Śledź nas na:
All Posts By

pierwsze-kroki

Blog - archiwum Główna - archiwum

Dziecięce interpretacje – czyli jak tłumaczą sobie dzieci sytuacje dla nich trudne.

7 sierpnia 2017

Znawcą nie jestem. Doktoratu nie posiadam. Ale jestem mamą, mam oczy, uszy i świetny zmysł obserwacji. Poza tym, sama kiedyś byłam dzieckiem i wiele z tego okresu pamiętam. Jeśli szukasz właśnie teraz naukowego wpisu, możesz iść dalej – u mnie będą przykłady z życia mojego, naszego i być może zahaczającego o Twoje – Wasze. Momentami będzie śmiesznie (mam nadzieję), a jeszcze częściej dziwnie. Post powstał pod wpływem chwili i dokładnie jednej sytuacji z dnia wczorajszego która przypomniała mi te wszystkie dziwne tłumaczenia – było tego tyle, ze powstał wpis.

Żeby to miało ręce i nogi zacznę od siebie. Te momenty które pamiętam są dość śmieszne patrząc na to z tej perspektywy w której teraz jestem. Jako dziecko mało najwyraźniej ogarniałam. Przyjemniej teraz mam fajne wspomnienia. Zobacz jak ja i moje dzieci tłumaczyliśmy sobie rzeczy których nie potrafiliśmy wyjaśnić w inny sposób.

Głos w telewizorze.

Jak była małą dziewczynką byłam pewna, że lektor w TV to Pan siedzący non stop przy mikrofonie i czytający te wszystkie teksty podczas wyświetlania obrazów. Rozumiesz to? Filmy, bajki i nawet reklamy czytał ktoś po drugiej stronie w czasie rzeczywistym. Nie miałam pojęcia że to wszystko jest wcześniej nagrane, zmontowane i ten Pan już dawno jest na wakacjach. Dla mnie, on pracował 24 godziny/7 dni w tygodniu/365 dni w roku. Śmieszne jest to, że z tego okresu pamiętam tylko głos męski, nie mam pojęcia czy jakieś kobiece były – pewnie tak, ja zakodowałam tylko mężczyznę.

Domek dla zająca, mikołaja i gwiazdora.

U nas w miejscowości jest taka stara wieża. Już jako mała dziewczyna widziałam ją z balkonu. Była bardzo wysoka, zniszczona i dość przerażająca. Składa się z trzech kondygnacji. Pierwsza od dołu jest największa – najszersza i najwyższa, druga nieco krótsza, natomiast trzecia jest maleńka i cała oszklona. Rodzice nie do końca wiedzieli do czego ta wieża była stworzona, dlatego zbywali nie gdy pytałam. W końca sama wymyśliłam sobie że na dole mieszka gwiazdor, na środku Mikołaj a na samej górze zając. Mama i tata potwierdzili wersję, teraz już wiem że dla świętego spokoju.

Pewnie było więcej takich akcji, ale wiele myśli po latach gdzieś umyka. Teraz mam możliwość obserwowania moich dzieci. Mam wrażenie że jeden i drugi są mistrzami w wymyślaniu nowych zastosowań. Są momenty w ciągu dnia, gdy mam zwyczajnie dość tłumaczenia im 50 razy tego samo. Są też takie dni, gdy przytakuje non stop by po prostu skupić myśl na czym innym. Teraz już mniej, jednak podczas studiów musiałam.. teraz są skutki. Nie powiem, uśmiać się czasem idzie – ale trudno też ich z błędu wyprowadzić.

Dzieci powstają przez pocałunek i „wychodzą” pępkiem.

Antko bardzo chce mieć teraz brata. Non stop biega obok mnie i Daniela i prosi byśmy się pocałowali bo mamie w brzuszku ma rosnąć dzidziuś. Tłumaczenia że dziecko nie powstaje przez pocałunki nie pomagają. Gdy próbuję ciągnąć temat i pytam jak to dziecko przychodzi na świat.. którą częścią ciała lekarz wyciąga mamie dziecko z brzuszka – odpowiedź jest jasna. Mówi z taką powagą, pewnością że niejedna osoba byłaby w stanie mu uwierzyć. Dziecko wychodzi przez pępek.

Napoje gazowane.

Wiecie że napoje gazowane powstają dzięki temu, że dodaje się do nich proszek z oranżady w proszku. Ten sam, który dodaje się do musujących cukierków. To dzięki tej maleńkiej paczuszce oranżady w proszku my mamy wodę gazowaną, cole i inne napoje zawierające gaz. W tym tygodniu wyprowadziłam dziecko z błędu. Kupiłam sok pomarańczowy, oranżadę w proszku i zrobiliśmy eksperyment. Wniosek? Jedna oranżada to za mało, musi być ich więcej. Innej opcji nie ma.

Co dzieje się z człowiekiem po śmierci.

Są rożni ludzi i różne twierdzenia. Ciało umiera, umysł zostaje. Odradzamy się w innym ciele. Znikamy na zawsze… to jedne z wielu hipotez jakie ludzie na Ziemi mają. Antko ma swoją. Pod koniec roku 2016 zmarła moja babcia, która dość długo chorowała. Antek był tego świadkiem, mieszkała piętro niżej i odwiedzaliśmy ją dość często (gdy jeszcze mogła, później stawało się to dość kłopotliwe). Antek obserwował jak babcia coraz gorzej się czuła, wiedział że przestaliśmy tam chodzić bo trafiła do szpitala.. pewnego dnia zapytał co z babcią. Babcia odeszła a on wysuwa od tego czasu ciągłe wnioski. Jeden z nich wygląda tak : utopił ostatnio glizdę w kubku. Mówię mu że chyba ją utopiłeś i odeszła od nas. A on twierdzi, że teraz robal jest z babcią Celiną i użyźnia chmury. Jeszcze lepszym smaczkiem jest to.. gdy leci samolot nie krzyczy jak wszystkie dzieci „panie pilocie dziura w samolocie”, od krzyczy ” nie zrań śmigłem nogi babci Celiny”. Babcia „siedzi” na chmurkach, jak inni którzy odeszli i świetnie się tam bawi.

 

To są takie przykłady z naszego życia. Jestem ciekawa czy Ty i Twoje dzieci też tak sobie coś tłumaczyliście, bądź tłumaczycie dalej. Przyznam, że momentami można się pośmiać przypominając sobie to wszystko.. jednak są też takie dość mroczne wymysły jak tez z babcią..

 

 

 

 

 

 

Blog - archiwum Główna - archiwum

Alkohol, gdy dzieci są w domu? Potrafisz znaleźć granicę?

4 sierpnia 2017

Nie należę do tego typu ludzi którzy jakoś specjalnie przepadają za alkoholem. Natomiast gdybym powiedziała, że nigdy go nie pije też bym skłamała. Do tego by przełknąć coś takiego muszę mieć po prostu dzień, w innym wypadku mi nie smakuje.

Są takie dni że sama piszę sms, bądź dzwonie do Daniela by kupił coś po drodze bo z chęcią bym się napiła. On nauczony doświadczeniem że w 90% przypadków i tak tego nie ruszę, zaczął kupować po prostu to co on lubi by się nie zmarnowało. Oczywiście na drugi dzień wściekam się że wypił co moje, chociaż doskonale wiem że i tak bym tego nie ruszyła. Ale moje to moje nie?

Czy są sytuacje w których pijemy razem?

Tak. Gdy dzieci są u babci, taty czy z kimś innym. Wtedy jest szansa na to, że razem wypijemy całą butelkę wina, czy jakieś piwo. Tak samo było nad morzem. Nie tknęłam drinka czy piwa póki nie miałam pewności że chociaż jedna osoba będzie w 100% „czysta”. Moja mama brała leki, dlatego udało mi się parę razy coś wypić, ale nie było ciśnienia że muszę to zrobić. Kilka razy już dostało mi się, głównie od moich rodziców za to że przesadzam. Gdy jest jakaś posiadówka rodzinna na której są procenty ja zazwyczaj alkoholu nie ruszam. Nawet pół piwa nie wchodzi w grę. Wściekam się gdy ktoś na siłę próbuje mi wbić swoje racje, mówiąc że robię źle. „Przecież jednym piwem się nie upijesz”. Nie upije, ale też nie pojadę autem w razie takiej potrzeby.

A w domu gdy jesteśmy sami z dziećmi?

To nie tak, że u nas w domu nie ma wcale alkoholu. Raz po raz Daniel po pracy wjedzie sobie do sklepu, kupi dwa piwa (mnie już przestał uwzględniać, chociaż oficjalna wersja jest taka.. że kupił dwa bo jedno jest dla mnie – taa.. 😀 ) i sobie wypije o 21 gdy dzieci już śpią. Jestem mamą od prawie 6 lat (w sumie 7,5 bo jeszcze ciąża), a sytuacji w której wypiłam cokolwiek gdy dziecko było w domu i nie byłoby osoby w 100% trzeźwej chyba nie było.. Chociaż nie – była! Ostatnio wypiłam kieliszek wina, pół na pół z sokiem i jeszcze mirindą rozcieńczyłam. Więc proporcje 1/3 – podejrzewam że promili we krwi było zero po 10 minutach.

Dlaczego pół piwa to za dużo?

Bo po pierwsze, jak widzę alkohol nie czuję ciśnienia że muszę go wypić. Nie jest to dla mnie aż tak dobre jak chipsy których bym odmówić nie umiała. Po drugie, już raz miałam sytuację w której trzeba było szybko jechać do szpitala by szyć dziecku głowę. CO w sytuacji gdy ja nie będę w stanie tego zrobić? Karetka? Zapomnij, przecież wypiłaś – dziecko Ci odbiorą. Bycie rodzicem to odpowiedzialność. Wypić można, ale pod warunkiem że ktoś inny w domu tego nie robi i będzie mógł zając się dzieckiem. Sama nie wiem ile taki kieliszek wina pokazuje promili we krwi, ale osobiście wole nie ryzykować i mieć wszystko pod kontrolą.

Nie krytykuje innych!

Naprawdę ten wpis nie ma tego na celu. Póki dziecku nie dzieje się krzywda, wypicie jednego piwa to nie przestępstwo. Ważne że dziecko nie jest światkiem kłótni spowodowanej alkoholem, nie widzi zataczających się rodziców którzy są autorytetem, nie cierpi fizycznie i psychicznie.. Kulturalne wypicie raz na jakiś czas jest zdrowe. Jednak należy pamiętać że dziecko ciągle jest obok. To co że śpi, nie widzi i nie słyszy tego co robicie. W czasie snu też się wiele może zdarzyć. Pomyśl o tym, że jakieś niepokojące objawy mogą wystąpić wieczorem, gdy wy akurat postanowiliście posiedzieć z winem przed telewizorem.

Ja byłam z moimi dziećmi na pogotowiu 3 razy.

Raz z zapaleniem płuc, więc od razu trafiliśmy na oddział. Dwa pozostałe przypadki to nieszczęśliwe wypadki. Antek i jego trzy szwy na czole. Blanka i jej wystawiona ręka w stawie łokciowym. W obu przypadkach był szczegółowy wywiad. Z młodą dodatkowo były schody.. gdy zajechałam tam o 21 zdenerwowana, z dzieckiem które nie rusza ręką prosili mnie o potwierdzenia trzeźwości. Pytali czy nie ma w domu przemocy, w jakich warunkach żyjemy.. bałam się serio! Strach pomyśleć co by było, gdybym właśnie tego dnia postanowiła wypić lampkę wina.

 

Nie ma takiej siły która by mnie przekonała do tego, bym wypiła coś gdy dzieci biegają obok mnie. Chyba że ktoś świadomie przejmie nad nimi opiekę i zagwarantuje mi, że nie wypije przez ten czas kropli alkoholu.

 

 

 

 

 

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Hity kosmetyczne naszej rodziny – lipiec

3 sierpnia 2017

Ten wpis nie jest w żaden sposób promowany przez firmy. Ani jedna z wymienionych niżej marek nie zapłaciła mi za to że znalazła się w tym zestawieniu. Chciałam po prostu pokazać Ci, czego używamy na co dzień. Mało tego, jesteśmy z tych kosmetyków naprawdę zadowoleni.  Może nie znałaś wcześniej któregoś kosmetyku i dopiero dziś masz okazję o nim usłyszeć. Zapewniam Cię, że warto sięgnąć po każdy z nich, są naprawdę świetne.

Nie jestem jakąś maniaczką, która biega po Sephorze, Rossmanie, Naturze i innych drogeriach w poszukiwaniu nowości. Nie jestem też eko maniaczką, chociaż wiem że te kosmetyki są dobre. Nie interesuje mnie też cena poszczególnych kosmetyków, po prostu biorę coś w ciemno. Później, w domu, okazuje się czy kosmetyk wyrzucimy po tygodniu czy zostaje z nami na dłużej. Te wszystkie które za chwilkę Ci pokaże zdecydowanie będą u nas gościły częściej.

Kolejność jest zupełnie przypadkowa i wcale nie oznacza to, że jeden jest gorszy od innych.

A-derma. Krem z filtrem 50.

Używamy go już całe lato, dzieci są pięknie opalone ale nie poparzone. Jedynym minusem jest to, że trochę ciężko go rozsmarować. Ma średnio fajny zapach, chociaż moje dzieci mówią że pachnie pięknie. W takich kremach dla mnie liczy się ochrona. Ten sprawdza się idealnie, a na dworze spędzamy bardzo dużo czasu.

Nivea hairmilk.

Wiem że jeszcze jest odżywka. Jest beznadziejna i wyrzuciłam ją po pierwszym  użyciu. Za to szampon pachnie obłędnie, fajnie się pieni i dobrze spłukuje. Moje włosy wyglądają na świeże przez cały dzień, co przy innych szamponach było słabe do osiągnięcia. Tak, głowę myje raz a czasem dwa razy dziennie. Plusem jest to, że gdy zapomnę użyć odżywki, włosy tak czy siak są miękkie i fajnie się układają (jak nie zrobię koka)

Soraya family fresh KIDS

Kupiłam przez przypadek, bo o 20:50 przed kąpielą dzieci zobaczyłam że skończył się płyn (kilka razy wcześniej dzieci mył Daniel). Szybko pojechałam do marketu i wzięłam najbliżej leżący płyn, bo Panie już mnie wyganiały. Teraz używamy tylko tego, jest to płyn i szampon w jednym. Nie szczypie w oczy, dobrze zmywa największe brudy i jest mega wydajny. To opakowanie używaliśmy chyba pół roku, dla dwójki dzieci kąpiącej się codziennie.

Ziaja antyoksydacja

To kosmetyk Daniela. Jeden z ulubionych, chociaż do ciała i włosów może mieć pierwszy lepszy (tak, często bierze moje) to ten krem jest jedyny. Daniel ma twardy, gęsty i szybkorosnący zarost na twarzy. Golić się musi najlepiej codziennie, w porywach do dwóch dni. Skóra jest wtedy bardzo wysuszona i ten krem świetnie sobie z nią daje radę. Od siebie dodam że pachnie obłędnie.

Miravena

Płyn do higieny intymnej. Kiedyś dostałam go na jakimś spotkaniu blogerek. Podchodziłam dość sceptycznie do takich kosmetyków bo dosłownie wszystko mnie uczula i powoduje swędzenie. Ten kosmetyk jest inny i spokojnie mogę go używać. Ma kilka wariantów zapachowych, ja najbardziej lubię malina-jabłko. Od czasu spotkania blogerskiego minął rok, a u mnie leci 3 opakowanie (przy kąpieli codziennie, bądź dwa razy dziennie) myślę że jest super wydajny.

Marion natura Silk

Ta nieszczęsna odżywka do włosów o której zapominam. Ale dziewczyny naprawdę to jedna z lepszych jakie stosowałam. Ma świetną opcje nakładania. Wystarczy na zwilżone włosy popsikać dozownikiem i wsio. Żadna filozofia a efekty fajne. Włosy miękkie, pachnące, łatwo rozczesujące się. Dla mnie plusem jest to, że nie trzeba jej spłukiwać.

AA żel do mycia twarzy

Chociaż raczej moja twarz nie jest super wrażliwa lubię stosować delikatne kosmetyki. Ten żel ma piękny zapach, świetnie nawilża skórę do zastosowaniu. Bardzo łatwo się go zmywa i pozostawia skórę taką gładką, chociaż wcale nie ma w sobie drobinek peelingujących.

Emolium krem specjalny

Chyba wszystkim dobrze znana firma ksmetyczna. Przynajmniej wszystkim rodzicom którzy mierzą się z atopową skórą maluszka. Ja tego kremu używam po goleniu… NÓG. moje nogi wyglądają okropnie, swędzą i są zaczerwienione. Wiem, że powinnam może zainwestować w depilator ale jestem wierna maszynce. Ten krem mnie ratuje i zwalcza wszystko to, co pojawi się po zabiegu.

Perfecta body

Nie jestem fanką skarpet złuszczających – tych w dosłownym tego słowa znaczeniu. Szukałam zamiennika i znalazłam. Bardzo fajny krem, który przy stosowaniu co najmniej raz w tygodniu pokazuje fajne efekty. Skóra (zwłaszcza pięt) jest gładka i trzeba naprawdę mocno zaniedbać stopy by jakiekolwiek zgrubienia się pojawiły. Dla mnie najlepszy krem do stóp ever.

Let’s celebrate

Skoro moja mama mówi że ten balsam zajebiś**e pachnie to musi tak być. Uwierz że moja mama to najbardziej  szczera osoba chodząca po Ziemi. Idealnie się wchłania, cudownie pachnie, nie pozostawia śladów na ubraniu. Mega szybko się wchłania i UWAGA! nie zawiera alkoholu, więc zaraz po depilacji np. nóg można go nakładać bo nie będzie szczypało. Plus za pompkę, dla mnie każdy kosmetyk z pompką wygrywa w przedbiegach.

Eveline demakijaż

Ja się nie maluje. A nawet jak już mam na sobie podkład to bardzo rzadko i śladowe ilości. Dlatego nie sugeruj się teraz tym jeśli na co dzień używasz dość mocnego makijażu (chyba że to tylko BB, to spoko). Ja używam go co wieczór po kąpieli by po prostu oczyścić sobie twarz. Tak by te wszystkie zanieczyszczenia nie szły spać ze mną. Zauważyłam że jakość skóry na twarzy znacznie mi się poprawiła. Jest teraz przede wszystkim bardziej nawilżona i oczyszczona.

Maska do twarzy odświeżająca

Nie wiem co to za firma, na opakowaniu napisane jest to co widać. Na odwrocie wypisany skład i sposób użycia. Można ją kupić na 100% w drogeriach eko, bo sama ją tam kupiłam. Teraz jeszcze kusi mnie oczyszczająca. Ta jest bardzo fajna, ma miętowy zapach i gładką konsystencje. Mnie na początku dość mocno szczypie i kusi mnie by ją zmyć, ale dosłownie po 2 minutach przechodzi. Skóra po niej jest faktycznie bardzie ożywiona i jaśniejsza.

 

Znałaś wszystkie te kosmetyki? A może namówiłam Cię na zakup któregoś?

 

 

 

 

Blog - archiwum

Po co chodzę do kosmetyczki?

2 sierpnia 2017

Nie uwierzysz, ale dzisiejsza wiadomość od jednej z Was skłoniła mnie do tego, bym napisała te wpis. Tytuł który ma ten post, to dokładnie ta wiadomość jaką dostałam. „Po co Ty chodzisz do tej kosmetyczki? Nie masz co z kasą robić?”. Nie wiem skąd ta cudowna osoba wzięła to pytanie, może ktoś jej kazał napisać? A może po prostu nie używa mózgu, albo go wcale nie ma?

Nie mnie oceniać jej głupotę ale postanowiłam rozwinąć temat by link do wpisu podesłać szanownej Pani. Być może wkurzyć ją jeszcze bardziej, albo zamknąć usta na wieki. Sama nie wiem którą opcje bym ostatecznie wybrała. Jestem wręcz pewna że ta osoba, ma ból czterech liter bo „siedzę w domu” i mam czas, pieniądze i możliwości tam jeździć. Żyję z alimentów, 500+, pieniędzy mojego faceta, rodziców, zasiłków… ale ręce mam pracą niezhańbione.

Zacznę od tego że, nikomu do portfela zaglądać nie wypada. Skąd dana osoba pieniądze na coś ma lub nie, Ciebie nie powinno interesować. Mnie nie obchodzi skąd sąsiad ma kasę na nowe auto, innego stać na wakacje za granicami kraju a jeszcze innego na cotygodniowe jedzenie na mieście. Ja lubię pieniądze, dlatego robię wszystko by je mieć. Jak je już mam to równie mocno lubię je wydawać. Na kosmetyczkę, na ciuchy dla dzieci, na książki, a przede wszystkim na wyjazdy. Czy to weekendowe czy dłuższe.

Nie wierzę że Ty, mając możliwość by otrzymać „za nic” 500zł byś nie skorzystała. No tylko głupi by tych pieniędzy nie zabrał. Celowo napisałam za nic, ponieważ utrzymanie dziecka to zdecydowanie nie jest nic. I te osoby które je mają, wiedzą że 500zł to pewien ułamek tego co potrzeba. Nie wnikam w politykę i w to czy dobrze że te pieniądze dostajemy czy nie.. one są, to ludzie biorą. Alimentów też nie dostaję za nic. Wiesz, dzieci muszą gdzieś mieszkać. Lodówka musi być pełna. Ciuchy na tyłku muszą się zgadzać, a jeszcze lepiej jakby były czyste. Edukacja kosztuje, nawet państwowa i to nie mało, treningi, wycieczki, lekarstwa. Na to wszystko potrzeba kasy. Ja mogłabym tych pieniędzy nie brać i iść do pracy, ale wtedy składamy się po połowie na nianie, przedszkole, jakieś rachunki, leki.. UWIERZ – zdecydowanie tak płaci mniej i doskonale o tym wie. Blog to moja praca. Może się to komuś podobać lub nie, ale zarabiam na nim pieniądze i to wiadomo nie od dziś. Są posty, tak jak ten i wiele innych pisanych bez opłacenia przez firmę, ale są też takie za które mam pieniądze przelewane na konto. Nigdy nie „na czarno”. Zawsze z umową o dzieło.

Teraz już wiesz skąd mam kasę na takie luksusy jak kosmetyczka. Zarabiam sobie na nie na blogu, bo właśnie tu zbieram na przyjemności. Reszta która jest dla dzieci, trafia w 100% do dzieci. Przyjemności to przede wszystkim kosmetyczka, wyjazdy i jakieś ciuchy.

Dobra, ale po co Ci ta kosmetyczka?

Bo 24 lata nie robiłam NIC ze swoim ciałem. Nie robiłam zupełnie nic, by poprawić swój wygląd a co za tym idzie – nie dbałam o swój umysł. Zawsze czułam że nie jestem atrakcyjna. Zwłaszcza po ciążach. Mój brzuch pozostawia wiele do życzenia i wiem że jeszcze ogrom pracy i pieniędzy potrzebuje. Jednak na chwilę obecną poprawiam to co mogę. Przede wszystkim twarz, brwi, rzęsy i paznokcie. Paznokcie zawsze obgryzałam (wiem, obrzydliwe!) dlatego na nich najbardziej się teraz skupiam. Rzęsy zakładam, bo czuję się w nich ładnie. Za rzęsami idą brwi, bo po prostu wglądam źle, jak mam zrobione tylko rzęsy. Są zbyt wyraziste i własne brwi dodają im uroku.

Kolejnym powodem są chwile dla siebie.

Ostatnio czuję że mam ich tak mało, że te 2 bądź 4 godziny właśnie tam bardzo mi pomagają nie ześwirować do końca. Każda mama potrzebują wyjść od czasu do czasu. Mi w zachowaniu równowagi psychicznej pomagają właśnie to wyjścia. Nie jestem typem mamy, która da radę wytrzymać 24h/7dniw  tygodniu/365 dni wytrzymać z dzieckiem. Jestem pewna że Ty też, bo każdej z nas należy się taka chwila. Na zakupach, kawie czy u kosmetyczki.

Nie zawsze jest kolorowo.

 Są takie dni, gdy nie mam z kim dzieci zostawić (na przykład teraz na najbliższą wizytę) dlatego pakuję dzieci w pociąg i jedziemy. Auto mam zepsute, facet w pracy, dziadkowie w pracy, ciocia w pracy to jakoś sobie radzić musimy. Wcale mi się nie uśmiecha jechać tam z nimi, bo salon rozniosą po pierwszych 10 minutach, ale nie mam innego wyjścia.

Najwyraźniej inni mają inne potrzeby. Ja czuję że nie wydaję tych pieniędzy na pierdoły. A skro ktoś tak myśli, to na stówę zdania nie zmieni więc odpowiem tak:

Tak, nie mam co z kasą robić.

 

Blog - archiwum Podróże - archiwum

Nasze wakacje nad polskim morzem – ile pieniędzy potrzebujesz?

26 lipca 2017

Podczas pobytu nad naszym polskim morzem powstał TEN wpis. Opowiadam o tym, dlaczego zdecydowaliśmy się właśnie na ten wyjazd. wspomniałam tez jakie koszty planowaliśmy ponosić każdego dnia naszej wycieczki. Dostałam jeden komentarz, na który teraz tym wpisem chciałam odpowiedzieć. Jedna z Was mówiła że wydała 4300 zł dla 4-osobowej rodziny. Odpowiadam zupełnie szczerze ile pieniędzy wydaliśmy.

Jadąc na wakacje nie nastawiamy się na oszczędzanie. Raz na jakiś czas można pozwolić sobie na więcej. Mam tu na myśli codzienne jedzenie na mieście, słodycze po każdym posiłku i wyjścia do różnych parków rozrywki. Nad morzem byliśmy 7 dni. Siedem dni rozwalania pieniędzy na prawo i lewo. Rachunek sumienia to:

Nocleg 6×60 dorośli 6×40 dziecko = 200zł/dzień – 1200/7dni
Śniadania 6×0,29zł bułka x 7 dni = 12,18/7 dni
wędlinka/sery/ketchup/warzywa = +/- 40 zł/7dni
II śniadanie 6×0,29zł bułka x 7 dni = 12,18/7 dni
wędlinka/ser/owoce = 30zł/7dni
Obiad +/- 50 zł dzień (2x główne danie +/- 20zł plus zupa) 50×7 = 350 zł
dla naszej rodziny ilość jedzenia była wystarczająca – porcje OGROMNE!
Podwieczorek średnio 20 zł / dzień (Daniel nie je słodkości, my wolimy lody od gofra plus jakiś owoc) 20×7 = 140zł
Kolacja 30zł/dzień = 30×6 – 180zł

dodatkowo:

paliwo w obie strony ok 140zł (ok 330km w jedną stronę)
wejście na wystawę kolejek 100zł
wejście do parku „dmuchanych zabawek” 50 zł
zjazd na zjeżdżalni na plaży 20 zł (ale znaleźliśmy po drodze 20 zł więc był za darmo 😀 ) – 0 zł
Przejazd kolejką 12zł/osoba – 24 zł (dziecko gratis)
gry/zabawki/pierdoły 15o zł/7 dni
tatuaże 2x 10zł – 20zł
kino 7D – 60zł

RAZEM: +/- 2510 zł

Nie wydaliśmy 4300zł, udało nam się wydać znacznie mniej, a serio – nie oszczędzaliśmy wcale. Dzieci dostawały prawie wszystko to, na co miały ochotę. Był grill, tatuaże, latawce, milion glutów kupionych w chińskim sklepie. Jedliśmy codziennie lody/gofry, rybka też pojawiła się na naszym stole. Byliśmy w Dziwnowie, nie jest to super dziura – ale do Trójmiasta mu daleko.

 

 

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Dziecko to nie wymówka.

24 lipca 2017

Pamiętasz ten czas, gdy skończyłaś LO/technikum/szkołę zawodową? W planach miałaś studia bądź od razu pójście do pracy. Każdy ma inne priorytety i wszyscy doskonale wiedzą co jest dla nich najlepsze. Żyłaś tak sobie bez większych zobowiązań z dni na dzień, nie przejmując się niczym „bo jakoś to będzie”. Na wykłady chodziłaś półprzytomna bo dzień wcześniej bawiłaś się na domówce u znajomej. Pamiętasz to?

Pewnie że tak! Każda matka marzy o takiej chwili dla siebie. O pójściu do pracy, na kawę z koleżanką. Kino, lody i zakupy o 14 – nie ma najmniejszego problemu. Fajnie by było móc tak odpowiedzieć prawda? A wiesz że możesz to zrobić?

Dlaczego mówisz że nie?

Bo masz dziecko? Proszę Cie! Dziecko nie jest wymówką do tego by siedzieć w domu. Mało tego! Powiem Ci, że wskazane są takie wyjścia. Uczą one młodych jak trzeba zachować się a czego nie wypada robić w danym miejscu. Jak ma się nauczyć tego, że w kawiarni nie specjalnie można krzyczeć? Najlepiej pokazać mu to właśnie zabierając w takie miejsca.

A kino?

Kochana! Teraz są organizowane takie seanse dla dorosłych w których dzieci biegają sobie na dole i w nosie mają film. Robią co chcą, z Sali nie wyjdą bo jest zamknięta a Ty w spokoju zajadasz się popcornem (bo przecież dziecku nie dasz, dziecko dostanie zdrowe chipsy jabłkowe 😀 ). Mało tego! Robisz to właśnie z koleżanką o 14:00!

Kino, zakupy to nie wszystko. A samorozwój?

To jest najlepsze. Powiedz mi, w czym Ci dziecko może przeszkadzać? Ogranicza Cię jakoś? Podam Ci mój przykład. Zdałam maturę mając 6-miesięczne dziecko na rękach. Powiem Ci więcej! Skończyłam studia – i nie, wcale nie potrzebowałabym do tego dziadków czy partnera ( chociaż jestem zdania że to właśnie tata dziecko POWINIEN z im wtedy zostać, jest tak samo jego jak Twoje). Przy uczelniach są żłobki dla dzieci studentów (poszukaj w necie listę), dostępne są tez kierunki studiów gdzie to dziecko może być na większości wykładów z Toba – serio! (np. pedagogika, psychologia). Mało? Masz kolejny przykład. Zorganizowałam spotkanie dla 150 blogerów – SAMA! Kiedy? W nocy.

Za samorozwojem idzie chęć poprawienia czegoś w sobie.

Tu nawet nie będę nic mówiła. Odeślę Cię do mojego poprzedniego wpisu który napisała Ania. Mama Bartka, która schudła 10 kg. Zdrowe odżywianie, stałe posiłki, ćwiczenia 30 minut w domku, raz po raz bieganie/rower/rolki cokolwiek! To nie jest wiele. Włącz you tube, pozwól dziecku ćwiczyć z Tobą. Użyj masy swojego dziecka jako obciążenia podczas ćwiczeń. Dziecko ma frajdę – Ty odwalony trening.

Psychika jest najgorsza.

Masz opory przed tym wszystkim i doskonale Cię rozumiem. Nie pójdziesz do kawiarni, bo wstyd jak dziecko zacznie krzyczeć i rozrabiać? Miej to w nosie! To tylko dziecko. Zwróć uwagę, zajmij czymś, zamów mu ciacho i dacie radę. Najgorszy jest pierwszy raz – później idzie z górki. Ja co piątek chodzę do naszej jedynej restauracji w miasteczku. Zamawiam zupę pomidorową na pół (całe 7zł) i uczę ich jak mają się w takim miejscu zachować. Była tragedia, teraz jest naprawdę spoko!

Mam dwójkę dzieci. Co osiągnęłam już po ich narodzinach?

– Zdałam maturę;

– Skończyłam studia;

-Zorganizowałam sama event blogowy dla 150 blogerów;

– Zdałam prawo jazdy;

A co robię kiedy mam na to ochotę

– Chodzę z nimi do kawiarni;

– Co piątek jemy w restauracji;

– Jeździmy na rowerach;

– wyjeżdżamy na wakacje bądź jedno-dwu- dniowe wypady;

– spotykam się z koleżankami;

– ćwiczę do programów na YouTube

-wszystko, co w danej chwili przyjdzie mi do głowy.

W niczym mnie nie ograniczają! Są moją motywacją, bo im trudniej coś zrobić tym większa radość gdy się uda.

 

Blog - archiwum Dom - archiwum

Metamorfoza naszej sypialni. Czyli przenieś się z epoki kamienia do XXI wieku – nie żartuję!

21 lipca 2017

Kochana, jak zaglądasz tu zawsze gdy pojawi się nowy wpis to doskonale wiesz że przeprowadziliśmy się do mieszkania z rynku wtórnego. Nie mieliśmy idealnie prostych ścian, które wystarczyło pomalować odpowiednim kolorem, położyć panele, wnieść meble. Jest to nasze pierwsze wspólne mieszkanie i od razu zostaliśmy rzuceni na głęboką wodę. Wszystko co było tu przed naszą ingerencją było stare, brzydkie i serio wołało o remont generalny. Nie wspomnę o tym, że zrobiliśmy makabryczny błąd nie wymieniając starych instalacji. Teraz z trzech gniazdek w pokoju mamy jedno działające. Cóż, przynajmniej wiemy co po remoncie kuchni i łazienki nas czeka.

Mimo wszystko kocham to nasze mieszkanko i cieszę się że mam takie stu-procentowe pole do popisu. Wiem że robię wszystko dla nas, nie boję się ze za miesiąc ktoś nas z niego wyrzuci. Nie używaliśmy najtańszych materiałów, staraliśmy się kupić to co nam się podobało bez względu na cenę. Nie wszystko jest jeszcze gotowe, brakuje kilku detali ale powoli będzie u nas pięknie. Przykładem doskonałym jest to, że mieszkamy tu już rok a biurka które za chwilkę zobaczysz mamy od maja. 10 miesięcy czekania, oszczędzania, drobnych wyrzeczeń i są. Kącik mojej największej dumy, jest idealny (no może poza tym wielkim klocem Daniela, ale coś też musi mieć w tym pokoju „swojego”).

Sypialnia połączona z biurem i salonem gier.

Tak to u nas wygląda właśnie. Gdy tu zamieszkaliśmy była to tylko sypialnia. Nie było nic oprócz starej kanapy. Jednak nasze kręgosłupy nie wytrzymywały spania w trójkę na tak małej powierzchni to zainwestowaliśmy w materac. Kilka dni spaliśmy na materacu, bo ramy łóżka nie było. Ubrania leżały na podłodze, bo szafa miała dojechać razem z ramą. Gdy już to zaczęło jakoś wyglądać Daniel kupił sobie komputer, który stał na najbrzydszym biurku jakie widział świat. Naprawdę raziło po oczach i nie dawało mi żyć. Męczyłam Daniela o zmianę tego brzydactwa jakieś 3 miesiące. Uległ, gdy blog zaczął się rozwijać i musiałam też mieć jakieś miejsce do pracy. Warto było nalegać prawda? Teraz przynajmniej co dwa dni, gdy nadchodzi „dzień gry” ja siadam obok, płacę rachunki, zajmuję się blogiem i jesteśmy jakoś tak bliżej. Niby każdy robi swoje, ale nie zapominamy o swoje obecności. W sumie ciężko zapomnieć jak moje nogi leżą na biurku i zasłaniają pół jego monitora.

Co ja tam będę opowiadała. Najlepiej zobaczyć wszystko na zdjęciach. Pierwsze to te „przed”, proszę byś się nie przestraszyła bo sceny są iście z horroru. Stara tapeta, stare meble – jestem pewna że teraz jest o niebo lepiej!

PRZED

PO

I jak Ci się podoba? 🙂

 

Linki:

Obraz nad łóżkiem : BIMAGO
Łóżko i szafa : Idzczak Meble
Strefa biurowa : IKEA
Panele, drzwi : Leroy Merlin

 

Blog - archiwum Zdrowie - archiwum

Nasza historia walki z alergią na mleko krowie – garść ważnych informacji dla rodziców!

19 lipca 2017

Cała moja pierwsza ciąża przebiegała wzorowo. Zero nudności, kilogramy w normie, byłam aktywna przez cały jej okres. Pod sam koniec tego cudownego stanu męczyła mnie tylko okropna zgaga, ale to nic w porównaniu do tego co odkryłam na samym końcu. Dwa tygodnie przed porodem wyczułam w piersi guzka. Szybka wizyta u onkologa, skierowanie do biopsję i czekanie na wynik. To było najgorsze kilka dni w moim życiu. Na szczęście nie wykryli w nim komórek rakowych więc ciąże donosiłam do końca, a nawet dłużej niż jest to przewidziane i dziecko musiało być wywołane na ten świat. Jak się pewnie domyślasz, nie mogłam karmić piersią. Antko od urodzenia, już w szpitalu karmiony był mlekiem modyfikowanym.

Mając 18 lat niewiele wiedziałam, polegałam na wiedzy mojej mamy czy drugiej babci. Szczerze, te wytyczne odbiegały od dzisiejszych standardów. Popełniałam takie błędy jak : dokarmianie glukozą, rozszerzanie diety dziecka po 4 msc życia czy UWAGA podanie mleka krowiego ZAMIAST modyfikowanego w wieku 5 miesięcy. Efekt? Moje dziecko cierpiało. Często płakał, miał gazy,  jego skóra była przesuszona i cala w czerwonych plackach po podaniu mleka wymiotował. Najgorsze było zwalanie winy na wszystko tylko nie na mleko krowie „bo Ty piłaś jak byłaś mała i żyjesz!”, ” jak miałaś 4 msc to piłaś budyń już i kaszkę mannę na mleku krowim”. Piłam – fakt, żyję – fakt, ale czy ja jestem jak inni? Mój syn musi być taki jak ja?

Pierwsza wizyta u lekarza i wszystko stało się jasne.

Antko miał alergię na mleko, a ja niczego nieświadoma dokładałam oliwy do ognia podając mu kilka razy dziennie butle z czymś, co mu najzwyczajniej szkodziło. Przeszliśmy tego samego dnia na specjalne mleko dla dzieci uczulonych na białka mleka krowiego i wyeliminowaliśmy z diety cały nabiał. Było tragicznie na początku! Szczerze, dla osoby która nigdy jakoś specjalnie nie musiała przejmować się dietą start był trudny. Tym bardziej że nie chodziło o mnie, a o małego człowieka który komunikował się ze mną płaczem, uśmiechem, kondycją skóry czy tym co znalazłam w jego pieluszce. Jesteśmy rodziną która na co dzień używa właśnie mleka krowiego. Do kawy, płatków, owsianki, kochamy mleko z miodem czy różnego rodzaju jogurty czy sery. To wszystko musiało zniknąć z diety dziecka – wtedy myślałam że jest to kompletnie niemożliwe, przecież to mleko jest wszędzie!

Ważne jest wsparcie!

Bez tego w życiu byśmy nie pokonali problemu. Samo odstawienie butli mleka krowiego dało ogromny rezultat. Podanie specjalnie stworzonego mleka dla dziecka strasznie ułatwia życie rodzicom. Nieznajomość problemu jest najgorszą wadą tej sytuacji, myślę że odszukanie takich „bratnich dusz” które zmagają się z tym co my jest niezwykle ważne. Wymiana doświadczeń, pomysłów, wiedzy.. to jest na wagę złota w momencie największego zwątpienia. Strona taka jak Nutramigen, jest dobrym początkiem w przygodnie z nietolerancją. Znajdziemy tam praktyczne  i przede wszystkim WIARYGODNE informacje takie jak testy alergii, jakie są jej objawy, jak można wyrosnąć z niej czy fantastyczne wskazówki żywieniowe.

Korzystanie ze sprawdzonych przepisów.

Gdy nie mamy o tym najmniejszego pojęcia, a początki bywają naprawdę trudne warto prosić o pomoc i z tej pomocy korzystać. Przepisy na dania dla dzieci bez mleka lub z użyciem preparatu mleko zastępczego które są dostępne na stronie podanej przed chwilką są wędką dla rodziców. Pokazują jak możemy gotować, czego unikać, jakie produkty są dobre i co można dodać zamiast alergenu. Spory wybór najróżniejszych kombinacji dla tych młodszych i starszych. Pamiętam te chwile gdy dowiedzieliśmy się o alergii, od razu po powrocie do domu szukałam stron z przepisami, szukałam sprawdzonych artykułów i pomocy..

Nowoczesna alternatywa dla artykułów..

To krótkie i konkretne filmiki dostępne na stronie Nutramigen LGG Poland. Przy maluszkach często nie mamy chwili by wypić ciepłą kawę a co dopiero wczytać się w jakiś konkretny artykuł naukowy. Fajny kanał który zebrał najbardziej potrzebne informacje dla rodziców który zaczynają swoją przygodę z alergią pokarmową u dziecka. Zajdziesz tam wywiady z rodzicami, którzy walczą z tym samym problemem. Rzetelne informacje, które są przedstawione w formie wywiadów z lekarzami. Bardzo fajne przepisy dla dzieci z nietolerancją na białka mleka krowiego oraz WSZYSTKO co musisz o samej alergii wiedzieć. Znajdziesz tam też wywiad mamy, która tak jak my walczyła wraz z dzieckiem i wygrała, udało jej się pokonać alergię. Dosłownie wszystko w jednym miejscu. Kompendium wiedzy dla świeżo upieczonych rodziców alergika.

Ja znalazłam wszystko co było mi potrzebne..

Ponieważ udało nam się pokonać alergię, małymi kroczkami. Przez rok moje dziecko nie dostawało NIC co zawierało w swoim składzie mleko krowie. W wieku 1,5 roku powoli, bardzo powoli wprowadzałam do diety nabiał. Każdego dnia obserwowałam dziecko, zapisywałam wszystko co danego dnia zjadł. Nadal pił specjalne mleko dla dzieci z alergią. Te chwile były jeszcze trudniejsze niż wcześniejsze pilnowanie by uniknąć mleka krowiego – to po prostu przychodziło nam już naturalnie. Oficjalnie, w wieku 2 lat i 2 miesięcy moje dziecko zaczęło jeść to co my. Do dziś podstawą jest „kakauko” na mleku krowim czy budyń z sosem truskawkowym. Obejść się też nie umie bez solidnej porcji mleka z miodem w zimowe wieczory. Te ciężkie chwile już za nami, mam nadzieję że już nie będzie nam dane tego doświadczać. Chociaż teraz, już wiem gdzie będziemy szukać pomocy! Skoro nam się udało – jestem pewna, że Wam też się uda.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Blog - archiwum Główna - archiwum

Moje dzieci muszą to zrobić – codziennie!

18 lipca 2017

Kocham ich, jak matka kocha swoje dziecko. Zrobię dla ich wszystko. Zrezygnowałam z pracy na etacie by móc z nimi być. Poświęcam się w 95%. Te pięć procent to wyjścia do kosmetyczni co 3 tygodnie na 4 godziny i weekendowe wyjazdy do babci by zobaczyli się z tatą. Nieźle wychodzi to procentowo nie? Tak jak pisałam, dla nich jestem w stanie zrobić naprawdę dużo. Nie wyobrażam sobie już życia bez nich. Chociaż ręce opadają ze zmęczenia i psychicznego wykończenia milion razy na dobę to czuję że są szczęśliwi że mają mamę dla siebie przez cały czas.

Nie każdy ma to szczęście. Nie wszystkie kobiety mogą pozwolić sobie na to, by zostać z dzieckiem w domu przez 3,4,5 – lat. Nie pozwalają na to finanse, bądź umowa w firmie która zatrudnia. Masa innych „przeciw” też się znajdzie. Ja jestem szczęściarą, chociaż codziennie przeklinam że chcę już mieć „spokój”, marzę o wyjściu do pracy na 8 godzin. Nie doceniam tak jak powinnam, zacznę pewnie gdy będzie za późno.

Co tak bardzo mnie wkurza?

Te jęki, piski, wycie, krzyki.. To „NIEE!!” jako odpowiedź na wszystko, nawet na wymyślne kanapki w kosteczkę z kropelką ketchupu na środku – ale wiesz, tak idealnie na środku. Jak zjedzie na bok to już pozamiatane, nie zje wcale. Ten chce kąpiel z pianą, ta bez piany. Ta chleb z ogórkiem ze skórką, ten bez skórki. Wycie podczas mycia włosów. Wielki ból przy obcinaniu paznokci. Jezu, nawet nie masz pojęcia jak to wszystko niszczy mi psychikę w ciągu całego dnia. Chociaż nie, jak jesteś matką to doskonale mnie rozumiesz. Do tego się NIE DA przyzwyczaić. Te decybele są nieprzystosowane do naszych uszu..

Co mimo wszystko MUSIMY robić codziennie?

Oni umrą, uschną i Bóg jeden wie co jeszcze gdy tego nie zrobią. Deszcz czy śnieg, wiatr czy 40 stopni w cieniu. Oni muszą! Muszą i koniec bo chatę by roznieśli. Pewnie domyślasz się o co chodzi. Nieszczęsny plac zabaw. Tak bardzo go nie lubię, ale chodzę bo poćwiartowali by mnie gdybym odmówiła. Moje poświęcenie w tym wypadku jest całkowite. Stresuje mnie wszystko co tam jest. Karuzele, Blanka biegająca obok huśtawki, starsze dzieci które w nosie mają mniejsze. Wnerwia mnie obojętność rodziców,  brak uwag odnośnie zachowania. Wbieganie na zjeżdżalnie od dupy strony. Przepychanie się na samej górze drewnianego domku. Osikana piaskownica przez koty. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Tak bardzo nie lubię tego miejsca!

Ale oni kochają!

Więc chodzę tam z nimi codziennie. CODZIENNIE.
Poświęcam się w 250%.
Bo kocham.

Blog - archiwum Kuchnia - archiwum

Książki kucharskie z których my korzystamy.

15 lipca 2017

Doskonale wiem, że w XXI wieku jest łatwy dostęp do Internetu. Przepisów jest tam cała masa, na 100% te które są w moich książkach znajdziesz właśnie w sieci. Ale ja lubię mieć przepis na papierze. Uwielbiam ładne fotografie, dokładny opis i możliwość gotowania bez włączonego obok telefonu czy innego sprzętu.

Mam swoje ulubione, którymi właśnie dziś chciałam się z Tobą podzielić. Nigdy nie byłam mistrzem kuchni. Przypalić umiem wszystko i wszędzie. Wyczucia smaku nie mam wcale (dlatego ZAWSZE obiad czy inne danie doprawia u nas Daniel). Uwielbiam polegać na sprawdzonych przepisach, które są przede wszystkich łatwe. Nie narzucają mi siedzenia w kuchni minimum dwóch godzin. Książek kucharskich miałam całą masę. Każdą tak szybko jak kupiłam, jeszcze szybciej sprzedawałam. Te które na tej liście są smaczne, szybkie, zdrowe – jak czasem coś przerobisz 😀 .

Pierwsza pozycja na liście to mój absolutny hit.

Kocham, kocham i jeszcze raz KOCHAM. Zupa-krem ze szparagów jest mistrzostwem świata. Masa przepisów na każdy dzień. Zupa, drugie danie i deser! Tak ambitna nie jestem, więc u nas jest zasada raz zupa – raz drugie danie i serio, jest smacznie!

wyd. Olesiejuk

Tą pozycję kupiłam przez przypadek. Zachęcił mnie tytuł „obiad w 15 minut”. Jako że leń jest we mnie silniejszy niż u innych musiałam ją mieć. Dosłownie wpadła mi w ręce gdy brałam coś innego. Jest super!

wyd. Olesiejuk

Ta pozycja jest idealna dla dzieci. Jak wiem, że chciałabym danego dnia zaangażować dzieci do wspólnego gotowania sięgam po Kuchcika. Proste, smaczne i fajne przepisy. Dzieci ogarniają same, ja czytam – oni patrzą na obrazki i robią.

wyd. Martel

Tego to ja nawet nie przedstawiam. Każdy chyba zna. Nie wszystkie przepisy są fajne, ale spora większość nam pasuje – dlatego została u nas na dłużej. Jako jedyna z serii Lidlowych.

wyd. Lidl

A ta jest świetna! Kiedyś korzystałam z  niej więcej. Gdy dzieci były małe i nadchodził czas świąt (ale nie tylko, bo przepisy są dość uniwersalne). Nie mam serca jej oddać nikomu bo uratowała mi kilka razy tyłek.

wyd. agora

Nasza rodzina to takie typy łasuchów. Jak my kochamy słodycze! Najczęściej korzystam z bloga Moje Wypieki, jednak ta pozycja ma tak samo smaczne i fajne desery!

wyd. Olesiejuk

A Ty używasz książek kucharskich? Masz jakieś swoje ulubione?

Blog - archiwum Główna - archiwum

10 zaskakujących rzeczy o mnie – z których jestem dumna lub ich wcale nie robiłam.

13 lipca 2017

Przypomnij sobie taką chwilę, w której zrobiłaś coś co wydawało Ci się bardzo wyjątkowe. Co nie dla każdej osoby by było łatwe do wykonania – a Tobie się udało. Albo zupełnie odwrotnie- taką drobną, a może sporą sprawę której nigdy nie zrobiłaś. Nigdy, przenigdy nie byłabyś w stanie tego zrobić bo z różnych powodów jesteś temu przeciwna. Strach, obrzydzenie, nie bo nie, albo po prostu nie mogłaś? Przypomnij sobie, bo może będą to takie fajne wspomnienia. Ja wspominając moje miałam uśmiech na twarzy i nie tylko przy tych przyjemnych.. te gorsze po czasie zmieniają się w zabawne i coś czego byś nigdy nie zrobiła, dziś musisz robić.

Ja jako nastolatka byłam zupełnie taka wiesz „och, ach, ech” ile to ja się wtedy rzeczy brzydziłam. Skorzystanie z publicznej toalety, nawet w szkole – obleśne. Zabicie pająka – never. Dotykanie błota – zapomnij! Wyobraź sobie taką dziwaczkę, która za chwilę będzie musiała pampersa dziecku zmienić! Ciężki temat, ale teraz poczytaj o tym co było wyjątkowego i czego nie zrobiłam nigdy!

1.Spotkanie dla Blogerów Parentingowych.  Zorganizowałam je sama, bez pomocy. Planowo miało być ich 150 ale większość nie dojechała. Trudno, człowiek na błędach się uczy i w 2018 roku spotkanie będzie na mega wysokim poziomie. Z pomocą już kilku innych bardzo fajnych osób. Mało który bloger, w pojedynkę organizuje jakiekolwiek spotkanie. A gdzie tu takie masowe? Moja największa duma.

2. Nie byłam na studniówce. Bardzo chciałam! Ale nie byłam bo tata moich dzieci nie chciał iść. Miałam zostawić dziecko i jego w domu i iść sama. Nie umiałam sobie tego wyobrazić i do dziś sobie pluję w brodę ze przegapiłam tak ważne wydarzenie w moim życiu. Studniówkę ma się tylko raz.

3. Kąpałam się nago w jeziorze. Nie byłam na tyle odważna by zrobić to w obecności kogokolwiek, byłam sama. Gdy nie było jeszcze Blanki, a Antko jechał do babci i taty ja jechałam nad jezioro i wchodziłam do wody. Do dziś uwielbiam tam jeździć, ale już tylko jako pełnoetatowa mama od rana z dwójką dzieci. Policja mi mandatu już dać nie może nie? 🙂

4. Nie byłam za granicą. Sorry skłamałam! Byłam jakieś 8 godzin za granicami kraju. Dokładnie szybka wycieczka do Czech ze szkołą. Ale wiesz jak to jest na wycieczkach. To się nie liczy.. Nie byłam bo nie było okazji, kasy, wolnego.. ciągle coś. Nadrobimy może w przyszłym roku. Moim marzeniem jest Berlin.

5. Nie oglądam horrorów. To jest właśnie ten podpunkt „nie bo nie”. Nie lubię, boje się i w nocy gdy chce mi się siusiu musiałabym budzić Daniela. A po co mu to? I przede wszystkim, po co mi ten stres? Mój strach rozszerza się bardziej. Ostatnio byliśmy w kinie na nowym King Kongu – wyspa czaski czy jakoś tak. 3/4 filmu byłam wtulona w rękę Daniela, wcale nie dlatego że było ta romantycznie.

6. Nie dokończyłam książki. Nigdy mi się nie zdarzyło przeczytać całej książki od pierwszego, do ostatniego zdania. Rzadko kiedy doczytuje ostatnie strony, tym bardziej gdy zakończenie jest do przewidzenia. Nie wiem dlaczego tak jest, ale nie robię tego.

7. Nie gotuję nic, czego przygotowanie trwa dłużej niż 30 minut. Cóż, królują u nas szybkie dania. Gdy ktoś ma ochotę na roladkę jakąś – mogę wysłać zaproszenie do restauracji. Ja zrobię każde danie, które zmieści się w czasie 30 minut. Ale uwierz, większość się da.

8. Nie umiem robić tradycyjnych Polskich kotletów. Nie umiem tak pokroić mięsa kurczaka, indyka czy schabu by powstał z tego kotlet. Podczas wycinania, widzę tam tyle żyłek, skóry, i jeszcze innych mniej lub bardziej obrzydliwych rzeczy.. że po prostu powstaje kostka. Jemy zatem nagetsy albo mięsko w przyprawie i fruuu do piekarnika. Kotlety robi u nas Daniel. Brawa!

9. Wychowywałam sama dzieci. Teraz mam Daniela, który pomaga więcej niż niejeden pełnoprawny tata pewnie. CO nie zmienia faktu że jestem z siebie dumna. Drugie dziecko urodziłam, wychowałam (przez pierwszy rok) sama i dałam radę. (Tak, finansowo tez sama, alimenty pojawiły się później – po testach DNA i rozprawie w sądzie). Mao kto był w takiej sytuacji, ale wybrnąć z niej jest ciężko. Mi się udało.

10. Teraz się śmiej. Albo najlepiej od razu kulaj się po ziemi. Mam 24 lata i dopiero w tym roku zaczęłam depilować brwi! Rozumiesz to! Sama tego nie zrobię, za duży ból. Chodzę do kosmetyczki która ma cholernie duży ubaw gdy sprawia mi ten ból. Jestem dla niej wyzwaniem, bo inne klientki między wizytami coś tam poskubią.. ja przychodzę tak jak mnie natura stworzyła i nie powiem, pracy trochę ma!

 

 

 

Nasz Instagram