebie. Odkąd zostałam mamą zmieniło się moje podejście do wszystkiego. Brzydzę się już znikomej ilości rzeczy, na więcej widoków jestem odporna a zachowania w różnych sytuacjach nie przypominają tych które miałam jeszcze osiem lat temu.

Wraz z pojawieniem się dziecka, zmienia się wiele. Zmieniasz się Ty jako kobieta, zmienia się postrzeganie rzeczywistości i zmieniają się priorytety. To zupełnie normalne i śmiem twierdzić że każda z nas tak ma. Bycie mamą zmienia. Bardzo. Przedstawiam 6 punktów które zmieniło we mnie moje macierzyństwo. Niektóre są naprawdę wstrętne – osoby o słabych nerwach niech nie czytają dalej tego tekstu.

1.Oglądam z zaciekawieniem czyjeś kupy.

Brzmi strasznie, ale dopiero wtedy,gdy zostaniesz mamą wiesz jaka to konieczność. Kupa prawdę Ci powie. Czy nie ma uczulenia, czy nie zmarzł, czy dane jedzenie mu nie zaszkodziło, czy jego układ oddechowy nie jest zawalony flegmą… no wszystko. Każda mama patrzy na kupę swojego dziecka jak na świętość i ja też należę do tego grona. I tak, nawet 10 dziennie. Każdego dnia – od ośmiu lat z drobnymi przerwami babram się w czyjejś kupie. W sumie nawet nie narzekam, nie mam wyjścia a mnie zwyczajnie przestało to brzydzić.

2.Przestałam być perfekcyjna a stałam się praktyczna. 

Nie gotuję obiadów dwu daniowych – chociaż miałam taki głupio okres w swoim życiu, gdy zajeżdżałam się a dwa dania na stole były – dojrzałam i zmądrzałam. Nie jadę codziennie na mopie, odkurza za mnie robot, zmywa zmywarka (nawet drewno, patelnie i gary!. Nie staram się być we wszystkim  najlepsza – to zostawiam tylko do zleceń, które tego wymagają. Nie jestem idealną mamą, ale żadna z nas nie jest. Przestałam biegać jak szalona – jestem praktyczna, leniwa i… szczęśliwa.

3.Ograniczyłam znajomości.

Pamiętam okres gimnazjum czy liceum. Ilość znajomych definiowała Cię jako osobę „popularną”, „lubianą”, „cool” i inne takie. W gimnazjum na przerwach układałam puzzle. W liceum byłam przeciętniakiem, jednak troszkę bardziej w stronę cool niż nudziary (chyba!). Teraz mam w nosie to, ile osób mnie lubi. Mam męża – najważniejszą osobę w moim życiu która pełni wszystkie potrzebne mi funkcje. A to, czy ktoś mnie lubi mam w nosie. Tylko Ci najlepsi zostali, nie ma ich wiele ale są. Dla nich warto.

4.Najpierw jestem ja i rodzina – a daleko w lesie cała reszta.

Nie biegam już na posyłki jak piesek, który musi, bo ktoś rzucił kość. Mam swój rozum, zmądrzałam i wyciągałam wnioski kiedy trzeba było. To nie tak, że moje serce stało się kamieniem. Pomagam jak mogę. Pomagam, jak załatwię swoje sprawy. Pomagam jak trzeba, jak zależy od tego czyjeś zdrowie. Ale nie biegam już z każdą pierdołą i nie załatwiam spraw za innych. Jestem ja i moja rodzina. Jeśli nasze potrzeby są w 100% ogarnięte, wtedy pojawia się miejsce na inne. Nigdy odwrotnie. Zlikwidowałam w ten sposób wiele osób ze swojego otoczenia, zostali Ci, którzy chcą zostać a nie Ci, którzy czegoś potrzebowali.

5. Moje życie to nie tylko dzieci. 

Kocham całym serem, jednak nie umiem zamykać się tylko w tej roli. Muszę robić coś dla siebie by nie zwariować. To miejsce, ta firma jest dokładnie taką odskocznią. Praca daje mi spełnienie i odpoczynek od dzieci, pampersów i wyżej wspomnianych kup. Nie wyobrażam sobie siebie za 10 lat bez wizji, bez pomysłu na siebie i z ręką w nocniku. Widze siebie spełnioną, a mega fajną pracą i szczęśliwą rodziną. Patrzę na dzieci i obserwuję – chcę by oni robili dokładnie to samo i wyciągali wnioski. Dzieci się kocha, ale nie można zamykać się tylko na macierzyństwo a reszty do siebie nie dopuszczać. Niech widzą że mama ma plany, ambicje, cele… Chcę by moje dzieci miały podobne podejście w przyszłości.

6.Ten punkt jest kontynuacją poprzedniego. 

Mam marzenia. Mam plany, wizje i cele. Głośno o nich mówię, nie boję się porażki bo to ona stoi za dalszymi sukcesami, jeśli tylko wyciągniesz z tego dobre wnioski. Głośno mówię czego chce, nie zamykam się już na swoje marzenia i nie trzymam ich w sobie. Mówię o nich nie tylko mężowi czy najbliższej rodzinie, mówię o tym też Tobie. Nie jest mi głupio, gdy coś się nie uda. Czuję smutek, ale tylko chwilowy. Smak zwycięstwa jest fajny, gdy dzieli go z Tobą duża liczna ludzi.

A u Ciebie co zmieniło macierzyństwo?

 

 

 

 

 

Blog - archiwum

Dwa lata temu podjęłam najlepszą decyzję dla mojej rodziny!

2 grudnia 2019

Tak, niedługo minie dwa lata od pewnej przełomowej decyzji. A raczej od dwóch, pierwsza jest tą, która spowodowała zamieszanie a drugą tą, która je odkręciła. Co prawda robiłam to już wcześniej, nawet nie raz, jednak dokładnie ta sytuacja pokazała mi jak ważny jest ten aspekt dla całej naszej rodziny. Chciałam patrzeć na siebie, na swoją przyszłość – jednak musiałam pewne ambicje odstawić na bok i po prostu zrezygnować.

Nauczyłam się odpuszczać. 

Bycie mamą nauczyło mnie, że nawet największe starania z Twojej strony nie dają pewności realizacji zadania. Zawsze się przykładam do swojej pracy, nie odpuszczam i nie uciekam. Tym razem jednak poległam. To już dwa lata, odkąd zrezygnowałam z etatu. Dwa lata „siedzę w domu” i nic nie robię. Dwa lata, które były wbrew pozorom jednymi z najcięższych lat w moim życiu. Szczęśliwymi, ale wyczerpującymi. Podjęłam ważną decyzję dla mojej rodziny i… zostałam w domu.

Pamiętam ten płacz. 

Za każdym razem, gdy któreś z moich dzieci chorowało, ja płakałam. Było to na tyle częste zjawisko, że chodziłam taka rozstrojona przez 3/4 miesiąca. Jeden zdrowy, drugi chory. Tydzień przedszkole, dwa tygodnie dom. Trwało to od września do… teraz nie pamiętam kiedy dokładnie zrezygnowałam. Ale chcę Ci powiedzieć, że dosłownie chorzy byli non stop. A cudownie ozdrowieli, gdy ja z tego etatu zrezygnowałam. Śmiałam się później, że oni to wyczuli. Bo wraz z moim wypowiedzeniem, skończyły się smarki – jak ręką odjął. Zrezygnowałam z siebie – wtedy tak myślałam.

Postanowiliśmy jednak z mężem że na etat nie wrócę. Skupiam się na rodzinie, domu, organizacji naszego ślubu. Dbam o nasze gniazdko i… staramy się o dzidziusia.

Tylko że ja w miejscu usiedzieć nie umiem.

Dlatego wtedy postanowiłam wrócić do blogowania. Tak już na 100%. Bardziej niż kiedykolwiek. Pisałam dla siebie i dla garstki ludzi. W pewnym momencie, miesiąc przed ślubem „przyniosłam” do domu więcej pieniędzy w ciągu miesiąca niż mój mąż. Wtedy usłyszałam od niego te słowa, tą zachętę i wsparcie – załóżmy firmę, będzie lżej. Zabawa w umowy o dzieło nie była dla nas.

1 kwietnia założyliśmy firmę. 

Osiem miesięcy już to wszystko ciągniemy. Bez długów, bez kredytów. Nie idzie to szybko, powiedziałabym nawet że stosunkowo powoli. Jednak radość z tego, że działamy sami – jest dla mnie najważniejsza. Dajemy radę opłacić wszystko i inwestować drobne sumy w kolejne produkty. Założonych celów nie osiągnęłam w 2019 i raczej już tego nie zrobię, chyba że jakimś cudem wygram 100 tysięcy. Jestem cierpliwa, wytrwała i konsekwentna. Wiem czego chcę i dam radę. Do każdej sprawy jaką rozpoczynam, wkładam całe swoje serce. Myślałam że rozwój chociażby tego miejsca będzie szybszy. Nie jest tak z mojej winy, bo chcę by było idealnie.

Podjęłam najlepszą decyzję dla mojej rodziny. Dopiero teraz zaczęłam się spełniać.

Nie na etacie, nie dla kogoś. 
Dla siebie i po swojemu.

 

 

 

 

 

 

Nasz Instagram