Chyba powstaje powoli taki cykl na blogu – nie ukrywam że przychodzą do nas coraz ciekawsze pytania a ja uwielbiam na nie odpowiadać! Jakoś łatwiej jest mi zebrać je wszystkie w jednym miejscu i nie musieć później odpowiadać na nie każdemu z osobna. Coraz więcej pytań powoduje że moja doba jeszcze bardziej się kurczy! Odpowiedzieć na nie wszystkie graniczy z cudem i od razu proszę, by nikt się nie obraził jak nie dostanie odpowiedzi. Piszcie do skutku! Czasem po prostu ta wiadomość gdzieś mi zginie – staram się naprawdę!
Dobra zaczynamy, bo już zaczynam przeciągać!
1. Mówiłaś kiedyś o tym, że chcesz wydać książkę dla nastoletnich rodziców. Czy nadal jest taki plan?
Oczywiście że jest! Tylko tak jak wspominałam, doba jest strasznie krótka i nie wyrabiam się na co dzień z pracą a co dopiero z pisaniem książki. Mam napisane już około 30 stron A4 – co daje jakieś 50-60 stron formatu A5. Nie wiem czy to sporo, czy nie… zatrzymałam się, bo po prostu życie nabrało takiego pędu że brakuje mi czasu. Pojawiła się tylko jedna wątpliwość – działać z książką, czy lepiej postawić na ebook? Nie chcę zostać z tysiącem egzemplarzy na półce których nikt nie chce – a ebook to jestem produkt wirtualny więc nie wkopie się z produktami i inwestowaniem pieniędzy.
2. Jak poznałaś się z mężem?
Uwielbiam to pytanie! Mojego męża znam już hm… blisko 10 lat. Poznaliśmy się na osiemnastce mojej kuzynki i chociaż ja przyszłam na nią z kimś innym – tańczyłam głównie z nim. Po imprezie kontakt się urwał, bo on myślał że ja serio jestem z tym partnerem, a ja jakoś nie zabiegałam. Drogi nasze się schodziły kilka razy przez fakt, że jego brat i moja kuzynka byli razem. Jak rozstałam się z tatą dzieci pierwszy raz, Antek miał chyba roczek… wtedy przez miesiąc „chodziłam” z Danielem. Wróciłam do ojca dzieci, na świecie pojawiła się Blanka a ja rozstałam się już z nim definitywnie. Gdy miała rok poszłam na ślub tej kuzynki z bratem mojego Daniela. Sama – pierwszy raz od prawe dwóch lat wyszłam z domu bez dzieci (co jest zabawne, miałam na to wesele wcale nie iść, bo nie było mnie wtedy na nic stać – na sukienkę, na prezent i ogólnie na życie – ale poszłam dzięki mojej mamie!). On też był sam. Jakoś tak razem się bawiliśmy, a tydzień po weselu poszliśmy na randkę. Ot, cała historia!
3. Mówiłaś że planujecie mieć dom, macie już działkę. O jakim domu marzycie? Parterowy, piętrowy, duży, mały? Jestem ciekawa czy macie już jakąś wizje tego jak on miałby wyglądać.
Absolutnie nie. Wszystko zależy od tego, czy wybudujemy się na tej działce którą mamy teraz, czy ją sprzedamy i kupimy coś innego. Ta którą mamy teraz daje nam nieograniczone możliwości – nigdy nie wiemy co przyniesie nam inna. Wszystko zależy od planu zagospodarowania. Z jednej strony chcemy parterowy, bo kiedyś dzieci wyfruną z gniazda a my zostaniemy sami – klatka chodowa też zabiera metraż. Dom trzeba budować tak, by móc później go utrzymać. Z drugiej strony piętrowy daje nam prywatność – więcej prywatności. Góra domu będzie tylko dla nas, a gości przyjmować będziemy tylko na dole. No i nie oszukujmy się, mnie bardziej podobają się te piętrowe. Z jednej strony serce, z drugiej rozum ale wszystko uzależnione jest od planu zagospodarowania. Fakt jest jednak taki że potrzebujemy 4-5 pokoików ok 10 m2 na sypialnie, salon, kuchnie, łazienkę, kotłownie. Takie 100-120 m pewnie będzie dla nas optymalne 🙂
4. Jak dzieci zwracają się do Twojego męża? Jakoś ich nakierowaliście, czy pozwoliliście im wybierać samodzielnie?
Nigdy na myśl nie przyszłoby mi, by wymagać coś takiego od dzieci. Początkowo gdy się poznawali, Blanka miała roczek a Antek cztery lata, mówili głównie po imieniu – tzn Antek, bo Blanka nie mówiła jeszcze. Przewijały się słowa Daniel, wuja, misiu… chyba kombinowali ze wszystkim. Aktualnie jest tak, że Blanka mówi na Daniela tata, a Antek zależy od okazji. Zazwyczaj po imieniu, natomiast w sytuacjach wielkiego uniesienia – zapomina się i mówi „tataaa musisz to zobaczysz!” i nawet nie kojarzy że tak powiedział – nie myśli o tym kompletnie. Tak jakby na co dzień się hamował, ale pod wpływem emocji zapomina o tej kontroli. Pamiętam jak długo Blanka testowała Daniela – początkowo tak dla żartów mówiła „tata”, „tatuś”… i kiedyś Daniel jej podczas kąpieli odpowiedział „słucham córeczko?” i od tego czasu już nie mówi do niego inaczej. Wiesz, jak pełni w naszym domu rolę ojca – to trudno dziecku mówić inaczej, skoro zna tylko jego. Jednak doskonale wie kto jest jej biologicznym ojcem.
5. Opowiedz mi więcej o swoim dniu. Ja jestem w ciąży dopiero z pierwszym dzieckiem a nie mam obiadu, nie chce mi się wstać i posprzątać a co dopiero robić w ciągu dnia tyle co Ty! Szacun.
Po pierwsze, jesteś w ciąży! Nie bądź dla siebie taka surowa i ciesz się tym pięknym stanem. Nie musisz absolutnie nic robić i podczas połogu też! Jeśli nie ma konieczności byś wstawała i ten obiad robiła to tego nie rób. Pamiętam że z pierwszym dzieckiem też nie ogarniałam nic. Nie miałam czasu by wstawić pranie, zrobić obiad, pobawić się z dzieckiem. Jak ja mogłam tak nie ogarniać? Im więcej obowiązków, tym lepsza organizacja. Ja MUSZĘ to ogarniać, po prostu. Tego trzeba się nauczyć a mi pomaga w tym planowanie każdego dnia. Codziennie tworzę listę rzeczy do zrobienia i skreślam to, co już jest wykonane. Wiesz ile satysfakcji daje to pod koniec dnia? To idealny moment by zareklamować mój planner, ja korzystam tylko z niego! Uciekaj do sklepu – O TU! To dobry pomysł na wpis… bo robię wiele.
6. Co rodzina i znajomi myślą o Twoim blogowaniu?
To pytanie nie do mnie, tylko dla nich. Nigdy nie usłyszałam krytyki – ale chyba nie do końca potrafią zrozumieć czym się zajmuję. Ale muszę, bo inaczej się uduszę! Moja praca to nie tylko ten blog – to też sklep, to pisanie tekstów na zlecenie, to prowadzenie profili firmowych to praca na etacie w jednej firmie! Także, blog to tylko mała część 🙂
Śmiało możecie zadawać kolejne pytania!
[email protected]
Ostatnio byłam świadkiem pewnej wymiany zdań na jakimś profilu. Nie pamiętam co to był za profil, w każdym razie temat dotyczył mężczyzn. A dokładniej tego, czy powinien pomagać w domu – czy też jego rola sprowadza się tylko do zarabiania pieniędzy. Wiesz, pójdzie do pracy na osiem godzin a później w domu odpoczywa i nie robi nic – bo już swoje wykonał na dziś i nie musi.
I jestem bardzo mocno rozczarowana postawą kobiet.
Staram się nie wtrącać w takie dziwne rozmowy ale teraz musiałam. Jeden komentarz tak mnie raził – jak żaden inny. Kobieta pisała tam o tym, ze nie wyobraża sobie by jej mąż wstawał w nocy do dziecka, ponieważ rano idzie do pracy i musi być wypoczęty. Ona nie umiałaby powiedzieć mu, że ma zająć się swoim dzieckiem. Rozumiecie to?
A praca w domu, to nie praca?
A robienie śniadania, obiadu, kolacji to nie praca? Opiekowanie się dzieckiem, noszenie, przewijanie, spacery, karmienie, zabawianie – to nie w pewnym sensie praca? A pranie, prasowanie, odkurzanie, ścieranie kurzy, wynoszenie śmieci – to już się wcale nie liczą? A może robienie zakupów nie zajmuje Ci czasu podczas całego dnia i nie zalicza się do pracy?
Nie od dziś wiadomo, że praca w domu – to nie praca. po prostu dla wielu osób ona się nie liczy! Domowa praca nie ma znaczenia. Tylko pojawia się jeden mały problem, jedno małe „ale”! Ta praca zajmuje jakieś 16 godzin w ciągu dnia. Minuta po minucie, godzina po godzinie – jesteś w tej pracy. Twój maż, partner – zwał jak zwał – jest w pracy osiem godzin i idzie do domu. Dlaczego Ty masz pracować dwa razy więcej?
Dlaczego facet nie pomaga w domu?
Dlatego że im na to pozwalamy. Wykonujemy wszystkie obowiązki za nich, nie dopuszczając ich do prac domowych. To jeden powód – kolejnym jest fakt, że masz w domu lenia śmierdzącego, który zamiast żony, wziął ślub ze sprzątaczką!
On pracuje od 8 do 16, Ty od 5 do 21. Widzisz w tym choć cień sprawiedliwości?
Facet nie ma Ci pomagać. Pomagać można wpłacając pieniądze na zbiórkę charytatywną czy pomóc sąsiadce wnieść zakupy na trzecie piętro. To jest pomoc – coś czego nie musisz robić, ale robisz – bo masz na to ochotę. Dbanie o dom, dzieci i żonę to jest OBOWIĄZEK faceta. Zmęczenie to nie wymówka, kobieta tez pada na twarz po całym dniu – a urlopu wziąć nie może. Ba! Na drzemkę też się nie wybierze, bo ktoś musi opiekować się dziećmi. A facetowi po pracy, po tych ośmiu godzinach drzemka się należy?
Dlaczego Ty jesz obiad w biegu, z dzieckiem na ręce a mąż ma prawo do tego, by zjeść go w spokoju? Dlaczego on idzie spać i w spokoju poleżeć w wannie, jeśli Ty nie masz czasu na to? Facet, ojciec, mąż – nie jest niepełnosprawny, on może to wszystko zrobić. Trzeba jasno określić granice facetowi i pokazać że o dzieci i całe gospodarstwo domowe dbać trzeba wspólnie. Każdy jest w pracy osiem godzin, a później wspólnymi siłami działacie na drugim etacie.
Tym sposobem, skończycie wszystko szybciej – i zostanie czas na wspólny film przy winie. Bo po pierwsze będzie jeszcze wczesna godzina, a po drugie – nikt nie zaśnie ze zmęczenia podczas filmu!
Niedawno pochwaliłam się na naszym IG datą chrztu naszego najmłodszego dziecka. O dziwo nie komentowano daty, zwyczaju czy naszej wiary. Dostałam ogrom pytań, które zupełnie mnie zaskoczyły – a później odkryłam, że temat jest dość trudny. Nie mówimy o nim głośno, a nawet jeśli to odpowiedzi są dość wymijające. „Basia, jestem chrzestną co powinnam kupić dziecku z okazji chrztu?”, „Basia, ile wypada dać dziecku?”. „Basia, myślisz że wypada dać 200 zł z okazji chrztu – co myślisz o tym jako mama która właśnie organizuje chrzest swojego dziecka?”
Zacznijmy od tego, czy cokolwiek wypada…
Czy gdzieś jest zapisany cennik jaki mamy z okazji tego ważnego sakramentu? Fakt, że niektórzy księża taki mają (nasz na szczęście jest proboszczem z powołania, nie z chęci wzbogacenia się) ale czy rodzice wystawiają przed kościół tablicę z ofertą. Dziadkowie 500 zł, chrzestni 600 zł, ciocie i wujkowie 100 zł od osoby, rodzeństwo 200 zł. Jest coś takiego? Jasne, że nie ma! Nie ma i nie będzie, bo dla każdego (normalnego!) rodzica nie ma to najmniejszego sensu. Przyjęcie sakramentu dziecka nie jest okazją do wzbogacenia się – nie taki jest tego cel. Wiesz co się liczy tego dnia?
Obecność!
Obecność bliskich podczas ważnych momentów dziecka. Chrzest, urodziny, imieniny, gwiazdka, Wielkanoc, komunia, bierzmowanie, ślub, osiemnastka… nie tylko tego jednego dnia. Obecność zawsze, gdy dziecko będzie tego potrzebowało. Pomoc w nauce, pomoc gdy będzie potrzebna podwózka, a może chwila zwątpienia i ramię do wypłakania? Nie jest to ważniejsze od pieniędzy, prezentów i sztucznej życzliwości?
Zapomnieliśmy o tym, że rodzina jest najważniejsza.
W tym chorym, nasiąkniętym materializmem świecie zapomnieliśmy o sobie. O tym, że bliscy są numerem jeden. Nie pieniądze, nie upominki – tylko ludzie. Zastanawianie się więc nad kasą, podczas tych chwil jest niepotrzebne. Dla rodziców dziecka najważniejsza jest – a przynajmniej powinna być – obecność. Nie odpowiedziałam nikomu na pytanie „Basia, ile?” bo liczy się dla mnie człowiek. Jeśli zechce coś podarować Maciejowi z okazji tego dnia – proszę bardzo, ale nie mam zamiaru nikogo z tego rozliczać.
Tak samo było na naszym ślubie!
Niektórzy odmówili nam świętowania z nami, tłumacząc się brakiem pieniędzy! I wiesz co? Było mi przykro. Autentycznie zrobiło mi się przykro, bo nie o to nam kompletnie chodziło. Nie mam pojęcia ile kto nam dał. Kompletnie nie patrzyliśmy na to – otworzyliśmy koperty – zebraliśmy wszystko do kupy i ok. Nie wiem ile kto wrzucił, bo to było dla mnie kompletnie bez znaczenia. Tak samo jest teraz,podczas przygotowań do chrztu świętego. Nie oczekujemy niczego, poza obecnością osób które zaprosimy.
Podaruj dziecku siebie. Swoją uwagę, zainteresowanie i pomoc.
Myślałam o tym w piątek, gdy weekend już był tak blisko a ja wstawałam o 5:30 by ogarnąć poranek z dziećmi. Myślałam o tym też w trakcie pracy, gdy pakowałam paczki z naszym memory. Myślałam o tym, robiąc obiad dla całej rodziny i sprzątając łazienkę. Myślałam o tym, jak mi się nie chce robiąc w sobotę beze – bawiąc się ze znajomymi i w niedzielny poranek… gdy wstałam do dzieci, bo mąż po tym wczorajszym grillu ledwo mógł rękę podnieść. Myślałam o zmęczeniu też wtedy, gdy nosiłam Macieja na rękach, gdy mój mąż ze starszymi dziećmi pojechali na grzyby. Myślę o tym teraz, niby na URLOPIE macierzyńskim – ale jednak do urlopu jest daleko.
Każda z nas ma dość…
Oczy napływają łzami gdy widzisz te brudne podłogi, które 20 minut temu umyłaś. Te włosy psa na podłodze dosłownie sekundę po odkurzaniu. Nie cieszysz się z pustego kosza na pranie, bo wiesz że za 5 minut będzie jakimś cudem znów zapełniony. Marzysz o ciepłej kawie, ale kolejny raz musiałaś wstać do dziecka – więc gdy tylko się uspokoi – Twoja kawa jest już zimna. Żalisz się mężowi wieczorem, że masz dość, że ciągle tylko dom-dzieci-dom-dzieci. Sprzątanie, gotowanie, zabawa z dziećmi, lekcje, spacery, czytanie, pisanie, pranie… Rutyna. Dla dzieci jest ona dobra, ale Ciebie zaczyna to wszystko przytłaczać. Dorosły człowiek potrzebuje bodźców, potrzebuje impulsów i chociaż czasem jakichkolwiek zmian.
Kiedy matka ma dość – a słyszy że przesadza.
„Powinnaś cieszyć się że jesteś z dzieckiem”, „Ty narzekasz, a to ja chodzę do pracy – co ja mam powiedzieć, chciałbym być na Twoim miejscu”, ” ja nie miałam tak dobrze jak Ty musiałam wrócić do pracy po trzech miesiącach”… I wiele wiele innych! Wsypywanie kobiet w to poczucie winy – w ten stan, gdy matka myśli o tym, jaka jest beznadziejna. Dlaczego ona potrzebuje wyjść? Dlaczego ona marzy o tym, by nie sprzątać, nie bawić się z dzieckiem i po prostu uciec. Na pół dnia, na dzień, na weekend – co jest już marzeniem. Czy coś jest z nią nie tak? Czy powoduje to, że kocha swoje dziecko mniej?
Nie, mama ma prawo do odpoczynku.
Ma prawo iść do kosmetyczki, do fryzjera, pojechać do spa, nad morze – sama, wyjść do przyjaciółki na cały wieczór. Absolutnie żadna z tych czynności nie umniejszy jej miłości do dziecka. Matka to człowiek, matka to kobieta – potrzebuje odpocząć, pobyć sama ze sobą i pomyśleć tylko o swoich potrzebach. Dzieci są naszymi cudami, są najważniejsze – jednak nasze potrzeby powinniśmy ustawiać na równi. Nie jesteśmy gorsze, mniej ważne i niepotrzebne. Dbanie o swój komforft psychiczny i fizyczny wpłynie tylko pozytywnie na nasze relacje z dzieckiem czy mężem.
I matka wcale nie musi robić wszystkiego…
Nie musisz każdego dnia przecierać podłogi mopem, nie musisz gotować obiadu, nie musisz wstawiać tego prania. Jeden dzień bez tych czynności nie spowoduje że dom oblepi się brudem, dzieci uschną z głodu a na tyłku nie będzie czystych majtek. Wiesz jaki będzie jedyny skutek tego działania?
Twój odpoczynek. Twoje szczęście. Twoja chwila dla siebie.
Tak się składa, że wiele razy słyszałam już podczas mojej „przygody” że nauczyłam dzieci nosić. Antek nie lubi tego, jednak Blanka była dzieckiem którego nie szło odłożyć, więc dzielnie nosiłam cały czas. Teraz mamy Macieja – nie jest aż tak wymagającym dzieckiem jak Blanka, jednak na rączkach bardzo lubi być. Ba! Nie ma siedzenia, nosić trzeba w pozycji stojącej. Gdy tylko ktoś usiądzie, dość dosadnie pokazuje swoje niezadowolenie.
„Nauczyłaś to masz!”
Tak się składa że dziecka, noworodka nie idzie „nauczyć” noszenia na rękach. Mały człowiek POTRZEBUJE Twojej bliskości. Nosiłaś je pod sercem dziewięć miesięcy… było mu tam ciepło, ciemno i cichutko. Teraz narażony jest na ogrom bodźców z którymi sobie nie radzi i ma tylko Ciebie – Tylko bicie Twojego serca zna. Czuje się bezpiecznie w Twoich ramionach. Bujany był cały dzień, a wieczorami gdy Ty chciałaś iść spać – maluszek zaczynał skakać. Dlaczego? Bo przestałaś bo nosić i bujać – wtedy się budził!
Noszenie dla dziecka jest czymś naturalnym i jak najbardziej potrzebnym. Dziecko nie umie wymusić, ono po prostu Cię potrzebuje. Jesteś rodzicem, świadome macierzyństwo jest piękne. Dałaś dziecku życie – spraw by od początku czuł w Tobie oparcie – czuł się bezpiecznie. Daj mu to, czego potrzebuje.
Przecież on się nigdy nie odklei!
Jakoś nie widziałam nigdy osiemnastolatka na rękach u mamy. 10-latka także nie udało mi się dostrzec. Dwulatek – może, jednak już nie cały dzień. Gdzie zatem jest prawda w tym stwierdzeniu? Co oznacza słowo nigdy? Bo nosić do osiemnastki nie będę, ale jak moje dziecko będzie potrzebowało mnie rok – dwa – trzy – to nosić mam zamiar ile się da.
Nie całuj tyle, to przecież chłopiec!
To jest hit. Nie rozumiem tego podziału. Dziewczynkę można całować, ale chłopca już nie? Czym różni się chłopiec od dziewczynki, jest gorszy czy nie zasługuje a miłość? Panuje okropne przeświadczenie, że okazywanie uczuć chłopcu spowoduje jego odmienną orientację – milion razy się z tym spotkałam. Jakby to było coś złego? Co złego w tym , kim będzie Twój syn w dorosłym życiu? Przestaniesz kochać dziecko z dnia na dzień?
Syn i córka potrzebują tyle samo miłości. Ani więcej, ani mniej i nigdy nie odtrącaj dziecka jeśli przyjdzie się do Ciebie przytulić. Bądź blisko – tul – całuj – noś… kiedyś już nie będą do tego tacy chętni. Antoni ma aktualnie osiem lat – już nie potrzebuje takiej ilości bliskości. Przytula się bardzo często, jednak już nie z taką intensywnością jak kiedyś.
Nie mam zamiaru przestać!
Noszę – chociaż po całym dniu ręce ciągnę po Ziemi. Noszę – chociaż mój kręgosłup woła o pomoc. Noszę – mimo bałaganu w domu, bo ręce są zajęte. Noszę – bo oni mnie potrzebują. Moje dzieci są dla mnie najważniejsze, mam zamiar być blisko tak długo jak każdy z nich będzie tego potrzebował. Jestem ich mamą, ale bardzo zależy mi na tym by być dla nich też przyjaciółką. By wiedzieli że zawsze mają we mnie oparcie, że będę obok – gdy tylko zawołają.
Noszenie jest pierwszym krokiem. Kolejne przed nami!
A jakie jest Twoje zdanie w tym temacie?
Myślałam że publikując poprzedni wpis zaspokoję ciekawość ludzi i już będzie ich jakoś mniej. Sprawdza się tu powiedzenie – że apetyt rośnie w miarę jedzenia, dlatego teraz moja skrzynka jest nimi zalana po brzegi. Kiedyś na nie wszystkie odpiszę, musicie dać mi czas. Wiele z tych pytań jest intymna, że nawet nie chce mi się na nie odpisywać. Na te „normalne” postaram się dziś odpowiedzieć!
Bez przeciągania, zaczynamy!
1. Wyglądasz chyba na starsza niż w rzeczywistości masz lat. Mogę wiedzieć ile masz lat?
To nie jest tajemnica. Mam 26 lat – i może ze zmęczenia wyglądam „staro”, nie wiem. Prawda jest taka, że nie lubię się na co dzień malować i stroić. Uznaję to za lekkie marnowanie czasu, podczas którego mogłabym zrobić coś znacznie fajniejszego – przynajmniej dla mnie. Taką radość sprawia mi praca. Maluję się tylko podczas większych wyjść – u kosmetyczki! Jeśli robię to sama, wyglądam źle. Przez to że chodzę „jak mnie natura stworzyła” pewnie wyglądam starzej.
2. Macie działkę budowlaną, a planujecie budowę?
Kochana! To co byśmy chcieli, a to na co nas stać to dwie różne sprawy. Bardzo byśmy chcieli mieć dom! Bardzo, bardzo, bardzo! Ale skąd mam mieć pół miliona by go postawić? Czekamy na lepsze czasy, bądź na zdolność kredytową – niestety, przy trójce dzieci musimy zarobić blisko 6 tysięcy na rękę by coś dostać. Jednak nie będziemy się chyba budować tam, gdzie mamy ziemię. Zarobiliśmy na niej już około 35 tysięcy, więc niech sobie dalej zarabia – a później ją sprzedamy. Kasa będzie na wkład własny do kredytu, bądź na wykończenie domu. Mamy blisko 1650 m2 więc sprzedaż zapewni nam trochę gotówki.
3. Mamy z chłopakiem dylemat, czy powinien być przy porodzie. Daniel żałuje że był, czy uważa że podjął dobrą decyzję?
To pytanie bardziej do mojego męża niż do mnie, ale znam jego zdanie bo bardzo dużo ze sobą rozmawiamy. Prawda jest taka, że on nie wyobrażał sobie innej opcji – chciał być od początku ze mną i koniec. Ja miałam niewiele do gadania. Po fakcie uważa że to była najlepsza decyzja jaką mógł podjąć. Nie byłby w stanie siedzieć obok, na korytarzu, gdy ja z Maciejem byliśmy na sali porodowej.
Więcej problemów było ze mną – miałam opory przed zbliżeniem się do niego znów. Wbiłam sobie do głowy, że mu się nie podobam przez to co widział. Na szczęście niedawno mi przeszło i wszystko wróciło do normy.
4. Bardzo intymne pytanie, ale mamy z mężem dylemat kiedy rozpocząć współżycie po porodzie. Możesz mi powiedzieć jak to było u was? Jesteś mamą trójki, więc pewnie wiesz to doskonale.
Specem nie jestem, ale za każdym razem czekałam po prostu do wizyty kontrolnej po porodzie. Czyli po 6 tygodniach, jeśli dostaniesz zielone światło od lekarza to możecie już współżyć. Nie pamiętam dnia, godziny i ilości dni od porodu kiedy to nastąpiło u nas – na bank po kontroli, ale tak nie pamiętam. Jeśli lekarz pozwoli, a Wy czujecie się gotowi – śmiało. Miłej zabawy.
5. Gdzie rodziłaś dzieci? Jestem z Poznania i mam dylemat odnośnie szpitala.
Antka rodziłam w szpitalu Św. Rodziny – coś okropnego i nikomu nigdy w życiu nie polecę tego miejsca. Moja noga przekroczyła próg tego miejsca raz i nigdy więcej tego błędu nie popełnię. Wiem, że wiele kobiet chwali ale dla mnie to co się tam działo było patologiczne. Blankę rodziłam na Polnej – i z całego serca polecam ten szpital. Mówią, że jest to masówka – ale ja tego nie odczułam. Miałam komfort psychiczny rodząc tam, wiedziałam że pracują tam najlepsi, z najlepszym sprzętem do ratowania mnie i dziecka w razie konieczności. A obiady? O matulu! Niebo w gębie! Macieja za to rodziłam w Śremie – szpital na Polnej nie chciał mnie jeszcze przyjąć, kazał chodzić w ciąży kolejny tydzień – a ja miałam dość. Pojechałam do Śremu i przyjęli mnie tego samego dnia. Wieczorem wyjęli balonik i w nocy Maciek się urodził – z krwiakiem w główce, być może dlatego że już był przenoszony! Śrem też mogę polecić, poza jedną pielęgniarką i obiadami. Jeśli jedziecie tam na 3 dni, kup siatkę jedzenia to przetrwasz wszystko 🙂
6. Dlaczego adopcja a nie biologiczne dziecko? Widziałam odpowiedź na pytanie o kolejne dziecko i przyznam że jestem mocno zaskoczona.
Po pierwsze – dlatego że ciąże z Maciejem przechodziłam bardzo źle. Nie wyobrażam sobie kolejny raz tak cierpieć przez 9 miesięcy. Mój mąż też. Po drugie – jaka jest różnica? Jeśli adoptujemy, będzie to tak samo NASZE dziecko, jak Antek, Blanka i Maciej – chcemy stworzyć dom dla dziecka które tego domu potrzebuje. Po trzecie… musimy mieć dom i mieć większy staż małżeński by nam się udało – więc temat zszedł na dalszy plan.
7. Ile przytyłaś w ciąży i ile kilogramów Ci zostało. Miałaś malutki brzuszek, ale po zdjęciach ostatnio stwierdziłam że chyba sporo Ci zostało kilogramów?
Taka „delikatna” uszczypliwość 🙂 Przytyłam 14 kilogramów, najwięcej z każdej ciąży. Poprzednie miałam 12 kg na plusie. Mam w nosie to ile przytyła, liczy się dla mnie fakt że urodziłam zdrowe dziecko – do figury kiedyś wrócę, jak dostanę zielone światło od fizjoterapeuty. Ile mi zostało? Nie wiem, nie mamy wagi – ale jak kiedyś sprawdzałam u rodziców to około 4-5 kilogramów 🙂
8. Jak nauczyliście Macieja pić z butelki? Mówiłaś na IG, że idzie to opornie a jednak udaje Wam się wyjść z domu więc chyba załapał.
Trochę nerwów było, bo za późno zaczęliśmy go uczyć picia z butelki. Do wyjazdu chyba było 5 dni, a Maciek nie chciał pić. Konsekwentnie jednak mu ja podawaliśmy i przestał się krztusić. Musi mieć jednak główkę lekko przechyloną na bok, wtedy się nie dławi. Już chcieliśmy się poddać – ale młody nas zaskoczył. Samo przyszło, więc nie jestem w stanie Ci pomóc – po prostu podawaliśmy codziennie do skutku.
9. Kiedy będzie ebook z lunchami do pracy? Już się nie mogę doczekać, bo skończyły mi się pomysły!
Jestem w trakcie tworzenia. Mam chyba 5 przepisów dopiero! Idzie jak krew z nosa, ale poza opieką nad noworodkiem i firmą doszły mi kolejne obowiązki – zaprowadzanie i odbieranie dzieci ze szkoły. Mam tak naprawdę dwie godziny w ciągu dnia na cokolwiek – i często znajduję inne priorytety. Moim marzeniem jest wydać go do końca września – czyli jeden przepis w ciągu dnia – i tak szykuję śniadanie dla męża do pracy. Problem jest taki, że rano nie mam czasu zrobić fotki – wiec ucieka mi z moim przepisem, a ja zostaję z niczym!
10. Mieszkanie w mieszkaniu waszym czy wynajmujecie? Wiem że robiliście duży remont i nie wiem czy to właściciel go zlecił, czy Wy sami.
Mieszkanie jest moich rodziców. Ja z Danielem zainwestowaliśmy pieniądze by troszkę odnowić. Została kuchnia i łazienka – wyremontowaliśmy prawie całe.
Koniec!
Jeśli macie jeszcze jakieś piszcie : [email protected], może powstanie kolejny tekst!
Ten post ma na celu wyjaśnienie zasad akcji którą wymyśliłam by jak największa ilość dzieci miała możliwość zagrać w nasze memory. Przecież ten produkt stworzyły dzieci dla dzieci – dlatego nie może być inaczej. Zależy mi na tym, by przedszkola otrzymały nasze produkty ale jest jeden problem. Nie znam większości przedszkoli w naszym kraju. Poznać je mogę tylko dzięki Tobie – i dzięki temu, co napiszesz w okienku zamówienia do mnie.
Co akcja ma na celu?
Przede wszystkim dobrą zabawę. Uwielbiam sprawiać radość innym, zwłaszcza dzieciom dlatego to wszystko skierowanie jest do nich. A od Ciebie zależy to, do którego przedszkola wysyłam paczkę. Mało tego, wymyśliłam na szybko jeszcze coś! Możecie porozmawiać z rodzicami z przedszkola do którego chcecie by zostało to wszystko wysłane o wspólne zbieranie głosów. Bowiem przedszkole które będzie miało ich najwięcej otrzyma roczny zapas naszych produktów. Co to oznacza? W skrócie – każdy wydany przez nas produkt będzie wysyłany na adres przedszkola w ilości odpowiadającej ilości sal przedszkolnych x2! Czyli jeśli przedszkole liczy 10 grup – to każdy produkt wysyłam w 20 egzemplarzach.
Ile przedszkoli teraz wygrywa paczkę od nas.
O nagrodzie głównej już wspomniałam. Poza tym, zostanie nagrodzonych jeszcze 10 miejsc! Każda z placówek otrzyma paczkę produktów jednorazowo także w ilości podwójnej.
Co trzeba zrobić? Jak zgłosić przedszkole?
Kupując memory w naszym SKLEPIE – KLIK wpisujecie w „wiadomości do sprzedającego” przedszkole które zostaje zgłoszone do akcji. Nie ważne czy kupisz jedno memory, czy dwa, czy 10! Za każdym razem, gdy składasz zamówienie możesz zgłosić przedszkole.
Przedszkola można zgłaszać od dziś, do końca września. Koniec zabawy przypada na dzień 10 października 2019 g. 24:00.
Nie ma ograniczeń w ilości. Można złożyć zamówienie na jedną grę – wtedy przedszkole otrzymuje jeden głos. Dwie gry – dwa głosy, trzy gry – trzy głosy i tak dalej. Nie ma konieczności zamawiania każdej gry osobno. Można złożyć jedno zamówienie a ja policzę głosy zgodnie z ilością gier. (Gry w zestawie także liczone są jako dwie osobne).
W zabawie biorą udział tylko zamówienia opłacone, te niezrealizowane są wykluczone z zabawy.
Organizatorem jest firma NAWROCKI MEDIA DANIEL NAWROCKI NIP 6981853247
Zabawa dotyczy produktów memory dostępnym w sklepie https://pierwsze-kroki.com/sklep/
Nagrodą główną jest zestaw memory oraz roczna wysyłka produktów pod wskazany przez zwycięzcę adres.
Dziesięć pozostałych palcówek otrzyma grę memory odpowiadającą ilości grup w przedszkolu x2.
Należy zachować fakturę zakupu, by potwierdzić złożenie głosu.
Listę przedszkoli które znalazły się na liście wygranych opublikuję jako aktualizację tego wpisu dnia 02 października 2019 roku.
Udostępniajcie! Będzie ciekawie <3


Długo szukałam idealnego stroju na to wesele. Zaproszenie dostaliśmy gdy byłam jeszcze w ciąży. Nie miałam pojęcia ile przytyję, jak będę wyglądała i czy mój stan zdrowia pozwoli nam pojawić się w tak ważnym dniu naszych znajomych. Tyle przeciwności – zaczynając od mojej miednicy, przez karmienie piersią i… ogromny problem z sukienką!
Moje ciało nie jest idealne.
Nic dziwnego, jestem mamą trójki dzieci – a najmłodsze urodziłam niespełna trzy miesiące temu. Nie jestem znaną trenerką fitness by wrócić do formy tydzień po porodzie. Nie ćwiczyłam, nie wiem czy ćwiczyć będę – na chwilę obecną nawet jakbym mocno chciała, to po prostu nie mogę. Moja miednica nie nadaje się do tego – przez to, że podczas porodu nastąpiło przemieszczenie jednego talerza.
Nie powiem że było mi łatwo to przyjąć. Chciałam na tym weselu wyglądać dobrze, dlatego planowałam po 6 tygodniach połogu zacząć delikatnie ćwiczyć. Jednak dojrzałam, widać to gołym okiem. Przy pierwszej ciąży, gdy miałam osiemnaście lat, być może bym się załamała. Teraz najważniejsze dla mnie jest zdrowie. Figura, dodatkowe kilogramy nie są ważne – a wszystkie mankamenty idzie zgrabnie ukryć.

Zobacz jak mi się to udało!
Sukienkę szukałam długo. Nie chciałam by była zbyt krótka, bo mam dość duże uda i łydki. Nie chciałam tez nic na długi rękaw – bo raz że moje hormony podczas karmienia dziwnie buzują i jest mi ciągle gorąco a dwa… na weselu będzie ze mną mój przyjaciel – laktator. Niestety, podczas karmienia piersią jest to rzecz której nie mogę odpuścić. W domu karmię co godzinę, max dwie. Na weselu tak samo będę musiała dbać o piersi – inaczej pojawi się zastój. Musiałam wybrać coś, co pozwoli mi bez większego problemu odciągać mleko.
(PS – mój mąż uznał, że skoro mam zamiar pić na tym weselu alkohol – a przy okazji będę ściągała mleko to szkoda je marnować. Otworzy barek z malibu – ma chłopak żyłkę do interesów!)
Sama zobacz jak wyszło!
Delikatna sukienka połączona z czarnymi sandałkami i piękną torebką którą pożyczyłam od mojej mamy! Do tego profesjonalny make-up oraz fryzura. Na co dzień nie dbam tak o swoją urodę i wygląd dlatego jestem zachwycona efektem końcowym. Delikatnie, nie nachalnie i uroczo. Nic białego i nie cała na czarno – taką zasadę stosuję zawsze udając się na wesele. Biel – zarezerwowana jest TYLKO dla panny młodej i każda kobieta powinna milion razy zastanowić się nad tym kolorem. A czerń? Proszę Cię! To jest wesele – kolory, barwy, odcienie… jest tyle pięknych kolorów, dlaczego mamy wybierać czerń, która jest najbardziej przygnębiającym kolorem ever?
Jak Ci się podoba mój strój?

Niby nowy rok to czas na postanowienia i wyznaczanie sobie planów na kolejny rok. Wyłamuję się z tej zasady i planuję od teraz coś raz na pół roku! Zauważyłam, że każde postanowienia noworoczne tracą swoją wyjątkowość po kilku miesiącach, a druga połowa roku to wmawianie sobie że – mam jeszcze czas. Budzimy się w grudniu zdołowani – że nic nie zrobiliśmy! Od teraz, moje postawienia będą z datą ważności – 6 miesięcy. Wydaje mi się że lepiej na tym wyjdę!
Mając trojkę dzieci, dom i firmę na głowie. Bez pomocy niani, pani sprzątającej czy męża i babci go godziny 16-17… muszę mieć wszystko zaplanowane. Planuję odkąd pamiętam i dzięki temu dobrze na tym wychodzę – wykorzystuję do tego przede wszystkim PLANER KSIĄŻKOWY z mojego sklepu. Planowanie mam we krwi, dlatego wrzucam moje postanowienia na drugą połowę tego roku!
1. Wydam jeszcze 5 produktów!
Poza planerami, kołonotatnikiem, ebookami i memory – chciałabym wrzucić jeszcze do sklepu 5 innych produktów! Wiem że jestem w stanie spełnić to marzenie, przecież od kwietnia – czyli w 6 miesięcy, wydałam sześć. Jeden na miesiąc – teraz nie miałabym zrobić pięciu w cztery miesiące? Jestem bardzo zmotywowana do działania, dlatego wykorzystuję czas, gdy bardzo mi się chce. Wiem że niedługo skończy się taki gorący okres i opadnę z sił, przecież nikt nie może chodzić na pełnych obrotach non stop. Mam już na nie pomysł, muszę uzbierać tylko fundusze na wkład.
2. Chcę wychodzić na randkę z mężem co najmniej raz w miesiącu.
Szczytem marzeń byłoby raz na dwa tygodnie, jednak wiem że ciężko będzie nam to wykonać logistycznie. Raz w miesiącu, brzmi dobrze – przynajmniej teraz. Kiedyś nadrobimy te wszystkie randki. Brakuje mi takiego czasu sam na sam – zapomnieliśmy że rodzice to też ludzie którzy mają swoje potrzeby. Zamknęliśmy się w domu, z dziećmi i troszkę nasz żar zgasł – musimy go od nowa rozpalić. uwielbiamy spędzać ze sobą czas, dlatego nie będzie to trudne – niewiele nam potrzeba. Chcę raz w miesiącu poczuć się jak kobieta, jak żona – nie jak mama w obdartym dresie.
3. Chcę dojść do wagi 65 kg!
Nawet jak będę chudła 1 kilogram tygodniowo uda mi się to zrobić przed końcem tego roku, więc nie powinno sprawić to większego problemu. Musze jednak mocno ograniczyć cukier, jeść regularnie i wprowadzić więcej ruchu w ciągu dnia. Chociaż nie siedzę, nie nudzę się – to nie to samo co intensywny spacer czy delikatne ćwiczenia. Pora to zmienić. Za pół roku chcę osiągnąć tą wagę – a do przyszłego lata chcę wyglądać tak, bym nie wstydziła się wyjść w bikini na plażę. Takie mam marzenie, kompletnie uzależnione od tego czy będę systematyczna.
4. Marzę o wakacjach życia.
Wyjechać do końca roku się nie uda, ale mam cichą nadzieję że w ciągu tych miesięcy uda się chociaż zarezerwować coś na przyszły rok! Musimy dopiąć jeszcze wiele spraw formalnych jak na przykład paszporty dzieci z którymi jest okropny problem. Mimo to wierzę że nam się wreszcie uda. Nie byliśmy nigdzie dwa lata, nie mieliśmy podróży poślubnej – po prostu wszyscy marzymy o odpoczynku. Po tak intensywnych dwóch latach zdecydowanie należy nam się chwila dla rodziny – dla nas! Tylko jeszcze nie wiemy jaki kierunek obrać – Turcja, Chorwacja a może Grecja? Wszystkie podpowiedz mile widziane!
5. Marzę o wielkim sprzątaniu mieszkania!
Takim wiesz… wyrzucam wszystko z szaf i od nowa układam. Czyszczę każdy kąt, wyrzucam to co jest nam niepotrzebne – a to, co nada się jeszcze do użytku oddać komuś kto tego potrzebuje. Mam dość bałaganu, syfu i ogólnego chaosu. Marzy mi się nowa kuchnia i łazienka, ale na to mnie nie stać – po prostu. Dlatego chcę chociaż doprowadzić wszystko do takiego staniu był czuła się dobrze. Zaniedbałam mieszkanie, zaniedbałam tak bardzo – że czuję się w nim bardzo źle. Patrzę na ten syf w szafach i serce mnie boli. Nie mogę się skupić na niczym, ale po prostu brakuje mi czasu. Męża mam w domu popołudniami – a wtedy sama muszę iść do pracy. Zdecydowanie potrzebny jest na to cały weekend… tylko sama nie ogarnę tego sprzątania i opieki nad dziećmi. I te okna… ludzie, jak ja bardzo nie lubię myć okien! Może jakaś Pani lub Pan to zrobi za mnie? Doby więcej mi dajcie, proszę!
6. Muszę znaleźć czas by przerobić teksty na blogu pod SEO.
Wiecie jak to jest, szewc bez butów chodzi. Mamy taką sytuację z też z naszym autem. Mój mąż jest mechanikiem a z całej rodziny mamy chyba najbardziej poszkodowane auto – na nasze nigdy nie ma czasu! Ciągle jest coś ważniejszego, a jak wiadomo na swoim aucie się nie zarobi, dlatego jest to odkładane. Dokładnie tak samo mam z blogiem i sklepem. Sama pisze teksty pod SEO, pozycjonuje strony, prowadzę FB i IG innych firm – a mój na tym najbardziej cierpi. bo się nie podlizuję, bo piszę od serca i nie skupiam się na tym by użyć słów kluczowych w tekście. Przez to rozwijamy się, ale nie tak szybko jak na to zasługujemy! Chcę do końca tego roku poprawić moją widoczność w googlach. Moim zdaniem zasługujemy na to – bo ilość pracy jaką wkładamy w to miejsce jest ogromna!
Co myślisz o moich postanowieniach?
I przede wszystkim, co myślisz o idei postanowień półrocznych? Moje zdanie już znasz!
Drogi mężczyzno, miałeś pewnie taki dzień, gdy wróciłeś do domu i ciągle coś było źle. Widziałeś bałagan w mieszkaniu, cała masa brudnych naczyń w zlewie. Dzieci biegają wokół Ciebie uwieszając się jak małpki. Żona od razu przekazuje Ci informacje co jest do zrobienia jeszcze tego dnia. Panuje chaos, a Ty jestem zmęczony i głodny. Jesz obiad, odgrzewany, zabrakło dziś czasu na coś więcej. Marzysz o ciszy, o spokoju przy posiłku i dopiciu ciepłej kawy – ale wiesz że nic z tego.
Do tego w pracy dziś kompletnie się nie układało. Szef jak zwykle wymyśla, wyzywa i kombinuje. Kolega opowiada jak świetnie było na weekendowym wypadzie z dziewczyną a Ty wiesz że u Ciebie to się nie uda. Wszystko czego dotykasz sypie się i masz ochotę wrzeszczeć!
Wracasz do tego domu, patrzysz na swoją żonę – taką nieobecną, zmęczoną. Widzisz jej fryzurę – ten jej ulubiony kok. Na sobie ma dres, by było jej wygodniej ogarniać dzieci i dom. Zastanawiasz się, co ona robiła cały dzień? Co robią kobiety w domu? Przecież to Ty jesteś zmęczony, bo byłeś w pracy osiem godzin i to nad Tobą stał szef. To Ty zarabiasz pieniądze, to Ty robisz coś co ma sens. Dlaczego ona jest taka nieobecna?
To Ty nie spałeś w nocy, bo dzieci wołały. To Ty przecież wyszedłeś z domu o siódmej, zjadłeś śniadanie które już stało na stole – dobrze że tak jest, bo zabrakłoby czasu na poranny prysznic… musiałeś też dojechać do pracy całe czterdzieści minut! Byłeś tam pół dnia i po wszystkim chciałbyś odpocząć, ale wracasz do tego chaosu, tego bałaganu i do tej nieobecnej żony i zastanawiasz się kolejny raz: Co ona robiła cały dzień?
Co się stało? Dlaczego ona taka jest? Gdzie ten uśmiech, ta seksowna kobieta – zawsze idealnie ubrana, uczesana i umalowana. Gdzie te nasze wieczory przy winie, gdzie spontaniczne wyjścia. Jeszcze niedawno było inaczej, była taka moja – a teraz?
Kochany mężczyzno – opowiem Ci jak wygląda dzień Twojej żony!
Pamiętasz to wiercenie się dzieci w nocy? To Ona wstawała do nich, gdy śnił się koszmar. Raz do jednego, raz do drugiego. W przerwach karmiła najmłodsze dziecko, bo tak się złożyło że akurat mijały dwie godziny od poprzedniego karmienia. Bujała, nosiła, przytulała – tak, byś Ty mógł spać, bo przecież idziesz rano do pracy – a ona tylko zostaje w domu i opiekuje się dziećmi. Jest na urlopie macierzyńskim.
Pamiętasz to śniadanie rano na stole? To wtedy gdy Ty jeszcze smacznie spałeś, ona wstała i poszła po pieczywo. Zrobiła Ci śniadanie, szybko się ogarnęła – wzięła pierwszy lepszy dres i poszła obudzić dzieci do przedszkola. Zanim pomogła im się ubrać, ty skończyłeś jeść, wskoczyłeś pod prysznic i dałeś szybkiego buziaka na do widzenia. A ona zaczęła robić śniadanie dla dzieci. Zaprowadziła je też do placówki, pieszo – dwa kilometry od domu, bo Ty musiałeś dojechać do pracy Waszym autem.
Następnie zrobiła szybkie zakupy, by zrobić obiad. Z najmłodszym dzieckiem na ręce, zrobiła na szybko rybę – to dokładnie ten odgrzewany obiad który jadłeś po południu. Na nic więcej nie miała chwili, bo gdy nie nosiła dziecka – musiała jeszcze wstawić pranie, omówić lekarzy, pozbierać zabawki, ogarnąć dom, wyjść z psem, opłacić rachunki, pozmywać po śniadaniu… Odebrała też dzieci z przedszkola – i dała im w domu obiad.
To własnie po tym obiedzie widziałeś talerze w zlewie.
Dzieci musiały zająć się chwilę sobą, by ona mogła zjeść z najmłodszym dzieckiem obiad w minutę. Z dzieckiem na ręce jadła obiad – bo przypomniało jej się, że od rana nie miała nic w ustach. Zaczęła zbierać też zabawki które starszaki wrzuciły do salonu – ale dokładnie w tym momencie wchodzisz do domu. Dzieci znudzone brakiem zajęcia skaczą po Tobie. Jesz obiad siedząc sam przy stole – nie musisz trzymać dziecka na kolanie, jesz ten obiad względnie spokojnie pomimo chaosu który jest w mieszkaniu.
I widzisz te naczynia… naprawdę nie miała czasu ich ogarnąć?
Jest już osiemnasta, powoli szykują się dzieci do kąpieli. Pomagasz w tych czynnościach, chociaż czujesz zmęczenie – masz praco, byłeś osiem godzin w pracy. Patrzysz na żonę, a ona znów mierzy Cię wzrokiem. Myślisz, że znów zaczyna swoje gierki, znów jakiś foch – nie wiesz kiedy mówisz do niej. Wytykasz jej wygląd, wzrok i pytasz – co robiła cały dzień, skoro nawet naczynia stoją w zlewie?
A ona warczy. Nie dlatego że ma focha. Warczy, bo jest piekielnie zmęczona.
A Ty zamiast wytykać jej to, co jest nie zrobione – zacznij zauważać to, co udało jej się wykonać!
Zobacz szczęśliwe dzieci, doceń posiłek który przygotowała, podziękuj za śniadanie rano na stole. Przypomnij sobie, że nie spała pół nocy, gdy Ty smacznie chrapałeś w pokoju obok – nie mogła pójść na drzemkę w ciągu dnia, bo zajmowała się dziećmi. Zerknij na telewizor – doceń fakt, że opłaciła rachunki i macie prąd, telewizje, gaz czy abonament w komórce. Czy wiesz kiedy dzieci idą na szczepienie? Nie? To podziękuj żonie że pilnuje wszystkich ważnych terminów w przychodni.
Kobieta nie jest robotem, a oczekujemy od niej niemożliwego.
Gwarantuję Ci, że nie leżała cały dzień i nie pachniała słodko. Pracowała równie ciężko co Ty, więc zacznij ją doceniać. Obiecuję Ci że rezultat takiego zachowania może Cię mile zaskoczyć. Wypoczęta żona, to szczęśliwa żona – a każda żona jest szyją mężczyzny! Jest Twoją podporą.
Nigdy nie narzekałam specjalnie na swoją wagę. Chociaż nie – inaczej. Waga nigdy nie była super niska, pewnie po części przez mój wzrost – mam 173 cm więc nie ma opcji bym ważyła 45-50 kilogramów. Wyglądałabym wtedy bardzo, bardzo źle. Optymalna waga jaką miałam przez większość swojego dorosłego życia to 68-69-no i może 70 kg. Czułam się wtedy dobrze, nie potrzebuję mniejszych cyfr – takie mi odpowiadały.
Teraz jest dużo więcej.
Trzecia ciąża dała mi w kość. Po części to moja wina, ale tez w małym procencie mojego męża. Poprzednie ciąże musiałam robić wszystko – nie miałam nikogo do pomocy. Będąc w ciąży z Blanką, często też brakowało mi kasy na najmniejsze zakupy – dlatego udało mi się wyjść z jako-taką wagą na końcówce. Teraz byłam rozpieszczana jak królowa. Chciałam batona – miałam, soczki z toną cukru – już stał na stole. Od 27 tygodnia ciąży mało robiłam – miałam nakaz oszczędzania się, więc większość prac domowych przejmował mąż a nawet moja mama!
Siedziałam z tyłkiem i teraz mam!
Przytyłam 14 kilogramów. Co dało efekt taki, że w dniu porodu ważyłam 85 kilogramów! Nigdy w całym moim życiu nie ważyłam tak dużo. Wiadomo, dziecko, krew, łożysko, woda i inne około ciążowe kilogramy to jedno – ale serio… duża część z nich została. Nie chce pisać ile dokładnie teraz mam – bo mi wstyd. Dużo zostało i samo raczej nie zejdzie jak w przypadku dwóch poprzednich. Zdecydowanie za dużo jem świństw – bo tak najszybciej. Nie skupiam się na tym co zjadam, bo każdego dnia po prostu walczę o przetrwanie 🙂
Jednak zaczęły się problemy zdrowotne…
Dlatego postanowiłam zacząć działać! Bolą mnie okropnie plecy – po części dlatego że mam problem z miednicą, ale wiem że odpowiednimi ćwiczeniami i poprawą jakości moich mięśni, których teraz nie mam, jestem w stanie zmniejszyć ten ból. Poza tym, puchną mi stopy i bolą mnie kolana jak tylko założę lekki obcas. Dowiedziałam się, że jest to spowodowane tym, że moje nogi dźwigają dodatkowy i niepotrzebny balast – jakim jest mój tłuszcz! No i ta głowa… od zmęczenia, świńskiego jedzenia i małej ilości wody rozsadza mi głowę prawie każdego dnia. Robiłam badania krwi – wszystkie są wzorowe, dlatego postanowiłam walczyć z kilogramami.
Jak chcę tego dokonać?
Na siłownię jeszcze się nie zapisuje – szkoda mi kasy, bo nie wiem czy po kilku dniach mi się przestanie tam podobać. Zaczynam od delikatnych ćwiczeń w domu – dostosowanych dla kobiet które urodziły niedawno dziecko. Nie chcę mimo wszystko zrobić sobie krzywdy – a o to nie trudno. Moją dodatkową motywacją jest to, że mięśnie mojego brzucha po trzech ciążach nie ucierpiały. Fizjoterapeuta stwierdził że nie mam rozejścia mięśnia i jestem w stanie wypracować fajny efekt odpowiednimi ćwiczeniami.
Dalej – odżywianie. Nie lubię słowa dieta – nie chcę być na diecie. Chce po prostu zdrowo jeść. Skończyć ze śmieciami i zamienić je na coś wartościowego. Już teraz piję prawie tylko wodę – zdarza mi się sięgnąć po coś z cukrem ale rzadko. Boje się, że zimą może to się zmienić – wtedy mnie bardziej ciągnie do słodkości a woda już tak nie smakuje. W naszym domu zawsze było dużo owoców – więc z tym nie będzie problemu, jednak cierpią warzywa – to zdecydowanie muszę poprawić.
Woda, owoce, warzywa, brak cukru, brak podjadania.
Posiłki co 3-4 godziny.
Ostatni nie później niż godzinę przed snem.
Ćwiczenia 3x w tygodniu.
Według aplikacji jaką mam na telefonie – powinnam zejść do wagi którą sobie założyłam do końca tego roku. Tak rozsądnie, chudnąc nie więcej niż 0,5-1 kg w ciągu tygodnia. Zachowując przy tym odpowiednią ilość kcal przy karmieniu piersią! Na początku stycznia zdam raport, pilnujcie mnie ok?
A jak Ty się czujesz w swojej skórze?
Walczysz ze mną, czy jesteś zadowolona?