Blog - archiwum
Jako mama dwójki dzieci, którzy swoją edukację przedszkolną już rozpoczęły mam kilka fajnych wniosków z tego okresu (trzecia przed nami, ale mam jeszcze trzy lata by do tego dojrzeć!). Nie jest to łatwy temat dla większości dzieci – nie ma się co dziwić, bo dziecko które było z mamą bądź tatą teraz zostaje z zupełnie obcą osobą. Mało tego, nie jest sam na sam z opiekunem – w sali poza Twoim dzieckiem jest pewnie 20 innych maluszków które płaczą, krzyczą i chcą zwrócić na siebie uwagę.
Nikt się dobrze nie czuje w takich miejscach. Początki przedszkola są trudne. Maluch który nie rozumie swoich emocji, zostaje wrzucony na głęboka wodę z innymi dziećmi które także nie panują nad tym co się dzieje. Dla Ciebie, dla osoby dorosłej która panuje nad sobą i wie „na czym polega to całe przedszkole” to bułka z masłem. Dla Ciebie. Dzieci są przerażone – a ja po części się im nie dziwię, sama jestem po godzinie drzwi otwartych. Cały dzień to byłby jakiś kosmos!
Gdy poza własną „wygodą” chodzi Ci o coś więcej…
Nie będę owijała w bawełnę. Ogrom rodziców czeka na moment w którym ich dziecko pójdzie do przedszkola. Niektóre mamy dopiero wtedy zaczynają odpoczywać, być może szukać pracy czy wracają na etat. Inne mają wreszcie wolną głowę od trosk – bo nie gimnastykują się z mężem i zmianami w pracy by jakoś pogodzić te obowiązki i opiekę nad maluchem. Te aspekty pomijam, jest coś ważniejszego…
Dziecko w przedszkolu inaczej się rozwija. Łapie fantastyczne kontakty z rówieśnikami. Bawi się, psoci, krzyczy, biega, szaleje. Wycina, klei, modeluje, składa, rozkłada, przeciąga. Możliwości jest cała masa – jednak wszystkie sprawdzają się do jednego – do nauki. Dziecko uczy się życia lepiej niż w domu. Odkrywa nowe, nieznane wcześniej uczucia i umiejętności. Jeśli trafimy na fantastyczną nauczycielkę – dziecko rozkwitnie, a to będzie potęgowało na dalsze lata edukacji.
Moje „złote” rady wyglądają następująco:
1. Nie chwal zbyt nachalnie tego miejsca.
Dla Ciebie jest to coś fantastycznego. Nie tylko patrząc na siebie, ale wydaje Ci się że dla dziecka nie będzie nic lepszego – a prawda jest taka, że tak nie jest. Nie dla dziecka, ono by chciało zostać z mamą najdłużej jak się da – a kontakt z dziećmi ograniczyć do wyjść na plac zabaw. Nie chwal, nie opowiadaj jakie to przedszkole jest fantastyczne i cudowne – bo po pierwszym dniu, gdy inne dzieci będą wyły i krzyczały a Twoje maleństwo nie będzie już w centrum zainteresowania – uzna że to co mówiłaś, to jedna wielka bzdura. Teraz, gdy moja córka ma 5 lat i trzeci rok chodzi już do przedszkola… zapytana o to „i jak było, super?” Czasem odpowiada „nie, super, dziś było niefajnie”. Pomyśl, co czuje maluszek w pierwszych dniach. Nie opowiadaj o tym, że jest tam najlepszy plac zabaw i super dzieci – Twojemu dziecko wcale nie musi się on podobać, a w grupie może mieć małego łobuziaka który gryzie, kopie i bije. Wielkie rozczarowanie!
2. Nie naciskaj!
Nie drąż tematu przez cały czas, gdy tylko okaże się że Twoje dziecko idzie do przedszkola. Nie nadawaj o tym dzień i noc. Nie zaczynaj tego tematu z każdą napotkaną osobą, gdy Twoje dziecko jest obok. Pojawi się wtedy niebezpieczne ciśnienie które może spowodować niechęć do przedszkola. Będzie mu to wszystko wychodziło już uszami. Fajną opcją jest np spacer w okolicach przedszkola, bez komentowania. Jeśli dziecko zacznie temat – pociągnij. Jeśli milczy – pozwól mu na to, a samo oswojenie się z miejscem być może mu wystarczy.

3. Idź spać wcześnie!
O tej zasadzie zapominałam w pierwszym roku nauki. Młoda chodziła spać około 22, po czym rano była zmęczona i codziennie kończyło się to krzykiem. Pamiętaj, że wyspane dziecko lepiej będzie współpracowało rano. A jak zaczniesz dzień krzykiem, nerwami i rzuceniem talerzami – z takimi emocjami maluch pójdzie do przedszkola i prawdopodobnie urządzi Ci wielką awanturę – łącznie ze zdzieraniem dziecka z ciebie przez nauczycielkę. Teraz, w czasie roku szkolnego moje dzieci chodzą spać ok 19:30 – max 20 i budzę ich ok 7 rano. Są wypoczęci, szczęśliwi a nawet zdarza się czasem pobudka przed budzikiem – wtedy mamy już najlepszy humor. Początki przestawienia dziecka będą ciężkie, dbaj o wywieszenie godzinę przed snem i powinno się udać. Nie poddawaj się, maluchy nie chcą chodzić spać wcześnie – ale to dla lepszego samopoczucia rano.
4. Koniecznie idź na zajęcia adaptacyjne.
Poznacie tam nauczycielkę bądź nauczycielki, które będą z Twoim dzieckiem przez około 8 godzin każdego dnia. To im powierzasz swoje dziecko pod opiekę, zrób więc to dla siebie i dla dziecka – i idź tam. Dziecko pozna salę, pracowników przedszkola, zabawki i inne dzieci – w niektórych przedszkolach jest wtedy jeszcze wspólny posiłek, tak dla rozładowania napięcia. Ty ocenisz sytuację i wyciągniesz swoje wnioski. Wiadomo że to nie jest to samo co „normalny” dzień – dzieci są z rodzicami więc zachowują się inaczej. W pierwszych dniach może pojawić się płacz, bo dziecko będzie myślało że zostaniesz z nim też od 1 września – dużo rozmowy i stałe godziny odbioru powinny szybko rozwiązać sytuację. Ja miałam umowę z Blanką, że gdy tylko otworzą drzwi – ja będę. Była szczęśliwa! Teraz, pod koniec zeszłego roku i po dwóch dniach nowego – chce zostać dłużej. Do 15! A ja mam dylematy…
5. Niech przedszkole kojarzy się z czymś dobrym.
U nas kojarzy się rano z chwilą sam na sam z tatą. Z jazdą autem – które uwielbia i słodkimi buziakami. Koniecznie też musi jej Daniel przeczytać co jest na śniadanie, obiad i podwieczorek każdego dnia. Natomiast gdy ja ją odbieram, idziemy razem po kabanosa – prawie codziennie. mamy obok sklep, który ma naprawdę świetne kabanosy a moje dzieci je uwielbiają. Jeden to koszt 50 groszy – a radości cała masa. W zeszłym roku chodziliśmy jeszcze na plac zabaw, w tym roku plan lekcji dzieci jest mi nie na rękę i nie wiem czy się to uda – mam nadzieję że tak.
6. Jedź z dzieckiem na zakupy!
Nie zamawiaj wszystkiego przez internet. Nie biegnij do sklepu sama – bo tak szybciej, łatwiej i taniej. Nie, nie, nie! Kompletujcie wyprawki razem ze swoimi dziećmi. Niech wybierają fartuszek, buciki, zeszyty, teczki i inne cuda które są potrzebne w Waszej placówce. Dziecku sprawi to ogromną radość i spowoduje uśmiech na twarzy gdy będzie korzystało z tych rzeczy na co dzień. Będzie dumne z siebie, że samo wybrało każdy element wyprawki przedszkolnej. Przygotuje się do przedszkola, zanim je na dobre zacznie.
7. Trzymaj się sztywno zasad odbioru z przedszkola!
Ja zrobiłam ten błąd za czasów Antka – gdy płakał, odbierałam go wcześniej. Młody nauczył się, że za kazdym razem gdy mama płacze – wróci do domu. No way! Bardzo długo trwało ponowne nauczenie go, że przedszkole to nie kara – a okazja do miłego spędzenia czasu z przyjaciółmi i nauka. Młody był tak cwany, że szybko zakodował to co jest dla niego bardziej korzystne. Przy Blance już nie popełniłam tego błędu – wiem, że płakała. Przecież zdzierali ją ze mnie każdego dnia. Dzień w dzień. Nie dałam się! Teraz moja córka chodzi do przedszkola z radością.

cof
8. Nie przekupuj!
Nie używaj sformułowań – „chodź pójdziemy, a za to…”, „chodź ładnie, a po przedszkolu…”, ” chodź bez krzyków, dostaniesz…”. Nie, nie, nie. Dziecko nie może chodzić do przedszkola w zamian za coś. Za zabawkę, za lody, za kino czy basen. Nie wiem co tam u Was akurat działa fajnie na małe przekupy. W końcu może dojść do tego, że zaczną chodzić tylko dlatego – że osiągną z tego korzyść materialną. Nie chcemy tego prawda? Możecie się umówić na jeden prezent w miesiącu – ładnie chodzimy cały miesiąc – ok, jedziemy do kina. Taka opcja wydaje się fajna, co?
Pewnie będzie tego więcej przy Macieju. Młody może nam dać nieźle w kość i te rady szlag trafi. Czuję że będzie to taki łobuziak, jakim był jego tata – więc może być ciekawie!
A Ty jaką radę byś dała dla rodziców przedszkolaka?
Szkoła to taka instytucja która ma różne opinie. Jedni kochają ale są też tacy, którzy nie pałają do niej wielką miłością. Mamy osoby które tęsknią za nią gdy jest czas wony, ale są też dzieci które nie przyjmują do wiadomości informacji że lato już się kończy i czas wrócić. My postanowiliśmy naszej młodzieży zaserwować super weekend! Tak, by wakacje zakończyć aktywnie i już skupić się na nauce.
Noc u dziadków, jezioro i wyjazd do centrum handlowego!
Tyle dobroci w ciągu dwóch dni. Dla dzieci chyba nie ma nic lepszego od nocowania u dziadków, a jeśli połączymy to z jeziorem i super atrakcjami – weekend wypada poza skalę. Przyznam że dawno nie byłam tak zmęczona, a jednocześnie zadowolona z czasu który razem spędziliśmy. Wielką fanką dużych skupisk ludzi nie jestem, jednak tym razem nie mogłam odmówić pojawienia się tam. Otrzymałam zaproszenie od Centrum Handlowego King Cross w Poznaniu, by spędzić z nimi fajny dzień! W dalszej części wpisu opowiem Ci więcej.



Zaczęło się od przedstawienia.
„Cyfrowy Kapturek” – bo właśnie taką nazwę miał spektakl który można było tam zobaczyć. Aktorzy z teatru familijnego Tandem w mega zabawny i lekki sposób pokazali dzieciakom problematyczne kwestie jakimi są pieniądze a także uzależnienie od monitorów komputerów, tabletów czy smartfonów. To było zupełnie inne spojrzenie na temat, a moje dzieci w drodze powrotnej do domu ciągle pytały o to, co usłyszały podczas tego wystąpienia. Fajny sposób by zacząć z dziećmi rozmowę na takie tematy – wstęp był idealny.
Później zobaczyłam największy i najśmieszniejszy jak dla mnie punkt wydarzenia. Pana baloniarza! Pomysł był super i za każdym razem gdy pojawiał się koło nas, uśmiech pojawiał się na twarzy!



Robienie swojej kasy wkręciło Antka!
Mój syn odziedziczył po mnie zamiłowanie do organizacji. Planuje wszytko, a zwłaszcza ilość wydawanej gotówki. Chyba codziennie przelicza zawartość swojego portfela – a jak ma wydać złotówkę, milion razy zastanawia się czy faktycznie warto. Wcale nie zdziwił mnie fakt, że jako pierwszy stał na stanowisku mennicy King Cross Marcelin! Blanka uciekła, nie chciała, ale Antek jest wszędzie tam gdzie są pieniądze.
Potrzebował delikatnej pomocy, ale dał radę. Mój syn wybił w ten weekend swoją własną monetę z której był (i w sumie nadal jest!) najbardziej dumny na świecie.






Obejrzeliśmy tez wystawę walut z całego świata. Nigdy specjalnie nie rozmawiałam z dziećmi na takie tematy, ale dopiero teraz widzę jak bardzo ich to zaciekawiło. To co dla mnie jest oczywiste, nie jest takim dla nich. Panika zaczęła się w momencie, gdy dotarło do nich że u nas są złotówki – więc jak pojadą do Chorwacji nie będą mogli sobie kupić pierdołek na straganach – nie masz pojęcia jak ciężko było mi ich uspokoić i wyjaśnić, że możemy pieniążki wymienić w specjalnych miejscach.
7 września jest powtórka tego eventu! Warto tam być.
Byliśmy już zmęczeni – ale pojechaliśmy tam po coś jeszcze!
Wiesz jak to jest, gdy całe lato dzieci noszą krótkie rękawy i krótkie spodenki – a na początku września okazuje się że to co było dobre w czerwcu, teraz sięga do połowy łydki. Zakupy, zakupy i jeszcze raz zakupy. Głownie ubraniowe, bo dosłownie wszystko już było za małe, ale przy okazji oczywiście kilka artykułów szkolnych i… zabawki! Byliśmy z babcią, więc korzystali ile mogli.






W King Cross Marcelin można do 7 września zrobić zakupy i wygrać nagrody!
Z okazji #backtoschool centrum handlowe King Cross rozdaje kieszonkowe. Za każde wydane 100 zł możemy odebrać los z kodem kreskowym. Każdy kupon ma aż 3 szanse na wygraną – odbijamy kod kreskowy w trzech miejscach dostępnych w galerii. Do wygrania między innymi tablety, karty podarunkowe, piórniki, plecaki czy akcesoria szkolne. Łączna wartość wszystkich nagród to aż 70000 zł!
Kto już brał udział w zabawie?
Udało Ci się zgarnąć kieszonkowe?
Blog - archiwum
Plany lekcji dla chłopca i dziewczynki do druku! PDF pobierz plan lekcji.
2 września 2019Aaaa! Nie wierzę że prawie trzy miesiące (w naszym przypadku) wakacji już się skończyły. Jestem okropna, wiele osób tego nie rozumie – ale poza perspektywą wypicia ciepłej kawy dochodzi jeszcze cisza.. i koniec tekstów – mamooo! Nudzi mi się! Ah.. tak, będzie cudownie.
Bo u nas rok szkolny to nie bajka. Miałam dużo luzu, poza ciągłymi „mamo”. Teraz będę musiała wstawać około 6, by ogarnąć dzieci do placówek – skończy się wstawanie o 8! Teraz chwilę przed tą godziną będę już w drodze do przedszkola. Później wracam do domu, a o 11:20 idę z Antkiem do szkoły – i tak dwa razy w tygodniu. O 14:30 odbieram Blankę, a o 15:50 Antka! Nie robię nic, poza chodzeniem do placówek. A sama z Maciejem w domu będę od 12 do 14 – fajnie nie?
Troszkę lepiej jest od środy do czwartku – wtedy oboje idą na ósmą, ale Antka odbieram o 12:20 a Blankę o 14:30 – więc sama jestem od 8-12 i to dwa „najlepsze” dni w tygodniu!
Piątek jest też ciekawy – od 8 każdy jest w szkole, ale już o 11:20 odbieram Antka. Natomiast 14:30 to czas powrotu Blanki.
Rok szkolny wcale nie jest taki fajny, a ja stracę jeszcze więcej czasu podczas całego dnia – nie mam pojęcia jak wyrobię się w ciągu doby ze wszystkim jak tyle czasu stracę na „dochodzenie” do placówek.
Przygotowałam dla moich dzieci takie dwa cuda, by jakoś lepiej ogarnąć to wszystko. Podzielę się grafiką, bo jest prosta – kolorowa – i za darmo. Można śmiało drukować tyle razy ile potrzeba, a wiadomo że czasem się zdarza zmiana planu w ciągu trwania roku szkolnego.


U Was też jest taki beznadziejny plan?
Jak rodzisz sobie z dziećmi, jeśli jest ich więcej niż jedno?
Blog - archiwum
Wielki TEST! Zobacz czy Twój mąż/partner/kochanek nie jest leniem śmierdzącym!
29 sierpnia 2019Wydawać by się mogło, przynajmniej kiedyś że mężczyzna to taka prawa ręka kobiety. My jesteśmy takie delikatne, bezbronne i bez tej pomocy się nie obejdziemy. Musimy dbać o swojego mężczyznę najlepiej jak potrafimy – gotując mu obiadek, sprzątając pod nogami a na koniec dnia podając (koniecznie!) schłodzone piwo. Pan musi odpocząć, bo dzielnie stał na czele naszej rodziny.
Takie były oznaki męskości mężczyzny kiedyś a jak jest teraz?
Według niektórych, zwłaszcza starszych osób nastąpił kryzys męskości i to my kobiety jesteśmy temu winne. Feministki się porodziły i zrobiły z mężczyzn niewolników własnych domów. Jak można sprowadzić rolę mężczyzny do wynoszenia śmieci, robienia zakupów i opiekowania się dzieckiem! O matulu, to takie niemęskie! Gdzie ta silna pozycja mężczyzny, który wracając do domu rozsiadał się w fotelu i czekał na obsługę. Gdzie te czasy? To wszystko przez te feministki od siedmiu boleści!
Wielka i silna pozycja mężczyzny ulegała degradacji. Oni nad tym ubolewają, bo wtedy było wygodniej.
Obiad stał na stole, dzieci były ogarnięte bez ich większej pomocy, dom lśnił. Ogródek przed domem był perfekcyjny, warzywa przydomowe pięknie rosły. Pan pracował poza domem, pan w domu nic robić nie musiał. Tym zajmowała się żona. Feministką może po części jestem, bo uważam że jeśli my mamy dwie ręce i dwie nogi, a mężczyzna nie różni się od nas w tej kwestii to jest w stanie wykonać domowe obowiązki z taką samą dokładnością.
Dlaczego to kobieta jest za to odpowiedzialna?
Przecież rodzinę i dom tworzą ludzie. Nie tylko kobieta – ale też mężczyzna i być może dzieci. Dlaczego tylko jedna osoba ma o to wszystko dbać, by odciążyć drugą?

Odpowiedz sobie teraz na pytania:
-
Czy PAN sprząta w domu?
-
Czy PAN wynosi śmieci?
-
Czy PAN zajmuje się dziećmi?
-
Czy PAN wychodzi z psem?
-
Czy PAN robi zakupy?
-
Czy PAN umyje okna?
-
Czy PAN umie używać odkurzacz?
-
Czy PAN zabiera dzieci na spacer byś Ty mogła odpocząć?
-
Czy PAN wie gdzie macie w domu piekarnik?
-
Czy PAN umie uruchomić pralkę?
-
Czy PAN umie wyrzucić skarpetki do kosza?
-
Czy PAN wkłada naczynia do zmywarki?
-
Czy PAN wynosi po sobie śmieci z salonu?
Cóż, panowie bardzo niechętnie biorą udział w takich czynnościach – a my, kobiety, im to ułatwiamy. Widzimy jak działają i instynktownie odbieramy im możliwość wykazania się. Niech odkurzy po swojemu, zajmie się dziećmi jak umie czy włączy pranie białe z czarnym. Jeśli raz zobaczy że coś poszło nie tak – więcej tego błędu nie zrobi, bo nie będzie miał w czym chodzić.
Masz w domu lenia!
Jeśli nie robi nic w wyżej wymienionych obowiązków. To zwykły śmierdzący leń, którego ty obsługujesz jak jakaś służąca. Możesz mówić że taki macie podział, Tobie to odpowiada czy używać jeszcze innych argumentów. Jednak w tym momencie oszukujesz sama siebie bo Twój facet to leń wykorzystujący sytuacje. Nawet jeśli pracuje na etacie a Ty „siedzisz w domu” – to nie jest usprawiedliwienie. Dom jest WASZ – dzieci są WASZ – pies jest WASZ – gacie SĄ JEGO. Jest zdrowy, prawdopodobnie ma mózg – więc w czym problem?
„To takie babskie”
Kocham ten argument! Kocham! Wykorzystywany jest on najczęściej. Pewnie że są takie „babskie rzeczy” – jest nim na przykład rodzenie dzieci. Facet fizycznie nie może tego zrobić – to jest typowo BABSKIE zadanie. Co jeszcze? hmm… karmienie dziecka – mężczyzna nie jest w stanie wyprodukować mleka, więc faktycznie jeśli karmimy dziecko naturalnie to jest to BABSKIE zadanie. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, reszta zadań może być wykonana zarówno przez mężczyznę jak i przez kobietę – więc dlaczego uznaje się je za babskie?
Dziewczyny, nie róbmy sobie tego!
Lenistwo precz – nie jesteś służącą!
Blog - archiwum
Kiedyś będę kawałek dalej. Obok Ciebie, gdy on lub ona staną się kimś ważnym.
28 sierpnia 20193 grudnia 2011, 4 października 2014, 8 czerwca 2019.
Trzy daty, trzy zupełnie inne daty które sprawiły że jestem mamą. Najpierw mamą jednego cudownego chłopca, dalej mamą pięknego rodzeństwa, a od niedawna – jestem najszczęśliwszą mamą trójki. Te trzy daty są najważniejszymi momentami mojego życia. Każdy z tych dni był dla mnie najtrudniejszym dniem w życiu, a zarazem najpiękniejszym. Spowodował ogromny ból, ale też radość. Krzyczałam – najpierw wraz z każdym skurczem, później z zachwytu nad tą cudowną istotą. Każdy inny, wszyscy idealni.
Moją życiową rolą jest bycie mamą.
To się nie zmieni nigdy. Musiałam do tego dorosnąć, zmienić priorytety, wszystko od nowa poukładać. Aktualnie mam na ziemi trzy powody dla których wstaję każdego dnia pełna sił i pomysłów. To dla tych trzech najważniejszych istot zmieniam się na lepsze i marzę o tym, by kiedyś z dumą w głosie mówili „To moja mama!”. Nie ze wstydem, strachem czy inną złą emocją – raczej z miłością, szacunkiem i radością.
Każdego dnia staram się dla nich. To dla nich zrzuciłam swój rozwój na drugi plan. Działam powoli, w swoim rytmie – tylko wtedy gdy jest chwila spokoju. Dla nich jestem w domu, nie pracuję stacjonarnie na etacie. To dla nich wstaję każdego dnia – przygotowuję śniadanie, sprzątam, piorę, gotuję. To z nimi czytam bajki, gram w gry, odrabiam lekcję. To im każdego dnia daję słodkiego buziaka na dobranoc po czym dodaję „karaluchy pod…” i zamiast usłyszeć w odpowiedzi „…poduchy” słyszę: „mamoo! nie karaluchy tylko różyczki!”. Moje dzieci są wyjątkowe – takie moje, idealne i słodkie.
To się zmieni, ale nie wiem czy kiedykolwiek będę na to gotowa.
Każdego dnia jestem dla nich, potrzebują mnie tak samo – jak ja potrzebuję ich. Pokazuję im świat, a oni pokazują mi swój. Uczę ich życia, a oni pokazują mi że odrobina szaleństwa nikomu jeszcze na złe nie wyszła. Pamiętam, gdy byli mali – tak bardzo wyczuwali gdy nie było mnie blisko. Przypominam sobie to wszystko teraz, gdy Maciuś ma dopiero trzy miesiące. Wierzę, że przekazuję im wszystko to, co jest najlepsze. Uczę życzliwości, empatii i bezinteresownej pomocy. Pokazuję, jak wsparcie i pomoc drugiemu człowiekowi są ważne. Wiem że będą dobrymi ludźmi, takich ich wypuszczę w świat a wtedy…
W ich życiu pojawi się ktoś, kto skradnie serce.
I nie będę już tą najważniejszą osobą. To nie ze mną będą chcieli ten świat odkrywać. Pojawi się ktoś, kto pokaże inne spojrzenie na świat. Wypełni te luki, których ja wypełnić nie umiałam i nie mogłam tego zrobić. I chociaż to coś zupełnie naturalnego, to powoduje ciarki na całym ciele już teraz. Mam nadzieję że wybiorą mądrze, nie popełnią błędów. Moim marzeniem jest to, by byli szczęśliwi – bez względu na okoliczności. Niech czerpią radość ze wszystkiego – a zwłaszcza od tej osoby, która będzie priorytetem.
Rodzina to największy diament tego świata. I to nieprawda „że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach”. Mój kontakt z rodziną jest dobry, po części właśnie dlatego że sama o to zabiegam. Uczę dzieci odpowiedniego doboru priorytetów – by kiedyś ich relacja z kimś innym była tak silna jak nasza teraz. Dzięki temu, będę wsparciem i silnym ramieniem dla nich zawsze.
Nie będę już wtedy potrzebna. Stanę gdzieś dalej – nadal będą mnie widzieli, ale nie będę już na pierwszym planie. Zejdę na bok, by obserwować to szczęście z boku. Taka jest rola matki – do końca życia.
Blog - archiwum
Gdy pojawia się najmniejsza przeszkoda, napieram na nią całą siłą. Dzięki temu jestem tu gdzie jestem.
27 sierpnia 2019Pamiętam swoje początki. Jako dziecko i nastolatka mieszkałam w tym miejscu w którym jestem teraz – ale byłam zupełnie inną osobą. W dużym mieście bywałam tylko raz do roku z rodzicami. Wypadało to zawsze tego samego dnia – w dzień dziecka. 1 czerwca jechaliśmy do kina i do McDonalda na zestaw z zabawką. Duże miasto zawsze mnie fascynowało, bo było czymś czego nie miałam na co dzień. Bardzo mnie ciągnęło w kierunku Poznania.
Dlatego gdy zaczynało się liceum, wiedziałam że szkoła musi być tylko tam.
Nie wyprażałam sobie siebie w innym miejscu. Coś, co jest takie niedostępne, nagle jest na wyciągnięcie Twojej ręki. Skorzystałam z okazji jaką mi dano i rozpoczęłam naukę w nowym, wielkim mieście. Nie pasowałam do dzieciaków które wtedy uczyły się ze mną. Ja nie chodziłam na wagary, nie przeklinałam, nie chodziłam na imprezy. W gimnazjum – aż trudno się przyznać, ale często układałam puzzle w bibliotece z koleżankami. Chociaż głowę starałam się nosić wysoko i zaczepiać się czego mogłam (chociażby bycie członkiem samorządu uczniowskiego) to każde najmniejsze potknięcie powodowało że krzyczałam. Wewnętrznie rozpadałam się na milion kawałków i najchętniej rozpłakałabym się tam gdzie stałam.
Wydawało mi się że jestem nikim, że mnie nie widać…
Gdy uciekałam właśnie takie miałam wrażenie – że nikt mnie nie widzi. Że uciekając od problemu, uda mi się o nim zapomnieć i jakoś sam się rozwiąże. Nie podejmowałam większych wyzwań – nie byłam samodzielna. Lubiłam działać, ale tylko wtedy gdy wiedziałam że ryzyko porażki jest bliskie zeru – nie chciałam działać bez planu, bądź z planem który ma wiele dziur i jest skazany na niepowodzenie. Wiesz, to takie działanie typowo zachowawcze.
Przetrwałam okres liceum, okres ciąży, studiów. Dałam radę też z kolejną ciążą i wieloma innymi przeciwnościami. One nie były zaplanowane. W pewnym momencie moje życie kompletnie wymknęło mi się spod kontroli i narażona byłam na miliony takich popchnięć z każdej strony. Bolało. Dla osoby która tak jak ja musi mieć wszystko pod kontrolą – to był bardzo trudny czas. Cofałam się za każdym razem, gdy dostawałam po tyłku.

Wycofywałam się, bałam się tego co mnie czeka.
Nie pchałam się tam gdzie mnie nie chcą. Nie kończyłam tego co zaczynałam robić. Jednak w pewnym momencie dotarło do mnie, że problemy nie znikną same. Uciekanie od nich nie sprawi że staną się mniejsze, a wręcz przeciwnie. Moje próby ucieczki nie przynosiły pożądanych efektów – świat nadal mnie widział, a komplikacje zamiast maleć – zwiększały się. Był taki okres, gdy nastąpiła kumulacja i wtedy powiedziałam dość! Koniec! Nigdy już nie będę uciekała, każdy problem ma jakieś wyjście.
Trafiało do mnie to co najgorsze, bo bałam się sięgać po to, co było najlepsze. Myślałam że to nie dla mnie, że mi się to nie należy – bo kim ja jestem? Dobrze że w odpowiednim czasie przyszedł ten przełom. Oj jak ja bardzo za niego dziękuję! Zaczęłam dostrzegać związek przyczynowo skutkowy. Gdy ja działałam – pojawiała się reakcja ludzi. Gdy przestawałam, nie działo się nic co powodowało że się cofałam.
Myślisz że jest mi łatwo – myślisz że nikt nie rzuca mi nadal kłód pod nogi? Badura! Teraz, w tym momencie, w którym jestem teraz jest ich 50 razy więcej niż było wtedy. Zmieniło się tylko moje podejście do tego wszystkiego. Teraz już wspinam się na tych hejtach – nie cofam się tylko wybijam jeszcze wyżej. Każdego dnia jestem bliżej marzeń. Zmieniłam się.
Życie mamy jedno – zostało nam ono darowane i musimy z niego korzystać.
Jeśli ktoś myśli, że będzie na tej planecie żył wiecznie – jest w ogromnym błędzie. Jeśli ktoś wie że życie jest kruche, a nadal siedzi z tyłkiem w miejscu i patrzy na innych – jest strasznie nieszczęśliwy. Mamy szansę, nie każdy równą – niektórzy mają ułatwiony start, ale jest on efektem ciężkiej pracy ich rodziny. Są jednak tacy, którzy nie mieli nic – a dziś mają wiele. Ktoś im to dał? Czy ciężką pracą i wspinaniem się na szczyty to osiągnęli?
Musiałam z siebie to wyrzucić, po jednym z postów mojej blogowej koleżanki. Każdego dnia dostaje masę okropnych wiadomości – bo działa. Bo nie siedzi na dupie, nie użala się nad sobą i mówi otwarcie jak jest. Nie marnuje ani jednej minuty w ciągu dnia, tylko planuje każdy dzień bo ma marzenia. Nikt jej nic nie dał, miała mega ciężkie życie, została sama z dwójką dzieci. Czuję że jesteśmy podobne i dlatego komunikaty od niej, że dostaje takie okropne wiadomości bolą mnie podwójnie. W ludziach jest ogrom hejtu i zawiści…
Musimy nauczyć się wspinać pod górę z przeciwnościami losu.
Widok ze szczytu jest piękny!
Blog - archiwum
Jak kobieta przetrwa pierwsze miesiące z niemowlakiem – nic nie będzie w stanie jej złamać.
26 sierpnia 2019Absolutnie nie chce narzekać, proszę o podejście do tematu z lekkim dystansem. Chociaż będzie w nim bardzo dużo prawdy, niektóre fakty mogą nie dotyczyć sporej części kobiet. Wiele świeżo upieczonych mam korzysta z pomocy babci, cioci, niani czy innej dobrej duszy. Ja mając trójkę dzieci tej pomocy na co dzień, zwłaszcza od rana nie mam. Fakt, bardzo dużo pomagają nam moi rodzice którzy są każdego dnia na miejscu i mój mąż – ale wszyscy dopiero po godzinie 16, gdy wrócą z pracy. Do tego czasu – martw się o siebie i swoje dzieci sama.
Nikt nie widzi tego że…
Obiad każdego dnia stoi na stole. Że dzieci chodzą (w miarę) czyste, szczęśliwe i wybawione. Że chodzimy na spacery, przed blok, na zakupy, na plac zabaw czy podczas słabej pogody układamy memory, puzzle czy lego. Nikt nie widzi tego, że mam w domu trójkę dzieci, z czego każde oczekuje uwagi z mojej strony. Nie widać na pierwszy rzut oka tego, że muszę pracować jednocześnie zajmując się dziećmi i domem. To jest wykańczające.
Wiele z nas tak ma…
Widzimy tylko mamę w jednym momencie. Nie widzimy co działo się w nocy, o poranku czy wieczorem dnia poprzedniego. Widzimy smutną minę, zmęczoną twarz i wory pod oczami. Nie widzimy rozlanego mleka podczas jedzenia śniadania, fochów o nie taką porę spodni czy kolor słomki do soczku. Widzimy jej twarz i oceniamy ją w tym momencie w którym mija nas na ulicy. Tacy jesteśmy.
A prawda jest taka, że mama która przetrwała życie z niemowlakiem i maluchem w okresie wielkich buntów jest bohaterką.
Jest piekielnie zmęczona, na skraju załamania nerwowego. A mimo to, jest szczęśliwa – jest tak bardzo szczęśliwa, ale nie w tym momencie w którym ją widziałaś. Wtedy była zmęczona i marzyła o tym by dziecko poszło spać. A w tym monecie Ty postanowiłaś ją ocenić. Nie wiesz czy przed sekundą jej dziecko nie darło się na pół miejscowości. Nie wiesz, czy o pierwszej w nocy nie postanowiło się bawić koniecznie z mamusią w jej pokoju. Dla Ciebie powinna być zawsze radosna i wypoczęta?

Przykro mi bardzo!
Jeśli kiedykolwiek byłaś mamą. Jeśli kiedykolwiek byłeś tatą – ale takim zaangażowanym, nie z doskoku – to doskonale wiesz. Patrząc na taką kobietę nie widzisz tego co inni. Wiesz co ta osoba właśnie przeżywa i cieszysz się w głębi serca że to nie Ty. Że dziś Twoje dziecko spało, nie miało fochów i nie darło się o nieodpowiedni kolor słomki którzy wrzuciłaś do soczku.
Myślałam że bycie już mamą dwójki dzieci mnie czegoś nauczyło.
Prawda jest jednak taka, że nie jesteś przygotowana do tego co Cię czeka. Możesz przypuszczać jak będzie, ale każde dziecko jest inne. Mam trójkę z czego ani jeden nie jest podobny do drugiego. Antek ideał – którego wtedy nie doceniałam, ale było to moje pierwsze dziecko i w sumie nie ogarniałam nic. Blanka pokazała mi co to HNB – byłam zmęczona jak nigdy. A Maciek to taki po środku – noce są fajne, bo budzi się co 1,5 godziny ale zaraz zasypia jednak w ciągu dnia… ręce ciągnę po podłodze. Tego potrzebuje, więc to dostaje.
Przetrwam to! Każda mama da radę.
Nikt nie traktuje nas tak jak powinno się traktować. Jak bohaterki, które każdego dnia ogarniają to wszystko – często z uśmiechem na twarzy. Mimo zmęczenia idą na ten spacer, robią ten obiad. Jesteśmy widoczne tylko wtedy gdy jest gorzej, gdy jesteśmy zmęczona i podniesiemy głos na środku parkingu. Wtedy nas widać – wtedy jesteśmy najgorsze. A prawda jest taka że każdego dnia odwalamy kawał dobrej roboty – jesteśmy najlepsze!
I wcale nie będzie lepiej.
Problemy z brakiem snu, przejdą na te szkolne. Lekcje, problemy z czytaniem, pisaniem i liczeniem. Pojawią się pierwsze bunty nastoletnie i fochy – które momentami są gorsze od tych buntów dwulatka. Jedno się skończy a drugie zaczyna, mamą będziemy do końca życia – i dokładnie do tego momentu będziemy się martwić. Taka nasza rola.
Blog - archiwum
Kulisy naszej firmy. Cztery miesiące pracy – jak jest, jak będzie. Czy żałujemy?
23 sierpnia 2019Jeszcze rok temu nie pomyślałabym że wszystko tak bardzo się zmieni. Nie wiedziałam że pod moim serduchem rośnie nowe, maleńkie serduszko. Zabrzmi to banalnie, tym bardziej że niektóre osoby znacznie dłużej starają się o maluszka niż my. Gdy nam się udało, poczułam że możemy wszystko – nic nas nie ogranicza. Całe życie jakie mamy jest w naszych rękach i tylko od nas zależy to, w którym kierunku pójdziemy. Poczułam wtedy, że mam w sobie więcej siły niż kiedykolwiek.
Postawiłam na marzenia!
Odkąd pamiętam chciałam tworzyć coś swojego. A okres ciąży z Maciejem spowodował u mnie ogromny przypływ myśli. To co działo się w mojej głowie wtedy jest nie do pojęcia – sama dziś, gdy jest już po wszystkim, tego nie potrafię ogarnąć. Całe szczęście że zapisywałam każdy najmniejszy pomysł, teraz mam ogromne pole do popisu i po prostu tworzę. Realizuję każdą myśl jaką miałam wtedy a ograniczało mnie wiele.
Zaczynając od sił, bo miałam bardzo dużo dolegliwości ciążowych o których też nie mówiłam otwarcie – wspominałam tylko o kilku. Kończąc na pieniądzach – szykowanie wyprawki pochłonęło ogromną ilość gotówki no i remont mieszkania… tak by każdemu z nas żyło się lepiej gdy ten mały człowiek pojawi się już na świecie. Dopiero teraz, gdy Maciuś miał dwa miesiące odbiłam się od tego wszystkiego i zarobiłam na swoje produkty.

Tak to się zaczęło! Chociaż tak naprawdę jeszcze się zaczyna…
Jesteśmy na samym początku naszej wielkiej przygody. Kiedyś już prowadziłam swoją firmę, która okazała się kompletną klapą bez większego pomysłu na rozwój. Był to kompletnie nie przemyślany sposób prowadzenia firmy. Zero beznesplanu, strategii i pomysłu – to nie mogło się udać. Tym razem zanim udaliśmy się do urzędu by otworzyć działalność – tworzyłam zarys firmy pół roku! Nie wiem czy to długo, nadal się uczę prowadzić firmę, ale widzę już teraz że konkretny plan to już jakaś część sukcesu.
Wiem czego chcę o tego miejsca!
Mam głowę pełną pomysłów. Wydałam już plannery, ebooki, karty do planowania a własnie teraz drukarnia tworzy grę memory w dwóch wariantach plus kołonotatniki. To jednak nie wszystko, bo druk potrwa dwa tygodnie a ja nie mam zamiaru w tym czasie czekać na cud. Od poniedziałku ruszam z tworzeniem kolejnego ebooka! Mój mąż jest nim zachwycony bo od zawsze twierdził, że jego śniadania do pracy są najlepsze – nadszedł czas bym podzieliła się przepisami na LUNCHBOX do pracy. Myślałam wstępnie o 25 przepisach (by było na każdy dzień pracy w miesiącu plus soboty) za 15,90! To jedno, a kolejny…
Nie mogę zdradzić, ale mam duużo mam z dziećmi które ten projekt ze mną tworzą. Będzie to znów coś od dzieci dla dzieci – tak samo jak memory. Bo nie wiem czy wspominałam – na bank tak, ale lubię to przypominać – ale memory które będzie u nas w sklepie tworzyły dzieciaki dla innych dzieci.

Na czym zarabiamy?
Aktualnie w dalszym ciągu na tym, na czym zarabiałam wcześniej. Tworzenie treści blogowych to największy dochód firmy, nie wiem czy w najbliższym czasie to się zmieni. Mam nadzieję że tak, bo obiecałam Wam, że przestanę tworzyć płatne testy na bloga jeśli sklep zacznie przynosić taki dochód jaki mam własnie z tworzenia tekstów sponsorowanych.
Poza tym, działam jeszcze z tekstami zleconymi przez inne firmy które nie są publikowane na tej stronie. Czyli ja tworzę tekst blogowy – a on jest publikowany na innych stronach firmowych bądź u innych blogerów. Szok co? To zajmuje naprawdę dużo czasu i nie przynosi zbyt dużego zarobku – mimo to, by rozwinąć to miejsce, działam nawet z czymś takim. Bardzo dużo czasu poświęcam na pracę rezygnując z pełnoetatowego bycia mamą. Coś kosztem czegoś. Ważne natomiast dla mnie jest to, by skupić się na danym zadaniu w 100%. Jeśli pracuję – nie jestem z dziećmi, zapewniam im opiekę innej osoby dorosłej – najczęściej jest to mój mąż. Natomiast opieka nad dziećmi to spacery, wspólne gotowanie, zabawa – nic związanego z pracą.

Czy po czterech miesiącach pracy mogę stwierdzić że jest dobrze?
Zdecydowanie nie. To dopiero początki i prawda jest taka że wszystko co zarobię inwestuję w przyszłość tego miejsca. Nie dostałam jeszcze swojej „wypłaty” i nie wiem kiedy to nastąpi. Ale każdy tekst, każdy sprzedany produkt, każdy napisany artykuł to inwestycja. Każdą najmniejszą złotówkę przekazuję dalej – zaczynając od opłacenia zusów, vatu, księgowego, newslettera, firmy kurierskiej i innych stałych dochodów kończąc na tworzeniu produktów.
Nie jestem rozczarowana i zawiedziona. Taki model wybrałam i dlatego dalej w tym trwam bez zniechęcania się. Mój mąż mówi że pracuję bardzo dużo, przez co mało czasu spędzam z rodziną. Jednak wiem, że ciężka praca teraz zaowocuje i kiedyś będzie to coś, co będzie napawało nas ogromną dumą!
Podsumowując – nie zarobiłam „na czysto” jeszcze nic. Każda złotówka została ponownie zainwestowana.

Poza tymi zarobkowymi sprawami tworzę też coś z czego nie mam absolutnie żadnych pieniędzy. Ba! Okazało się niedawno, że będę musiała jeszcze dopłacić. Spotkanie dla Was, byśmy mogły się poznać i pogadać tak twarzą w twarz. Mega się na nie cieszę i mam w nosie to, że tyle kasy będzie mnie ono kosztowało – na bank warto! Zostało jeszcze kilka miejsc, więc jak ktoś ma ochotę to serdecznie zapraszam – więcej info TUTAJ.
Spodziewałaś się że taka będzie ocena?
Wiedziałaś że początki tak własnie wyglądają?
Blog - archiwum
Wydałam swojego ebooka! Łzy, zwątpienie ale po wszystkim wielka radość. Sprawdź czy było warto!
22 sierpnia 2019Musiałam sprawdzić zanim napisałam te słowa dwa razy. Nie pamiętałam dokładnej daty wydania, dlatego jestem w jeszcze większym szoku po sprawdzeniu tej informacji. Szesnaście dni – dokładnie tyle minęło od dnia, gdy moje ebooki ujrzały światło dzienne. Dwa zupełnie inne dzieła, które można połączyć tworząc na każdy dzień coś mega smacznego!
Jest coś co je łączy…
Przede wszystkim fakt, że wszystkie składniki które są wypisane w nich znajdziesz w popularnych sieciówkach. Nie bawię się w miliony mąk, cukrów czy produkty które musisz zamówić przez internet bo w całej swojej miejscowości nie jesteś w stanie ich dostać. Są to proste przepisy, z prostych składników – a takie połączenia są najlepsze.
Po drugie – proste, smaczne i… szybkie. Halo! Mam trójke dzieci, dom na głowie, męża, firmę i absolutnie żadnej pomocy w stylu niania czy babcia większą część dnia. Wszystko to jest na mojej głowie i nie ma że boli. Rozdzieliłam już wszystko na rzeczy ważne i te które mogę sobie odpuścić. Jednak obiad należy do tej pierwszej grupy. To co, że Blanka je w przedszkolu (poza wakacjami), nie ważne że mój syn od września także będzie korzystał ze stołówki w szkole. U nas w domu musi być obiad. Każdego dnia ciepły obiad który zjemy całą rodziną. Dlatego przepisy są błyskawiczne – na kombinowanie nie mam czasu, jak większość mam. Ebook obiadowy to prawdziwy sztos!


Obiad to jedno ale deser…
Domowe nie tuczy – tak kiedyś powiedziała mi kobieta, która wtedy była moją szefową. Zapamiętałam to bardzo dobrze, bo jakąś wymówkę do spożywania nadmiaru słodyczy muszę mieć. Ale kolejny raz podrzucam ten sam argument – czas. Chciałam słodycz – musiałam szybko kombinować. Dlatego powstał ebook z przepisami na słodkości – mega smacznymi i łatwymi.
Dwa osobne ale tworzą piękną całość.
Dla ludzi którzy lubią dobrze zjeść nie ma lepszego połączenia niż konkretny obiad, a później smaczny obiad do kawy. Ja kocham spędzać popołudnia, gdy mąż wróci z pracy własnie w ten sposób. Kubek z ciepłą kawą, wypitą w spokoju – a do tego słodycze! łącznie 58 przepisów – możemy mieszać, kombinować i dużo zmieniać. Są na tyle uniwersalne że jesteś w stanie na ich podstawie stworzyć coś zupełnie innego – ale także mega smacznego. Nie ogranicza Cię to co masz w lodówce – zrobisz niektóre potrawy stosując zamienniki. Juz kilka dziewczyn i pisało, jakie produkty dodało do moich potraw – robiąc je bardziej pod siebie. I były zachycone. A mi własnie o coś takiego chodziło.
Podsumowanie sprzedaży po 16 dniach.
Szczerze bałam się tego. Wiesz jak to jest, produkt składałam sama. Fotki robiłam sama – ale nie bój się, już za tydzień mam kurs fotografii kulinarnej i kolejny ebook będzie sztosem – bo w tym można było doczepić się tylko do zdjęć. Ale nie wszystkich… może z 5 było mało estetycznych! Zaczynam tworzyć nowy już po kursie. Ale nie o tym…
Spodziewałam się sprzedaży na poziome – 3 sztuk. Serio. Uznałam że jak ktoś kupi jeden, to będę szczęśliwa. A przez ten czas zaufało mi aż 58 dziewczyn! Dla mnie to niesamowicie wielki wynik. tym bardziej, że każde z 58 zamówień było zamówieniem produktu Ebook w zestawie. Czyli i słodkości i obiady. Nie było osoby która kupiła tylko jeden – doskonale wiecie że najlepsze jest to co jest w duecie.


Dostałam tyle ciepłych słów!
Od dziewczyn które go kupiły. Że warto było, że już pieczecie, działacie, kombinujecie. Że kolejny kupicie i mam działać. Bo wyszło mega tanio – 17,90 zł za jeden który miał 29 przepisów i 27,90 zł za dwa – czyli łącznie aż 58 przepisów! Porównywałam ceny ebooków, nie wiedziałam jaką cenę podać – widziałam takie które mają 1 zł za jeden przepis – i tak niby warto to przeliczać. U mnie jest… albo 62 grosze albo 52 grosze za jeden przepis – połowę taniej!
Wątpiłam troszkę, ale uznałam że jak już tak daleko zaszłam to muszę skończyć ten projekt. Wysłałam go do kilku znanych mi blogerek, a także do dziewczyn które wydały swoje ebooki i nie dostałam ani jeden negatywnej wiadomości. Także teraz już wiem, że było warto!
Ebooku kupisz pod podanymi niżej linkami:
Słodycze
Obiady
Ebook w zestawie
Blog - archiwum
Ubrania dla dzieci – trudne wybory rodziców! Ja już mam swoje typy!
21 sierpnia 2019W ostatnim czasie zauważyłam że moje dzieci to takie szalone małpki, które każdy ciuch potrafią wykończyć w dwa dni. Co ja mówię! Zdarza się, że niektóre nie potrafią przetrwać nawet jednego dnia. Początkowo wychodziłam z założenia, że w takim wypadku musimy robić zakupy tylko w najtańszych sklepach, bo nie ma sensu inwestować w nic droższego. Czy to zdawało egzamin?
Pewnie! Dzieciaki rosną tak szybko, że nie ma większego sensu wydawać dużych pieniędzy na ciuszki dla dzieci. Problem pojawił się w momencie gdy jakość przestała mi wystarczać. Faktycznie nie było mi ich szkoda, gdy pojawiały się dziury – ale odkryłam coś jeszcze! Fraktalne jakościowo ciuchy odpadały jako pierwsze. Zdarzyło się, że samo pozbycie się metki powodowało pojawienie się dziury. Tego było już za wiele!
Szukałam optymalnego rozwiązania.
Nadal w mojej głowie była myśl, by nie wydawać dużych pieniędzy na ubrania dla dzieci. One tak szybko rosną! Ledwo coś nowego pojawi się w ich szafie a już robi się za małe bądź słyszę: „dziura sama się zrobiła, mamo”. Bądźmy szczerzy – jeszcze jeden argument jest ważny. Cena, jakość i… wzór. Która mama nie chce by jej dziecko chodziło ubrane w cudne ciuszki?
Takie słodkie bluzeczki z cekinami, kolorowe sukienusie. Mega fajne bermudy i T-shirty a niemowlaki? Te bodziaki z czadowymi napisami, które niby są lekko tandetne ale każda mama chce mieć w szafie takiego z napisem „synek mamusi” czy „synek tatusia”! No proszę… każdy chce swojego malucha w takie coś ubrać!
Oszalałam ostatnio na punkcie ubrań dla dzieci!
Okres wakacyjny to idealny moment na wymianę garderoby dla naszych pociech. Raz, że jest to konieczne – szkołę i przedszkole trzeba zacząć w najlepszym stroju. Dwa, są bardzo fajne ceny w sklepach. Trzy, pewnie wszystko co było dobre w czerwcu, podczas zakończenia roku – teraz jest za małe!
Czas szykowania wyprawki dla dzieci, to też dla mnie moment na wymianę garderoby naszej trójki. Jak już szalejemy w sklepach, to tak z przytupem! Postanowiłam stworzyć takie fajne zestawy specjalnie dla Ciebie byś widziała jak tanio i modnie przygotować swoje dziecko na nowy rok szkolny!
Zaczynamy od dziewczynki!
To pikuś. Akurat moja córka, chociaż kocha się stroić nie potrzebuje wiele do szczęścia. Trochę brokatu, odrobina różu, jakieś cekiny… i jest sprzedana! Jej na szczęście podoba się prawie wszystko, przez co zakupy są szybkie, łatwe i przyjemne. Mamy podobny gust więc zestawienie które teraz stworzyłam przyszło nam bez najmniejszego problemu.






Z ubraniami dla chłopców zawsze było trudniej.
Nie mam pojęcia czy w każdym domu tak jest, ale u nas widzimy różnicę między asortymentem dla dziewczynek i chłopców. Jako mam dwójki dzieci płci męskiej muszę się nieźle nagimnastykować w poszukiwaniu fajnych zestawów.
Mój syn dodatkowo należy do bardzo upartego gatunku. Jeśli już coś mu nie podpasuje – za nic w świecie tego nie założy. Jest zdecydowanie bardziej skomplikowany od siostry, której wystarczą do szczęścia cekiny, brokat i kolor różowy. Każde zakupy to niezłe ćwiczenia – gimnastyka jakich mało. Za każdym razem gdy pomyślę po cichutku „tak, odkryłam jego styl” – on zmienia zdanie i zakłada coś, czego bym się nie spodziewałam. Na przykład – jeansy, które teraz nosi a jeszcze dwa lata temu nie było na to najmniejszych szans.
Wydaje mi się że te zestawy które teraz stworzyłam są naprawdę warte uwagi – a co najważniejsze, są zaakceptowane przez mojego największego krytyka mody – mojego syna.





Teraz najbardziej słodka część tego zestawienia.
Nic tak nie rozczula, jak widok tych maleńkich ciuszków. Uwielbiam oglądać, macać i wydawać ostatnie pieniądze właśnie na te najmniejsze ciuszki! Chociaż rozsądek mówi : STOP! To nie tak łatwo przestać. Szczególne miejsce w moim sercu mają te ze słodkimi napisami. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak własnie jest! Masz podobnie? Bycie mamą po raz trzeci daje mi kolejną okazję do tych przyjemnych zakupów. Chwilo trwaj!



Każdy z tych zestawów stworzyłam wchodząc do jednego sklepu.
Nie zmarnowałam wiele czasu na szukanie ubrań w kilku miejscach. Nie lubię biegać po sklepach stacjonarnych i to samo tyczy się wszystkich zakupów online. Ogromną zaletą dla mnie jest fakt – że całą moją trójkę mogę ubrać w jednym miejscu. A między najmłodszym a najstarszym jest aż 8 lat różnicy. Rozmiarówka jaka nas interesuje to przedział 68/74 aż do 134 cm! Lubię gdy jakość idzie w parze z ceną – a w 5.10.15 zawsze jestem pozytywnie zaskoczona wszystkim. Od jakości, przez ceną po… ogromny wybór! Bez względu na okazję, na którą potrzebuję ubrań. Codzienne, galowe, podwórkowe czy takie „do babci na imieniny”. Jakość dla mnie jest fajna a design… ludzie! widzicie te zestawy? Błagam – sztos.
U nas oficjalnie czas wyprawki szkolnej został zakończony.
Mamy już wszystko! Przybory szkolne i… ubrania!
A jak postępy w tym temacie u Ciebie? Macie wszystko?
I koniecznie napisz mi, jaki sklep z ubraniami ostatnio skradł Twoje serducho!






